Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Ciekawe przygody z helpdeskiem

Jako, że moja mama prowadzi sklep w ramach pewnej sporej sieci ogólnopolskiej dość często mam telefoniczny kontakt z helpdeskiem. Jako ze oprogramowanie całego sklepu opiera się na linuksie i mamy bardzo ograniczone prawa użytkownika systemu, nawet przy małej awarii musimy dzwonić na naszą gorąca linię. Momentami mam wrażenie, że osoby pracujące tam, wyglądają mniej więcej w ten sposób:

Próbowałeś wyłączyć i włączyć ponownie?

Rada którą słyszę za każdym razem, nieważne w jakiej sprawie bym dzwonił. Drukarka nie działa? Wyłącz i włącz. Internetu nie ma? Wyłącz i włącz router. Komputer nie chce się włączyć? Wyłącz i włącz ponownie. Czasami myślę, że tego nie mówi człowiek, lecz automatyczna sekretarka. Pewnego razu zadzwoniłem do serwisu, z informacją o spalonym monitorze, oraz prośbą by przyjechali wymienić na nowy. By nie słyszeć frazy "wyłącz i włącz" zanim dopuściłem serwisanta do głosu przedstawiłem mu dokładnie sytuację - monitor crt zgasł, na obudowie jest żółta plama, w sklepie czuć spaleniznę. Mimo to miły pan poprosił bym spróbował wyłączyć i włączyć jeszcze raz. I tu pojawia się pytanie...jak wyłączyć coś co nie chce się włączyć?

Przedmuchaj sprężonym powietrzem

Kolejna uniwersalna rada. Jakiś czas temu mamie drukarka przestała odpowiadać. Zadzwoniła do helpdesku, pan bardzo dokładnie pokierował mamą w jaki sposób oraz gdzie ma podmuchać sprężonym powietrzem. Problem w tym, że zapomniał o takim detalu, żeby poinformować o konieczności wyłączenia drukarki przed dmuchaniem. Czy dmuchanie pomogło nie dowiemy się niestety, bo drukarka nie przeżyła tego "czyszczenia". Następnym razem gdy nowa drukarka się zacięła i usłyszałem propozycję przedmuchania (2 tygodniowej drukarki!) sprężonym powietrzem, poprosiłem, żeby pan z helpdesku zdalnie wyczyścił bufor wydruku (nie mam takich uprawnień na komputerze). Cud-zadziałało...

r   e   k   l   a   m   a

Nie płacą Ci za myślenie

Zdaje się, ze właśnie taką dewizę przybrał owy helpdesk. Kilka miesięcy temu zaszła potrzeba wymiany skanera na kasie na nowy. Podłączyłem pod port USB, jednak komputer nie widział żadnego urządzenia. Tak więc dzwonie na ukochany helpdesk, słysząc "Helpdesk, słucham" jak zwykle odczułem jakobym właśnie obudził mojego rozmówce, jednak niezrażony informuję go o problemie. "Dostaliśmy nowy skaner, podłączyłem do komputera, jednak urządzenie nie jest wykrywane, w BIOS porty USB są włączone". Pada pytanie o model skanera, na które odpowiedziałem dodając "wersja na USB" na co usłyszałem "podłączył pan na pewno do USB? To jest takie małe prostokątne". Cóż...faktycznie, przecież mogłem podłączyć kabel usb pod PS/2 lub gniazdo sieciowe... Ponoć dla chcącego nic trudnego... Oczywiście okazało się, ze helpdesk musiał zdalnie doinstalować sterowniki tego skanera, ale najpierw należało się upewnić, ze nie wepchnąłem kabelka do stacji dyskietek.

Nie lub linuksa, pracuj w jego helpdesku

Rzecz działa się jakiś rok po zmianie systemów na linuksy. Po zmianie monitora, należało ustawić rozdzielczość, co oczywiście wybiegało poza zakres naszych uprawnień. Tak więc chwytam za telefon, wykręcam numer, czekam parę minut zanim się obudzi lub dokończy pączka.


Jak się okazało, wystąpiły jakieś "problemy natury technicznej" i pan z pomocy, musiał "skonsultować się ze specjalistą". W tym celu chciał wyciszyć swój mikrofon, jednak i tutaj wystąpiły "problemy natury technicznej" ponieważ słyszałem całe "konsultacje".

Marek, chodź tu bo mam znowu problem z tym p********** linuksem, ja p*******, co ja idiota to zainstalował wszędzie. Tylko same problemy z tym g*****. Patrz k****, nie da się rozdziałki zmienić, znowu się coś p***********, jak zawsze z tymi linuksami

Po czym pan wrócił do swojego miłego tonu i usłyszałem "Pracujemy nad rozwiązaniem problemu, niedługo powinno być ok. Prosimy uzbroić się w cierpliwość".

Oczywiście przedstawione tu przypadki są skrajne, niekiedy uda się trafić na fachową pomoc, jednak większość z osób zatrudnionych w opisanym helpdesku pracuje tam jakby za karę. Nie mniej tę fachową część chciałbym przeprosić za zbytnie uogólnienia tu i ówdzie ;)  

inne

Komentarze