Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Lenovo Yoga Tab 3 Pro — tablet z rzutnikiem, czy rzutnik z tabletem?

Jeszcze nie zacząłem recenzji, a już zdradziłem główną niespodziankę jaką przygotowała firma Lenovo projektując swój nowy tablet z serii Yoga. Mimo to wierzę, że warto napisać parę słów o tym sprzęcie. Zacznijmy jednak od początku.

Jak wiadomo książkę ocenia się po okładce, a sprzęt po kartonie. No... może nie do końca jest to prawda, ale kto nie lubi ładnie opakowanego urządzenia, niech pierwszy rzuci kamieniem. A w kwestii opakowania Lenovo wypada nieprzeciętnie - niepozornie wyglądające z zewnątrz i bardzo schludne wewnątrz - w takim właśnie pudełku dostajemy sprzęt. Czarne pudełeczka z elementami zestawu wyraźnie pokazują nam z czym mamy do czynienia - ze sprzętem premium. Nie pokazuje tego niestety sama zawartość tychże matowych szkatułek, ponieważ znajdziemy tam jedynie kabel USB, ładowarkę sieciową oraz krótką instrukcję. Z jednej strony wszystko co niezbędne, z drugiej zaś nawet mała szmatka do ekranu byłaby miłym (i mało kosztownym) akcentem.

Sama Yoga nieco zmieniła się względem swojej młodszej siostry, powiedziałbym nawet że wyładniała - mamy dowód na to, że joga faktycznie przynosi rezultaty. Uwagę przykuwa głośnik (a właściwie 4) biegnący wzdłuż całego ekranu wraz z zaszyfrowaną wiadomością w jakiejś 4-wierszowej modyfikacji alfabetu Braille'a. Możliwe również, że jest to jedynie element ozdobny, ale wiara w tajny przekaz od inżynierów Lenovo jest kusząca.

r   e   k   l   a   m   a

Na jednej z krawędzi (nazwijmy ją roboczo "lewą") znajdziemy przyciski do regulacji głośności, wejście micro-usb oraz spory przycisk służący do blokady ekranu. Na "prawej" krawędzi znajdziemy wyjście audio w postaci klasycznego minijacka oraz przycisk do którego wrócę później. Plecy urządzenia producent pokrył skórą ekologiczną, co może się podobać... Komuś na pewno. Natomiast jeśli chodzi o mnie to po prostu przejdę dalej.

Przeprowadzając badania statystyczne na grupie 1-osobowej (ja) stwierdzam że 100% ankietowanych serię Yoga kojarzy z walcowatym brzegiem z podstawką. Nie mogło więc zabraknąć tych elementów w nowej konstrukcji Lenovo, chodź sama podstawka została lekko ulepszona. W starszej Yodze podstawkę rozkładać musieliśmy siłą co nie było szczególnie ciężkie, ale niezbyt przyjemne. Całe szczęście producent zauważył ten detal i dodał przycisk zwalniający blokadę podstawki - takie proste, a takie genialne. Podobnie jak w "dwójce" mamy możliwość postawienia lub położenia urządzenia pod lekkim kątem, co umila obsługę leżącego tabletu. Możemy też zawiesić go na ścianie jeśli mamy takie życzenie. Dzięki domyślanie zainstalowanej aplikacji Lenovo e-Frame możemy w ten sposób przekształcić tablet w ramkę na zdjęcia. Ramkę na zdjęcia kosztująca dużo więcej niż minimalna krajowa. Bo czemu nie? Dodatkowo na walcowatej części umieszczono aparat oraz projektor (tak, projektor, o tym będzie później). Reasumując projektanci chińskiego koncernu wykonali kawał dobrej roboty projektując urządzenie prezentujące się świetnie (przynajmniej dopóki go nie odwrócimy).

