KZ E10 True Wireless - recenzja

Słuchawki prawdziwie bezprzewodowe w ostatnim czasie coraz bardziej zyskują na popularności. Potęguje to fakt pojawiania się coraz większej ilości różnych modeli w rozsądnych cenach. KZ, czyli dość znany producent chińskich dokanałówek również postanowił wypuścić swój model True Wireless. E10 to słuchawki wyposażone w podobny układ przetworników co znane ZS10 PRO, czyli cztery armaturowe i jeden dynamiczny, chip Qualcomm QCC3020 z obsługą aptX i Bluetooth 5.0. Czy warto przeznaczyć na nie 60 dolarów?

ZAWARTOŚĆ OPAKOWANIA

Niewielkie czarne pudełko, z wytłoczonym szkicem wyglądu słuchawek i podstawowymi informacjami skrywa standardowe akcesorium:

  • Słuchawki z etui ładującym;
  • Krótki przewód USB A - USB C;
  • Trzy pary nakładek silikonowych (S, M, L);
  • Instrukcję obsługi

JAKOŚĆ WYKONANIA

Słuchawki mają konstrukcję podobną do tej znanej z poprzednich przewodowych modeli KZ. W miejscu gdzie zazwyczaj znajdowało się gniazdo 2-pin na kable, teraz znalazły się niewyjmowalne pałąki wykonane z elastycznego silikonu i aluminium, w których ukryto baterie. Kopułki zostały wykonane z połączenia żywicy z metalem i mają podobny kształt do modelu ZSX - również posiadają garb, który ma za zadanie wchodzić w anatomiczny dołek w naszym uchu. Od wewnątrz znajdują się trzy piny do ładowania. Front to panele dotykowe, o których funkcjonalności powiem nieco dalej. 

Etui ładujące ma mydelniczkowy kształt, zostało wykonane z matowego plastiku o całkiem dobrej jakości. Mam jednak wątpliwości co do zawiasu - nie sprawia wrażenia zbyt wytrzymałego. Na górze znalazło się logo producenta, z kolei w środku mamy pojedynczą diodę informującą o statusie słuchawek, oraz przycisk służący do parowania. Ciekawym akcentem stylistycznym jest lustrzany pasek z wygrawerowaną nazwą producenta. Na przodzie znalazło się USB typu C, co jest miłym zaskoczeniem. Etui jest pokaźnych rozmiarów, a co za tym idzie noszenie w kieszeni spodni nie należy do najłatwiejszych zadań.

WYGODA I ERGONOMIA UŻYTKOWANIA

Wygoda

Obudowy E10 leżą w uszach dość podobnie do ZSX - sporo odstają od uszu, ale wewnątrz trzymają się pewnie i nie uwierają. Pałąk za ucho jest dość gruby i początkowo powoduje pewien dyskomfort. Sumarycznie spełnia swoje zadanie - utrzymuje słuchawki na miejscu, przez co te nie powinny wypadać nawet podczas biegania, czy wykonywania ćwiczeń. Dodatkowo, część wykonana z aluminium jest zimna, więc pierwsze uczucie po założeniu nie należy do najprzyjemniejszych.

Izolacja od otoczenia

Izolacja jest na dostatecznym poziomie. Tutaj muszę wspomnieć o tipsach - te zostały wykonane z bardzo cienkiego silikonu i to one są winowajcą problemów z izolacją. Zmiana na inne eliminuje ten problem, ale stwarza kolejny - nakładki w większych rozmiarach uniemożliwiają właściwe umieszczenie słuchawek w etui. Wówczas zdarza się, że te nie chcą przyssać się magnetycznie do pinów ładujących. Wymaga to chwili pokombinowania. 

