Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Przygody młodego technika — część I — informacje ogólne, przyjazd

Praktyki to obowiązkowy przedmiot do zaliczenia w przypadku nauki w technikum. Większość szkół nie oferuje ciekawych opcji. Dostępny jest jedynie staż w kraju, który najczęściej samemu trzeba sobie załatwić. Jakość takich praktyk pozostawia zwykle (oczywiście są wyjątki, lecz nieliczne) wiele do życzenia. Na szczęście, niektóre technika (w tym między innymi moje) uczestniczy w projekcie Erasmus+. Dzięki temu szkoła może otrzymać dofinansowanie na zorganizowanie praktyk za granicą. Kwota ta zmienia się co roku. Najczęściej pełne dofinansowanie obejmuje sumę około 2000 Euro. Oczywiście, pieniądze te pokrywają wszystkie koszty związane z praktykami, takie jak zakwaterowanie, wycieczki, wyżywienie itp. Kieszonkowe wynosi około 350-500 Euro, w zależności od stażu. Praktyki są bardzo interesującym przedsięwzięciem, w którym miałem szansę, jako jeden z najlepszych uczniów mojej szkoły, wziąć udział.

Jak przebiega procedura rekrutacji?

Każdy, kto jest zainteresowany tematem, najpewniej zada to pytanie. Jakie wymagania stawiane są przy wybieraniu uczniów mających wziąć udział w praktyce zagranicznej? Co roku w mojej szkole reguły te praktycznie się nie zmieniają. Rozpatrywana jest m.in. średnia z pierwszego semestru nauki w trzeciej klasie oraz drugiego w drugiej, zachowanie, frekwencja. Pozostałe warunki zawarte są w regulaminie rekrutacyjnym.

Zwykle pod koniec grudnia składane są deklaracje. Należało zdecydować, w jakim stażu chcemy wziąć udział. Większość osób miała do wyboru staże w Hiszpanii lub Niemczech. Obydwa kraje mają swoje zalety i wady. Łatwiej się dostać zazwyczaj do naszego zachodniego sąsiada. Aczkolwiek, zwykle przyczyną takiego zachowania jest fakt kojarzenia Hiszpanii oraz jej pięknej słonecznej pogody z wakacjami.

r   e   k   l   a   m   a

Po złożeniu deklaracji każdy czeka na werdykt specjalnej komisji. Na praktyki kwalifikuje się określona (zazwyczaj 20 na jeden staż, w tym roku 16) grupa osób.

Po ogłoszeniu list rozpoczyna się podpisywanie tysiąca ton makulatury. Organizowane są także spotkania z rodzicami i uczniami, na których omawiane są podstawowe sprawy związane z praktykami. Mowa między innymi o tym, co należy wziąć na miesięczny wyjazd, jak wszystko będzie się odbywało itp. W planie przewidziane są także zajęcia językowe. Na nie przeznaczonych jest około 30 godzin lekcyjnych. Dodatkowo, dziesięć godzin przeznaczonych jest na zajęcia kulturowe. Co to znaczy? Otóż, omawia się zasady zachowania, żywienie, „grzeczność” oraz inne sprawy związane z kulturą danego narodu.

W przypadku praktyk zagranicznych, szkoła załatwia wszystkie formalności. Uczeń musi wyrobić sobie jedynie Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Można to zrobić w każdej filii Narodowego Funduszu Zdrowia. Dodatkowo wymagane są dwa zdjęcia, które posłużą zarówno do biletu miesięcznego jak i tzw. Certyfikatów Europass Mobility.

Praktyki czas zacząć

Nadszedł sądny dzień. Niedziela 8 maja była dniem opuszczenia naszego kochanego miasta, naszych rodzin i przyjaciół. Autobus PKS miał o 20:00 rozpocząć podróż w kierunku Zwickau. Zbiórka była zaplanowana na parkingu dworca PKS. Poranek był bardzo piękny. Ćwierkające ptaki, bezchmurne niebo zapowiadały fantastyczny dzień. Tak też było. Poświęciłem go na ostatnie przygotowania do podróży. Resztę czasu oddałem rozrywkom – graniu na komputerze i żonglowaniu.

