Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Mapa mapie nie równa

Miłośnikiem map jestem od małego dziecka. Korzystania z map uczyłem się przy okazji pierwszych górskich wycieczek. Fascynowało mnie, że rodzice wiedzieli co będzie za zakrętem mimo, że byli w tym miejscu pierwszy raz w życiu. To było dla mnie jak przewidywanie przyszłości. Potrafili nawet określić ile czasu potrzebujemy, żeby dojść do schroniska. To było jak magia. Od kiedy nauczyłem się "czytać" mapy, zacząłem je kolekcjonować. Najlepszą pamiątką z wycieczki, była mapa odwiedzonego miejsca. W ten sposób uzbierała się całkiem spora kolekcja map z całej Polski.

Betlejem

Obecnie jednak papierowe mapy zupełnie straciły na znaczeniu. W zasadzie to dziwię się, że w księgarniach jest ciągle taki duży wybór tradycyjnych map. Być może starsze osoby ciągle z nich korzystają... Jest pewien wyjątek do tej reguły - mapy wojskowe. Swego czasu był w moim mieście wspaniały sklep z mapami, w którym można było nabyć tzw. mapy wojskowe. Nie wydaje mi się by tak naprawdę były one mapami wojskowymi, aczkolwiek wszyscy tak na nie mówili łącznie ze sprzedawcami. Były to bardzo dokładne mapy (1:10000 oraz 1:25000) wydrukowane na wielkich arkuszach (A2?), z naniesionymi liniami wysokiego napięcia, zaznaczonymi drzewami, żywopłotami, drobnymi ścieżkami oraz poziomicami i szczytami wzniesień. Ich jedyną wadą był kiepska aktualizacja (przeważnie początek lat 70-tych). Niemniej jednak gdy wybierałem się na wycieczki rowerowe w miejsca, w których nigdy nie byłem, zawsze zabierałem je ze sobą i nigdy mnie nie zawiodły. Czasem fakt, iż były przeterminowane, działał na korzyść. Znajdowały się bowiem na nich wsie, które przestały istnieć. Kiedyś na jednej z tych map znalazłem wieś o nazwie Betlejem. Była ona położona jakieś 20 km od mojego domu, więc postanowiłem tam pojechać. Gdy dotarłem na miejsce, zastałem tylko 2 rozpadające się stodoły. Jakaś starsza kobieta wyjaśniła mi, że właśnie tam było kiedyś Betlejem. Na żadnej innej, ówczesnej mapie, Betlejem nie istniało. Dziś w mapach internetowych znów możne je odnaleźć. A tak wyglądają okolice Betlejem na mojej starej mapie "wojskowej".


Na zamieszczonym skanie fragmentu mapy jest jeszcze jedna ciekawa wieś - Korea. Może ktoś znajdzie? :)

r   e   k   l   a   m   a

Era map elektronicznych

Od blisko 10 lat korzystam z map internetowych, a od kiedy używam smartfona, mapy papierowe leżą w szufladzie niczym kolekcja znaczków i wspomnienie odbytych podróży. Elektroniczne mapy nie tylko stały się wygodniejsze (mam w telefonie dokładną mapę całej Polski), ale także lepsze jakościowo. Są dokładniejsze, zawsze aktualne i co najważniejsze dla mnie, dostarczają znacznie więcej informacji. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nowoczesne mapy internetowe ewoluowały do czegoś więcej niż tradycyjna mapa. To nie tylko odwzorowanie terenu w określonej skali, ale także szereg usług towarzyszących, powiązanych z mapą - informacje o natężeniu ruchu, planery podróży, streetview, informacje o ruchu lotniczym czy morskim itp.

Czy warto porównywać mapy?

