Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Linux Mint w 4 odsłonach

Linuxa używam od 3 lat. Przez ten czas zaliczyłem kilka dystrybucji i środowisk graficznych, zanim odnalazłem to, które mi najbardziej pasuje. Wydanie kolejnej odsłony Minta (Rebbeca 17.1) jest okazją do porównania czterech środowisk graficznych z jakimi jest wydawany: Cinnamon, Mate, KDE, XFCE. Cynamon jest przez wielu utożsamiany z podstawowym środowiskiem graficznym Minta. W zasadzie to chyba nie ma podstaw, by wyróżniać którekolwiek z tych czterech środowisk. Historycznie Mint zadebiutował ze środowiskiem KDE jako przeróbka Kubuntu w 2006 roku. Cynamon zaś zadebiutował dopiero w roku 2012, jako reakcja na GNOME 3, które kłóciło się z wizją programistów Minta. Obecnie nowe wersje Minta pojawiają się równocześnie w wersji Cinnamon i Mate, a KDE i XFCE są publikowane miesiąc później. Być może właśnie taki cykl wydawniczy sprawia, iż w wielu miejscach można przeczytać, że Cynamon jest tym podstawowym środowiskiem, a pozostałe 3 są edycjami dodatkowymi.

Co nowego w wersji 17.1?

Nowa wersja edycji cynamonowej przynosi przede wszystkim nową wersję środowiska. Cinnamon 2.4.3 można było sobie zainstalować już jakiś czas temu. Mogliśmy na ten temat poczytać w tekście Cinnamon 2.4: ładniej, szybciej – i już do sprawdzenia na aktualnym Li...

Oprócz samego środowiska drobnym zmianom uległo kilka innych komponentów. Nowy menadżer aktualizacji grupuje pakiety powiązane ze sobą tematycznie w jedną "paczkę" reprezentującą cały program. Jeśli więc pojawia się aktualizacja LibreOffice'a to widzimy na liście LibreOffice, a nie 10 paczek z osobna. Zmieniony został także sposób wyboru jądra w menadżerze aktualizacji. Zamiast poziomej tabelki, mamy pionową listę. Taka kosmetyczna poprawka.

r   e   k   l   a   m   a

Zmianie uległo także okno ustawień językowych. Była prosta lista, teraz mamy sporo przycisków i znacznie więcej informacji wyświetlanych w jednym miejscu. Pojawiła się opcja rozróżnienia języka interfejsu od ustawień lokalizacyjnych.

Zmieniony wygląd ma także ekran logowania. Stary ekran był podzielony zakładkami, obecnie mamy z lewej strony listę z ikonami, które zastąpiły zakładki. Jest to bardziej przejrzyste rozwiązanie.

Jak widać nie ma tu żadnych rewolucji, raczej poprawki dopieszczające wygląd i umilające pracę. Pełny wykaz zmian nowej edycji cynamonowej jest dostępny stronie Minta.

Cinnamon

Instalacja

Instalacja Minta jest banalnie prosta (nie ma, jak w przypadku Windowsa, rejestracji, sprawdzania poczty, wysyłania kodów itp. utrudnień i udziwnień). Wszystkie cztery edycje mają ten sam instalator. Wersja KDE ma nieco inny wygląd okien, ale merytorycznie to jest dokładnie to samo. Użytkownik poza kilkukrotnym wciśnięciem "Naprzód" musi wpisać nazwę użytkownika, komputera oraz hasło. Osoby początkujące śmiało mogą skorzystać z domyślnych ustawień. Instalacja Linux Mint Cinnamon wymaga 8,2 GB wolnej przestrzeni dyskowej.

Domyślny wygląd menu i paneli

Po instalacji mamy włączony jeden domyślny panel, który znajduje się na dole ekranu. Patrząc od lewej strony, znajdują się na nim kolejno: przycisk menu, przycisk pokaż pulpit, aktywatory Firefoxa, terminalu (gnome-terminal) oraz menadżera plików (Nemo), dalej (środkowa część paska) mamy applet listy otwartych okien i wreszcie prawa sekcja to kolejno aplety: użytkownika, urządzeń wymiennych, menadżera sieci, kontroli dźwięku, menadżera aktualizacji, kalendarza oraz szybkiej listy okien. Zarówno panel jak i menu mają ciemnografitowy kolor z lekką przezroczystością. Całość prezentuje się dosyć elegancko, przyjemnie dla oka. Wygląd menu i paneli można zmienić wczytując jeden z ponad 300 dostępnych motywów.

Zmiana położenia i rozmiarów paneli

Pod prawym przyciskiem myszy (PPM) mamy kilka opcji dostosowania panelu do naszych preferencji. Możemy dodawać aplety, włączyć ustawienia panelu, zmienić motyw dla panelu i menu, włączyć autoukrywanie panelu, a także przejść w tryb edycji panelu. Aby przenieść panel na górę lub włączyć dodatkowy panel, musimy wybrać ustawienia panelu i w nich zmienić układ panelu na odwrócony lub klasyczny (panele na dole i górze).
Niestety zmiana tych ustawień niczego nie zmieni, dopóki nie zrestartujemy cynamona. Informacja ta jest wypisana drobnym szarym druczkiem i szczerze mówiąc za pierwszym razem ja przeoczyłem, denerwując się, że nic się nie zmieniło. Na szczęście układu paneli nie zmieniamy zbyt często. Mimo wszystko jest to pewna niedogodność i ujma na intuicyjności pracy z interfejsem.

Negatywnie muszę także ocenić brak możliwości położenia paneli po bokach ekranu, jak również ograniczenie się tylko do dwóch paneli. Co prawda panele na górze i na dole to dwa typowe miejsca ich przeznaczenia, jednakże są osoby, które być może preferują boczne panele (zwłaszcza z luncherami) albo są przyzwyczajone do unity czy gnome 3. Nie ma również możliwości ustawienia szerokości panelu. O ile panel główny dobrze wygląda, gdy jego szerokość wynosi 100% szerokości ekranu, tak w przypadku panelu z aktywatorami, przydałaby się możliwość dostosowania szerokości panelu do ilości znajdujących się na nim aktywatorów (ikon). Wysokość paneli również można regulować w dosyć ograniczonym zakresie. Lubię mieć duże ikony aktywatorów, a w cynamonie maksymalna wysokość panelu tak na oko wynosi około 40 pikseli. Wolałbym coś koło 60, aby trafiać w ikony z przymkniętym jednym okiem. Nie ma również prostego sposobu na zmianę przezroczystości panelu. Można zmieniać cały motyw, a nie jego poszczególne ustawienia. Ogólnie rzecz biorąc panele w cynamonie mają stosunkowo niewielkie możliwości konfiguracyjne.