Niestety, wraz ze zbliżaniem się godziny zbiórki pogoda zaczynała się psuć. Najpierw pojawiło się kilka niewielkich burzowych chmurek, aby o 18:00 zasłonić całe niebiosa. Zaczęła się potężna ulewa. Planowałem ją przeczekać. Niestety, czas nie był po mojej stronie. Opady zdawały się wzmagać, a czas nieubłaganie płynął do przodu. Podjąłem decyzję o wymarszu. Posiadałem dość spory bagaż, z którym pomagali mi rodzice. Piesza droga, mimo iż mój dom znajduje się niedaleko dworca – miejsca zbiórki, nie należała do najprzyjemniejszych. Deszcz porządnie spłukał mnie i moje walizki.

Znalazłem się na miejscu długo przed wyznaczoną godziną odjazdu. Schroniłem się w nieco zaniedbanym budynku dworca. Byłem pierwszy, ale po pewnym czasie zebrała się już cała ekipa. Opuściliśmy schronienie przed deszczem i zaczęliśmy się zbliżać w kierunku parkingu. Pogoda na szczęście się poprawia. Duże krople zimnego deszczu zaczęły przechodzić najpierw w lekką mgiełkę, aby po pewnym czasie całkowicie zaniknąć.
Pokaźnych rozmiarów autobus, z wymalowanym kolorem białym standardowym napisem: PKS w … podjechał na miejsce zbiórki dziesięć minut przed czasem. Wszyscy do niego podeszli, oczekując na moment otwarcia luku bagażowego. Stało się to po niedługiej chwili. Po paru minutach wszystkie walizki znalazły się na swoim miejscu, oczekując na wymarzoną zagraniczną podróż.

Do pojazdu wsiąść nie mogliśmy. Na kilka minut przed odjazdem mieli przybyć policjanci. Ich zadaniem miało być sprawdzenie stanu technicznego autobusu oraz psychicznego kierowców. Służby zaliczyły niewielkie spóźnienie.

Po godzinie oczekiwania, poświęconych na plotki i dociekania, cichutko podjeżdża czarny cywilny samochód. Dwóch policjantów, ubranych w niebieskie uniformy podchodzi do auta. Wchodzą razem z kierowcami do kabiny i testują po kolei wszystkie elementy. Oświetlenie, sprawność silnika, ogumienie, stan bieżnika itp. Następnie nadchodzi chwila prawdy dla kierowców, którzy są badani pod kątem trzeźwości. Do tej części zachowania mundurowych nie mogę mieć zastrzeżeń, a nawet muszę ich pochwalić. Zostaliśmy poinformowani, że pojazd i jego obsługa będą w stanie dowieźć nas bezpiecznie do celu. Pozwolono nam wsiąść. Wcześniej nastąpiło ostatnie pożegnanie z rodziną. Ostatecznie wsiedliśmy do autokaru.
Wszyscy zajęliśmy wygodne miejsca. Autokar był dość duży w stosunku do ilości osób biorących udział w praktykach. Toteż na każdego wypadało co najmniej dwa miejsca. Byliśmy z tego faktu zadowoleni. W końcu czekała nas kilkunastogodzinna podróż ze wschodnich krańców Polski do południowej części Niemiec.

Po usadowieniu się w fotelach musieliśmy poświęcić chwilę uwagi dla opiekunów praktyk. Nastąpiło przeliczenie ilości osób znajdujących się w autokarze. Zostaliśmy poinformowani o podstawowych zasadach BHP. Jeden z byłych opiekunów w tym momencie wszedł do autobusu. Życzył (w języku niemieckim) szczęśliwej podróży i pobytu za granicą. Niestety nie wszyscy go zrozumieli. No to ciekawie się zaczyna – pomyślałem. No nic. Co będzie i jak wypadniemy z naszą „celującą” znajomością języka niemieckiego, to się dopiero okaże. Tymczasem wszyscy „nieuprawnieni” opuścili pojazd i nastała jasność. Usłyszeliśmy dźwięk poważnego silnika. Pojawił się charakterystyczny chrzęst wrzucanego biegu. Autobus ruszył. Pomachaliśmy na pożegnanie naszym rodzinom. Zaczęliśmy się oddalać od obserwujących nas ludzi, aż całkowicie straciliśmy ich z oczu.