Obsługa dotykowa

E10 zostały wyposażone w dotykowe panele, znajdujące się jak w większości słuchawek prawdziwie bezprzewodowych, na froncie. Niestety, ich funkcjonalność jest bardzo podstawowa. Do dyspozycji mamy:

  • Pojedyncze stuknięcie w lewą/prawą słuchawkę: wstrzymanie/wznowienie odtwarzania;
  • Dwukrotne stuknięcie w lewą słuchawkę: następny utwór, w prawą: poprzedni;
  • Dłuższe przytrzymanie lewej lub prawej: wywołanie asystenta Google;
  • Trzykrotne stuknięcie w lewą lub prawą: połączenie do ostatnio wybieranego numeru

W moim odczuciu, akcja przełączania między utworami powinna być wykonywana na odwrót - lewa słuchawka powinna odpowiadać za cofanie, a prawa za przewijanie do następnego. 

Połączenie

Na ogół nie miałem problemów z połączeniem. Słuchawki bezproblemowo łączyły się ze sobą i z telefonem. Realny zasięg wynosił zazwyczaj około 5 metrów. 

W tym miejscu warto wspomnieć, że słuchawki mogą być połączone z telefonem niezależnie od siebie - tylko lewa, tylko prawa, lub obydwie.

BATERIA

Etui słuchawek zostało wyposażone w baterię o pojemności 1100 mAh. W słuchawkach umieszczono ogniwa 30 mAh. Pojedyncze naładowanie samych słuchawek pozwala na ich około 3-godzinną pracę, z kolei etui pozwala na czterokrotne ich naładowanie. Jest to przeciętny wynik. Etui potrzebuje średnio czterech godzin na pełne naładowanie, a słuchawki - około dwóch.

SPECYFIKACJA TECHNICZNA

  • przetworniki: 4x armaturowy, 1x 10mm dynamiczny;
  • Chip Bluetooth: Qualcomm QCC3020;
  • Bluetooth 5.0, kodeki SBC, aptX;
  • Bateria: 30 mAh w słuchawce, 1100 mAh w etui.

BRZMIENIE

Ze względu na tą samą konfigurację przetworników spodziewałem się, że słuchawki będą brzmiały podobnie co lubiane ZS10 PRO. Znalazłem między nimi jednak spore różnice.

Bas jest podobny do tego oferowanego w ZSX - nie należy do najbardziej dociążonych, nie schodzi rewelacyjnie nisko, ale wystarcza. Nie można powiedzieć, że niskie tony są zbyt chude. Średnica jest stosunkowo bliska, ale brakuje jej trochę szczegółowości - wychodzą tutaj bolączki bezprzewodowej transmisji i niskiego bitrate kodeku aptX. Wysokie tony bywają bardzo agresywne. Ta część pasma to zupełne przeciwieństwo modeli ZS10 PRO i ZSX, które były szczegółowe, ale łagodne w górze. E10 potrafią zakłuć, co nie spodoba się osobom wrażliwym na sykliwe wysokie tony. 

Scena dźwiękowa jest całkiem szeroka i wysoka. Nie mniej jednak nie jest to poziom słuchawek wyższej klasy. 

PODSUMOWANIE

KZ E10 to tylko "dobre" słuchawki True Wireless. Do zalet można zaliczyć bardzo dobrą jakość wykonania samych słuchawek, dość nietypowe wzornictwo, wygodę oraz ponadprzeciętny bas i średnica. Do pozytywów warto zaliczyć też złącze USB typu C. Nie obyło się bez minusów. Na nakładkach z zestawu izolacja zawodzi, a wykorzystanie innych powoduje problemy z umieszczaniem słuchawek na ładowarce. Wysokie tony są sykliwe, a scena przeciętnych rozmiarów. Czas pracy na baterii mógłby być lepszy. 

Biorąc pod uwagę wszystkie wady i zalety, mogę polecić E10 warunkowo. Jeżeli oczekujesz od słuchawek lepszego brzmienia i czasu pracy na baterii, warto rozejrzeć się za innymi modelami.

Słuchawki KZ E10 dostępne są w sklepie LinSoul.

Sprzęt do testów otrzymałem od sklepu LinSoul i są oni partnerem wpisu.