Feudal Alloy łamie sztywne stereotypy. W końcu roboty też mają duszę...

Od jakiegoś czasu mocno zagrywam się w cyfrowe rogaliki, wciąż często powracając do przepięknego Dead Cells. Z jednej strony jest to wina zafascynowania w czasach dzieciństwa grami platformowymi pokroju Mario lub Contra, a z drugiej - wyzwania jakim niesie ze sobą taki tytuł. Przykładowo, niedawna produkcja studia MDHR - Cuphead sprawił iż wielu wyjadaczy planszówkowych, klęło w nieboskłony w kwestii zawyżonego poziomu trudności oraz pewnej złożoności mechaniki, której w ogóle nie można było dojrzeć w początkowym etapie rozgrywki. Zapewne podobną ścieżką poszedł Czeski zespół Attu Games, wypuszczając kilka dni temu ich pierwszą grę.

Jak rybka w kloszu

Kampania fabularna tytułu rozgrywa się w zamierzchłych czasach gry starsze roboty po wielu fantastycznych przygodach, postanowiły odpocząć od zgiełku niepotrzebnego chaosu. Jednym z opiekunów starszego pokolenia, jest nasz bohater - Attu. Zajmuje się on uprawą słoneczników na pobliskim polu i wytwarza z nich drogocenny olej konserwujący, bo w końcu rdza dopada każdego w swoim czasie... Pewnego razu wioska zostaje ograbiona z zapasów drogocennego oleju a chciwi najeźdźcy nie poskąpili także i pamiątek starszyzny. Attu nie mogąc przejść obojętnie wobec tak haniebnego czynu, postanawia wyruszyć w świat i odzyskać utracone mienie. 

Z racji tego że nasz bohater jest po części robotem... napisałem tak, gdyż w jego "głowie" znajduje się tajemnicza rybka, dodająca im zapewne otuchy podczas zautomatyzowanego żywota. Nasz mężny wojownik wyrusza na przygodę swego życia, wyposażony w miecz otrzymany od starszyzny którą się opiekował. Początkowo zapoznajemy się z interfejsem i mechaniką gry. W późniejszych etapach uczymy się skrótów na klawiaturze i myszce, choć w tym wypadku najlepiej będzie grać na padzie. Przycisków sterujących do zapamiętania jest sporo - prócz interfejsu poruszania się i ataków, musimy opanować poruszanie się po menu oraz wybór i użytkowanie mikstur. 

Jak na klasyczną platformówkę przystało, nasza postać otrzymuje możliwość poruszania się we wszystkich kierunkach, przyjmując że pozostajemy przy klasycznym rzucie 2D. Attu potrafi skakać, używać uników oraz walczyć, jak na mężnego robota przystało. Możemy wspierać się zebranymi podczas przygody przedmiotami oraz wymieniać elementy wyposażenia na lepsze. Choć moim zdaniem twórcy bardzo mocno okroili ten element.

Walka wymagająca poświęceń

Feudal Alloy nie należy do łatwych. Przez większość czasu natrafiać będziemy na lokacje w których będziemy zmuszeni wytężyć zmysły by odnaleźć tajemnicze przejścia lub ukryte przedmioty. Dopiero w późniejszych etapach, akcja nabiera tempa a my zostajemy wręcz zalewani "narybkiem" przeciwników. To co może zainteresować maniaków spod szyldu metroidvanii, to fakt zastosowania w grze wielu zagadek logicznych, w żaden sposób nie opisanych w samouczku gry. Wielokrotnie da nam ten fakt popalić, plącząc w labiryncie korytarzy by odnaleźć sposób na pchnięcie fabuły do przodu. 

Podczas naszych przygód natkniemy się na tajemnicze skrzynie oraz pozbieramy z pokonanych wrogów, wszelaką drobnicę. W większości przypadków będzie to zwykły złom, ale wśród niego znajdziemy również złote monety pełniące tutaj rolę waluty. Istnieje też mała szansa na wypadnięcie przedmiotów wyposażenia, mikstur bądź przedmiotów mających związek z linią fabularną.

Zbierany podczas przygód olej, posłuży nam za regenerację zdrowia a inne mikstury, jak dla przykładu - chłodziwo, nieco ostudzi nasz porywisty zapadł w przypływie dynamicznej walki lub przebywania bliżej jądra planety. 

Metroidvania ze szczyptą niedosytu 

Mimo iż gra oferuje niepowtarzalny klimat oraz zmusza to poszukiwania odpowiedzi, moim zdaniem jest nieco za szczupła w zawartości. Brakuje mi tutaj więcej mobilnych wrogów oraz działań, gdyż mimo swej uroczej oprawy graficznej i kilku losowych wydarzeń, może przyjść nam zasnąć przy zwykłym przemierzaniu lokacji. Do tego dochodzi walka opierająca się na zwykłym ataku, bloku oraz użyciu broni zastępczej, która i tak w praktyce zadziała tylko na określony typ przeciwnika.

Fakt dość ubogiego świata gry, możemy wytłumaczyć na dwa sposoby. Raz że nad grą pracował potężny zespół dwóch zapalonych Czechów z przeogromną wizją średniowiecznej gry akcji z elementami RPG która po prostu przerosła ich możliwości. Lub dwa - nie starczyło czasu i funduszy by to wszystko pomieścić w ważącej i tak malutko (234 MB) gierce. Nie potrafię też zrozumieć dlaczego w obliczu bardziej zaawansowanych gier tego typu, za Feudal Alloy przyjdzie nam zapłacić 61 złotych. To dość spora cena jak na średniej jakości tytuł.

W grze spędziłem ponad 8 godzin, wielokrotnie głowiąc się o co chodziło twórcom w kwestiach zagadek i problemów, jak pchnąć fabułę do przodu. Wiele z nich opierało się o wzmożoną eksplorację a inne... no cóż, trzeba samemu to sprawdzić... o ile się odważycie. Feudal Alloy jest dostępny na platformę Steam, GOG oraz Nintendo Switch, a za jakiś czas pojawi się również na konsolach nowej generacji.