Szkoda tylko, że pracownicy działu zajmującego się wyglądem nie spotkali w kuchni ludzi od UX. Wystarczyła chwila, żeby zauważyć jak bardzo źle rozmieszczone są poszczególne elementy. Kilka linijek wyżej miałem problem z określeniem która ścianka jest prawa, a która lewa. Wydawałoby się, że napis "Lenovo" na jednej z krawędzi pod ekranem definiuje to dosyć jednoznacznie, jednak grupa statystyczna wspomniana już wyżej stwierdziła że z tabletu najwygodniej korzysta się w orientacji poziomej. Dosyć naturalne wydaje się wtedy założenie, że podstawka powinna być na dole. Ze względu na to, że ta krawędź jest najcięższa wydaje się to sensownym wyborem. Do czasu. Do czasu aż zechcecie podłączyć słuchawki trzymając tablet w ten sposób. Jeśli macie telefon z wyjściem audio na górze lub dole, spróbujcie korzystać z niego w orientacji poziomej z podłączonymi słuchawkami. Następnie pomnóżcie dyskomfort razy 3 i otrzymacie wynik jaki uzyskuje Yoga. Niestety to nie koniec przykrych niespodzianek, ponieważ trzymając tablet walcem w dół możecie zapomnieć o zrobieniu zdjęcia - idealnie na aparacie spoczywa właśnie wasza lewa dłoń. Choć jakby się zastanowić to nawet dobrze się składa - robienie zdjęć tabletem nie należy do zajęć którymi można się chwalić.
Oczywiście można obrócić tablet i trzymać go walcem do góry, co powoduje, że przyciski regulacji głośności działają odwrotnie niż ktokolwiek by się spodziewał - góra przycisza, a dół pogłaśnia. Dodatkowo z racji rozmieszczenia środka ciężkości urządzenia takie trzymanie na dłuższą metę jest męczące... Właściwie to nawet na krótkie dystanse jest przyjemne niczym przysłowiowa wizyta teściowej.

Czy ktoś tutaj nie pomylił się montując części?

Patrząc na specyfikację urządzenia można odnieść wrażenie że w fabryce zaszła jednak jakaś pomyłka. I wcale nie chodzi o to, że specyfikacja jest zła, można powiedzieć że jest całkiem w porządku. Rozczarowuje samo działanie urządzenia. Mieliście kiedyś tani smartfon z Androidem? Zapewne większość miała taki w ręce, tak więc przypomnijcie sobie ten telefon a poczujecie się jakbyście używali Yogi. Tanie słuchawki z Androidem są super, bo są tanie. Problem w tym że Yoga tania nie jest, więc użytkownik ma prawo oczekiwać, że aplikacje nie będą się niespodziewanie zawieszać i wyłączać. I nie mówię tu wcale o aplikacjach do kopania Bitcoinów (to byłaby ciekawa koncepcja, kopać na tablecie). Mówię tutaj o Firefoxie czy Facebooku, a o bardziej wymagających grach nawet nie wspomnę. I to jest właśnie główna bolączka tego sprzętu, zupełny brak wydajności. Mimo wszystko nie jestem w stanie uwierzyć w brak mocy sprzętu i stawiam tutaj na źle zoptymalizowaną nakładkę systemową. Stawiam burgery przeciwko sałatkom, że CyanogenMod przyniósłby zdecydowaną poprawę w tej materii. Niewiele więcej można powiedzieć w kwestii wydajności, bo po prostu jej nie ma, tak więc wrzucę tylko kilka nic nie znaczących cyferek:


  • Procesor: Intel® Atom™ x 5-Z8500 (2M Cache, Quad Core™, maksymalnie 2,24 GHz)
  • Ram: 2 GB LPDDR3
  • Pamięć wbudowana: 32gb
  • Slot kart microSIM oraz microSD (do 128gb)
  • kamera 13 MP (tył) oraz 5MP (przód)

Domowe kino

Rynek tabletów jest moim zdaniem tak samo pasjonujący jak rynek telefonów komórkowych. Każdy kolejny flagowiec jest unikatowy, wyróżniający się i posiadający niepowtarzalną duszę. Tak jest - w sloganach reklamowych, bo jak jest w rzeczywistości każdy widzi. Czasami jednak pojawia się on, wybraniec, który ma w sobie coś czego inni nie mają. Yoga od dawna była właśnie serią która wyróżniała się za sprawą podstawki, która faktycznie świetnie się sprawdza. Tym razem Lenovo postanowiło jednak pójść jeszcze dalej i dorzucić nam do kompletu rzutnik - i to był strzał w dziesiątkę. Oczywiście nie otrzymamy tutaj obrazu ostrego jak brzytwa, jednak nie zapominajmy że nóż nie zawsze musi być ostry, aby był przydatny. Tak jak tępym nożem wygodnie nakłada się masło na kanapkę, tak z projektora zamontowanego w Yodze możemy komfortowo rzucić na ścianę ulubiony serial i miło spędzić wieczór z Netflixem. Lampa projektora umieszczona jest na obracanej części walca z podstawką, co powoduje sporą swobodę w temacie sposobu wyświetlania obrazu.

