Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Przeglądamy domową kolekcje zdjęć na Linuxie

Moje najstarsze zdjęcia cyfrowe pochodzą z 2005 roku. Na przestrzeni blisko dziesięciu lat mój twardy dysk zapełnił się tysiącami fotek. Pierwsze zdjęcia robiłem kompaktem, więc zdjęcia zapisywały się do plików jpg. Z czasem złapałem bakcyla i kupiłem sobie cyfrową lustrzankę. Od tamtej pory większość fotek robię w RAW'ach (cyfrowych negatywach), które nie zawsze mam czas wywoływać do jpg'ów. Dlatego bardzo ważne jest dla mnie, aby program do przeglądania zdjęć był w stanie wyświetlać pliki RAW tak samo szybko jak jpg. Niestety wiele programów wyświetlających zdjęcia nie radzi sobie najlepiej z obsługą RAW'ów. Pod Windowsem nie jest jeszcze tak źle, ale gdy przesiadałem się na Linuxa, szybko zorientowałem się, że w większości przypadków, programy w ogóle nie wyświetlają RAW'ów, albo serwują miniaturki, na których nic nie widać.
Przeglądarek zdjęć na Linuxa jest obecnie całkiem sporo. Starałem się wybrać do prezentacji najbardziej udane. Kilka programów zdyskwalifikowałem z przyczyn technicznych (np. działały niestabilnie lub w ogóle nie chciały się uruchomić). Wydaje mi się jednak, że wybrane przeze mnie programy są na tyle funkcjonalne iż większość czytelników będzie w stanie wybrać z nich coś dla siebie.

digiKam

Pierwszym programem, któremu postanowiłem się przyjrzeć jest digiKam. Jest to kombajn do przeglądania i edycji zdjęć dedykowany dla środowiska KDE. Przy pierwszym uruchomieniu musimy odpowiedzieć na szereg pytań, co osobiście mnie drażniło, ponieważ nie znając programu, tak naprawdę nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego jakie są konsekwencje moich wyborów. Program przez dłuższy czas skanuje nasz dysk w poszukiwaniu zdjęć, by poukładać je w kalendarzu według daty. Wyświetlana jest nawet spora miniatura kalendarza, wskazująca konkretne dni w miesiącu, w których zostały zrobione nasze zdjęcia. Ta funkcjonalność spodobała mi się w szczególności. Ogólnie przeglądanie zdjęć przez kalendarz jest idealne dla osób, które nie mają zbytnio uporządkowanych zdjęć. Może być także przydatna, gdy chcemy szybko przeskakiwać między zdjęciami znajdującymi się w różnych folderach, bez faktycznego biegania po tych folderach.

Niestety spolszczenie programu nie jest kompletne i kalendarz wyświetla się w języku angielskim. Program ma bogate menu ustawień, aczkolwiek nie udało mi się w nim znaleźć pewnych dosyć podstawowych, a zarazem istotnych rzeczy.Przede wszystkim nie udało mi się zmienić koloru tła dla pokazu zdjęć czy przeglądania ich ręcznie w trybie pełnoekranowym. Po drugie, co jest chyba kwestią ustawień KDE, a nie samego programu, wszystkie tooltipy wyświetlają się białą czcionką na żółtym tle, przez co są kompletnie nieczytelne. Póki co nie rozgryzłem gdzie to mogę zmienić, nie pracując w KDE. Jedyne co udało mi się zrobić, to zmienić styl wyglądu w ustawieniach z GTK na dowolny inny, co zmienia kolory tooltipa. Niestety wszystkie elementy poza tooltipami najlepiej wyglądają moim zdaniem w GTK właśnie.

r   e   k   l   a   m   a

Program bez problemu wyświetla pliki RAW i robi to prawie tak samo szybko, jak z plikami jpg. Z toolbara po prawej stronie mamy szybki dostęp do bogatych meta informacji na temat zdjęcia. Widok miniatur może być zastąpiony tzw. tabelkę, w której informacje typu data czy nazwa pliku są czytelniejsze. Zdjęcia z danego miesiąca znajdują się w widoku tabelki są wyświetlane jedno pod drugim bez dodatkowych podziałów. W widoku miniatur mamy dodatkowo podział na poszczególne foldery niezależnie od dni na kalendarzu. Wyświetlana jest także nasza ocena zdjęcia w postaci gwiazdek.

