Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Przegląd popularnych dystrybucji GNU/Linux — część 3 GNOME

W dzisiejszej odsłonie przeglądu dystrybucji GNU/Linux skupiam się na sztandarowych Linuchach ze środowiskiem GNOME 3.X. Podobnie jak w poprzednich częściach porównam obciążenie komputera systemem, wygląd, łatwość instalacji, dostarczone oprogramowanie. Wskażę distra, które dają najwięcej bez konieczności ręcznego dodawania programów oraz te, które moim zdaniem najlepiej nadają się dla początkujących. Zacznijmy od kilku słóo wstępu na temat samego środowiska.

GNOME

GNOME (GNU Network Object Model Environment) powstał pod koniec lat 90-tych. Był przez około 10 lat podstawowym środowiskiem wielu, a może nawet większości dystrybucji. GNOME jest częścią projektu GNU, którego celem było stworzenie wolnego (w sensie otwartości) systemu operacyjnego, wzorowanego na UNIXie. GNOME może być używany także na innych niż Linux systemach Unixopodobnych (np. BSD). Wraz z pojawieniem się wersji 3.X w 2011 roku, stopniowo stracił popularność. Nowa wersja środowiska dalece odbiega wyglądem i funkcjonalnością od serii 2.X, co nie spodobało się wielu użytkownikom i twórcom dystrybucji. Wersja 3 GNOME'a stała się jednocześnie bodźcem do powstania innych środowisk, bazujących na GNOME takich, jak Mate, Cinnamon czy Unity.

GNOME 3 jest pozbawiony klasycznego menu z aplikacjami (nie tylko Windows został wykastrowany ze sprawdzonego rozwiązania, jakim jest menu). W jego miejsce pojawił się wysuwany pasek z ikonkami ulubionych programów oraz programów uruchomionych, a także półprzezroczysty ekran z ikonami wszystkich zainstalowanych aplikacji z opcją wyszukiwania. GNOME 3 będzie dobrym wyborem dla osób, które chcą spróbować pracy w środowisku dalece odbiegającym od Windowsa, lubiących efektowny, półprzezroczysty wygląd. Czy praca z systemem pozbawionym menu może być wygodna? Zaraz spróbuję się o tym przekonać.

r   e   k   l   a   m   a

Debian Jessie

Pierwsze wrażenie wizualne jest bardzo pozytywne. Jeszcze zanim się zalogujemy, odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z nowoczesnym środowiskiem, na miarę XXI wieku. Po zalogowaniu wrażenie to zostaje spotęgowane brakiem menu, przezroczystościami, dużymi ikonami. Wszystko ze sobą współgra. Jednak gdy wyklikamy się do woli i pierwsze emocje opadną, zaczynamy odczuwać pierwsze dyskomforty wynikające z odmienności środowiska. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie uderzają jest brak możliwości zminimalizowania okna. W prawym górnym rogu mamy tylko "X". Z czasem odkryłem, że zminimalizowanie jest możliwe PPM (prawym przyciskiem myszy) na górnym brzegu okna. Celowo użyłem określenia brzeg okna, ponieważ ciężko tu mówić o tradycyjnym pasku, który zwyczajnie nie jest wyróżniony. Nie bardzo rozumiem dlaczego tradycyjne przyciski w rogu okna przeszkadzały twórcom GNOME .

Kolejną rzeczą, która może przeszkadzać jest brak listy otwartych aplikacji na panelu. Pojawia się tam tylko wskazanie aktualnie aktywnego okna, w którym to pojawia się menu programu. Nie wiem czy funkcja ta źle działa, czy działa tak z założenia, ale w rozwijanej liście dostępne są tylko wybrane opcje programu, a nie całe menu ze wszystkimi oknami. W takiej postaci funkcja ta wydaje mi się zupełnie bezużyteczna.

Ostatnią rzecz, która utrudnia życie, są podpisy pod ikonami, które kończą się wielokropkiem i nigdzie nie jest rozwijana ich pełna nazwa. Do póki nie zapamiętamy ikon, wiele programów musimy uruchomić, by przekonać się czym są.