Zawsze lubiłem porównywać mapy. Jeszcze w czasach, gdy często korzystałem z map papierowych, rozkładałem sobie na podłodze plany mojego miasta z kilku różnych wydawnictw i porównywałem je. Ktoś mógłby powiedzieć, że mapa to mapa, różni się co najwyżej skalą. Otóż nie. Mapy zawierają błędy. Niektóre ulice są nie naniesione, inne wręcz przeciwnie, istnieją na mapie w miejscach, w których ich w rzeczywistości nie ma. Mogą mieć źle określoną organizację ruchu ulicznego, pominięte istotne szczegóły, źle nazwane ulice itd. Z czasem poznałem newralgiczne miejsca na mapie (porównując plany mojego miasta), na których szczególnie często zdarzały się błędy i przy zakupie nowego planu (bo co kilka lat trzeba było zaktualizować) od razu robiłem szybki test patrząc w te miejsca. Z mapami internetowymi jest dokładnie tak samo. Różnią się dokładnością, ilością zawartych "dodatkowych" informacji oraz mają masę błędów. Postanowiłem więc zrobić mały test map internetowych, a wynikami pochwalić się Wam w niniejszym wpisie.

Jak testowałem?

Długo zastanawiałem się w jaki sposób sformalizować ten test, nadać jakieś kryteria oceny, by każdy mógł sprawdzić mapy w swoich okolicach, które dobrze znam. Mógłbym przecież stwierdzić ogólnikowo, że z mojego doświadczenia wynika, iż ta mapa jest najlepsza, a ta najgorsza, a moje słowa pokryły by się najprawdopodobniej z podsumowaniem tego testu. Zależy mi jednak na tym by wykazać w jakich aspektach poszczególne mapy kuleją, a w jakich brylują. Zdarza się bowiem też tak, że korzystnie jest korzystać z kilku map, bowiem uzupełniają się one, wzajemnie niwelując swoje braki.

Ostatecznie postanowiłem wybrać kilka lokalizacji z mojego miasta i okolic oraz lokalizację specjalną - Betlejem - i w każdej z tych lokalizacji poddać mapy ocenie w następujących kategoriach:


  1. Zgodność naniesionych obiektów ze stanem faktycznym
  2. Szczegółowość naniesionych ulic (wyodrębnienie ścieżek, chodników, schodów itp)
  3. Aktualność
  4. Uwzględnienie organizacji ruchu drogowego
  5. Dodatkowe informacje - instytucje, sklepy, apteki, przystanki autobusowe itp.
  6. Zarys budynków i ich numeracja
  7. Linie energetyczne
  8. Wyszukiwanie adresów/obiektów/instytucji
  9. Wyznaczanie tras

Porównałem 9 map, ale do zaprezentowania przykładowych zrzutów ekranowych wybrałem tylko 2 najlepsze - Google Maps i OpenStreetMaps. Zależało mi na tym, by wpis nie był zbyt rozwlekły. Do każdej mapy dałem linka, więc każdy może je sobie sprawdzić. Wyniki zaprezentuję natomiast dla wszystkich map w zbiorczej tabelce. Z podsumowania wyłączyłem ostatni serwis ze względu na jego specyfikę. Pojawi się on natomiast w podsumowaniu porównania zdjęć satelitarnych.

Jako ciekawostkę dodam, że jest wiele serwisów, które wykorzystują silnik OpenStreetMap z różnymi skórkami. Jako przykład podam mapa.szukacz.pl oraz osmapa.pl. Szczególnie ten drugi serwis jest godny odwiedzenia ze względu na to, że ma sporą ilość ciekawych skórek, które nie tylko zmieniają wygląd mapy, ale różnią się w szczegółach wyświetlanymi informacjami oraz posiada nakładki na mapę typu linie autobusowe.

