Od lustrzanki do kompaktu, część 7 — Panasonic Lumix G9: bezlusterkowiec z filmowymi ambicjami

Od ostatnich testów aparatów minęło sporo czasu, więc postanowiłem sprawdzić w praktyce jak w boju spisze się kolejny model dostępny na rynku. Wybór padł na tegoroczny Panasonic Lumix G9 będący odpowiednikiem zaawansowanych bezlusterkowców reporterskich z zaawansowanymi opcjami filmowymi. Z racji tego że lubię fotografować a ostatnimi czasy zwracam większą uwagę na jakość nagrywanego materiału, postanowiłem sprawdzić jak użytkuje się owo cudeńko w praktyce. 

Zawodnik wagi ciężkiej

Aparat otrzymałem zapakowany w bardzo niekonwencjonalny sposób, gdyż został on schowany w masywną teczkę. W środku prócz body aparatu, otrzymałem kabel transmisyjny oraz dedykowaną ładowarkę sieciową. By móc w ogóle wykonywać jakiekolwiek zdjęcia, potrzebny był odpowiedni obiektyw... Udało się dostać Panasonic H-ES12060E 12-60 mm f/2,8 - 4,0, sygnowany marką Leica.

Gdy podładowałem akumulator i włożyłem kartę pamięci w jeden z dwóch slotów, szybko zrozumiałem że mam do czynienia z wysoko zaawansowanym sprzętem. Co prawda wiedziałem z czym będę miał do czynienia w związku z zamierzonymi testami, lecz w praktyce okazało się że będę użytkował nieco przerastający mnie model. Względem poprzednich modeli muszę zwrócić uwagę na fakt iż Panasonic ze sporym zaangażowaniem zajął się ergonomicznym podejściem do wykorzystania przestrzeni roboczej w aparacie. Prawie w każdym miejscu znajduje się jakiś przycisk lub pokrętło funkcyjne. 

Początkowo może to zrodzić pewne błądzenie w interfejsie, ale z mojego doświadczenia wynikło że po godzince, dwóch można bez problemów się w tym odnaleźć. Przyzwyczajony systemem pokręteł z Canona, Nikona lub Sony, miałem pewne trudności z lokalizacją podstawowych pokręteł i ich docelowych funkcji, lecz i to udało się w jakiś sposób obejść. Biorąc pod uwagę iż brałem ten sprzęt by na własnej skórze przekonać się jak to jest filmować bezusterkowcem i bez problemów uzyskiwać 60 klatek przy 4K, postanowiłem nie zabawiać się w pełnej dozie przedstawiania aparatu i jego mnogości funkcji, gdyż takowe bez problemu znajdziecie na portalach specjalistycznych. 

Od pewnego czasu, zniechęcony ciągłym ustawianiem parametrów oraz traceniem czasu na manualne fotografie, powróciłem do trybów automatycznych. Od stałej fotografii wolę już nagrać materiał wideo i nad nim poświęcić nieco więcej czasu. Także w dzisiejszym wpisie postaram się nieco opowiedzieć o możliwościach filmowych tego cudeńka.

To za co mogę pochwalić Lumixa G9 to odchylany ekran, dzięki któremu bez problemów możemy prowadzić vlogi lub tak dostosować podgląd by nie ucierpiała nasza wygoda podczas filmowania. Samo body nie należy do przesadnie ciężkich gdyż jego waga nie wychodzi poza 586 g, lecz przy dodaniu obiektywu robi się już nieco problematycznie. Z racji tego że wiele dobrego słyszałem o stabilizacji tego modelu, zrezygnowałem z użytkowania statywu by najwierniej oddać obraz z użytkowania.