Applety, Desklety i aktywatory

Cinnamon daje nam całkiem spory wybór apletów (około 200), aczkolwiek u mnie większość z nich nie chcę się dodać do panelu, mimo prawidłowej instalacji (wyrzucany jest błąd javascriptu). Z tych, które u mnie działają (poza standardowo zainstalowanymi), używam prognozy pogody, "Places Center", "Session Manager" oraz "Restart Cinnamon". Trzeba przyznać, że aplet pogodowy prezentuje się elegancko, aczkolwiek podawane informacje, zwłaszcza w prognozie 5-dniowej są bardzo skąpe (abstrahując od skuteczności samej prognozy). Zauważyłem także pewien problem z ikonkami aplikacji, które pojawiają się w "trayu" obok ikonek apletów. Często zajmują one miejsce 2 czy nawet 3 ikonek, co wygląda brzydko i nie ma sposobu na zlikwidowanie tej pustej przestrzeni. Przykładami takich aplikacji mogą być Gadu-Gadu czy Dropbox.

Cynamon zapewnia nam też możliwość skorzystania z deskletów, czyli apletów przypiętych bezpośrednio do desktopu. Nie ma ich zbyt wiele, a najwięcej jest aplikacji pogodowych. Niektóre dają możliwość wyboru serwisu pogodowego. Niestety są to serwisy zagraniczne i niektóre nie obsługują polskich lokalizacji, no może z wyjątkiem stolicy. Moim zdaniem to jest bardziej bajer graficzny, dociążający nasz komputer, niż faktycznie przydatna funkcja. Zamiast aplikacji pogodowej wolałbym dostać monitor zasobów. Znalazłem jednak tylko monitor sieci, który podobnie jak wiele apletów, zwraca błąd przy próbie dodania do pulpitu.

Dodawanie aktywatorów do panelu jest proste, aczkolwiek nie pozbawione pewnych niedociągnięć. Jeśli mamy włączony tylko jeden panel, to możemy z poziomu menu, klikając na daną aplikację wybrać opcję "Dodaj do panelu". Niestety w przypadku dwóch aktywnych paneli nie możliwości wyboru panelu, do którego chcemy dodać aktywator danej aplikacji. Ikonkę aplikacji można przeciągnąć bezpośrednio z menu do drugiego panelu, pod warunkiem, że nie ma on włączonej opcji autoukrywania. Jeśli chcemy dodać aplikację, która nie znajduje się w menu (Gadu-Gadu jest uruchamiane bez instalacji, podobnie jak np. Eclipse) możemy klikając PPM na istniejącym aktywatorze wybrać opcję "Dodaj". Pojawi się okienko kreatora nowego aktywatora, w którym podajemy polecenie uruchamiające aplikację, wybieramy ikonkę i opis aplikacji. Co ciekawe, kreator proponuje nam dodanie naszego aktywatora do menu do kategorii inne. Później można przenieść go do innej kategorii. Analogicznie możemy edytować istniejące już aktywatory, utworzone automatycznie przez przeciągnięcie z menu. Możemy przykładowo dodać do polecenia uruchamiającego Chrome'a dopisać adres url strony, która chcemy otworzyć. W ten sposób możemy utworzyć w panelu skrót do strony www.

Menu

Menu w cynamonie składa się jakby z 3 części. Pierwsza z nich to pasek po lewej stronie menu, będący miejscem na nasze ulubione programy. Możemy przeciągać na niego programy z menu. Nie możemy jednak ruszyć ikon związanych z sesją. Moim zdaniem ulubione w tym menu jest za małe. Po dodaniu kilku ikonek, zmniejszają się one, by pomieścić więcej aktywatorów. Przy większej rozdzielczości ekranu można zmieścić więcej, ale generalnie nie jest ono zbyt funkcjonalne. Środkowa część menu to kategorie tematyczne programów, a prawa część to lista programów z danej kategorii. Domyślnie, po otworzeniu menu wybrana jest opcja wszystkich programów. Nie podoba mi się to zbytnio, ponieważ bez przewijania i tak widzę zawsze te same ikonki kilku pierwszych programów na liście, z których przeważnie nie korzystam zbyt często (np. aktywne narożniki czy analizator wykorzystania dysku). Wolałbym w tym miejscu mieć listę ostatnio używanych programów lub najczęściej używane programy (choć to drugie jest jakby znaczeniowo tożsame z lista ulubionych programów). W środkowej części menu mamy ostatnio używane pliki. Szkoda, że nie ma tam właśnie ostatnio używanych programów. Na górze menu mamy wyszukiwarkę, która przeszukuje zarówno programy jak i ostatnio używane pliki. W praktyce bardzo często korzystam z wyszukiwarki, nie zastanawiając się nawet w jakiej kategorii jest dana aplikacja. Nie muszę nawet znać nazwy programu, bo wyszukiwarka uwzględnia także opisy. PPM na aktywatorze menu pozwala nam włączyć ustawienia menu oraz edytor menu. W ustawieniach możemy zmienić np. nazwę "menu" na swojskie "Start". Możemy też zdefiniować klawisze uruchamiające menu. Domyślnie są to oba klawisze super - klawisz z logo Windowsa na klawiaturze (swoją drogą dlaczego pod Linuxem nazwany jest klawiszem super, a nie np. klawiszem Linuxa czy pingwina?). W edytorze menu możemy poprzesuwać aplety pomiędzy kategoriami, utworzyć własna kategorię, pozmieniać ikonki, a nawet eksportować całe menu do pliku czy też importować z wcześniej zapisanej konfiguracji. Ogólnie jest to bardzo przydatne narzędzie, pozwalające w znacznym stopniu zbudować menu wedle własnego widzi mi się.

