Z prądem żartów nie ma…

Wygląda na to, że co tydzień, w poniedziałek dopada mnie mały lokalny koniec świata. Tydzień temu, kiedy przyszedłem do biura, okazało się, że poczta nie działa. Dziś, poniedziałek, poranek, pierwszy łyk kawy z ekspresu…

Nagle czuć taki specyficzny zapach palącego się tworzywa. Po chwili w drzwiach staje kolega z kablem w ręce. To taki klasyczny kabel, którym podłącza się do sieci zasilacze od laptopów – tzw koniczynka. Stoi i pyta czy może mam gdzieś taki kabel bo mu się spalił. Powiem, że wtedy kawa stanęła mi gardle. Przełknąłem ją w końcu i pytam co się stało. Odpowiedział, że jak zawsze podłączył kabel i wtedy kabel zaczął się palić ale na szczęście zdążył go wyciągnąć. Poprosiłem żeby mi ten kabel pokazał:

Patrzę na to i obliczam w myślach jaki prąd jest potrzebny aby tak zagrzać wtyczkę, jednocześnie dominuje w mojej głowie myśl-pytanie: dlaczego nie zadziałały bezpieczniki? Instalacja jest nowoczesna, sprawna, musi działać. 

Dopiłem kawę i ruszyłem wytropić problem. Dość szybko zlokalizowałem przedłużacz z wyłącznikiem, do którego mój kolega podłączył ten kabel. Patrzę na ten przedłużacz i zastanawiam się, skąd on się w ogóle tutaj wziął. Pytam o to kolegę, on odpowiada, że nie wie, że zawsze tu był a ostatnio przestał działać wyłącznik:

Przedłużacz jak przedłużacz – myślę – w każdym biurze takich pełno. Coś mnie jednak tknęło, cały czas odczuwałem niepokój związany z tym, że nie zadziałały zabezpieczenia. Rozkręciłem gniazdko tego przedłużacza. O to co tam zobaczyłem:

To, delikatnie rzecz nazywając, jest oszustwo. Jak widać, kabel wygląda na trzy-żyłowy – a w rzeczywistości jest dwu-żyłowy. Bolce w gniazdkach nie są do niczego podłączone! Jedna z żył kabla sieciowego przylutowana jest do wystającego z wyłącznika drucika o przekroju pół-milimetrowym. Używanie tego czegoś, stwarza realne zagrożenie dla użytkownika. 

Jeśli w domach, biurach, czy gdziekolwiek macie tak wyglądające przedłużacze – sprawdźcie je. Z prądem żartów nie ma.