Zestaw gotowych aplikacji jest dosyć bogaty. Jest kilka gier typu mahjongg czy saper, ciekawy program mapy bazujący na mapquest open, czyli w praktyce na silniku openstreetmaps. Lekkim zaskoczeniem było znalezienie wśród domyślnie zainstalowanych aplikacji programu Boxes do tworzenia maszyn wirtualnych.

Ubogi jest natomiast zestaw do modyfikacji ustawień systemowych.


  • Manager plików: Nautilus
  • Pakiet Office: LibreOffice
  • Przeglądarka: IceWeasel 31.4
  • Odtwarzacz Wideo: Totem
  • Odtwarzacz Muzyki: Rythmbox
  • Edytor grafiki: Gimp, Inkscape
  • Przeglądarka PDF: Evince
  • Nagrywanie płyt: Brasero

Zobaczmy jak nowocześnie wyglądające środowisko odbija się na obciążeniu komputera:


  • Czas startu systemu (s): 36
  • Ilość używanej pamięci po stracie z włączonym programem htop (MB): 275
  • Obciążenie procesora (%): 1

Start systemu jest zaskakująco szybki. Ilość używanej pamięci jest też akceptowanie niska. To duże zalety Debiana, bo można sobie pozwolić na eleganckie, nowoczesne środowisko nawet na nieco gorszym sprzęcie.

Fedora

Pierwsza rzecz, która zwraca uwagę przy pierwszym uruchomieniu po instalacji, to integracja z kontami chmurowymi. Do wyboru mamy Google, Windows Live, Own Cloud oraz Facebook. Najbardziej zastanawiało mnie co daje integracja z kontem Microsoftu. Przecież nie wczytają mi się na Fedorze ustawienia pulpitu z Windows 8. Nie słyszałem też o kliencie One Drive na Fedorę. Poczułem się mocno zaintrygowany. Przed zaakceptowaniem warunków usługi, pojawiło się nie wiele mówiące wyjaśnienie, że zgadzam się na synchronizowanie i wysyłanie wiadomości, dostęp do moich informacji w dowolnym czasie,
uzyskiwanie dostęp do zawartości w One Drive i modyfikowanie jej, dostęp do moich adresów e-mail. Zacząłem czytać na czym by to miało polegać i znalazłem na stronie Fedory kilka wyjaśnień. Zgodnie z tym, co jest tam napisane, po podpięciu do kont online, w programie Dokumenty powinny się pojawić faktycznie moje dokumenty z kont online. Sprawdziłem i... no i niesamowite, ale faktycznie tak to chyba właśnie działa. Niestety dokumenty z One Drive'a (jako użytkownik Linuxa mam ich tam całe 4 sztuki dokumentów testowych) przemieszały się z dokumentami z Google Drive. Dodatkowo na wirtualnej maszynie całość działa tak masakrycznie wolno, że nie udało mi się otworzyć żadnego dokumentu, a jedynie ich wykaz. Wierze jednak, że funkcjonalność ta faktycznie działa. Udało mi się natomiast otworzyć dokument z dysku Google. Dostęp jest tylko w trybie do odczytu, a jeśli zapragniemy zmodyfikować dokument, zostajemy przekierowani na stronę dokumentów Google i co ciekawe, musimy się ręcznie logować. Niestety integracja z kontem online nie jest w pełni udana. Teraz sobie uświadomiłem, że ta funkcjonalność nie jest niczym szczególnym dla Fedory, a dla GNOME'a. W Debianie jest ta sama aplikacja Dokumenty oraz możliwość ustawiania kont online, tylko Debian nie prosił mnie o ich skonfigurowanie w trakcie instalacji i dlatego przeoczyłem to.