Wykaz wszystkich map, które oceniałem:


  1. Google Maps
  2. OpenStreetMap
  3. Zumi
  4. Bing Maps
  5. Panorama Firm (Eniro)
  6. NaviExpert
  7. Geoportal
  8. UMP

Lokalizacja 1 - ulica Sikorskiego w Lublinie

Mapa w tym miejscu zawiera kilka drobnych błędów. Brakuje schodów zejściowych z kładki po jednej stronie ulicy. Z kolei schody prowadzące z osiedla od ulicy Emilii Plater są naniesione w nieprawidłowym miejscu, w czyimś ogródku. Ulica biegnąca równolegle do Sikorskiego urywa się na wysokości pierwszego domu i dalej jest tylko ścieżką, którą można dojść aż do ulicy Spadowej (w lewym dolnym rogu wycinka mapy). Nie łączy się ona w żadnym razie z górną częścią ulicy Emilli Plater. Brakuje tez chodnika prowadzącego do źle usytuowanych schodów. Na mapie prowadzą one donikąd. Po drugiej stronie ulicy brakuje drogi dojazdowej do garaży znajdujących się wzdłuż długiego bloku.

Naniosłem ręcznie poprawki, aby było to czytelniejsze, bo sam opis słowny jest mało obrazowy. Dla jeszcze lepszego oddania realnego obrazu tego miejsca zrobiłem zrzut zdjęcia satelitarnego. Niestety mapy Googli nie pokrywają się w tym miejscu z ich zdjęciami satelitarnymi.

Mając na uwadze te wszystkie mankamenty, proponuję zapoznać się z tym samym fragmentem mapy w interpretacji OpenStreetMap.

Pierwsze co się rzuca w oczy to numeracja budynków. Ulica naniesiona jest prawidłowo. Widać jak się urywa i zamienia w ścieżkę, która niestety jest oznaczona jako chodnik. Schody na kładce są w komplecie, ale brakuje drugich schodów z osiedla, obok kładki. Nie ma też schodów od Emilii Plater. Zaznaczony jest przystanek autobusowy. Po drugiej stronie ulicy, wzdłuż długiego bloku, ulica urywanie się przed garażami, aczkolwiek ma ona prawidłowe połączenia i jest zaznaczony osiedlowy parking.

Pojawia się też rzecz ciekawa, a mianowicie nie używana nazwa dzielnicy - Piorunówka. Wyczytałem w Internecie, że nazwa ta została wycofana z użycia ponad 50 lat temu, a wcześniej pochodziła od Anotniego Pioruna, bogatego chłopaka, który uwłaszczył część wsi Czechów.

Jako ciekawostkę pokazuję mapę z Geoportalu. Zawiera on te same mapy "wojskowe", o których pisałem na początku. Nie są one zbyt aktualne, ale tam gdzie nie wiele się zmieniło, są dosyć dokładne. Mamy więc zaznaczone garaże i widoczny dojazd do nich wzdłuż całej długości bloku. Jest też parking. Po drugiej stronie Sikorskiego widać jak dolna część Emilii Plater przechodzi w ścieżkę i łączy się z ulicą Spadową.

Lokalizacja 2 - ulice jednokierunkowe na Wieniawie

Wyświetlanie organizacji ruchu ulicznego sprawia problemy wielu mapom. Najczęstszym problemem jest pojawianie się i znikanie strzałek wskazujących organizację ruchu wraz ze zmianą powiększenia mapy.

Przy takim powiększeniu Google Maps nie pokazują jednokierunkowego ruchu Ulicy Legionowej. Przy większym powiększeniu strzałki pojawiają się, natomiast znikają przy ulicy Zuchów oraz Głowackiego. W górnym odcinku ulicy Głowackiego (od wysokości ulicy Rayskiego - nazwa ulicy widoczna przy dużym powiększeniu) obowiązuje ruch dwukierunkowy, jednakże z mapy to nie wynika. Największą wpadkę mapy Googlowe zaliczają jednak z ulicą Szarych Szeregów, która jest w ogóle źle naniesiona na mapę. Biegnie ona bowiem jakby dookoła trzech bloków. Nie naniesiony jest odcinek wzdłuż długiego bloku. Co gorsza organizacja ruchu na tej ulicy jest inna. Na odcinku naniesionym na mapie jest bowiem ruch dwukierunkowy, a strzałki pasują do dcinka nie naniesionego na mapie. Takie błędy mogą być potencjalnie niebezpieczne.

