Prodeus — dynamiczna i brutalna gra akcji w iście pixelartowej powłoce

Wychowywałem się przepięknych latach 90, w których królowały takie tytuły jak Doom, Blood czy kultowy już Heretic. Pierwszoosobowe strzelanki, bo tak je w Polsce nazywano, zdobywały istne rzesze fanów oddających się jakże satysfakcjonującej rozgrywce. W późniejszych latach, wraz z dynamicznym rozwojem technologii i grafiki komputerowej, studia rosły w siłę, wydając coraz bardziej rozbudowane gry. Mimo iż doczekaliśmy się wielu wartych uwagi tytułów, rynek FPP i FPS zdążył się już dobitnie nasycić powtarzalnymi schematami lub utartymi w ogniu lat, mechanikami. Co jakiś czas wychodzi coś nowego pokroju odświeżonego Doom'a lub bardzo dynamicznego Ghostrunnera, ale i to nie potrafi wywołać w nas takiej euforii jak tytuły te ~30 lat temu.

Dochodzi więc do sytuacji, w której malutkie studia lub kilkuosobowe ekipy, tworzą gry z pogranicza pixelartu, żerując na wspomnieniach starych wyjadaczy. Odświeżone wersje gier, remastery, Indyki ... wszystko to by ponownie obudzić w nas uśpione dziecko, wspomnieć czasy młodości. Z tym samym zamysłem wyszło studio bounding box software inc które postanowiło wydać nową grę komputerową osadzoną na podwalinach starej szkoły graczy - dynamice. Projekt ten wstępnie finansowany przez grupę crowdfundingową Kickstarter, zebrał zawczasu odpowiednie do produkcji środki, a lawina ruszyła. Twórcy potrzebowali ponad roku, by odpowiednio dopieścić swoją grę a w końcu wydać ją we wczesnym dostępie. I choć gra nie jest jeszcze finalnie wydana, to na tę chwilę zalicza bardzo udany start. 

Miłość od pierwszego wystrzelenia (pocisku)

Nie dziwne więc, że w tytułowym Prodeus zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Gra posiada bowiem najlepsze cechy pierwszego Quake oraz wciągającą mechanikę, opartą na klasycznych tytułach pierwszoosobowych. Dodatkowo największym atutem gry, jest jej niespotykana oprawa graficzna. Mamy tutaj bowiem do czynienia z wysokiej jakości teksturami, odpowiednio skalowanymi do niższych wartości, dając nam poczucie rozgrywania starej gry na całkiem nowoczesnym silniku graficznym.

Podążając za leciwą i mało ważną historią fabularną, zauważymy widoczne naleciałości wydanej w 2016 roku, odświeżonej wersji Doom. Przywdziewając futurystyczny pancerz ochronny i dzierżąc w dłoniach potężne pukawki, ruszamy, by czynić to, co w grach tego typu najważniejsze - zabijać potwory. Na swej drodze spotkamy więc całkiem rozbudowaną ilość przeciwników, dzielących się na proste mięso armatnie, wymagających wrogów, a także mini-bosów, na których pokonanie przyjdzie nam opracować odpowiednie taktyki. 

Ale czym jest smarowanie ścian czerwoną juchą bez wysokiej jakości sprzętu do eksterminacji insektów? W Prodeus możemy liczyć na bogate wyposażenie broni palnych, świetnie sprawujących się na poszczególnych wrogów. Tak jak w klasycznych grach, nie ma znaczenia, jaką broń wybierzemy na wroga, gdyż każda z nich jest potężna, choć różnią się tylko zadawanymi obrażeniami. Wiele z tych pukawek posiada alternatywny strzał lub tryb wycelowania, ułatwiający poprawne oddanie strzału.

W Prodeus, tak jak w każdej wartej uwagi strzelance, przygrywa wpadająca w ucho ścieżka dźwiękowa. W tym wypadku mamy do czynienia z ostrymi, metalowymi kawałkami Andrewa Hulshulta, którymi nie pogardziłby mój guru Mick Gordon czy zespół Mech, dobrze znany z polskiego Painkillera. 

Wczesny dostęp potrafi zaskoczyć!

Jak na grę wydaną choćby we wczesnym dostępie, otrzymujemy całkiem dopieszczony produkt. Lokacje są bowiem wykonane z wielką starannością, podobnie jak przeciwnicy oraz rozbudowany oręż do malowania ścian na czerwono. Rozgrywka jest wymagająca nawet po wybraniu niskich poziomów trudności, co powinno spodobać się fanatykom starych gier akcji ubiegłego wieku. 

Rozgrywka została podzielona na rozdziały i misje, podzielone i odkrywane podczas przemierzania głównej ścieżki zadań. Podczas przechodzenia lokacji, liczony jest ogólny czas przejścia oraz ilość zabitych wrogów / odkrytych sekretów, co może ułatwić lubiącym wykręcać rankingowe wyniki, wysokie notyfikacje. Twórcy przygotowali także dla zapalonych budowniczych, odpowiednie narzędzia do tworzenia własnych map, tak przygotowane by ich zrozumienie i wykonanie nie sprawiało zbytnich trudności.

Jestem wręcz pewien, że jak ktoś szukał klasyka FPS w nowej otoczce wizualnej, ze sporym zapasem dobrej muzyki i woreczkami juchy do barwienia ścian, to znalazł idealnie. Prodeus to całkiem świeży powiew zefirku w cyfrowym rozkładzie gier akcji, który jeszcze przed oficjalnym startem zjednał sobie sporą ilość wiernych fanów. Jest to też tytuł, który nie kosztuje majątku, gdyż w 89,99 zł za cyfrową wersję gry otrzymamy nawet kilkanaście godzin czystej zabawy. W grze znajdują się także skrzętnie poukrywane sekrety, których znalezienie daje maaaaaasę przyjemności :)