Punch Club — od zera do mistrza świata [recenzja]

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce całkiem ciekawa produkcja, zrealizowana na potrzeby szybko rozwijającego się gatunku gier Indie. Choć jej premiera na komputery osobiste odbyła się ponad 4 lata temu, to z biegiem lat zagarniała liczne nagrody i lądowała na coraz to nowszych systemach. Za produkcję odpowiedzialne było studio Lazy Bear Games, które postanowiło stworzyć miks symulacji z wysoko rozwiniętym wątkiem ekonomicznym. Do tego doszła pixelowa otoczka audio-wizualna i ... Punch Club mógł wreszcie zostać zaprezentowany. 

Twórcy nie ukrywali, iż ich głównym zamysłem było stworzenie symulatora boksera, sportowca, którego szkolić będziemy od podszewki, prostując jego wyboistą początkowo, drogę życia. Biorąc pod uwagę, iż mamy do czynienia z grą spod znaku Indie, zastosowano wiele znanych i cenionych mechanik rozwoju postaci, wprowadzono częste zmiany fabularnych oraz tak skonstruowano rozgrywkę, by ta nie dłużyła się za nadto, a oferowała wiele pozytywnych doznań.

Ziarenko nadziei

Historię naszego bohatera rozpoczynamy od wspomnienia tragicznej historii ojca. Ten - zapewne wysokich lotów wojownik, zostaje brutalnie zamordowany z niewiadomych dla syna powodów. Nasz bohater zostaje okryty płaszczem bezpieczeństwa przez znajomego policjanta (jak nic James Gordon), który postanawia się nim zaopiekować. Dzięki temu wychodzimy na prostą i rozpoczynamy zabawę od wejścia bohatera w pełnoletność. 

Jak możemy zauważyć, od samego początku nasz bohater stara się za wszelką cenę rozwinąć pasję, którą zaszczepił mu ojciec. Żyjąc na garnuszku ciężko pracującego, przybranego opiekuna, mógł bez problemów oddawać się treningowi i luzackiemu trybowi życia. Jednak nadszedł czas na zostanie przykładnym obywatelem i pójściem do pracy, gdyż pieniądze same się w mieszkaniu nie pojawią ... przynajmniej nie teraz. Biorąc pod uwagę, iż nasza postać musi ciągle dbać o parametry głodu, dobrego samopoczucia, energii oraz wytrzymałości, będziemy zmuszeni zaciągnąć się w dobrej pracy i zarabiać na swoje utrzymanie. Szybko zauważymy, że świat nie jest tak kolorowy, jak uważaliśmy.

Poza zarabianiem gotówki i wydawaniem jej na absurdalnie drogie jedzenie w sklepach przyjdzie nam też gospodarować czas na trening i zjednywanie sobie, nowo poznanych bohaterów niezależnych. Ci od czasu do czasu zaoferują nam lepiej płatną pracę, co zaowocuje również krótszymi zdarzeniami czasowymi. Tak. W tej grze głównym wyznacznikiem jest zegar, umiejscowiony w prawym górnym rogu ekranu. Każda czynność wykonywana w świecie gry ma odzwierciedlenie z jego upływem czasu, który nieubłaganie zbliża nas do kolejnego dnia. W końcu to domena świetnie napisanych symulatorów - trzeba mieć wszystko zapięte na ostatni guzik. 

Podczas jednej z wielu losowych sytuacji w świecie gry, nasz nikły talent zostaje doceniony w strukturach sportowych. Proponuje nam się udział w rozgrywkach ligi boksu, gdzie można małymi kroczkami wspinać się po szczeblach kariery. Początkowo nasz bohater nie ma zbytniego wyboru, gdyż większa gotówka tak łatwo nie wpadnie nam do kieszeni, a stale rosnące ceny żywności i opłat za siłownie, same się nie uregulują. Postanawiamy więc walczyć i ciągle podnosić swe statystyki, by móc sprostać coraz to silniejszym przeciwnikom. Potem dojdą nielegalne walki, częste kontuzje oraz historia fabularna, która kolejny raz będzie próbowała zatoczyć koło ... ale taka historia czeka już na was :) 

W oparach treningu

Zarządzanie odpowiednim statusem parametrów naszej postaci nie należy do najłatwiejszych. Sam miałem kilka podejść w grze, by idealnie zarządzać czasem spędzonym w pracy, reperowaniem statystyki głodu i relaksu, by ostatnie chwile dnia, poświęcić na katorżniczy trening. Jak już wcześniej wspominałem, musimy ciągle dbać o 4 podstawowe parametry, określające stan, w jakim nasza postać się znajduje. Jeśli nagle dopadnie nas głód lub zmęczenie, nie będziemy w stanie pracować i zarabiać. Gdy zadowolenie postaci zmaleje, nie będziemy czerpać przyjemności z tego co robimy, a stan emocjonalny bohatera, zacznie się zapadać. By nie było też za bardzo z górki, do tego wszystkiego dochodzą parametry treningu, podzielone na siłę, zręczność i wytrzymałość.

