Elektroniczny Offroad dla najmłodszych z okazji pierwszej komunii? Lepsze to niż uzależniające ekrany!

Nieubłaganie zbliża się "sezon" komunijny. Rodzice, wujkowie i babcie szturmują sklepy z elektroniką w poszukiwaniu sprzętów dla swoich pociech. Na ustach wszystkich są drogie telefony, laptopy, aparaty ... a gdzie te czasy gdy rower albo zegarek, określał i tak zawyżony stopień luksusu? Wiem że społeczeństwo idzie z duchem czasu, ale wg. mnie nie ma przykładu bardziej zmarnowanego pomysłu na prezent, niż kupienie dla 9 latka ogłupiającego smartfonu. Być może w tym wieku dzieciaki są bardziej obcykane w tych tematach niż my za młodu, ale zwykle teraz daje się dzieciom elektronikę by zajęły się sobą gdy rodzic czasu na nie ... po prostu nie ma. 

Na portalach technologicznych roi się od wpisów dotyczących polecanych smartfonów z wysokiej półki, Top 6 laptopów dla najmłodszych "komunistów" lub akcje sponsorowane ze znanymi sklepami by jak najwięcej się wyprzedało przed tym jakże wielkim wydarzenem. Tak się złożyło że również i Ja chciałbym dorzucić jedną cegiełkę ale skupiając się na takim sprzęcie które pozwoli młodej osobie rzucić się w wir elektroniki, jednocześnie zachowując swe społeczne cechy spędzania czasu wolnego na świeżym powietrzu z dala od psującego wzrok ekranu.

4 koła do zabawy

Z marką UGO spotkałem się nie raz, zwykle opisując na łamach bloga kilka ich urządzeń. Dotychczas był to powerbank, słuchawki bluetooth oraz dron. I choć ten ostatni nie wprawiał mnie w wielki zachwyt, moimi jakże średnimi umiejętnościami sterowania takimi sprzętami, to frajda na świeżym powietrzu była nieoceniona. Mimo iż do recenzji otrzymuję zwykle sprzęt stacjonarny, to w przypadku zabawy mobilnymi urządzeniami mam więcej przyjemności z ich testów. Tak się złożyło i tym razem. Na okres przed komunijny otrzymałem dwa zdalnie sterowane samochody marki UGO. Każdy z nich charakteryzuje się innego typu specyfikacją techniczną, osiągami oraz wyglądem.

Do testów otrzymałem dwa modele - Scout rozpędzający się do 25 km/h oraz Monster będący odpowiednikiem samochodu terenowego i osiągający maksymalnie do 45 km/h. Oba pojazdy posiadają zasilanie akumulatorowe i osobne, specjalnie do nich stworzone ładowarki sieciowe. Prócz uproszczonych instrukcji obsługi oba modele są wyposażone w zestaw akcesoriów zapasowych oraz miniaturowy śrubokręt potrzebny do łatwego dostania się do wgłębień w podwoziu.

Wierzchnia warstwa to nic innego jak cienki plastik. Jego charakterystyczne wygięcie określa kształt karoserii samochodu. Opiera się on na 3 lub 4 przypinkach, trzymających konstrukcję w ryzach. By ją usunąć, należy owe przypinki wyjąć by w bezproblemowy sposób dostać się do podwozia na którym spoczywają silniczki oraz akumulator.

Specyfikacja techniczna

Choć na pierwszy rzut oka specyfikacja tych urządzeń stawia wiele do życzenia, to trzeba zauważyć iż zestaw taki daje pewne możliwości rozbudowy.

Mam tu na myśli taki czynnik jak zmiana karoserii lub rozbudowa o lepszą i pojemniejszą baterię. Czas ładowania oferowany przez producenta, skupia się o 2 pełne godziny. Podczas moich obserwacji, by w pełni naładować akumulator, wystarczy nie więcej niż 30 minut. Oczywistym jest więc że osoby chcące pojeździć nieco dłużej niż 15 minut, będą chciały zakupić dodatkową baterię której w zestawie nie ma. A za każdym razem biegać do domu by podładować obecną, jest w moim odczuciu - czasem straconym. Ale od czego mamy zamienniki na rynku. Po kilku godzinach poszukiwań pozyskałem podobną z wyglądu i zmiennych napięcia baterię, posiadającą aż 3400 mAh. Która to po pełnym naładowaniu dawała mi aż do pełnej godziny jazdy terenowej. 

Pierwsze parowanie urządzenia jest banalnie proste. Po naładowaniu baterii dzięki dołączonym ładowarkom sieciowym musimy wpiąć je w specjalne miejsca pod karoserią. W tym wypadku należy ją zdjąć, zdejmując specjalne zaczepy oraz włożyć w dane miejsce w podwoziu. Obok nich znajdziemy włącznik zasilania oraz diodę informującą o udanym rozruchu.

Parowanie z samochodzikiem

Przed uruchomieniem samochodu, musimy włączyć nasze piloty sterujące. Te działają na bateriach AA (szkoda że akumulatory w pojeździe nie mogą) i łączą się z pojazdami po łączności radiowej. Czas potrzebny na bezproblemowe parowanie wynosi do 3 sekund. Dołączone do zestawu piloty są podobne w działaniu, choć wyglądają nieco futurystycznie.

Każdy z nich wyposażony został we włącznik oraz spust, pozwalający na jazdę do przodu oraz do tyłu. Po prawej stronie znajduje się koło które służy do skręcania na boki. W modelu Monster po lewej stronie oddano dla użytkownika specjalne pokrętło do ustawiania osi w przypadku krzywej jazdy a w Scout - pokrętło to znajduje się tuż pod kołami.

Zabawa w praktyce

Oba modele charakteryzują się odmiennym stylem jazdy. Scout jest bardziej przygotowany na jazdę po płaskiej powierzchni, a Monster nie ma żadnego problemu z jazdą po trudnym terenie. Najtrudniejszym przeciwnikiem dla kół będzie gęsta trawa, ale żwir, piasek czy kamienie nie będą dla nich przeszkodą do niepokonania. A zabawa tymi modelami w praktyce wypada znośnie.

Mimo kilku wad w specyfikacji, trzeba brać pod uwagę iż są to urządzenia rozwojowe a więc pozwalające na zwiększenie ich możliwości poprzez dokupowanie odpowiednich rozszerzeń oraz zwiększając ich domyślną moc.

Podsumowanie 

Marka UGO wystawiła na rynek dwa bardzo fajne modele do zdalnego sterowania. Mimo iż są one skierowane bardziej dla młodszych użytkowników, to potwierdzam - sam się mocno w nie wkręciłem, przy okazji przypominając sobie jak robiło się w modelarstwie. Pewną przeszkodą prócz dość koślawej specyfikacji akumulatora dla większości będzie cena. Ta celuje dość wysoko w portfele zainteresowanych i wynosi na dzień dzisiejszy około 300 zł za model Monster i niecałe 200 zł za Scout. Według mnie są to ceny zaporowe. By każda z nich określała by swój model, proponowałbym podzielenie ich przez dwa. Myślę że modele te znajdą grono zainteresowanych kupujących gdyż urządzenia te oferują całkiem znośne parametry, niezłą wytrzymałość oraz duże możliwości przyszłej rozbudowy.