Red Hat Enterprise Linux 8 beta 1 - pierwsze wrażenia

Wstęp

15 listopada ogłoszono, iż wydano wersję beta systemu Red Hat Enterprise Linux 8. W związku z tym, że długo na nią czekałem, postanowiłem czym prędzej pobrać obraz ISO i zobaczyć, ile się zmieniło w porównaniu z edycją 7.

W tym przypadku bardziej mi zależało na pierwszych wrażeniach niż na dogłębnej analizie oraz na technologiach "widocznych gołym okiem", jak np. GUI niż na obsłudze sprzętu, czy oprogramowania backendowego i tylko to pierwsze będę opisywał.

Tak więc nie przedłużając, przystępuję do recenzowania!

Wstępne odczucia

Przy próbie logowania domyślną sesją jest "tabletowe" GNOME 3 na Wayland. Zdziwiło mnie to, jako że w wydaniu 7 była sesja klasyczna skonfigurowana z myślą o produktywności na desktopach. Co więcej, dlaczego Wayland, mimo wątpliwej stabilności i gotowości do pracy produkcyjnej tej technologii?

Po zalogowaniu się, zostałem przywitany standardowym GNOME 3.28 wraz z jego zaletami i wadami. Zdziwiło mnie to, że pulpit jest traktowany jako coś, co nie powinno istnieć - nie są wyświetlane na nim ikony, nie ma go w "szybkim dostępie" menedżera plików. Zainstalowałem rozszerzenie, dzięki któremu na pulpicie są ikony, ale nie działało na tyle dobrze jakbym chciał. Musiałem zrobić to ręcznie, poprzez ściągnięcie archiwum ZIP i przeniesienie folderu z plikami rozszerzenia do odpowiedniego katalogu, jako że nie było działającej łatwiejszej możliwości.

Środowisko sprawia wrażenie skonfigurowanego stricte pod telefony, bądź tablety. Głównie przez ogromne ikony, belki okien z myślą o kontakcie przez ekrany dotykowe: ponownie, duży rozmiar, brak możliwości minimalizacji. Niestety, wbrew skupieniu się na byciu przyjaznym dla użytkowników, sklep nie chciał mi poprawnie działać. Przykładowo, musiałem zainstalować LibreOffice Writera spod linii komend, ponieważ sklep odmawiał posłuszeństwa.

Spróbowałem doinstalować więcej programów, rozszerzeń GNOME i sprawdzić, jakie formaty mediów jest w stanie otworzyć. Out-of-the-box wspierane jest MP3, OGG, WAV. Nie udało mi się natomiast posłuchać muzyki w formacie WMA, M4A oraz MID. Filmy w formatach FLV, MPG i MP4 nie są obsługiwane w ogóle. Co prawda aplikacja informuje o braku kodeków i prowadzi do sklepu, ale nie da się ich pobrać - być może w ogóle nie istnieją, być może to błąd sklepu.

Dobrze działa integracja konta Google ze środowiskiem. Byłem w stanie podpiąć moje konto i przeglądać dysk Google z poziomu menedżera plików.

Zainstalowałem kilka programów ściśle powiązanych z pracą programistów i architektów. Bardziej w ramach przetestowania zgodności wstecznej i działania out-of-the-box. Nie wszystko działa, ale moim zdaniem to wina ścisłego trzymania się zależności nazwanych w konkretny sposób niż z powodu braku kompatybilności - Slack narzekał na brak bibliotek libappindicator, ale już IntelliJ IDEA, czy Camunda Modeler bez problemu się uruchomiły.

Błędy

Niestety, jak każde oprogramowanie, ten system ma pewne bardzo odczuwalne niedoróbki. Jest to mimo wszystko wersja beta i jak słusznie zostałem ostrzeżony podczas instalacji, nie należy jej stosować produkcyjnie. Oto kilka błędów, które najbardziej na mnie wpłynęły podczas testowania:

  • Podczas bootowania z płyty musiałem kilka razy wcisnąć Enter żeby wywołać instalator.
  • Nie działa wypakowywanie archiwów spod Nautilusa, czy nawet File Rollera. Trzeba skopiować archiwum w miejsce wypakowania i tam je wypakować przez kliknięcie prawym przyciskiem myszy i opcję Extract Here.
  • Nie ma graficznego Subscribtion Managera. Jest co prawda skrót do niego, ale odpala Firefoxa i adres "http://localhost:9090/subscriptions", który nie działa. Trzeba się rejestrować spod linii komend.
  • W domyślnej sesji (Waylandowej) nie działa drag-and-drop z hosta do guesta (testowane na VMware Workstation 15).
  • Próba instalacji .rpm'a przez kliknięcie prawym przyciskiem myszy i przez wybór opcji "Software Install" wywołuje sklep, w którym w nieskończoność widać ikonę ładowania.
  • Nie mogłem zainstalować programów ze sklepu. Próba zrobienia tego zakończyła się komunikatem "Cannot update read-only repo".

Przemyślenia

Jak już wspomniałem we wstępie, to była recenzja z punktu widzenia Zwykłego Użytkownika z odrobiną wiedzy niż z punktu widzenia programisty, administratora, itp.

Jest to powód, dla którego nie skupiałem się na tym, co się dzieje "pod maską" i sprawdzi się tam, gdzie Red Hat Enterprise Linux króluje - na serwerach WWW, bazodanowych, platformach do wirtualizacji, konteneryzacji, węzłach obliczeniowych, itp. - najważniejsze tego typu nowości są prezentowane przy uruchomieniu przeglądarki.

Podsumowanie

Z punktu widzenia użytkownika desktopa uważam to za krok w tył w stosunku do edycji 7 biorąc pod uwagę tyle niedoróbek. Z punktu widzenia programisty, bądź administratora - liczę na ułatwioną przyszłą pracę dzięki m.in. nowym wersjom narzędzi stworzonych z myślą o tych specjalizacjach i dzięki wsparciu dla większej ilości platform sprzętowych, co ma zagwarantować nowe jądro w wersji 4.18.

Czekam z niecierpliwością na wersję finalną i usprawnienie m.in. doświadczeń użytkownika będącego "klikaczem". Chociaż jak znam życie, to i tak trzeba będzie zaczekać na wydanie kilku "service packów" w tym celu. ;-)