Kafelkowanie okien

Menadżerem okien w cynamonie jest Muffin, oparty na Mutter z GNOME 3. Praca z oknami w cynamonie to czysta przyjemność. Przy pomocy skrótów klawiszowych CTRL+Super+strzałka możemy automatycznie dostosowywać wielkość i pozycję okna, ustawiając je w lewej lub prawej połowie ekranu, w poszczególnych ćwiartkach, w górnej lub dolnej połowie na całej szerokości ekranu lub maksymalizować i powracać do oryginalnego rozmiaru i położenia. Jest to niebywale wygodne. Dla osób lubujących się w sterowaniu komputerem za pomocą myszki bez odrywania rąk, dostępna jest opcja aktywnych krawędzi ekranu, która daje niemalże ten sam efekt. Samą myszką nie da się bowiem powrócić do oryginalnej pozycji okna ze zmaksymalizowanego okna. Przynajmniej nie doszedłem jak to zrobić. Najważniejsze dla mnie jest jednak to, że obie metody działają świetnie i są gotowe do użycia od razu po instalacji. Jedyne co mnie trochę drażni, to zbyt inteligentne zachowanie menadżera okien w sytuacji, gdy jedno okno (np. przeglądarki) mam zmaksymalizowane, a drugie (np. terminal) mam w małym oknie i chcę dopasować terminal do lewej połowy ekranu. Menadżer automatycznie układa mi przeglądarkę na prawej połowie, podczas gdy ja bym wolał aby nadal pozostała ona zmaksymalizowana pod spodem. Na szczęście inteligentne działanie jest konsekwentne i po przywróceniu okna terminala do oryginalnego rozmiaru i pozycji, okno przeglądarki również wraca do zmaksymalizowanej postaci.

Przełączanie się między oknami

W cynamonie mamy kilka sposobów przełączania się między oknami. Poza tradycyjnym wyborem aplikacji z listy uruchomionych aplikacji na panelu, możemy użyć równie swojskiego skrótu ALT+TAB. Lista z dużymi ikonkami symbolizującymi otwarte okna aplikacji jest wyposażona także w podgląd zawartości okien. Istnieje także możliwość wyboru poszczególnych aplikacji poprzez kliknięcie myszką na wybraną aplikację, bez konieczności przewijania przez wszystkie elementy na liście klawiszem TAB. Kolejnym sposobem na zmianę okna jest skrót CTRL+ALT+"strzałka w dół", który wyświetla nam ekran z wykazem wszystkich otwartych okien w pomniejszonej postaci. Pomiędzy oknami możemy poruszać się strzałkami lub wybierać je myszką. Możemy też zamknąć wybrane okno naciskając "X" przy wybranej miniaturze okna.

Wirtualne pulpity

Domyślnie mamy włączone tylko 2 pulpity, zwane obszarami roboczymi. Istnieją chyba dwa sposoby przełączania się między nimi. Pierwszy to skrót klawiszowy CTRL+ALT+strzałka (prawo/lewo). Wirtualne pulpity są ułożone w listę "poziomą". Aby przeciągnąć okno aplikacji do innego obszaru roboczego, dodatkowo wciskamy klawisz Shift (CTRL+ALT+SHIFT+strzałka). Drugim sposobem jest użycie skrótu podobnego do przełączania się między oknami CTRL+ALT+"strzałka w górę". Dostajemy podobny widok jak przy przełączaniu się między oknami, z tą różnicą, że okna zastąpione są pulpitami. Domyślnie każda miniaturka wyświetla bieżący widok pulpitu. Jeśli najedziemy myszką na daną miniaturę, to uzyskamy widok identyczny z tym dla przełączania okien, tylko zminiaturyzowany. Możemy też w tym miejscu zmienić nazwy obszarów roboczych. Wyświetlają się one przy przełączaniu się między nimi pierwszym skrótem klawiszowym. Możemy także dodawać i usuwać pulpity z tego widoku.

Najciekawsze jednak moim zdaniem jest przeciąganie aplikacji między pulpitami na zasadzie drag and drop. Takie bardzo naturalne i intuicyjne rozwiązanie. Środkowy przycisk myszy (kółko) pozwala na rozłożenie okien na wszystkich obszarach roboczych jednocześnie. Daje nam to szybki wgląd we wszystkie otwarte okna. Przy dużej ilości pulpitów i okien, widok ten może być bardzo poręczny do zarządzania obszarami roboczymi. Kliknięcie na wybrane okno przenosi nas nie tylko do wybranego obszaru, ale także wyciąga na wierzch wybrane okno. Do absolutnego ideału brakuje mi jedynie możliwości zapisu/odczytu obecnego stanu okien we wszystkich lub wybranych obszarach roboczych celem szybkiego skonfigurowania komputera do pracy w środowisku przygotowanym przez nas do danego zadania. W pewnym stopniu jest to możliwe przez zapamiętywanie sesji, ale ja bym wolał mieć wybór różnych sesji do szybkiego wczytania.

Domyślny zestaw aplikacji

Nie będę opisywał dokładnie wszystkich aplikacji użytych w danej edycji. Nie ma to sensu, bo poza KDE, w 90% są to te same programy. Chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę na brak gparted w cynamonie. Trochę mnie to zaskoczyło, bo jest to bardzo popularny i wręcz obowiązkowy program do partycjonowania, przydatny zwłaszcza w obrazie liveCD przed instalacją. Oczywiście doinstalowanie go nie stanowi problemu, a sam instalator posiada wbudowany program partycjonujący, ale miło jest mieć wszystko gotowe do pracy bez dodatkowych zabiegów. Prędzej czy później będziemy chcieli mieć gparted zainstalowany. Domyślnym menadżerem plików jest Nautilus. Posiada on zarówno funkcję wyszukiwania plików jak i tryb pracy w dwóch panelach. Ogólnie ma spore możliwości, choć nie jest aż tak rozbudowany jak Dolphin.

Ciężar środowiska

Mint Cinnamon z kilkoma włączonymi apletami po starcie używa około 320 MB RAMu. Jest to średni wynik. Lekkie środowiska typu LXDE potrzebują dokładnie połowę tego, choć najnowsze wydania Lubuntu czy LXLE przekraczają wyraźnie 200 MB. Z drugiej strony KDE czy Unity maja jeszcze większe apetyty na pamięć (minimum 450 MB), choć i tak są lata świetlne przed Windowsem. Start systemu na fizycznej maszynie jest porównywalny zarówno z XFCE jak i Mate. KDE rozpędza się wyraźnie wolniej. W trakcie pracy cinnamon działa raczej dobrze, aczkolwiek gdy testowałem go na sprzęcie, który miał tendencję do grzani się, łapał dziwne przestoje, momentami wręcz zamarzał na kilkanaście sekund. Na tym samym sprzęcie XFCE czy KDE nie dawało takich objawów. Być może to tylko kwestia tego komputera. Na szczęście te przestoje nie zdarzały się szczególnie często. Na wolnym, 10-calowym netbooku dawało się odczuć różnicę między XFCE na korzyść tego drugiego.