Ogólnie program oceniam jak najbardziej pozytywnie. Wymaga on jednak dłuższego używania celem dobrego poznania wszystkich jego możliwości. Nie testowałem przykładowo wyszukiwania duplikatów. Funkcji edycji nie będę nawet omawiać, bo to temat na zupełnie inny wpis. Dodam jeszcze tylko, że u mnie pod XFCE program zachowywał się niestabilnie, kilkukrotnie zamykając się bez powodu. Nie wiem jak się zachowuje pod KDE. Być może problem dotyczy tylko pracy poza natywnym środowiskiem. Warto jednak o tym wspomnieć, by osoby nie pracujące pod KDE wzięły to pod uwagę.

Eye of GNOME

Jest to prosta przeglądarka zdjęć, będąca raczej odpowiednikiem domyślnej systemowej przeglądarki zdjęć na Windowsie. Prostota idzie w parze z intuicyjnością obsługi. Bez problemu odnalazłem opcję zmiany koloru tła przeglądanych zdjęć. Program, choć prosty, ma wbudowany pokaz slajdów, może wyświetlać listę miniatur z danego folderu, a także informacje o zdjęciu wraz z metadanymi. Możemy także szybko ustawić oglądane zdjęcie jako tapetę przez CTRL+F8. Oczywiście nie ma tu żadnego zarządzania zdjęciami, oceniania itp. dodatkowych funkcji. To tylko zwykła przeglądarka zdjęć.

Moim zdaniem jest niestety nieco niedopracowana. Przy przejściu na tryb pełnoekranowy nie znika dolny pasek z miniaturami. Co więcej, po powrocie do normalnego trybu wyświetlania, pasek boczny nie pojawia się. Jeśli nie potrzebujemy go przez cały czas, możemy go zastąpić wyświetleniem właściwości przez standardowy skrót ALT+ENTER. W zasadzie Eye of GNOME zupełnie by mi wystarczył do zwykłego przeglądania zdjęć, gdyby potrafił wyświetlać pliki RAW.

Geeqie

Geeqie jest moją domyślną przeglądarką zdjęć już od dłuższego czasu. Zaimponował mi niezwykłą szybkością wyświetlania RAW'ów. To typowa prosta przeglądarka zdjęć bez wielu dodatkowych funkcji. Zawiera panel z listą zdjęć i możliwością przeglądania drzewa katalogów. Pozwala także ustawić oglądane zdjęcie jako tapetę oraz obrócić je o 90 stopni. Posiada jedną niecodzienną funkcję - podział w pionie lub poziomie na dwa panele, z których każdy potrafi wyświetlać niezależnie zdjęcia. Ekran można podzielić nawet na 4 panele. Jest to przydatne przy porównywaniu dwóch lub więcej zdjęć ze sobą, bez konieczności uruchamiania kilku instancji programu i zmiany rozmiaru okien.

Geeqie ma także kalendarz. Jest on schowany głęboko w menu. Niestety jego funkcjonalność jest ograniczona, ponieważ możemy wyświetlać jedynie miniaturki o dowolnym rozmiarze, lecz przy probie wyświetlenia wybranego zdjęcia w oddzielnym oknie, program zawiesza się.
Geeqie potrafi wyświetlać metadane w oddzielnym oknie. Posiada również spore możliwości konfiguracyjne, jak na taki stosunkowo prosty program.

gThumb

Kolejna propozycja posiada kilka ciekawych funkcji. W liście miniatur możemy wyświetlać poza zdjęciem wybrane informacje danego zdjęcia, w tym wybrane informacje z metadanych. Kolejną ciekawą funkcją jest możliwość wysyłania zdjęć do różnych serwisów takich, jak Facebook czy Flickr. Podobnie, jak większość programów tego typu, gThumb potrafi ustawić wybrane zdjęcie jako tło pulpitu.

