Chromebook - mój wierny towarzysz podróży, blogowania oraz niedocenione wsparcie w kuchni

Pod koniec 2015 roku miałem możliwość pobawić się wydajnym laptopem do prostych zadań. To co mnie urzekło w Acer V3-371 to jego szybkie działanie oraz innowacyjny (na tamte czasy) system Windows 10. Nigdy jakoś specjalnie nie pałałem miłością do laptopów, mając na uwadze znaczny spadek wydajności tuż przy progu terminu gwarancji urządzenia. Taką sytuację mam z Asusem żonki, któremu przydałby się mały "upgrade" w postaci szybszego dysku SSD, ale w ogóle nie mam na to ani czasu ani stosownych umiejętności by przeprowadzić taką operację.

Prawie 2 lata temu zacząłem poważnie zastanawiać się nad zakupem dodatkowego laptopa. Tłumaczyłem sobie taki wybór koniecznością posiadania mobilnego centrum multimedialnego na wyjazdy wypoczynkowe oraz spotkania biznesowe, ale obawiałem się tego co nieuniknione - spadku wydajności i pogorszenia czasu pracy na baterii. Wtem w ręce wpadł mi Chromebook i świat stał się piękniejszy ...

Niewygórowane wymagania

Z racji tego że jestem dumnym posiadaczem stacjonarnego komputera PC, nie potrzebowałem dodatkowej jednostki - w tym wypadku mobilnej - do grania. Ot po prostu PC jest mi zupełnie wystarczający. Gdy otrzymałem możliwość przetestowania i po użytkowania tego sprzętu przez dłuższy czas, zrozumiałem że właśnie na coś takiego polowałem. Doszedłem do wniosku że właśnie lekki system ChromeOS idealnie wpasowany w specyfikację Acer Chromebook 13 (CB5-311) spełnia wszystkie moje wymagania.

Rozumiem również kwestie związane z powołaniem takich urządzeń do życia i ograniczeń z jakimi wiąże się ich użytkowanie. Kiedyś ktoś napisał że ChromeOS bez internetu, jest niczym laptop bez dodatkowego oprogramowania ... i choć początkowo w pewien sposób też tak sądziłem, teraz w zupełności się nie zgodzę. Początkowo większość z programów wymagała dostępu do internetu, ale z biegiem lat wiele się pozmieniało - aplikacje otrzymały tryby offline. Pozwala to na dalszą pracę i zabawę bez wymogu łączności z siecią, przynajmniej do czasu synchronizacji.

To co najbardziej przypadło mi do gustu to szybki start systemu, bezgłośna i wydajna praca oraz długi czas działania na jednym ładowaniu. Do tego dochodzi trochę miejsca na dodatkowe aplikacje ze sklepu Chrome oraz częste wsparcie aktualizacji.

Szybkość a wydajność

Do napisania tych przemyśleń natchnął mnie podlinkowany powyżej, wpis redaktora Adama Golańskiego, który skrzętnie opisał ten model ponad 3 lata temu. Miałem co prawda już wcześniej się za niego zabrać, ale jakoś nigdy nie mogłem w sobie znaleźć na tyle siły by przelać treść na papier, w tym przypadku - dokumenty Google. W trakcie pisania tych przemyśleń, korzystam z oficjalnej, stabilnej wersji oprogramowania oznaczonej numerkiem: 65.0.3325.184. Mam co prawda możliwość korzystania z wersji Beta na której co rusz są wprowadzane nowe funkcje, ale ma ona też tendencje do częstego wysypywania się, więc postoję.

Z urządzenia korzystam zazwyczaj w przypadku tworzenia nowych wpisów blogowych oraz do prostej komunikacji. Co prawda mam do dyspozycji główne aplikacje od Googla, ale musiałem doinstalować kilka dodatkowych w tym pasjansa ;) To co potrafi zaboleć dość mocno, to zubożała ilość programów dostępnych z oficjalnego sklepu Chrome Webstore. Sporo się ostatnio mówiło o rychłemu dołączeniu sklepu Google Play do urządzeń z systemem ChromeOS, ale raczej tylko w kwestii nowych modeli. Stare - jak w przypadku mojego - idą jak zwykle w zapomnienie. 

Praca, podróż, kuchnia

Naszego Chromebooka zabieramy prawie w każdą dłuższą podróż. Nad morzem czy w górach idealnie sprawdza się podczas odtwarzania filmów oraz do oglądania śmiesznych filmików w serwisie YouTube. Co prawda ekran o rozdzielczości do 1536 x 864 pixeli (domyślny to 1366 x 768) daje sobie radę z prostymi filmikami, ale odtwarzanie wysokich jakościowo materiałów, odbija się u niego czkawką. Mieliśmy kilka takich przypadków, choćby gdy seria Gwiezdnych Wojen zaczęła klatkować jak diabli. 

W momencie gdy zajmuję komputer w ramach tworzenia wpisów blogowych lub po prostu zdobywam nowe rangi w CS:GO, żonka ma możliwość przeglądnięcia sieci własnie na Chromebooku a nie na powolnym lapku z Windowsem. W domu hula sieć WiFi więc nie ma problemu podzielenia łącza, do grania i do sprawdzenia - co w internecie piszczy. 

W przypadku mojego powrotu z pracy, zdarza mi się zabrać ze sobą do kuchni Chromebooka, włączyć w tle playlistę teledysków lub jakiegoś audiobooka. I przy jego akompaniamencie tworzyć jakieś wymyślne danie na obiad, kolację lub ot tak - dla wprawy :) 

Mały, zgrabny, lekki

Mimo iż domyślnie mój towarzysz był cały biały, to od czasu jego przejęcia co rusz ląduje na nim jakaś naklejka. Zazwyczaj są to bannery współpracujących marek ale nie mogło zabraknąć naklejek portalowych lub z gier które miałem możliwość ograć. Dzięki takiemu zabiegowi zyskuje on w moich oczach, choć daleko mu do przepięknych skinów nadawanych przez zręczne łapy kolegi Pangrysa.

Mi 11 calowy ekran jest całkowicie wystarczający. Widać na nim sporo, a dzięki małym wymiarom Chromebooka, łatwo o bezproblemowy transport. To co wiele razy uratowało mi skórę to długi czas pracy - sięgający nawet do 8 godzin pracy na WiFi. Wynik ten łatwo osiągnąć a nawet nieco wydłużyć w przypadku zmniejszenia jasności ekranu. 

Posucha na rynku

Całkiem niedawno mogliśmy wyczytać że Chromebook wraca do łask i ponownie pojawi się na rynku elektroniki użytkowej. Niestety ale sprawa dotyczyła tabletów z tym systemem i na domiar złego - tylko dla szkół. Wiem również że ówczesne Chromebooki są skierowane raczej dla niszy użytkowników, ale i tak szkoda że na rynku jest ich tak mało, gdyż jak widać są chętni do ich użytkowania.