Atmosfera w autobusie była bardzo dobra. Rozmowy w przedniej części autobusu nie trwały zbyt długo. Rozpoczęły i zakończyły się na fizyczno-filozoficznych rozważaniach dotyczących czasu i przestrzeni. Po upływie około połowy godziny gwar wyciszył się. Większość zajęła się odpoczynkiem przed czekającą ich następnego dnia wizytą w miejscu pracy. Ja natomiast zająłem się przemyśleniami i tworzeniem tego tekstu. Ktoś z tyłu zapuścił nastrojową muzyczkę, która nadawała podróży specyficzny charakter. Po pewnym czasie większość autobusu (z wyjątkiem kierowcy oczywiście) drzemała. Ja również musiałem w końcu poddać się tej aurze.

Przyjazd do Zwickau

Dojechaliśmy wczesnym rankiem. Pogoda zaczęła nam sprzyjać. Zwickau to dość spokojne miasto, o niewielkim natężeniu ruchu drogowego. Miejsce naszego zakwaterowania to akademik CJD Zwickau. Budynek jest dość obszerny. Na parterze znajduje się jadalnia i kuchnia, natomiast na wyższych piętrach pokoje. Dostępne są także różne rozrywki, którymi można zapełnić czas wolny. Po przyjeździe, wstępnym zapoznaniu się z otoczeniem oraz rozpakowaniem bagaży zostaliśmy zaproszeni na śniadanie. Miła pani kucharka pozostawiła każdemu wybór w postaci zupy brukwiowej lub fasolowej. Dodatki można było dobrać samemu spośród bardzo dużej puli dostępnych komponentów.

Po śniadaniu zostały częściowo omówione podstawowe zasady BHP, dotyczące podstawowych reguł zachowania się w miejscu pracy. Dotyczyły one między innymi uprzejmości wobec niemieckich pracowników oraz podstawowych zasad zachowania się. Spotkanie było krótkie i bardzo szybko można było przejść do ważniejszych spraw.

Następnym krokiem było organizacyjne spotkanie w miejscu pracy. Cel naszej podróży nie był bardzo odległy od akademika. Nie mniej, najlepszą opcją dotarcia do celu było wybranie autobusu. Wszak, bilety miesięczne kosztowały 39 euro, czyli około 120 złotych polskich. Jaka jest fundamentalna różnica miedzy miesięcznymi biletami niemieckimi a polskimi? Otóż, niemiecka wersja pozwala na transport dowolnym środkiem transportu nie tylko po rejonie całego miasta, ale także po okolicach, także w sobotę i dni świąteczne. Natomiast w Polsce, bilet miesięczny obowiązuje najczęściej tylko na określonych liniach. Jest to fundamentalna zaleta niemieckiego systemu, co sprawia, że ludzie bardzo chętnie korzystają z komunikacji miejskiej. Pierwsze nasze spotkanie zagranicznym autobusem nastąpiło z małym opóźnieniem.

W końcu autobus przyjechał. Dalsza część podróży przebiegała dość szybko. Autobus szybko dowiózł nas na miejsce docelowe.. Charakterystycznym punktem orientacyjnym jest stary trabant, stojący przed wejściem na teren placówki. Weszliśmy do budynku. Zostaliśmy zaprowadzeni do auli, gdzie miało odbyć się pierwsze spotkanie z naszymi przyszłymi tutorami (czyli wykładowcami/ trenerami). Jako tłumacz pracowała nasza nauczycielka i jednocześnie jeden z opiekunów całej tej wyprawy. Stało się tak, gdyż niestety nasza praktyczna znajomość niemieckiego nie stoi na najwyższym poziomie (ze względu na bardzo małą ilość godzin tego języka w szkole). Miła niemiecka reprezentantka zakładu przedstawiła nam zasady BHP obowiązujące na terenie placówki. Dowiedzieliśmy się, co możemy robić, a co jest absolutnie zabronione. Jednym z ciekawszych punktów był zakaz przyprowadzania zwierząt na zajęcia (np.: szczurów). Następnie zostaliśmy oprowadzeni po poszczególnych salach. Dowiedzieliśmy się o kierunkach kształcenia w tej uczelni, oraz poznaliśmy ogólny system nauczania w Niemczech. Jest on nieco inny od polskiego, gdyż od pewnego momentu przedmioty ogólnokształcące są całkowicie eliminowane na rzecz zawodowych. Ludzi kształci się nie ogólnie, a pod konkretną firmę i konkretne wymagania pracodawców. Daje to większe szanse na znalezienie dobrej pracy. W Polsce informatyk szkolony jest ogólnie, pod wiele różnych kwalifikacji. W Niemczech natomiast nie ma pojęcia „technik informatyk”. Każdy jest specjalistą w określonej dziedzinie.