Ulica Szarych szeregów prawidłowo naniesiona. Niestety OpenStreetMap ma podobne problemy z wyświetleniem strzałek przy różnych stopniach powiększenia. Dodam jeszcze, że w tej lokalizacji również widać jak OpenStreetMap nanosi schody tam, gdzie Google tego nie pokazują (okolice ulicy Skautów).

Lokalizacja 3 - Ogród Zoologiczny w Warszawie

Mapy nie tylko ułatwiają nam dotarcie w określone miejsce. Są pomocne również przy zwiedzaniu nowych miejsc. OpenStreetMap oferuje nam wiele informacji typu POI, co jest dobrze widoczne na przykładzie tego zoo.

Zmiana warstwy umożliwiła uzyskanie informacji o tym jakie zwierzęta są trzymane w poszczególnych wybiegach. Jak widać nawet korzystając z mapy opartej na jednej bazie, warto korzystać z różnych map w sensie wyboru rożnych serwisów korzystających z tej bazy. W komórce mam wgraną aplikację OsmAnd - mapy OpenStreetMap na Androida i w niej interpretacja graficzna mapy oraz wyświetlane informacje dodatkowe są jeszcze nieco inne.

Warszawskie zoo na mapie Google wygląda biednie w porównaniu z OSM. Mamy naniesione alejki i budynki, ale na tym koniec. Google wcale nie jest jednak najsłabsze. Swego czasu popularne Zumi nie pokazuje nawet alejek.

Lokalizacja 4 - Betlejem

Powracam do wątku z początku wpisu. Sprawdzę czy nowoczesne mapy elektroniczne są godnym następcą tradycyjnych map papierowych. Czy poza miastami te nowe mapy, tworzone w oparciu o dokładne zdjęcia satelitarne, są równie dokładne?
Jako wzór pokażę wycinek z tradycyjnej mapy zeskanowanej i poskładanej z części w serwisie Geoportal.

Powiększanie skutkuje przejściem na inne skany. Pierwszy to mapa 1:25000 (taka, jaką posiadam). Druga mapa ma najprawdopodobniej skalę 1:10000, czyli dokładniejszą niż standardowy plan miasta.

Gdy powiększymy jeszcze bardziej, widzimy dokładnie poszczególne zabudowania, a naniesiona linia energetyczna może nam pomóc w zorientowaniu się, które budynki pozostały do dziś.

OpenStreetMap w porównaniu z tradycyjną mapą papierową wygląda pusto. Nie ma na niej domów. Przynajmniej możemy się dowiedzieć gdzie w ogóle znajduje się wieś. Dalsze powiększanie albo zmiana warstw nic nie da. Lepiej już nie będzie.

Na mapach Google jest równie biednie i nie ma nawet wskazania nazwy wsi. Korea, leżąca po drugiej stronie lasu również nie istnieje. Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, gdy wyjdziemy z miasta, szukając informacji na temat okolicy, więcej dowiemy się z map z przed 30-40 lat, niż z nowoczesnych, powszechnie używanych i wszystko wiedzących Googli.