Specyfikacja techniczna

  • Matryca - 4/3 Live MOS (17,3 x 13 mm)
  • Rozdzielczość - 20,3 Mp / 5184 x 3888 pikseli
  • ISO - od 100 do 25600
  • Procesor - Venus Engine
  • Lampa błyskowa - brak
  • Zdjęcia seryjne - 12 kl/s, 60 kl/s
  • Filmowanie - 4K 60 kl./s, Full HD 1080p 180 kl./s
  • Złącza - miniHDMI, USB 3.0, mikrofon, słuchawki wężyk spustowy, Wi-Fi
  • Akumulator - 1860 mAh
  • Wymiary - 136.9 x 97.3 x 91.6 mm
  • Waga - 586 g

Funkcje fotograficzne

Przed zabraniem się za sprawdzanie faktycznych możliwości urządzenia, musiałem poświęcić nieco czasu na zapoznanie się z interfejsem oprogramowania. Byłem pewny że prostotą i funkcjonalnością nie przebije on rozwiązań Nikona lub Sony który stara się w nowych modelach, stawać jeszcze bardziej przejrzystym. W praktyce jednak szybko okazało się że menu należy do przejrzystych a nowi użytkownicy dość szybko je rozpracują. 

W przypadku fotografii - nie ukrywam że od jakiegoś czasu przestała mnie tak mocno fascynować jak kiedyś. To wszystko wina tego że za wszelką cenę chcę zrezygnować z gabarytów na rzecz kompaktowości ale z zachowaniem przyzwoitej jakości. W związku z tym powstała m.in ta seria która sprowadza się wciąż do jednego i tego samego - poszukiwania. To co najbardziej w opcji fotografii mnie zaciekawiło to przedstawiony w G9 tryb wysokich rozdzielczości. W trybie tym zdjęcia są zapisywane w rozdzielczości aż 80 Mp (10368 × 7776 pikseli). Jednak z racji tego iż w momencie wykonywania zdjęć obiekt powinien być nieruchomy, takowa fotografia przyda się do zdjęć krajobrazów lub martwej natury.

Jak można zauważyć wiele zależne jest od światła i dobrze dobranej ostrości. W praktyce jednak można się spotkać z delikatnym niedoświetleniem zdjęć, które każdorazowo będziemy musieli korygować. W moim przypadku wraz z przyjściem urządzenia do testów, diametralnie popsuła się pogoda. Mimo to udało się wykonać kilka fajnych fotografii, które polecam zobaczyć nieskompresowane w mojej GALERII. To co mnie najbardziej urzekło to bezbłędny autofocus który naprawdę robi robotę. W końcu od czegoś mamy tutaj te 225 punktów AF, tryb śledzenia obiektów, twarzy i wykrywanie otwartych oczu :)

Filmowanie w praktyce

Poniekąd Lumix G9 jest aparatem stworzonym głównie do robienia zdjęć, ale producent wyposażył go również w możliwość nagrywania materiałów wideo. To co wyróżnia go na rynku innych modeli do nagrywania, to możliwość uzyskania jakości 4K w 60 klatkach na sekundę. 

Przepustowość w takim wypadku stoi na 150 Mb/s a długość zapisu zamyka się w 10 minutach. W przypadku o połowę niższego klatkarzu, czas ten wydłuża się do 30 minut. W trybie automatycznym autofocus sprawuje się bardzo dobrze, świetnie wykonując swoją robotę. Sami zresztą możecie zobaczyć jak powyżej wygląda nieinwazyjne, obrobione wideo.

Ergonomia wydajnościowa

Muszę przyznać iż Panasonic Lumix G9 bardzo przypadł mi do gustu w kwestii wydajności baterii, przy której nie jest problemem uzyskanie do 970 zdjęć na jednym ładowaniu a w przypadku filmowania - do 3 godzin materiału 4K. Pod względem możliwości, personalizacji oraz wydajności, przebija on niedawno testowanego Sony A9 z którym mógłbym się zaprzyjaźnić na dłużej, gdyby nie jego cena. Jak na urządzenie za ponad 6000 zł, idealnie sprawdzało się w branży promocyjno-reporterskiej. Wycykałem łącznie ponad 1000 zdjęć i parę dobrych godzin materiałów. Bardzo fajnie mi się na nim pracowało, choć czuję pewien niedosyt związany z jego oddaniem - jestem świadom że musiałbym z nim spędzić nieco więcej czasu by móc odkryć jego wiele sekretów. Ale patrząc że biorąc go na te krótkie testy, przekonałem dwie osoby do jego zakupu, tym bardziej jestem zeń zadowolony.