Można odnieść wrażenie, że programów jak na Fedorę całkiem sporo, aczkolwiek wynika to z faktu, iż sporo programów jest dołączonych z samym środowiskiem. Poza standardowymi aplikacjami mamy aplet pogodowy, który niestety w Polsce zna tylko Warszawę. Kolejną niespodzianką jest centrum oprogramowania na modłę Ubuntu. Niestety nie widzi ono pewnych pakietów, które są w repo Fedory. Przykładowo nie znalazło mi htop, którego używam do porównania poziomu użycia pamięci. Musiałem go doinstalować z konsoli, która swoją drogą ma bardzo ładny domyślny wygląd.

Podobnie, jak w Debianie, mamy aplikację Boxes do wirtualnych maszyn. Moim zdaniem bardziej przydatny dla przeciętnego użytkownika byłby GIMP czy Brasero, których brak. Boxes nie jest bowiem aplikacją pierwszej potrzeby.
Okno z ustawieniami systemowymi jest identyczne jak w Debianie, czyli pewnie po prostu domyślne GNOMEowe.


  • Manager plików: Nautilus
  • Pakiet Office: LibreOffice
  • Przeglądarka: Firefox 33.1
  • Odtwarzacz Wideo: Totem
  • Odtwarzacz Muzyki: Rythmbox
  • Edytor grafiki: Brak!
  • Przeglądarka PDF: Evince
  • Nagrywanie płyt: Brak!

Czas na sprawdzian obciążenia:


  • Czas startu systemu (s): 92!
  • Ilość używanej pamięci po stracie z włączonym programem htop (MB): 386
  • Obciążenie procesora (%): 1,5

Fedora startuje jak żółw i pożera stosunkowo dużo pamięci. Jest to zaskakujące, zważywszy, że dostajemy w niemalże gołego GNOME'a bez wielu podstawowych aplikacji. Być może zostanę uznany za Fedorofoba, ale po raz kolejny Fedora mnie nie przekonała. Jest lepiej niż w LXDE czy XFCE, ale całościowo czuje się niedosyt. Owszem, wyciągnięcie dodawania kont chmurowych do konfiguracji post instalacyjnej jest dobrym zabiegiem. Owszem, dodanie centrum oprogramowania również jest krokiem w dobrą stronę, który w dużej mierze rekompensuje brak wielu podstawowych aplikacji i za to muszę szczerze Fedorę pochwalić. Jednakże tak wolny start systemu w porównaniu konkurencją w postaci Debiana jest zniechęcający. Co prawda nie należy wyciągać zbyt pochopnych wniosków z zachowania systemu na wirtualnej maszynie, aczkolwiek warto zwrócić uwagę na ten aspekt przy instalacji na maszynie fizycznej, bo jest spora szansa, że sytuacja się powtórzy.

OpenSUSE

OpenSUSE kojarzone jest raczej ze środowiskiem KDE. Obecnie jednak podstawowy obraz systemu zawiera możliwość wyboru i instalacji kilku środowisk, w tym GNOME. Z jednej strony jest to wygoda, bo posługujemy się tylko jednym nośnikiem. Z drugiej zaś musimy pobrać więcej danych z netu.

Pierwsze wrażenia? Nieco psychodeliczna animacja przy ładowaniu systemu.:) A tak na serio, to wszystkie dystrybucje ze środowiskiem GNOME wyglądają bardzo do siebie podobnie i różnią się w szczegółach. Oprogramowaniem specyficznym dla OpenSUSE jest Yast - centrum sterowania. Mamy w nim przekierowanie do menedżera oprogramowania (program w stylu Synaptica), menedżera aktualizacji, który jest zrobiony w ten sam sposób, ustawień sprzętu, konfiguracji systemu, sieci i usług sieciowych (w tym np. serwera samby, klienta NFS) czy firewalla. Ogólnie w porównaniu z tym co mamy w Debianie czy Fedorze, sporo ciekawych rzeczy, aczkolwiek te graficzne kreatory na pierwszy rzut oka wydają się nieco skomplikowane i mało intuicyjne. Widziałem dużo prostsze i wygodniejsze narzędzia do samby, choć pewnie kosztem mniejszej ilości opcji (np. system-config-samba). W OpenSUSE mamy też gotowego do użycia Flashplayera. Mamy też kilka gier (częściowo tych samych co na Debianie), centrum oprogramowania widziane na Fedorze. Jest też czytnik RSS z gotowymi kanałami, w tym chyba 3 polskimi. Generalnie OpenSUSE w kwestii oprogramowania łączy w sobie to co najlepsze z Debiana i Fedory, dodając też coś od siebie.