Program pracuje w dwóch trybach: przeglądu folderów oraz wyświetlania zdjęć z podglądem miniatur z danego folderu. Posiada też proste narzędzia edycji obrazu. Niestety nie radzi sobie z plikami RAW. Fajną funkcjonalnością jest także możliwość odtwarzania filmów. Jeśli mamy w tym samym folderze zdjęcia i filmy nakręcone np. telefonem, to nie musimy zmieniać programu, by obejrzeć materiał wideo. Do zdjęć można dodawać opisy i zapisywać je jako metadane. Program jest dosyć poręczny i intuicyjny.

GTKRawGallery

Program napisany w pythonie. Instalacja ze źródeł w trybie roota

python setup.py install

U mnie na Mincie po zainstalowaniu brakowało dwóch pakietów: exiftools i dcraw. Po ich doinstalowaniu z repo, program bez problemu się uruchomił. Czy warty był podjęcia tych dodatkowych kroków przy instalacji?

Program utrzymany jest w ciemnej tonacji. Ma kilka zdefiniowanych układów wyświetlania - różne wariacje na temat miniaturek i ich większego podglądu. Pewną ciekawostką jest możliwość ustawienia muzyki odtwarzanej w trakcie pokazu slajdów.
GTKRaw potrafi odczytać pliki RAW w wielu formatach. Umożliwia publikację zdjęć bezpośrednio z programu w serwisach internetowych, a także upload do Dropboxa.
Program posiada mnóstwo filtrów i efektów niczym Photoshopowy CameraRAW. Niestety ich stosowanie jest ślimaczo wolne.

Nie udało mi się znaleźć sposobu na wyświetlanie manualnie kolejnych zdjęć w trybie pełnoekranowym. Można w ten sposób albo wyświetlić pojedyncze zdjęcie lub automatyczny pokaz slajdów. Nie udało mi się także zmienić powiększenia przy pomocy kółka myszy. Są to moim zdaniem dosyć podstawowe funkcjonalności, bez których program dużo traci.

Gwenview

Kolejna przeglądarka zdjęć dla KDE. Program cierpi na ten sam problem, co digiKam - nieczytelne tooltipy. Jestem prawie pewien, że uruchomiony pod KDE, wyglądałby dobrze.
Ogólnie program jest prosty, ale jednocześnie oferuje to, co w przeglądaniu zdjęc najważniejsze. Foldery i zdjęcia przeglądamy w Gwenview w formie dobrze wyglądających miniaturek z wygodnym paskiem adresu w stylu Dolphina, umieszczonym nad miniaturkami. Pliki RAW są dobrze obsługiwane i wczytywane dosyć szybko. Brakuje mi ustawień pokazu slajdów.

Nomacs

Nomacs jest ciekawą propozycja prostej przeglądarki zdjęć. W moim odczuciu jest nieco niedopracowany, co go dyskwalifikuje w moich oczach. Po pierwsze panel drzewa katalogów jest pozbawiony poziomego przewijania. Po wejściu kilka poziomów w głąb, przestajemy widzieć nazwy folderów. Z tego powodu ten panel jest dla mnie kompletnie nieużyteczny. Panele listy miniaturek, informacji o zdjęciu i notatki dołączonej do zdjęcia, jakkolwiek ładnie wyglądają, znikają po przejściu do kolejnego zdjęcia. Co prawda można je włączyć jedno-klawiszowym skrótem, aczkolwiek ciągle wciskanie 3 klawiszy jest co najmniej denerwujące. Nigdzie nie znalazłem opcji, aby ustawienia widoku nie zmieniały się w trakcie przeglądania zdjęć. Jeśli jednak taki widok jest komuś niepotrzebny, to z pewnością plusem programu jest wyświetlanie zdjęć w RAWach, choć nie jest ono natychmiastowe, jak w kilku poprzednich programach.