Podsumowanie cynamona

Cinnamon nie jest pozbawiony błędów, niedoróbek i braku pewnych funkcji, o które aż się prosi i które są dostępne w innych środowiskach. Całościowo jest jednak bardzo interesującą propozycją, która w moim odczuciu jest sensownym kompromisem pomiędzy efektami wizualnymi, elegancją, a prostotą i intuicyjnością. Wydaje mi się, że jest to wydanie Minta skierowane głównie do mniej doświadczonych użytkowników czy wręcz do osób stawiających pierwsze kroki na Linuxie. Większość rzeczy ma być gotowych do działania bez konieczności ustawiania czegokolwiek. Być może dlatego pewne elementy są pozbawione wielu ustawień konfiguracyjnych. Najbardziej w tym środowisku brakuje mi właśnie lepszej konfigurowalności paneli, aczkolwiek patrząc na to ile oferuje środowisko jako całość, jestem skłonny przeboleć tę niedogodność. Praca z oknami i pulpitami jest bardzo wygodna, a jest to aspekt, z którym mamy najczęściej do czynienia. Menu z jednej strony posiada spore możliwości konfiguracyjne, z drugiej zaś brakuje mi lepiej opracowanych ulubionych oraz ostatnio używanych aplikacji. Myślę, że o ile na początku wpisu zastrzegałem by nie utożsamiać cynamona z domyślną edycją Minta, tak teraz muszę stwierdzić, że zasługuje ono by nią być i dumnie reprezentować tę dysrtybucję.

Mate

Mate jest jakby kontynuacją porzuconego GNOME 2. Podobnie jak cynamon, który powstał jako reakcja na niezadowalającą dla wielu formę GNOME 3, Mate jest ukłonem w stronę zwolenników starego, dobrego i wypróbowanego GNOME 2.

Domyślny wygląd menu i paneli

Mate wita nas metalizowaną szarością. Szarości są w ogóle znakiem rozpoznawczym Minta. Wielu zwolenników Minta skierowało się w jego stronę właśnie za sprawą tak dobranej kolorystyki. Sam chyba jestem jedną z nich, gdyż ostre pomarańczowo purpurowe barwy Ubuntu do mnie nie przemawiają. Tak, wiem, motywy można zmieniać. Jestem jednak zdania, że w wielu przypadkach nic nie wygląda tak dobrze, jak systemowo dobrana kolorystyka i styl okien. Trzeba się naprawdę długo nagrzebać, żeby dobrać coś równie dobrze wyglądającego i spójnego. Mate oferuje nam zaledwie kilka odmian kolorystycznych tego samego motywu "Mint-X" oraz możliwość samodzielnego dobrania kolorów w ramach tego motywu. Nie mamy tutaj wbudowanego klienta od pobierania motywów z Internetu. W zamian jesteśmy przekierowywani na stronę z motywami GTK do pobrania i własnoręcznej instalacji. Można odnieść wrażenie, że pod tym względem Mate jet traktowany przez programistów nieco po macoszemu, a funkcjonalności i bajery ułatwiające życie użytkownikom wędrują do cynamona.

Zmiana położenia i rozmiarów paneli

Mate, choć wydaje się być prymitywniejszy od cynamona, ma większe możliwości dostosowywania paneli. Panele możemy układać na dowolnej krawędzi ekranu. Możemy też włączyć więcej niż 2 panele jednocześnie. Dostosować możemy także przezroczystość panelu lub jego tło, a także wysokość w pikselach.

Ciekawą funkcjonalnością jest ukrywanie panelu na żądanie po wciśnięciu przycisku na jednym z krańców panelu. Pod wieloma względami jest to lepsze rozwiązanie niż autoukrywanie, gdyż daje nam pewność, że panel nie pojawi się w niepożądanym momencie, gdy niechcący zbliżymy kursor myszki do krawędzi ekranu. Dostajemy więcej miejsca na okno programu, a przywrócenie panelu kosztuje nas tylko jedno naciśnięcie przycisku.


Maksymalna wysokość panelu to 153 piksele - blisko 4 razy więcej niż w cynamonie. Brakuje mi tylko regulacji szerokości paneli, jaką dają XFCE i KDE. Całościowo obsługa paneli w Mate wypada lepiej w moich niż w cynamonie.

Applety, Desklety i aktywatory

Mate oferuje nam wybór przeszło 40 apletów, które możemy dodawać do paneli. Niestety nie ma szału. Większość programów ma znikomą wartość użytkową. Aplet pogodowy obsługuje tylko kilka polskich miast. W porównaniu z cynamonem jest dużo gorzej. Aktywatory z menu możemy przeciągać do dowolnego panelu, także do tych z opcją autoukrywania. Jest więc trochę poręczniej niż w cynamonie. Tworzenie własnych aktywatorów wygląda bardzo podobnie. Trochę denerwujący jest fakt, że aktywatory, które przeciągamy z menu nie przyklejają się automatycznie do tych, które już znajdują się w panelu, tylko lądują dokładnie tam, gdzie je upuścimy. Trzeba później manualnie je przesunąć na pozycję. Korzyść w tym jest taka, że możemy dosyć dowolnie ustawić odstępy między ikonami, aczkolwiek musimy to robić ręcznie, a przez to niedokładnie.

Desklety są specjalnością cynamona i nie ma ich jako takich w Mate. Jednakże jeśli ktoś się uprze, istnieje możliwość doinstalowania pewnych deskletów porzez dodatek gDesklets Po instalacji możemy pobierać desklety z nieoficjalnego archiwum deskletów, które można uruchamiać za pomocą gDesklets.

Menu

Menu w Linux Mint Mate Edition jest czymś pośrednim między menu cynamona a Whisker Menu z XFCE. Z jednej strony zachowany jest trójpodział, który omówiłem w części poświęconej cynamonowi. Lewa część menu znacząco się różni. Poza ikonkami widnieją nazwy programów. Górna część tego panelu zawiera tzw. miejsca, a dolna ważne programy i przyciski sesji. Nie ma możliwości edycji menu przez przeciąganie elementów.
Prawa część menu funkcjonalnie przypomina Whisker Menu z XFCE. Zawiera bowiem obszar ulubionych aplikacji wraz z opisami. Możemy ustawić ilość kolumn w ulubionych oraz wielkość ikon. Po wciśnięciu przycisku "Wszystkie programy" część ulubionych zamienia się w menu z kategoriami, w układzie takim, jak w cynamonie, lecz z opisami programów jak w XFCE. We właściwościach menu możemy także włączyć dodatkowy panel z listą ostatnio używanych plików. Tak rozbudowane menu jest naprawdę ogromne.
Menu ma naprawdę dużo opcji konfiguracyjnych. Nie sposób ich tu wszystkich wymienić Można przykładowo włączyć przewijanie w obu częściach lewej sekcji menu oraz dodawać własne miejsca. Można regulować wielkość ikon w każdej części menu. Dodatkowo do dyspozycji mamy edytor menu identyczny z tym z cynamona.