Wyniki porównania map

Google Maps jako sama mapa nie jest wcale taka rewelacyjna. Jest często aktualizowana, a układ ulic jest w miarę poprawny i w miarę kompletny, aczkolwiek zdarzają się wpadki. Brakuje jednak numeracji budynków, a informacje POI są bardzo skromne. Nie ma naniesionych linii energetycznych, które ułatwiają orientację w terenie. Do jeżdżenia samochodem być może wystarczają, ale do wycieczek rowerowych są moim zdaniem za słabe, zwłaszcza poza miastem. Mocną stroną Google Maps jest za to wyszukiwanie adresów/obiektów oraz wyznaczanie tras. Pod tym względem Google są po prostu rewelacyjne. Możemy wpisywać nazwy firm czy instytucji, nie znając ich adresu i większość z nich zostanie odnaleziona. Wyszukiwarka podpowiada nam lokalizacje na podstawie wpisywanych przez nas liter. Do tego trzeba jeszcze dodać możliwość wyszukiwania głosowego. Kiedyś dla żartów udawanym pijackim głosem powiedziałem "monopolowy", a Google niewzruszone podało lokalizację kilku sklepów w pobliżu mojej lokalizacji. Od niedawna dostępna jest także usługa wyszukiwania połączeń z uwzględnieniem rozkładów jazdy pociągów TLK. Tak więc o ile do przeglądania mapy przeważnie korzystam z OpenStreetMap, tak w przypadku wyszukiwania zawsze są to Google.

Porównanie to pokazuje jeszcze jedną ciekawą rzecz. Zarówno Google jak i OSM średnio bądź kiepsko radzą sobie na prowincji. Stare, tradycyjne mapy papierowe są o niebo lepsze. To prawda, że często są już nieaktualne, aczkolwiek wiele dróg się aż tak bardzo nie zmieniła, niektóre zmieniły status z polnych na asfaltowe, a przy wycieczkach rowerowych nie ma to aż tak dużego znaczenia. Pokażą nam one za to krótszą trasę, bo te pierwsze nie mają uwzględnionych wielu dróg i dróżek.

Zdjęcia satelitarne

Z wieloma mapami dostarczane są także mapy satelitarne. Często są to mapy Googlowe albo Yahoo, ale nie tylko. Zobaczmy jaka jest jakość zdjęć na maksymalnym powiększeniu w kilku różnych lokalizacjach.

Lokalizacja 1 - Pałac Kultury i Nauki w Warszawie -parking od strony Marszałkowskiej

Powiększenie na zdjęciu Google jest bardzo duże, ale można odnieść wrażenie, że uzyskane w sztuczny sposób, bo jakość zdjęcia przy maksymalnym powiększeniu jest nie najlepsza.

Gdy się dobrze przyjrzymy samochodom widzimy, że jest to dokładnie to samo zdjęcie co na Googlach, tylko nie jest sztucznie powiększone, przez co wygląda lepiej.

Bing oferuje tryb zdjęć satelitarnych oraz z lotu ptaka. Oba są równie kiepskie.

Zdjęcie z Geoportalu ma jakość pośrednią między tym z Zumi, a Bingiem.

Lokalizacja 2 - Ustka - latarnia morska i port

W Ustce nie ma już tak dużego powiększenia jak w stolicy, ale nie jest źle. Budynki są w miarę wyraźne.

Zdjęcie z Zumi było robione o innej porze roku, ale skala powiększenia i jakość są zbliżone.

No niestety...

Największe powiększenie i najlepsza jakość. W zasadzie zdjęcie z Ustki niczym nie ustępuje temu ze stolicy.

Lokalizacja 3 - Szczebrzeszyn

Jakość zdjęć i skala powiększenia podobna jak w Ustce.

Tym razem Zumi mówi niestety...

Bing tym razem pokazuje lepsze zdjęcie niż Google.

Znów zdecydowanie najlepsza jakość zdjęcia i największe powiększenie

Wnioski

Zarówno w przypadku map, jak i zdjęć satelitarnych warto jest korzystać z różnych dostawców, zwłaszcza w miejscach gdzie może być problem z jakością zdjęć czy dokładnością mapy. Google generalnie oferują przyzwoitą jakość zdjęć na terenie całej Polski, aczkolwiek w wielu miejscach można znaleźć lepsze zdjęcia np. z Geoportalu. Z drugiej strony w miastach Google wydają się oferować większe powiększenie. Bing i Zumi miejscami nie posiadają dokładnych zdjęć, lecz miejsc tych jest co raz miejsc.

 

oprogramowanie internet hobby

Komentarze