Picasa (z repo wersja 3.0)

Przy pierwszym uruchomieniu musimy dopełnić formalności o zgodzić się warunki proponowane przez Google. Później program zaczyna skanować nasz dysk w poszukiwaniu zdjęć. I choć całe skanowanie trwa długo, to przynajmniej od razu, po dosłownie kilku sekundach, możemy oglądać już zdjęcia z kilkunastu folderów zeskanowanych jako pierwsze. Kurczę, ta Picassa jest jednak fajna. Znów wyjdzie na to, że jesteśmy skazani na Google. Ciężko jednak nie pokochać układu miniatur zaproponowanego przez Google. Nasze zdjęcia zostają posortowane wedle dat i zaprezentowane jako jeden wielki, przewijany wykaz miniatur z czytelnym podziałem na poszczególne foldery, oznaczone konkretną datą. Taki układ pozwala chyba na najszybsze i najwygodniejsze szukanie zdjęć wykonanych w zupełnie różnych okresach. Jeśli miałbym komuś pokazać zdjęcia z różnych lat i nie przygotowałbym sobie wcześniej jakiejś prezentacji, to z pewnością wybrałbym Picassę do takiego zadania. Żeby nie było jednak tak różowo i sielankowo, muszę wspomnieć o fatalnym błędzie w działaniu aplikacji, który wykryłem w swojej instalacji. Picasa skanuje zdjęcia z takim zapamiętaniem, że niestety po pewnym czasie dubluje foldery. Po około godzinie pracy programu, większość folderów miałem zeskanowanych czterokrotnie, przez co w liście miniaturek te same zdjęcia pojawiały się czterokrotnie, kolejno pod sobą. Ten fatalny błąd w zasadzie dyskwalifikuje program, chyba że uda mi się go rozwiązać.

Nie jestem również przekonany czy Picassa sprawdzi się do oglądania pojedynczych zdjęć. Być może jest to kwestia silnie zakorzenionego przyzwyczajenia, aczkolwiek odkąd sięgam pamięcią, zawsze zdjęcia do obejrzenia wybierałem z poziomu menadżera plików, a nie przeglądarki. Korzystając z Picassy, aby rozpocząć przeglądanie zdjęć, trzeba najpierw uruchomić samą Picassę i dopiero w niej wybierać zdjęcia. Teoretycznie nie stanowi to problemu, aczkolwiek blokada mentalna w postaci nawyku wyrobionego przez lata pracy, również na Windowsie, jest trudna do pokonania. Dlatego też Picassa moim zdaniem jest dobra na rodzinne posiedzenia przy niedzielnym obiedzie, gdzie wspólnie oglądamy zdjęcia z wakacji na dużym ekranie.

Poza układem w linii czasu możemy także poruszać się w układzie folderów na dysku, poukładanych domyślnie według nazwy folderu. Miniatury zdjęć nadal są wyświetlanie wspólnie dla wszystkich folderów z zaznaczeniem początku zawartości danego folderu. Ponieważ ja swoje zdjęcia mam i tak posegregowane z podziałem na daty utworzenia, to nie odczuwam praktycznie żadnej różnicy między tymi dwoma trybami. Jedynie boczny panel z drzewem katalogów wygląda nieco inaczej. Miniatury w obu trybach mogą być podpisane na kilka sposobów, w tym nazwą pliku. Dwukrotne kliknięcie na miniaturę przełącza nas w tryb edycji zdjęcia. Do wyboru mamy szereg efektów, przycinanie, prostowanie zdjęć itp. U góry wyświetla się niewielki pasek z malutkimi miniaturkami zdjęć z wybranego folderu.

Picasa wyposażona jest także w menedżera wysyłki zdjęć do wirtualnego albumu na stronie www, a także przycisk wysyłania zdjęć mailem. Taki ukłon w stronę osób udzielających się w wirtualnej społeczności.

Shotwell

Shotwell jest instalowany z niektórymi dystrybucjami, dla których domyślnych środowiskiem jest GNOME. Po uruchomieniu czeka nas długie skanowanie celem zbudowania bazy danych do kalendarza. U mnie pierwsze skanowanie zakończyło się niepowodzeniem. Zostawiłem włączony komputer, przeczuwając wielogodzinny proces, a gdy wróciłem, program był zamknięty, a skanowanie niekompletne. Wiele zdjęć nie została przypisana do żadnej daty. Włączyłem więc kolejne skanowanie, wskazując folder ze zdjęciami.