Kafelkowanie okien

Domyślnym menedżerem okien jest Marco. Nie zapewnia on jednak ani aktywnych krawędzi ekranu, ani rozkładania okien jak w cynamonie. Jednakże nowy Mint Mate został wyposażony także w Compiza - menadżera okien słynącego z wymyślnych efektów, w tym trójwymiarowej kostki wirtualnych pulpitów. W centrum sterowania mamy menadżera konfiguracji Compiza, w którym definiujemy działanie poszczególnych funkcji i efektów. Menadżer ustawień jest tak rozbudowany, że ma więcej pozycji niż centrum sterowania całego Minta.

Aby włączyć Compiza musimy w Centrum Sterowania wejść w Ustawienia Pulpitu, a tam w sekcję Okna. Zmieniamy domyślny menedżer Marco na Compiza i przelogowujemy się.
Kafelkowanie okien i kostka są ustawione domyślnie. Kafelkowanie najlepiej działa z klawiaturą numeryczną. Używając kombinacji klawiszy CTRL+ALT+(1-9 z klawiatury numerycznej) mamy pełnię kontroli nad oknami. Gdy przywykniemy do takiego sterowania pozycją okien, staje się to bardzo wygodne i poręczne. Niestety gorzej jest na komputerach pozbawionych klawiatury numerycznej. Teoretycznie skróty klawiszowe można przedefiniować, ale może to być kombinacja tylko 3 klawiszy i ciężko jest coś znaleźć coś sensownego, co by mogło zastąpić klawiaturę numeryczną. Mamy jednak pewną alertnatywę. Skrótem CTRL+Super+strzałka możemy przesuwać okna na lewą lub prawą połowę ekranu oraz maksymalizować. Dobre i to.

Przełączanie się między oknami

ALT+TAB daje podobny efekt jak na Windowsie, przy czym podgląd zawartości okien jest widoczny tylko jeśli okno nie jest zminimalizowane. Dla zminimalizowanych okien wyświetlana jest tylko ikonka programu. Jest to moim zdaniem pewien feler.

W trybie pracy z Marco, wyświetlane są mamultkie ikonki bez podglądu zawartości okien. Nie mamy też możliwości wyboru ikonki myszką, tylko musimy dostukać się do odpowiedniej ikonki klawiszem TAB.

Wirtualne pulpity

Pomimo zastosowania Compiza, praca z wirtualnymi pulpitami wydaje mi się wygodniejsza w cynamonie. Owszem, kostka Compiza ma ten efekt WOW, ale w codziennej pracy takie animacje nie są potrzebne, a cynamon dawał możliwość szybkiego zorientowania się jakie aplikacje mamy otworzone na poszczególnych pulpitach. Nie pracowałem zbyt dużo z Compizem, ale nie dopatrzyłem się możliwości podobnych do cynamona. Mamy miniatury pulpitów z podglądem tego, co się na nich dzieje, ale przy zminimalizowanych oknach nie wiele nam to daje, gdy szukamy na którym z pulpitów mamy daną aplikację. Odnoszę wrażenie, że Compiz bardziejs skupia się na efektownym wyglądzie, niż ergonomii pracy. Pomijając już nawet samą kostkę obszarów roboczych, mamy przykładowo efekt falujących okien, które zachowują się jak galareta przy każdym ich przeciąganiu. Jak człowiek widzi to po raz pierwszy, zwłaszcza jak się wychował na Windowsie, to może robi to nam nim jakieś wrażenie i chce się to mieć u siebie, ale przy codziennej pracy z komputerem, galareta zaczyna wręcz przeszkadzać, bo obraz jest nieostry, do póki galareta się nie uspokoi.

Bez Compiza praca z pulpitami jest nadal możliwa, jednakże nie mamy podglądu tego, co się dzieje na poszczególnych obszarach roboczych. Możemy po prostu przełączać się między obszarami, czy przerzucać otwarte okna.

Domyślny zestaw aplikacji

Menedżerem plików jest Caja. Szczerze mówiąc to bez wgłębiania się w szczegóły, w zwykłym użytkowanium ciężko ją odróżnić od Nauthilusa z cynamona.Podobnie jak w cynamonie, Mate nie ma zainstalowanego gparted.

Ciężar środowiska

Linux Mint Mate jest bardzo porównywalny z edycją Cinnamon pod względem obciążenia sprzętu. Czas startu systemu jest niemal identyczny. Identyczne jest również zapotrzebowanie na pamięć i to również przy włączonym Compizie. Testowałem jego działanie na wolnym Samsungu N150 i ku mojemu zaskoczeniu Compiz dawał radę. Animacja kostki działała idealnie płynnie i ani razu się nie zacięła. Windows 7 Starter zainstalowany oryginalnie na tym komputerze był delikatnie mówiąc mało żwawy, bez porównania bardziej ociężały od Mate'a z Compizem.

Podsumowanie

Mate ma większe możliwości konfiguracyjne od cynamona. Moim zdaniem ma ciekawsze menu. Bez Compiza jest całkowicie pozbawiony wodotrysków. Dlatego moim zdaniem ta edycja bardziej nadaje się dla osób, które wiedzą czego chcą od systemu i nie boją się grzebania w ustawieniach, a jak dodamy do tego Compiza, to można spokojnie poświęcić dwie niedziele na testowanie różnych konfiguracji. Brak appletów czy deskletów świadczyć może o tym, że Mate jako środowisko nie jest tak popularne jak Cinnamon, a jednocześnie wydawcy Linux Minta nie przykładają wagi do tego, by dorzucić coś od siebie do tego wydania.

XFCE

XFCE jest teoretycznie najlżejszym środowiskiem ze wszystkich edycji Minta. Wiele osób uważa je również za prymitywne i wymagające ręcznego grzebania w plikach tekstowych. Postaram się zweryfikować te obiegowe opinie i sprawdzić czy faktycznie tak jest.