Poznaliśmy wykładowców oraz sale, w których będziemy mieli zajęcia. Zobaczyliśmy między innymi pracownię pneumatyki, obrabiarek sterowanych numerycznie i wiele innych. Wszystkie szczegóły dotyczące nauczanych zawodów zostały nam szczegółowo wyjaśnione.

Potem wróciliśmy do auli, gdzie została nam zadana garść pytań na temat naszych opinii o tym, co usłyszeliśmy. Niestety, żadnych pytań ani opinii nie było. Wobec tego została nam zaproponowana kolejna wycieczka – do szkoły zawodowej znajdującej się niedaleko głównego budynku naszego miejsca pracy. Poznaliśmy tam między innymi różne rodzaje spawania, gatunki elektrod i tym podobne informacje. Zostaliśmy oprowadzeni po większości pomieszczeń. Po zakończeniu zwiedzania ogromnego budynku pożegnaliśmy się z bardzo miłą kadrą. Opuściliśmy nasze przyszłe miejsce pracy i wróciliśmy do Wohnheimu.

To nie był koniec przygód dzisiejszego dnia. Pozostał do rozwiązania jeden z najważniejszych problemów pobytu za granicą – dostęp do Internetu. Roaming, jak wiadomo, jest bardzo drogi. Przy cenie 1PLN/1MB odwiedzenie nawet kilku stron może poważnie nadszarpnąć budżet. Wobec tego należało znaleźć inne rozwiązanie. Istniały dwa sposoby. Pierwszym z nich był zakup niemieckiego startera i kupno odpowiedniego pakietu internetowego. Natomiast drugi przewidywał wykupienie dostępu do sieci bezprzewodowej na terenie akademiku. Decyzja była ciężka. Aby podjąć poprawną decyzję, należało zorientować się w cenach starterów niemieckich operatorów telekomunikacyjnych. Powód ten dał nam okazję do pierwszego poważnego zwiedzania tego niemieckiego, cichego, niewielkiego miasta. Odwiedziliśmy bardzo wiele obiektów. Poznaliśmy prawdziwe standardy działania niemieckiej komunikacji miejskiej (regularność i punktualność). Zwiedziliśmy pobieżnie centrum miasta. Poznaliśmy lokalizację najważniejszych i najtańszych sklepów w okolicy. Dzięki temu poczuliśmy się pewniej.

Praktyki nie tylko uczą pracy w danym zawodzie. Pozwalają także poznać dany kraj. Chodzi nie tylko o kulturę, ale także o gospodarkę. W Niemczech nie da się nie zauważyć dużego udziału energii odnawialnej w gospodarce państwa. Już po przekroczeniu granicy Niemiec widzimy ogromne farmy wiatrakowe. Bardzo często nawet połowa powierzchni dachu jest zapełniona panelami słonecznymi. Nie wiem, jak jest z formalnościami w Niemczech, ale w Polsce skorzystanie z dofinansowania Prosument jest w niektórych miejscowościach bardzo ciężkie. Dość ciężko nawet uzyskać jakiekolwiek informacje dotyczące projektu dofinansowania. Natomiast na kupno dobrych paneli na wolnym rynku statystycznego Polaka nie stać, co jest sporym błędem w polityce energetycznej kraju.

Co było dalej?

Następnego dnia czekał nas pierwszy dzień w nowym miejscu pracy. Część osób obawiała się tego, ze względu na to, że pierwszy raz musieli użyć samemu obcego języka. Po pracy planowana była także wycieczka krajowo-poznawcza. Ale o tym może w kolejnym odcinku „Przygód młodego technika”.
 

porady inne

Komentarze