Sam proces ustawienia ostrości nie należy do najprzyjemniejszych i potrafi zająć chwilę, jednak możliwość wyświetlenia swojego ulubionego filmu na suficie i oglądania go w pozycji horyzontalnej (ja chcę takie kino we Wrocławiu!) powoduje, że przebaczam tę niedogodność. Oczywiście oprogramowanie umożliwia również automatyczną korekcję trapezową... Na szczęście możemy ją wyłączyć, bo działa ona podobnie jak coś co nie działa wcale. Po wyłączeniu automatu dostajemy w nasze ręce suwak którym w chwilę możemy wyprostować wyświetlany obraz. Sam rzutnik natomiast włączyć i wyłączyć możemy przytrzymując jeden z fizycznych przycisków (pamiętacie przycisk do którego miałem jeszcze wrócić?). I to jest kolejny strzał w dziesiątkę, praktycznie natychmiastowo możemy włączyć projekcję, nie przekopując się przez żadne ustawienia. Podczas samej projekcji natomiast, ekran możemy wygasić, jednak pozostanie on czuły na dotyk, a na rzucanym obrazie zostają zaznaczone miejsca dotyku - pozwala to na podstawową obsługę urządzenia bez psucia klimatu kinowego. Nie obyło się bez lekkich potknięć (niezbyt przyjemny system ustawiania ostrości oraz odwrócone przyciski głośności), jednak projektor jest asem w rękawie tego urządzenia.

Jeśli jednak ktoś wymaga brzytwy nawet do smarowania chleba, to niewiele można zarzucić ekranowi 10-calowemu ekranowi QHD, na którym nawet oglądanie pulpitu sprawia niepokojącą przyjemność. Wspomniane wyżej 4 głośniki poprowadzone pod ekranem zapewniają wsparcie dla technologii Dolby Atmos która jest rewelacyjna i zapewnia uczucie prawdziwej głębi. Szkoda tylko, że jedyny materiał wideo jaki udało mi się obejrzeć z takim dźwiękiem było demo zainstalowane domyślnie w systemie. No ale technologia jest fajna, można się pochwalić przed znajomymi podczas dyskusji o posiadanych głośnikach w tabletach.

Nakładka systemowa porywająca niczym mecz szachistów

Nakładka którą przygotowało Lenovo jest poprawna. Tyle można o niej powiedzieć. Nie wyróżnia się jakoś szczególnie i wzbudza emocje niczym proces wzrostu jodły pospolitej. Nakładka Samsunga, czy Sony ma swoich wiernych fanów jak i antyfanów. O Xiaomi nie wspomnę. Natomiast Lenovo postawiło na bezpieczną formę. Bezpieczną ale nudną. I do tego opartą na Androidzie w wersji 5.1.

Wcale nie nudne są za to czasy działania na baterii. Akumulator o pojemności 10200 mAh ma starczyć według producenta na (aż do) 18 godzin pracy, ewentualnie około 5 godzin odtwarzania filmów na projektorze, co jest wynikiem ponadprzeciętnym. Postanowiłem poświęcić się w imię nauki i sprawdzić wydolność baterii przy korzystaniu z rzutnika i o dziwo okazuje się, że wynik 5 godzin jest całkiem osiągalny. A nawet jeśli nie, to Yoga obsługuje szybkie ładowanie.
O aparacie nie zamierzam za dużo pisać, bo najlepiej żeby każdy ocenił jakość samodzielnie na podstawie kilku przykładowych pstryknięć. Temat filmowania omijam celowo, aby nikt nie wpadł na pomysł korzystania z 10 calowego tabletu jako kamery.

Jeszcze jeden uwaga - do robienia zdjęć trzeba zamknąć podstawkę, bo inaczej...

Słowo na koniec

Lenovo Tab Yoga 3 Pro to urządzenie które wzbudza mieszane uczucia. Z jednej strony wygląda świetnie, z drugiej jednak rozmieszczenie elementów jest nieprzemyślane. Rzutnik i świetny ekran powodują że jest to tablet iście multimedialny, ale jednocześnie możemy zapomnieć o graniu w bardziej wymagające gry. Mimo to uważam, że jest to bardzo udany produkt, który chętnie bym kupił gdyby nie kosztował niemal 2400 zł. Płacąc taką kwotę za tablet oczekuję, że będzie on chodził płynnie, a w zamian dostaję urządzenie na którym nawet korzystanie z podstawowych aplikacji może zakończyć się sporymi zacięciami - a to powoduje że gotówka chowa się do portfela, a ja dalej czekam na premierę tabletu który mnie oczaruje. A trzeba przyznać, że Yoga była blisko. 

urządzenia mobilne

Komentarze