Domyślny wygląd menu i paneli

Mint XFCE posiada standardowe dla tego środowiska Whisker Menu. Nie wygląda ono tak efektownie jak cynamonowe, czy nawet to z Mate'a. Nie jest ono jednolite kolorystycznie, jak dwa wcześniej omawiane. Wydaje mi się jednak, że mimo przeciętnego wyglądu jest dosyć czytelne. W szczegółach omówię je dalej. Panel główny zawiera kilka standardowych apletów, w tym miejsca (w postaci rozwijanej listy), które w Mate znajdują się w menu, regulację głośności, wykaz sieci bezprzewodowych (lub stan sieci przewodowej), zegar z kalendarzem. Taki zestaw standardowy. Aplet regulacji dźwięku pozwala wejść bezpośrednio w kontrolę ustawień dźwięku PulseAudio.

Zmiana położenia i rozmiarów paneli

XFCE zapewnia nam sporą swobodę w pracy z panelami. Możemy je przeciągać po całym ekranie i zostawić nawet na samym środku, jeśli nam to odpowiada. Dodatkowo mamy 3 ustawienia układu elementów na panelu (pionowe/poziome/boczne). Panele mają regulowaną szerokość oraz wysokość. Maksymalna wysokość panelu to 128 pikseli. Szerokość ustawiania jest procentowo w stosunku do rozmiarów ekranu. Możemy regulować także ilość wierszy w panelu (maksymalnie 6). Nigdy z tego nie korzystałem, ale ponieważ skończyło mi się miejsce na aktywatory na jednym z paneli, być może rozważę wprowadzenie kolejnego wiersza.

Panele mogą być automatycznie ukrywane. Można też ustawić ich przezroczystość, oddzielnie dla stanu aktywnego jak i nieaktywnego. Ogólnie rzecz biorąc jest sporo możliwości ustawiania wyglądu paneli, chyba więcej niż w Mate i bez porównania więcej niż w Cinnamon.

Applety, Desklety i aktywatory

Standardowo mamy około 40 apletów do wyboru. Nie jest to wiele, ale kilka z nich jest bardzo użytecznych. Lubię przykładowo położyć sobie przyciski do zarządzania sesją, dzięki czemu jednym kliknięciem mogę wyłączyć czy uśpić komputer. Całkiem sensowny jest również aplet pogodowy. Być może nie powala grafiką, ale za to prezentuje znacznie więcej informacji niż analogiczne aplety w Mate czy Cinnamon.

XFCE nie jest wyposażone niestety w desklety. To zła wiadomość dla fanów pulpitowych mierników i zegarków. Częściowo można to sobie zrekompensować używając dodatkowych programów np. Conky manager Nie zmienia to jednak faktu, że samo środowisko nie dostarcza takich bajerów.
Aktywatory najłatwiej jest stworzyć PPM z poziomu Menu. Jeśli jednak chcemy utworzyć aktywator niestandardowy to robimy to w analogiczny sposób jak w Cinnamon czy Mate.

Menu

Odnoszę wrażenie, że Whisker Menu to przede wszystkim wygoda i funkcjonalność, a wygląd jest rzeczą drugoplanową. Powiem szczerze, że uwielbiam to menu i jest ono moim zdaniem najwygodniejsze z dotychczas omawianych. Składa się z dwóch paneli. Po lewej stronie jest panel z białym tłem, a po prawej z szarym. Po lewej wyświetlane są ikony aplikacji wraz z ich nazwami oraz opisami. Jest to bardzo wygodne i nie trzeba skakać wzrokiem jak w Cinnamon, gdzie opis programu znajdował się w prawym dolnym rogu.
Domyślnie z prawej części menu wybrana jest opcja ulubionych. Ma to sens, bowiem ktoś słusznie założył, iż najczęściej korzystamy z naszych ulubionych aplikacji. Następnie, pod ulubionymi (w prawej części menu) mamy kategorię ostatnio używanych aplikacji. Tej funkcjonalności bardzo brakowało mi w menu z Cinnamon i Mate. Poniżej mamy standardowo wykaz kategorii tematycznych. Kliknięcie w dowolną z kategorii, wyświetla nam z lewej strony programy z tej kategorii. Aby dodać [program do ulubionych wystarczy kliknąć PPM i wybrać opcję "Dodaj do ulubionych". W ten sam sposób możemy utworzyć aktywator na dowolnym panelu. Co ciekawe, możemy wybrać sobie panel z listy paneli, do którego chcemy dodać aktywator z menu. Koeljną wspaniałą funkcją, której mi brakowało w poprzednich menu jest możliwość zmiany rozmiaru okna menu. Możemy rozciągnąć menu nawet na cały ekran. Dzięki takiemu zabiegowi widzimy więcej aplikacji na raz, a opisy programów nie są ucięte. Brakuje mi trochę możliwości przeszukiwania plików, oraz ostatnio używanych plików. Menu zawiera także ikony sterowania sesją oraz ikonkę uruchamiającą ustawienia systemowe - odpowiednik centrum sterowania z Mate.

Whisker Menu posiada edytor menu. Jest on dosyć prymitywny i mniej poręczny od edytora z cynamona czy Mate.

Kafelkowanie okien

Domyślnie kafelkowanie okien nie działa. Jest ono zainstalowane, ale nie ma zdefiniowanych skrótów klawiszowych. Jest to moim zdaniem niedoróbka i chętnie bym zobaczył w wersji 17.1 działające kafelkowanie od razu po zainstalowaniu systemu. Aby takie skróty sobie zdefiniować, trzeba wejść w ustawienia, tam w menadżera okien i przejść na zakładkę "Klawiatura". Następnie trzeba odnaleźć polecenia zaczynające się od "Dopasowanie do..." i przypisać im stosowne skróty klawiszowe. Daje nam to proste układanie okien w 4 kierunkach. Niestety nie jest ono idealne, a szczególnie denerwujący jest fakt, że po użyciu kafelkowania nie można zmaksymalizować okna. Trzeba je przesunać tak, aby nie przylegało do krawędzi i dopiero wtedy można je zmaksymalizować.

Przełączanie się między oknami

Nie ma tu niesamowitych efektów wizualnych, ale ikonki programów są czytelne. Wygląda to moim zdaniem dużo lepiej niż w Mate bez Compiza. Okna zminimalizowane są wyszarzane.

Wirtualne pulpity

Szału nie ma. Między pulpitami przełączamy się standardowymi dla Minta skrótami klawiszowymi CTRL+ALT+strzałka. Nie ma żadnych animacji ani podglądu zawartości poszczególnych obszarów roboczych.

Domyślny zestaw aplikacji

Domyślnym menedżerem plików jest Thunar. Nie ma on wbudowanej wyszukiwarki plików (do tego celu służy CatFish). Nie ma również podziału na panele. Można jedynie pracować w kartach, ale karty wyświetlają się w całym oknie. XFCE jest instalowane razem z gparted, którego brakowało mi w Cinnamon.

