TRN BA5 - recenzja

Trudno pamiętać ile hybrydowych modeli słuchawek pojawiło się na chińskim rynku w ostatnim czasie. Choć zdarzają się wyjątki, takie jak np. BQEYZ Spring1, które reprezentują nieco inne podejście do hybryd, to nie ma zbyt wielu modeli opartych wyłącznie o przetworniki armaturowe (tzw. multiarmatury). Producentom budżetowego audio nie przychodzi zbyt łatwo odpowiednie zestrojenie przetwornika zbalansowanego odpowiadającego za reprodukcje niskich tonów, stąd większość modeli to hybrydy, z dynamicznym wooferem.

TRN BA5 to multiarmatury, będące następcą niekoniecznie udanego modelu X6, oraz udanych, testowanych przeze mnie hybrydowych V90. Słuchawki posiadają 5 przetworników armaturowych, obudowy w całości wykonane z aluminium i zostały wycenione na około 70 dolarów.

ZAWARTOŚĆ OPAKOWANIA

Standardowe dla słuchawek TRN, dość nudne opakowanie skrywa bardzo podstawowe akcesorium:

  • Słuchawki wraz z czterożyłowym kablem 2-pin 0.75 mm - Jack 3.5 mm
  • Trzy pary tipsów silikonowych (rozmiary S,M,L)
  • Instrukcja obsługi, karta gwarancyjna itd. 

Cóż można powiedzieć o wyposażeniu... jest po prostu wystarczające. 

WYGLĄD, JAKOŚĆ WYKONANIA

BA5 zostały w większej części wykonane z aluminium metodą CNC. I celowo napisałem tutaj w większej części, gdyż tulejka została wykonana z plastiku, a zwieńczono ją - ponownie - aluminiową siateczką.

Do jakości wykonania absolutnie nie mogę się przyczepić. Bo TRN BA5 zostały wykonane po prostu dobrze. Fronty są lekko wypukłe na środku, zostały ozdobione przecinającymi się liniami, które zbiegają się w miejscu niewielkiego, podłużnego otworu wentylacyjnego. Nad nim, znalazło się logo TRN. Z boku kopułek ulokowano gniazda 2-pin 0.75 mm, które producent postanowił wyprowadzić na zewnątrz - dokładnie taki sam zabieg wykonała swego czasu firma KZ. Po co? Nie mam pojęcia. 

Od środka obudowy zostały precyzyjnie wyprofilowane do ucha, przypominając tym trochę słuchawki spersonalizowane. Rzekomo, do wykonania takiego kształtu użyto skanów uszu różnych osób, aby uzyskać możliwie najlepszą wygodę. Falowód (tulejka) jak w większości monitorów dousznych wychodzi pod kątem i został zakończony siateczką zabezpieczającą przed przedostaniem się woskowiny. 

TRN BA5 nie popisują się krzykliwym designem, wielokolorowymi obudowami (w sprzedaży dostępny jest tylko jeden kolor), ale taki minimalizm jak najbardziej może się podobać. 

KOMFORT I ERGONOMIA, IZOLACJA

Ogólnie rzecz ujmując, nie miałem zbyt wielu problemów z komfortem. Słuchawki dobrze leżą w uszach, pewnie trzymają się małżowin i nie wypadają samoczynnie. Obudowy odstają o około 2 milimetry, choć najpewniej osoby z większymi małżowinami nie będą miały tego problemu. Niestety, tulejka nie należy do najdłuższych, przez co nawet na największych tipsach z pudełka izolacja nie była najlepsza. Określiłbym ją raczej jako przyzwoitą. 

SPECYFIKACJA TECHNICZNA

  • Przetworniki: zbalansowane armaturowe 3x 30095 (wysokie tony), 1x 29689 (średnica), 1x 22955 (bas)
  • Pasmo przenoszenia: 20 - 40kHz
  • Czułość: 101 dB
  • Impedancja: 20 Ohm
  • Kabel: odpinany, z czystej miedzi, 2-pin 0.75 mm - Jack 3.5 mm, opcjonalnie z pilotem;
  • Materiały wykonania: aluminium (kopułki), plastik (tulejka)

Cena w momencie publikacji recenzji: 69,99 USD (około 266 zł) 

BRZMIENIE

TRN BA5 trochę zaskoczyły mnie pod względem brzmienia. Spodziewałem się zachowawczego, zrównoważonego brzmienia, a tymczasem BA5 grają ciepło, ze sporą ilością basu. Niskie tony wciąż nie reprezentują poziomu dużych przetworników dynamicznych, ale są zaskakująco dobrze dociążone, potrafią błyskawicznie zaatakować po czym zamilknąć, jak i ciągle uderzać, przelewać się. Subbas jest słyszalny a zejście dobre, choć nadal wybija się tu głównie środkowy bas. Zdecydowanie nie narzekałem na całokształt ilości basu. Przez dużą ilość niskich tonów, średnica jest wyraźnie ocieplona, co wydaje się być zrozumiałe. Niemniej jednak, średnim tonom nie brakuje rozdzielczości - ta jest odpowiednio duża, rzekłbym nawet, że ponadprzeciętna w tej półce cenowej. Wokale mają tendencję do delikatnego wygładzenia, tym samym odbiegając delikatnie od naturalności. Prawdziwe instrumenty są żywe i naturalne, przez co angażują i są bardzo przyjemne dla ucha. Postawiono tu nieco bardziej na muzykalność. Wysokie tony, analogicznie do średnicy i dołu mają ciepłą barwę, bynajmniej jednak nie można powiedzieć, że są mgliste, nieobecne. Nie ma też mowy o sybilantach przy takim ciepłym charakterze.

Scena tworzona przez TRN BA5 jest bardzo dobrze rozciągnięta na szerokość, napowietrzona. Niestety odczuwam tutaj zaburzone poczucia trójwymiarowości, bo o ile głębokość sceny jest wciąż satysfakcjonująca, tak wysokość jest raczej średnia. Ilością szczegółów BA5 w żadnym wypadku nie dorównują testowanym niedawno iBasso AM05 (nie ta liga cenowa), mam wrażenie, że jest też gorzej od KZ ZSX. Detali jest całkiem sporo, ale przyznam, że spodziewałem się ich nieco więcej.

PODSUMOWANIE

TRN poraz kolejny stworzyło słuchawki z dobrym stosunkiem ceny do jakości. BA5 są solidnie wykonane, bardzo dobrze leżą w uszach (choć izolacja nie powala). Brzmienie określiłbym jako rozrywkowe, ze sporą ilością basu, co z pewnością może spodobać się wielu użytkownikom. Znając chiński rynek, niedługo ten model będzie oferowany w niższych cenach, wówczas będzie jeszcze ciekawszą propozycją. Na razie w moim odczuciu TRN BA5 zasługują na czwórkę z małym minusikiem.

Opisywane słuchawki dostępne są w sklepie LinSoul.

Sprzęt do testów dostarczył sklep LinSoul i są oni partnerem wpisu.