Sam system kalendarza to struktura drzewiasta z podziałem na lata, miesiące i dni. Jeśli staniemy na roku lub miesiącu, to wyświetlą nam się ładne miniaturki symbolizujące poszczególne galerie zdjęć z danego okresu. Możemy wybrać zdjęcie, które będzie reprezentować dany folder ze zdjęciami. W większości wypadków domyślnie wybrane będą odpowiednie. Każda miniaturka reprezentująca galerię podpisana jest datą oraz ilością zdjęć. Jeśli w danym folderze trzymamy zdjęcia tylko z jednej sesji zdjęciowej, to takie rozwiązanie jest wręcz genialnym rozwiązaniem prezentacji zawartości.

Drugim sposobem przeglądania zdjęć jest klasyczne buszowanie po drzewie katalogów. Ostatnim sposobem jest przeglądanie miniatur ułożonych chronologicznie od najnowszych zdjęć, ze wszystkich zeskanowanych folderów.

XnView Multi Platform

Przeglądarka znana z Windowsa w wydaniu wieloplatformowym. Poza klasycznym panele z drzewem katalogów i wykazem miniatur, XnView oferuje dosyć rozbudowany system oceniania i oznaczania zdjęć.

Choć nie zamierzam opisywać możliwości edycyjnych żadnego z wymienionych programów, to muszę wspomnieć o znanym mi jeszcze z czasów używania Windowsa, mechanizmie konwertowania wielu zdjęć za jednym pociągnięciem. Poza samą zamianą formatów, mamy szereg akcji do zaprogramowania, które będą wykonane w trakcie konwersji. Najprzydatniejszą jest prawdopodobnie zmienianie rozmiaru zdjęcia. Do wyboru mamy także ogromną gamę efektów specjalnych od rozmycia gaussowskiego, poprzez stylizowanie na obraz olejny, na usuwaniu szumów kończąc. XnView wykracza więc znacząco poza szablon prostej przeglądarki zdjęć. Ustawienia programu pozwalają w znacznym stopniu dostosować go do swoich preferencji.

Podsumowanie

Z przykrością muszę stwierdzić, że wiele testowanych przeze mnie programów posiadało wady i niedoróbki. Niektóre wręcz nie chciały się uruchamiać, a mnie się nie chciało główkować co zrobić, żeby to naprawić. Mając w perspektywie kilkanaście innych programów do zainstalowania i przejrzenia, porzucałem najgorsze przypadki. Jednym z nich było KPhotoAlbum, które w nieskończoność generowało miniaturki zdjęć i przy każdym uruchomieniu ta praca była wykonywana od nowa. Bardzo obiecująco zapowiadała się Google Picasa, aczkolwiek wielokrotne indeksowanie tych samych zdjęć dyskwalifikuje ją moim zdaniem. Jeśli jednak ktoś nie zaobserwuje u siebie tego błędu, to z pewnością jest to program godny przetestowania. Bardzo spodobał mi się Shotwell. Niestety u mnie ma problem z indeksowaniem zdjęć. Uruchamiałem go chyba już czterokrotnie, gdyż po kilkunastu minutach pracy samoczynnie się zamyka. Na szczęście kolejne indeksowania uwzględniają to, co już zostało zindeksowane, więc mam cień nadziei, że będę mógł z niego korzystać. DigiKam jest kolejnym programem godnym uwagi. Szczególnie interesująca jest opcja kalendarza. DigiKam to kombajn o bardzo rozbudowanych możliwościach. Polecam go osobom, które potrzebują czegoś więcej niż tylko prostej przeglądarki zdjęć. Niestety digiKam zainstalowany nie pod KDE, działa niestabilnie i ma problem z wyświetlaniem tolltipów.

Zwolennikom prostszych przeglądarek wskazałbym Geeqie. Jest szybki, prosty i stabilny. Dla użytkowników KDE szczerze polecam Gwenview. Jest poręczny w użytkowaniu. DO gustu przypadła mi lista miniaturek, która wyświetla się w trybie pełnoekranowego przeglądania zdjęć, po zbliżeniu kursora myszy do góry ekranu (analogicznie do zachowania automatycznie ukrywającego się panelu).

Ostatnim program wartym zainstalowania i wypróbowania jest XnView. Szczególnie imponujące są jego możliwości automatycznego przetwarzania wielu zdjęć jednocześnie. Jako przeglądarka zdjęć codziennego użytku jest moim zdaniem przeciętny.  

linux oprogramowanie

Komentarze