Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Toshiba U925T - after dead - cz. 3 czyli Ubuntu

Jak zapewne pamiętacie, mój poprzedni wpis zakończył się na tym, że uruchomiłem TOSHIBA Recovery Wizard i po kilku minutach zostałem ze sprzętem niezdatnym do używania bo pozbawionym oprogramowania... Muszę przyznać, że mimo tego, że rozwiązywaniem problemów z komputerami zajmuję się od czasu kiedy samodzielnie złożyłem sobie z kupionych na złomowisku części, PC AT (ponad 25 lat temu) to nigdy nie zostałem postawiony w podobnej sytuacji, kiedy jedyną dostępną opcją zostało zamówienie u producenta komputera nośnika RECOVERY (35,90 EUR). Dlaczego jedyną? Bo nie miałem własnej kopii nośnika Recovery (oczywiście, wiem jakie to ważne i zawsze sam uczulam na to innych... ale wiadomo: szewc bez butów chodzi), na obudowie nie było nalepki z kluczem do systemu a w pudełku po laptopie nie było żadnych nośników z oprogramowaniem.

Z drugiej strony pomyślałem, że jest to okazja do sprawdzenia czy i jeśli tak to jak na U920T będzie działać Ubuntu. Ciekawy byłem też tego całego UEFI/SecureBoot określanego przecież: technicznym więzieniem systemów, kagańcem dla konkurencji etc ;)

W praktyce okazało się, że en problem wcale nie jest taki straszny. Można też powiedzieć, że ten problem nie istnieje ponieważ wystarczy ustawić w BIOS parametr Boot Mode na CSM Boot i po sprawie:

r   e   k   l   a   m   a

Ściągnąłem ubuntu-13.04-desktop-amd64.iso oraz Universal-USB-Installer-1.9.3.3.exe i przygotowałem bootowalnego pendrive z Ubuntu. Włączyłem Toshibę, wcisnąłem F12. Zobaczyłem taki ekran:

Włożyłem pendrive do tylnego gniazda USB. Mój sprzęt został automatycznie wykryty:

Wystarczyło wybrać pendrive i wcisnąć Enter. Po chwili stanąłem przed wyborem czy chcę wypróbować Ubuntu w trybie Live czy chcę zainstalować ten system na dysku? Zanim wybrałem pooglądałem sobie jak wyglądają partycje na dysku. Okazało się wtedy, że partycja recovery nie istnieje (co może tłumaczyć kłopoty z TOSHIBA Recovery Wizard). Pomyślałem, że być może uległa "zniszczeniu" podczas jakiś wcześniejszych testów?

W końcu zainstalowałem Ubuntu na dysku. Dysk SSD + nośnik instalacyjny na USB3.0 to potęga bo cała instalacja nie trwała dłużej niż kilka minut (jak sobie przypomnę, że kiedyś instalacja Slacka trwała kilka godzin...). Bardzo mnie zirytowało to wymuszanie stosowania "bezpiecznego" hasła. Pierwsze co mnie uderzyło kiedy wyświetlił się pulpit to maksymalna jasność ekranu. Niestety, ku mojej rozpaczy, systemowe ustawienia poziomu jasności nie działały - co widać na tych zdjęciach:

Pomyślałem, że być może odpowiednie sterowniki znajdę na stronach producenta. Uruchomiłem Firefoxa (który okazał się domyślną przeglądarką w tej wersji Ubuntu) i sprawdziłem, że Toshiba nie suportuje driverów do systemów innych niż Windows 8:

Mimo tego, że praca na maksymalnie rozświetlonej matrycy to mordęga, postanowiłem wykorzystać okazję, że mam przed sobą Linuxa na nowoczesnym sprzęcie, więc mogę praktycznie zobaczyć jak wygląda i działa Darktable (o którym słyszałem, że jest OS odpowiednikiem Lightrooma). Bez żadnych problemów go zainstalowałem:

Dużym problemem okazało się importowanie rawów. Kiedy włożyłem czytnik z kartą pamięci wyjętą z aparatu, urządzenie nie zostało automatycznie zamontowane. Lipa - pomyślałem i zabrałem się za szukanie jak się to robi ręcznie (bo skoro system jest desktopowy to na desktopie, powinien być dostepny jakiś kreator do tego?).

Skończyło się to tak:

Koniec końców udało mi się powiesić Ubuntu. Po twardym resecie zobaczyłem taki ekran:

Wystartowałem system normalnie. Pomyślałem, 'a pal licho' montowanie usb, użyję ftp. Skorzystałem z wyszukiwarki aby znaleźć klienta ftp i zobaczyłem coś takiego:

W tym momencie wymiękłem, wyłączyłem kompa (o dziwo, udało się, nic się nie powiesiło) i pomyślałem sobie, że Linuxy na desktopach są idealne dla masochistów a poważnie mówiąc, chyba po prostu jeszcze nie dorastają do poziomu nowoczesnego sprzętu, na co jak pamiętam cierpiał także Windows w czasach 95/98. Na ten rok mam ich już dosyć ;)

c.d.n.

Wcześniejsze wpisy:

- Wstęp
- Rzut oka na sprzęt
- Tablet
- Ultrabook
 

linux sprzęt urządzenia mobilne

Komentarze