Lexus ES - pierwsze auto z kamerami zamiast lusterek w oficjalnej sprzedaży

Strona główna Aktualności
Kamera zamiast lusterka może się sprawdzić podczas złych warunków atmosferycznych. (fot. materiały prasowe)
Kamera zamiast lusterka może się sprawdzić podczas złych warunków atmosferycznych. (fot. materiały prasowe)

O autorze

Oto i on – pierwszy samochód osobowy z cyfrowymi lusterkami, który trafił do oficjalnej sprzedaży. Co prawda na chwilę obecną wersja z takim rozwiązaniem trafi na rynek w Japonii, ale nie da się ukryć, że jest to pierwszy krok w stronę cyfryzacji lusterek. Choć brzmi to dość dziwnie.

Lexus zaprezentował niedawno nowy model ES nie tylko na Salonie Samochodowym w Paryżu, gdzie auto miało swoją europejską premierę, ale również na innych rynkach, między innymi w rodzimej Japonii. Co ciekawe, Kraj Kwitnącej Wiśni musiał czekać trochę dłużej niż reszta świata, ale w zamian Japończycy dostaną coś specjalnego – cyfrowe lusterka. Zamiast tradycyjnych elementów szklanych pojawią się niewielkie kamery oraz ekrany, na których będzie widać to, co dzieje się za autem. Ma to swoje plusy i minusy, ale o tym za chwilę.

Zaprezentowany model to już siódma generacja ES-a, bazująca na nowej płycie podłogowej GA-K, która jest wykorzystywana między innymi do produkcji modelu Toyota Camry czy RAV-4. Pod maską wersji na rynek japoński pojawi się między innymi napęd hybrydowy, bazujący na czterocylindrowej jednostce 2,4-litra. Jednak nie to wzbudza największe zainteresowanie, a niewielkie kamery zamontowane w miejscu tradycyjnych lusterek. Jak to działa w praktyce? Cóż – bardzo prosto.

W niewielkich i aerodynamicznych obudowach kryją się kamery, które przekazują obraz na 5-calowe ekrany umieszczone u podstawy słupków A wewnątrz pojazdu. Technologia ta już od dawna pojawiała się w projektach, koncepcjach i zapowiedziach, ale dopiero teraz dostała zielone światło na rynku w Japonii. Jeśli to rozwiązanie się sprawdzi, zapewne odpowiednie regulacje pojawią się na rynkach w innych krajach. Warto wspomnieć, że jakiś czas temu do sprzedaży trafiła ciężarówka wyposażona w kamery zamiast lusterek.

Swoją drogą w Polsce może być o to trudno, bo skoro okazało się, że elektroniczny hamulec postojowy montowany w wielu nowoczesnych autach jest nielegalny, to przepchnięcie projektu cyfrowych lusterek może graniczyć z cudem. Co do hamulca „ręcznego” oraz problemu z jego legalnością, wystarczy zajrzeć do rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia, a konkretniej do zapisów paragrafu nr. 14. Mimo wyraźnych zapisów, auta tego typu są dopuszczane do ruchu. To pokazuje, jak przestarzałe i nieaktualne przepisy mamy w naszym kraju.

Wróćmy jednak do cyfrowych lusterek w Lexusie ES. Pod względem funkcjonalnym, to rozwiązanie może mieć zarówno mnóstwo zalet, jak i wad. Kwestie estetyczne zostawmy na boku, bo jednym się to spodoba, innym nie. Moim zdaniem auto wygląda tak, jakby ktoś te lusterka po prostu ukradł i zostawił elementy montażowe. Z drugiej jednak strony nie można zapominać o walorach aerodynamicznych, bowiem lusterka tradycyjne, jakkolwiek by nie były opływowe, generują większy opór powietrza, niż miniaturowe kamery.

Kolejną zaletą jest możliwość rozszerzenia rzeczywistości (widok nocny, zaznaczanie i śledzenie elementów na ekranie itp.) i praktycznie brak podatności na warunki atmosferyczne typu deszcz czy śnieg. Kamera głęboko schowana w obudowie praktycznie zawsze będzie sucha i czysta, czego nie można powiedzieć o tradycyjnych lusterkach. Poza tym ekran jest wewnątrz pojazdu, więc nie jest podatny na zabrudzenia. Mało tego, nie jest narażony na uszkodzenia mechaniczne w takim stopniu, jak szklany element ale… jeśli już zostanie uszkodzony, koszt naprawy może być kosmiczny. O ile zwykłe lusterko możemy wymienić samodzielnie w przypadku prostszych modeli bez podgrzewania itp., tak wymiana uszkodzonej kamery wraz z całym osprzętem to zadanie dla ASO. A to wiadomo z czym się wiąże.

© dobreprogramy