Podsumowując na przykładzie stałego zestawu:


  • Manager plików: Nautilus
  • Pakiet Office: LibreOffice
  • Przeglądarka: Firefox 33.0
  • Odtwarzacz Wideo: Totem
  • Odtwarzacz Muzyki: Rythmbox
  • Edytor grafiki: Gimp/Inkscape
  • Przeglądarka PDF: Evince
  • Nagrywanie płyt: Brasero

Sprawdźmy czy tak sowicie wyposażony system będzie w miarę lekki?


  • Czas startu systemu (s): 50
  • Ilość używanej pamięci po stracie z włączonym programem htop (MB): 339
  • Obciążenie procesora (%): 4

Rewelacji może nie ma, ale w porównaniu z Fedora jest dużo szybciej. Z pamięciożernością jest przeciętnie. Zastanawiające jest większe użycie procesora generowane przede wszystkim przez gnome-shell.

Mageia

Mageia powstała jako projekt zapoczątkowany przez grupę twórców Mandrivy w 2010. Już przy pierwszym kontakcie z systemem czuć, że twórcy chcą stworzyć system przyjazny dla użytkownika. I choć głównym środowiskiem jest Magei jest KDE to wersja GNOME jest również ciekawa. Przede wszystkim mamy menu, co jest nietypowe dla dystrybucji z GNOME. Centrum sterowania przypomina to z OpenSUSE. Graficzny menedżer pakietów jest czymś pośrednim między Synapticiem, a centrum oprogramowania Ubuntu. Przeglądamy jednak pakiety, a nie programy, a ich opisy są pozbawione zdjęć.

Pośród programów mamy przeglądarkę zdalnych pulpitów. Niestety nie obsługuje ona RDP.
Mageia nie ma w ogóle zainstalowanych gier.


  • Manager plików: Nautilus
  • Pakiet Office: LibreOffice
  • Przeglądarka: Firefox 31.3
  • Odtwarzacz Wideo: Totem
  • Odtwarzacz Muzyki: Music
  • Edytor grafiki: Gimp
  • Przeglądarka PDF: Evince
  • Nagrywanie płyt: Brasero

No i teścik:


  • Czas startu systemu (s): 55
  • Ilość używanej pamięci po stracie z włączonym programem htop (MB): 290
  • Obciążenie procesora (%): 1

Ubuntu GNOME

Canonical skupia się w zasadzie tylko na Unity - własnej nakładce (powłoce systemowej zastępującej gnome shell) na środowisko GNOME, z którą wydaje swojego Linuxa, choć go już tak od dawna nie nazywa. Wszystkie pozostałe wydania Ubuntu, są wydaniami społecznościowymi, bazującymi na oficjalnym Ubuntu. W przypadku Ubuntu GNOME pojawia się ciekawa kwestia tego jak uzyskiwane jest środowisko - z oryginalnego GNOME czy z Unity? Gdzieś czytałem, że osoby odpowiedzialne za Ubuntu GNOME, zdejmują z Unity rzeczy dodane przez Canonicala, przywracając mu wygląd GNOME, ponieważ Canonical dorzuca od siebie dodatkowe elementy, bez których nie udało by się uzyskać pełnej kompatybilności środowiska z samym Ubuntu. Może się to wydawać niewiarygodne, ale z tego samego powodu Unity występuje praktycznie tylko na Ubuntu. Owszem, podejmowano próby wdrożenia tego środowiska również w innych dystrybucjach (np. OpenSUSE, Fedora, czy Arch Linux), ale próby te były nie do końca udane.