Ciężar środowiska

Mint XFCE po starcie zjada tylko 200 MB pamięci. Jest to zdecydowanie mniej niż w przypadku edycji Cinnamon czy Mate. Start systemu nie jest jakoś wyraźnie szybszy niż w przypadku poprzednich dwóch środowisk. Ogólnie środowisko jest chyba nieco lżejsze od Cinnamon czy Mate, aczkolwiek aby to wyraźnie odczuć, trzeba go zainstalować na naprawdę wolnym sprzęcie, ponieważ jak już pisałem wcześniej, nawet na wolnym Samsungu N150 Mate z Compizem działa bardzo dobrze.

Podsumowanie

Moim zdaniem XFCE nie jest wcale takie toporne, jak jest przedstawiane przez niektóre osoby, zwłaszcza miłośników KDE. Nie ma tu co prawda niesamowitych efektów, ale w zwykłej pracy sprawdza się dobrze. Jest stabilne i działa dobrze i na najwolniejszych maszynach sprawdzi się pewnie lepiej niż Cinnammon cy tym bardziej KDE. Ma spore możliwości konfiguracji pulpitów. Menu jest bardzo wygodne i czytelne. Z pewnością nie jest to środowisko dla tych, którzy cenią sobie piękny wygląd i animacje. Nie jest ono jednak moim zdaniem prymitywne, a jedyną rzeczą jaką ustawiałem przez edycję pliku tekstowego, była zmiana czcionki w Thunarze. Całą resztę bez problemu udało mi się wyklikać w GUI.

KDE

KDE słynie z ładnego wyglądu, ciekawych efektów wizualnych i ogromnych możliwości konfiguracyjnych. Jest to jedno z najbardziej wypasionych środowisk graficznych. Posiada ogromną bazę appletów oraz gotowych motywów wyglądu do zainstalowania. Wyposażony w trójwymiarowe animacje i efekty okien cieszy oczy i sprawia, że obcowanie z komputerem jest jeszcze większą przyjemnością. Uważane jest również za dosyć ociężałe. Sprawdźmy jak prezentuje się Linux Mint w edycji KDE.

Domyślny wygląd menu i paneli

Pierwsze co się rzuca w oczy po uruchomieniu systemu to niebieskie barwy na tapecie. Wszystkie 3 pozostałe edycje mają w miejscu niebieskiego, zielone wybarwienie. Czy ta zmieniona kolorystyka ma podkreślać daleko idącą odmienność KDE względem pozostałych środowisk? Chyba coś w tym jest, bo jeśli poznasz cynamona, to na pewno dosyć szybko odnajdziesz się zarówno w Mate jak i XFCE. Linux Mint KDE jest jednak mocno inny. Możemy się o tym przekonać od samego początku zaglądając od menu czy dobierając się do panelu.

Menu KDE składa się tylko z jednego panelu oraz zakładek w postaci ikon na dole menu. Menu jest częściowo półprzezroczyste. Zdecydowana większa powierzchnia menu ma białe tło, odchodząc od szarości Minta. Domyślny panel jest dosyć wysoki, a ikonki na nim stosunkowo duże. Aplet kalendarza poza godziną wyświetla też datę. Na końcu panelu znajduje się przycisk aktywujący narzędzia edycji panelu.
Wygląd systemu można zmienić w ustawieniach systemowych w sekcjach: "Wygląd programów" oraz "Wygląd przestrzeni roboczej". W kilku kliknięciach możemy upodobnić wygląd okien Minta do Windowsa 8.

Zmiana położenia i rozmiarów paneli

Jeśli jesteście nowi w KDE to radzę bardzo ostrożnie podchodzić do edycji paneli, bowiem łatwo jest coś niechcący wcisnąć i zmienić czy wyłączyć, a później trudno dojść jak to nareperować. Przykładem może by choćby sytuacja, w której sprawdzałem jak wysoki może być panel. Niestety w trakcie edycji paneli kilka razy wyskakiwały mi błędy plazmy, a sam panel magicznie znikał, by się samoczynnie pojawić (być może automatycznie po błędzie był ponownie wczytywany). Po takim zniknięciu kalendarz przykleił mi się do pulpitu mimo, że wcale go nie zamawiałem. Co gorsza za nic w świecie nie mogłem się go pozbyć. Klikałem, próbowałem przeciągać, wchodzić w tryb edycji panelu i nic. Pomogło dopiero przelogowanie. Fakt, że nie spędziłem tyle czasu w KDE, co w innych środowiskach, ale wydaje mi się, że środowisko powinno być na tyle intuicyjne, by takie rzeczy się nie zdarzały.

Domyślnie panele nie są zablokowane i można zmieniać ich wygląd operując myszką bezpośrednio na panelu z pominięciem jakichkolwiek formularzy. Panel możemy przeciągać do dowolnej krawędzi ekranu. Możemy zmieniać jego wysokość i to nawet do kilkuset piksel, a także ustawiać szerokość panelu. Poza standardowym ustawieniem autoukrywania panelu, możemy także wybrać opcję by aplikacje miały możliwość przykrywania panelu. Działa to bardzo podobnie do autoukrywania, z tą różnicą, że gdy żadna aplikacja nie przykrywa panelu, to jest on widoczny i chowa się tylko, gdy w jego miejscu pojawia się okno aplikacji.
Lista aplikacji na panelu robi się jasno szara, gdy okna aplikacji są zminimalizowane. Moim zdaniem są wtedy nieco nieczytelne. Sama idea może nie jest zła, ale wykonanie tego zamysłu mogłoby być lepsze (bardziej kontrastowe kolory). W XFCE wybledzane są same ikony, a nazwa okna pozostaje niezmieniona, dzięki czemu jest czytelna.

Applety, Desklety i aktywatory

KDE ma wypasione applety. Nie dość, że wyglądają ładnie, to często mają również wiele ciekawych funkcjonalności. Przykładowo ten nieszczęsny kalendarz, który mi się przykleił do pulpitu, ma miłe dla oko przezroczystości, podzielony jest na dwie części eleganckim separatorem, a do tego jest bardzo funkcjonalny. Ma zaznaczonych wiele świąt i paraświąt (np. Andrzejki czy Mikołajki). Aplet sieci bezprzewodowych podaje poza samym wykazem dostępnych sieci, także podstawowe informacje na temat poszczególnych sieci, a także wykresy ruchu sieciowego dla sieci, do której jesteśmy podłączeni.

