Pod choinką był Battlefield V? Oto co możesz z tym faktem zrobić

Najnormalniej w świecie rozśmieszył mnie ostatnio fakt ckliwych nagłówków na portalach technologicznych, zaledwie dzień po Bożonarodzeniowym szaleństwie. Mowa oczywiście o artykułach dotykających problemów z jakimi musi borykać się każdy nowy użytkownik urządzeń które znalazły się u niego pod choinką. Telefon z Androidem, tablet a może laptop dla graczy? Nie martw się, pomożemy - przeczytaj nasz wpis a dowiesz się z niego, jak najwydajniej zapełnić go treścią... rozumiem że wpisy tego typu mają zainteresować szerszą widownię swoimi jakże clickbaitowymi tytułami, ale w kwestii treści nic ciekawego nie wnoszą a wręcz ośmieszają. 

Z drugiej strony pod choinką mogą się znaleźć mniej oczekiwane drobiazgi które w praktyce powodują nieco większą zagwozdkę i pewne wątpliwości względem dobrych chęci osoby obdarowującej. Niemniej w takiej sytuacji znalazłem się ja sam... oraz jak pokazał portal społecznościowy Facebook, kilku moich drogich znajomych. Z tytułu wpisu można bezproblemowo wywnioskować że Battlefield V nieproszony zawitał w moje progi.

Battlefield V #CoJaPacze

Tak się złożyło że w natłoku obdarowywania prezentowymi paczkami, w swoim egzemplarzu kolorowego pudełeczka znalazłem pięknie wydrukowaną kartkę A4*. Z jej treści wyczytałem że stałem się dumnym posiadaczem klucza do cyfrowej edycji specjalnej gry Battlefield V. Biorąc pod uwagę moją niezbyt przychylną opinię o wczesnej wersji gry, zacząłem nerwowo spoglądać na domowników. Szybko odkryłem że sprawcą zamieszania najprawdopodobniej jest kuzyn-gracz który wręcz domaga się "wirtualnego wsparcia w rozgrywce" ze strony bardziej doświadczonego, wojennego fanatyka poprzednich odsłon. 

Co prawda tuż przed oficjalną premierą, dostałem się do zamkniętych oraz otwartych testów by sprawdzić jak nowa odsłona gry zadziała na całkiem innej mechanice walki. W praktyce okazało się że Battlefield V jest po prostu kalką poprzedniej wersji, okraszoną posypką surwiwalową z większym naciskiem na kooperację. I choć to ostatnie bardzo mi się spodobało, to w praktyce mogliśmy zaobserwować narybek graczy którzy w ogóle w tym systemie nie potrafią zagrać. W dniu premiery otrzymałem nawet bezpłatna kopię od EA z którą musiałem się dość szybko pożegnać gdyż nie byłem w stanie zdzierżyć kampanii fabularnej, co dopiero zasiadając do rozgrywek wieloosobowych ze smarkaczami udającymi rambo i nie interesujących się losem co dopiero postrzelonych towarzyszy. 

Czas pokazał że nowy Battlefield, a raczej eksperyment z nim związany nie szedł w parze z dobrymi wynikami sprzedażowymi, co w natychmiastowym tempie przełożyło się na spore zniżki sprzedażowe oraz odejście graczy do poprzednich odsłon. Być może nie był to tak niski poziom jak w przykładnym Fallout 76, ale do porażki było już całkiem blisko. W moim odczuciu Battlefield jakiego znamy się skończył, a nowa odsłona tylko utwierdzała mnie w tym przekonaniu. Postanowiłem nawet świąteczną grę oddać, sprzedać lub po prostu wymienić na inną... ale zostałem przekonany by dać jej jeszcze jedną szansę - że jest lepiej, milej i w ogóle. Słowo klucz = ostatnia szansa. 

Hmm, ciekawie

Do tej pory prywatne konto Origin, wypożyczyłem kuzynce która w Accessie męczyła m.in Titanfall oraz jak się okazało wbijała kolejne poziomy w opisywanej produkcji. Po aktywacji klucza, szybko wyszło na jaw że zdobyty ekwipunek oraz postępy w grze zostały nadpisane więc można powiedzieć że wystartowałem z gotową do walk kompanią. Trochę mi zajęło by ponownie przestawić się na nowy front, ale kilka oddanych od premiery trybów gry w tym Wielkie Operacje, ponownie spowodowały u mnie uśmiech na twarzy.

Początkowo miałem spore trudności by ponownie wkręcić się w walkę drużynową, ale szybko udało mi się nawiązać znajomości z bardziej obcykanymi graczami, wręcz lubującymi się w zabawie postawionej na komendy głosowe. W ten sposób liznąłem nieco przyjemności z rozgrywki w czystym tego słowa znaczeniu. Jako drużyna zaczęliśmy uczyć się mapy oraz głównych założeń rozgrywki. Każdy z nas był odpowiedzialny za co innego - jeden za dostarczanie amunicji, drugi za leczenie i obdarowywanie nas świątecznymi apteczkami a ostatni za wypatrywanie wrogów i eliminację ich z daleka. Jako świeżak byłem odpowiedzialny za walkę na krótkim dystansie, rażąc we wrogów ostrzałem z automatu, a pojazdy materiałami wybuchowymi. Szybko okazało się że taka forma zabawy jest bliższa mojemu honorowi. 

W skali rynkowej można napisać że gra sprzedała się słabo, lecz w praktyce całkiem niewiele to znaczy. Wystarczy popatrzeć w jakim tempie znajdziemy towarzyszy do wspólnej zabawy a i tak w dużej większości, mapy są zapełnione w całości. Ludzie wciąż w to grają, mimo bojkotu zapalonych fanów serii czy wyzywających wtórną powtarzalność krytyków. 

Wyrzucić? Zachować!

Do tej pory udało mi się przejść kiepskiej jakości fabułę, opowiadającej całkiem nieźle zmyśloną historię ludzi którzy odmienili losy II Wojny Światowej. Mimo iż napisano już o niej dość dużo artykułów, to przecież w serii Battlefield nigdy nie grała ona głównej roli. Jeżeli powstanie jakimś cudem kolejna część, studio powinno ciepłym moczem olać możliwość stworzenia kampanii fabularnej, całe siły przenosząc na stworzenie tylko wieloosobowej strzelanki. Wciąż mam pewne wątpliwości co do ogrywania nowej odsłony, będącej swoistą kalką poprzedniczki, w większym stopniu postawionej na działania kooperacyjne. Zapewne minie sporo czasu zanim zniknie ona z mojego komputera na rzecz innych tytułów do ogrywania, ale do tej pory postaram się z niej wykrzesać co tylko będę w stanie. Przynajmniej w napływie chęci jej uruchomienia.

Jak na razie studio ma wciąż problemy z pełnym połataniem produktu, podobnie zresztą było w przypadku premiery Battlefield 1. Moim zdaniem studio DICE nie tyle goniły terminy, co za wszelką cenę chcieli uniknąć konfrontacji sprzedażowej z inną, bardziej zachwalaną grą, więc wydali ją przed wymaganym do dopracowania czasem. Wyszło jak wyszło, ale gołym okiem widać że nie spoczywają oni na laurach, oferując co chwila coś nowego w kwestii wydajnościowej oraz stale rosnącego kontentu do odkrycia.

Myślę że w kwestii przyjemności z grania, czas pokaże... gdyż na razie tylko leczy rany. 

* — sponsorem wpisu była fabryka kartek A4, pochodzących z wykarczowanej Puszczy Białowieskiej, więc wpis sponsorowany!