Ubuntu GNOME wygląda dokładnie tak samo jak pozostałe dystrybucje z tym środowiskiem. Nie posiada menu, ma za to centrum oprogramowania, o którym wspominał wielokrotnie w tym tekście.

A tak poza tym, to w kwestii dołączonego oprogramowania, Ubuntu niczym szczególnym nie różni się od Debiana. Główną zaletą systemu jest łatwy dostęp do oprogramowania i możliwości instalacji dodatkowych programów przez PPA. Dla wielu osób będzie to powód wystarczający by skorzystać właśnie z tej dystrybucji.


  • Manager plików: Nautilus
  • Pakiet Office: LibreOffice
  • Przeglądarka: Firefox 33.0
  • Odtwarzacz Wideo: Totem
  • Odtwarzacz Muzyki: Rhythmbox
  • Edytor grafiki: Brak!
  • Przeglądarka PDF: Evince
  • Nagrywanie płyt: Brasero

Pod względem dodanego oprogramowania Ubuntu niczym nie zaskakuje. A jak z obciążeniem systemu?


  • Czas startu systemu (s): 85
  • Ilość używanej pamięci po stracie z włączonym programem htop (MB): 351
  • Obciążenie procesora (%): 6

Ubuntu niestety do najlżejszych nie należy.

Podsumowanie

Środowisko GNOME jest pierwszym przeze mnie omawianym, które jest nowoczesne i co do którego nikt nie powinien mieć zastrzeżeń w kwestii wyglądu. Duże czytelne ikony, ładne przezroczystości i animacje, sporo przestrzeni roboczej - to wszystko sprawia, że GNOME jest atrakcyjny wizualnie. Czy jest wygodny w pracy? Nie pracuję w nim na co dzień i nie mam wyrobionych nawyków, bez których ciężko w pełni obiektywnie mi to ocenić. Podejrzewam, że początkowy dyskomfort z czasem może minąć podobnie, jak w przypadku Unity. Niemniej jednak GNOME ma kilka drobiazgów, które przeszkadzałyby mi w codziennej pracy i nie da się z nimi nic zrobić bez instalacji jakiś dodatkowych programów. Ogólnie rzecz biorąc GNOME wydaje mi się stosunkowo mało konfigurowalny. Panel sobie jest, ale nic z nim nie mogę zrobić. Drugi panel z ulubionymi aplikacjami jest równie niekonfigurowalny, co ten główny. Po prostu jest i możemy go albo ignorować, albo ułożyć na nim kilka ulubionych aplikacji i na tym koniec. Pod tym względem GNOME jest bardziej prymitywny niż prymitywne LXDE. Nie dziwi więc, że GNOME zapoczątkował całą serię nowych środowisk.

Nie jest mi łatwo wybrać ulubieńca w kategorii distra z GNOME 3. Tak naprawdę wszystkie są do siebie bardzo podobne. Różnią się repozytoriami, menadżerami pakietów itp. szczegółami. Każde z nich ma jakiś atut, ale żadne z nich nie jest idealne. Ubuntu jest z pewnością wygodne dla osób początkujących ze względu na łatwy dostęp do szerokiej gamy oprogramowania. Mnie bardzo spodobał się Debian, który jest szybki i lekki. Mageia dostarcza menu i podobnie jak OpenSUSE oferuje dodatkowe konfiguratory graficzne, np. do udostępniania zasobów w sieci. Fedora oraz OpenSUSE posiadają centrum oprogramowania podobne do tego z Ubuntu. OpenSUSE ma jednak niekompletne spolszczenie. Jest więc wiele drobnych niuansów, które trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze jednej z tych dystrybucji. Różnice w oprogramowaniu można wyrównać instalując je ręcznie, choć w przypadku programów własnościowych, w Ubuntu będzie to na pewno dużo prostsze i szybsze. Perspektywa konwersji paczek deb na rpm nie jest bowiem zbyt zachęcająca. 

linux porady

Komentarze