Do wyboru mamy ponad 80 preinstalowanych apletów, które dodajemy z poziomu edycji panelu. Bezpośrednio z ustawień panelu możemy pobrać kilkaset kolejnych (a może więcej?).

Największą siłą KDE jeśli chodzi o applety jest moim zdaniem możliwość zamiany każdego appletu w dekslet. Wystarczy bowiem przeciągnąć applet z panelu na pulpit by stał się deskletem. Czyż to nie wspaniałe?

Menu

Domyślnie menu otwiera się z aktywną zakładką "Ulubione". Podobnie, jak pisałem to przy omawianiu Whisker Menu, wydaje mi się to dobrym rozwiązaniem. Nie podoba mi się natomiast to, że nie ma szybkiego dostępu do programów z różnych kategorii. Po wybraniu danej kategorii, wchodzimy jakby do środka tej kategorii i aby wybrać program z innj kategorii musimy wrócić poziom wyżej. Niestety klikając w zakładkę Programy nic nie wskóramy. Musimy trafić w napis "Wszystkie programy" w górnej części menu, co jest dosyć niewygodne. Zdecydowanie lepiej jest nawigować po tym menu klawiaturą, choć i tutaj mam się czego czepić. Gdy chcemy wyjść z zakładki Programy i przejść do zakładki komputer, to musimy najpierw przejść w lewo na Ulubione, by móc klawiszami poruszać się w prawo po menu. Menu nie reaguje też na klawisz Super.

Kafelkowanie okien

Domyślnie włączone są tylko aktywne krawędzie ekranu. Nie udało mi się znaleźć skrótu klawiszowego na kafelkowanie okien. Szkoda. Oczywiście jak to bywa w KDE, niemal wszystko da się dostosować do własnych potrzeb. W tym celu musimy wejść w ustawienia systemowe (przez menu), tam wybrać skróty klawiszowe, wybrać zakładkę "Globalne skróty klawiszowe" i z rozwijanej listy wybrać KWin (domyślny menedżer okien dla środowiska KDE). Na liście szukamy pozycji zaczynających się od "Kafelkuj okna.." oraz "Szybka kafelka...". Niestety można przypisać tylko 3 klawisze, co dla kafelkowania w ćwiartki trochę za mało.

Przełączanie się między oknami

Wizualnie KDE jest naprawdę bardzo ładne i zdecydowanie przebija nawet Mate z Compizem. Podgląd okien, pomiędzy którymi się przełączamy trudno nazwać tradycyjnymi miniaturami. Są to zmniejszone okna, ułożone niczym karty w trójwymiarowej kompozycji, tasujące się z wykorzystaniem efektownej animacji.

Możemy też skorzystać z podglądu zawartości okien aplikacji, wyświetlonych na liście aplikacji w panelu. Wygląda to podobnie jak w Windowsie.

Domyślny zestaw aplikacji

Linux Mint w edycji KDE ma zupełnie inny dobór aplikacji niż pozostałe 3 edycje. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż KDE pracuje w QT, a nie GTK jak pozostałe środowiska. Poza Firefoxem, LibreOfficem czy Gimpem i VLC, prawie wszystko jest aplikacjami typowymi dla KDE.

Ciężar środowiska

Linux Mint KDE nie jest aż taki ciężki jakby się mogło wydawać. Owszem, startuje prawie dwa razy wolniej od pozostałych edycji, ale gdy już się rozbuja to jest całkiem responsywny nawet na moim wolnym Samsungu. Byłem pozytywnie zaskoczony odpalająć htopa po starcie wersja LiveCD. Zaobserwowałem użycie pamięci na poziomie 360 MB, co jest stosunkowo dobrym wynikiem jak na tak rozbudowane środowisko graficzne. Zainstalowana instancja systemu potrzebowała 10 MB więcej.

Podsumowanie

Linux Mint KDE troszkę mnie rozczarował. Dlaczego? Z jednej strony mamy do czynienia ze środowiskiem graficznym, które ma ogromny potencjał, więc i oczekiwania są adekwatnie duże. Z drugiej zaś dostajemy dystrybucję, która nie ma zdefiniowanych wielu podstawowych skrótów klawiszowych. Musimy sami zadbać o kafelkowanie okien, wirtualne pulpity i przechodzenie między nimi. Nie działa standardowy skrót odpalający terminal (CTRL+ALT+T). Poza tym trochę mało Minta jest w tym Mincie. Poza tapetą i logo minta w aktywatorze menu nie czuć tu zbyt wiele zmian w stosunku do standardowego KDE zainstalowanego na dowolnej innej dystrybucji. Zdecydowanie lepszą "interpretacją" KDE jest moim zdaniem NetRunner bazujący na Kubuntu. W nim wszystko działa od razu po instalacji, menu ma swój własny styl i ogólnie cała dystrybucja ma swój unikatowy klimat.

Podsumowanie wszystkich edycji

Linux Mint jest obecnie dostarczany w 4 edycjach. Ciężko było by mi komuś doradzić, które środowisko wybrać. Osobie, która stawia pierwsze kroki w świecie Linuxa (Linux Mint jest często polecany właśnie takim użytkownikom) lub osobie, która nie chce lub nie umie grzebać się w ustawieniach, zdecydowanie poleciłbym Cinnamon. Jest to edycja najbardziej dopieszczona i posiadająca udogodnienia i efekty działające od razu po instalacji. Pod tym względem faktycznie można ją uważać za podstawową edycję Minta. Mate i XFCE dają większe możliwości dostosowywania paneli w bardzo łatwy sposób, przy czym XFCE ma toporny edytor menu, choć samo menu moim zdaniem jest najlepsze właśnie w tej edycji. KDE to piękny wygląd i efekty, a także rozbudowane opcje konfiguracyjne i nieco nieintuicyjny sposób edycji paneli. To ostatnie środowisko poleciłbym przede wszystkim osobom, które wiedzą dokładnie, czego chcą i są gotowe poświęcić trochę swojego czasu, aby dopieścić środowisko pracy. Jednocześnie Cinnamon wygląda całkiem nieźle nawet na tle KDE i ma dosyć duży wybór apletów i deskletów (choć nie aż tak duży jak KDE), co moim zdaniem czyni go tak atrakcyjną propozycją. Osobiście pracuję od wielu miesięcy na XFCE, aczkolwiek częściowo wymusił to na mnie mój krnąbrny komputer, który nie lubi się z niektórymi środowiskami.
 

linux porady

Komentarze