Podczas treningów siłowych oraz czasu spędzonego w garażu, zdobywamy punkty, które powoli rozwijają nam trzy podstawowe parametry, określające możliwości naszej postaci. Możemy rozwijać je równolegle, tworząc wszechstronnego wojownika, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by iść w jedną z trzech zaawansowanych szkół walki. Z biegiem postępów fabularnych i uczestniczenia w walkach 1 na 1, otrzymujemy prócz gotówki, złote żetony. Są one czymś na kształt punktów doświadczenia, które inwestujemy w drzewko umiejętności. Właściwy rozwój personalny postaci pozwoli nam na wyposażenie jej w dodatkowe ruchy, ataki, a także umiejętności, które okażą się bardzo potrzebne w przyszłych zawodach i wydarzeniach związanych z fabułą.

Odpowiednie budowanie statystyk naszego bohatera, pozwoli na określenie się w jednej z trzech szkół walki - każda z nich oferuje inny styl kształcenia i przedkłada się na inne statystyki. Ważne więc jest, by na początku skupić się na idealnym pod siebie stylu zabawy - na brutalnej sile, byciu tankiem czy stosując kocie ruchy. 

Only The Pump!

Kwintesencją gry Punch Club jest walka. Do każdego z pojedynków musimy podchodzić z uwagą. Mając przedstawione umiejętności specjalne przeciwnika, jego parametry oraz ataki, musimy odpowiednio dobrać swoje kontry. Czasami wyższe statystyki mają się na nic, gdy przeciwnik posiada energio-oszczędne ataki, które skupiać się będą na atakach oszołomienia i szybszego nokautu. Zdarzać się też będą przeciwnicy, którzy postawią na brutalniejszą walkę ze złamaniami i kontuzjami w tle. Dla tego tak ważne jest ciągłe rozwijanie postaci i cierpliwość, bo jest to jak w sporcie - nic nie przychodzi szybko. 

Po każdej wygranej walce nasza postać zacznie wspinać się w rankingach światowych, aż nareszcie przyjdzie czas zawalczyć o mistrzostwo. Zdarzą się również nieuniknione misje fabularne, z nielegalnymi walkami w tle lub wydarzeniami, które niejednoznacznie mogą ukierunkować naszą postać na całkiem nowe tory. Wraz z rozwojem osobistym, rosnąć będą też nasze wydatki, ale i otrzymywana za walki kasa. Niestety, ale wraz ze wzrostem popularności, będą się pojawiać typy spod ciemnej gwiazdy, a to nigdy nie wróży nic dobrego ...

Kwintesencja retro

Graficzna otoczka wizualna została przedstawiona w cieple przyjmowanej przez graczy, formie pixelartowej. Wiele Indyków dostępnych na rynku, stara się przejść na model dużej ilości pixeli, żerując na wspomnieniach prawdziwych graczy, starszej daty. Nie piszę że to źle, wręcz odwrotnie. Uważam, że taki zabieg ma drugie dno, gdyż twórcy nie muszą wyrzucać sporych pokładów gotówki na otoczkę graficzną, która może się po prostu nie sprzedać. Jest na rynku kilka produkcji Indie, które upadły właśnie poprzez zastosowanie nieprzemyślanego tła graficznego.

W Punch Club każdy wyjadacz klasyków filmowych i nawiązań do lat '80-'90 znajdzie coś dla siebie. Gra naszpikowana jest smaczkami / easter-eggami, które tylko czyhają, by je odnaleźć. Przejdźcie się do baru i poszukajcie po stolikach Yin yang Tarantino, odwiedźcie sklep spożywcy czy sprawdzić kto stoi za witryną i wypala z kolegą, kolejnego blanta ... pchnijcie fabułę do przodu i trenujcie jak Rocky :)

Największą zaletą oraz wadą tej produkcji jest niestety czas. Z jednej strony pozwala on na sprawne zarządzanie losem naszej postaci, angażując się w nieustanny trening, trzepanie gotówki i zaspokajanie podstawowych żądz, ale z drugiej strony jest też strasznym wyznacznikiem poziomu trudności. W kilku przypadkach musiałem zrezygnować z treningu na rzecz cięższej pracy jako dostawca pizzy, gdyż mój budżet ostro się stoczył po nieudanej walce z bukmacherką w tle. Przez zaniedbanie funduszy, straciłem też nieco z umiejętności, gdyż te zmalały na skutek zaniedbania treningu. I choć gra początkowo wydaje się nieco za chaotyczna, to dopiero po ogarnięciu najważniejszych zasad kierujących się grą, jesteśmy w stanie wycisnąć z niej, najwięcej dobra. 

Rezultat? Warto zagrać!

Od premiery minęło ponad 4 lata, a gra która z założenia miała być tylko czarnym koniem rynku komputerów osobistych PC, rozlała się na pozostałe segmenty systemów do grania. Na przełomie tego czasu gra zagościła w systemie iOS i Android, po czym dotarła na konsole nowej generacji - 3DS, PS4, Xbox, a także na przenośną konsolkę Switch. Jeśli jesteście fanami gier opartych na symulacji z wysoko rozwiniętą opcją rozwoju bohatera, z częstymi zwrotami akcji oraz bardzo wciągającą otoczką fabularną to mogę Wam ten tytuł polecić. Jeśli natomiast nie czujecie ducha sportu i boicie się, że gra was przerośnie, lepiej się wstrzymajcie z zakupem, gdyż nie jest to gra łatwa. Obecnie wersja Punch Club na PC jest dostępna do kupienia w granicach ~40 zł*, co jest dobrą i akceptowalną ceną gry, która wystarczy nam na wiele godzin zabawy.

* - jak zawsze w przypadku klasyków polecam GOG, bo jak retro-pixel-Indie, to tylko bez wymuszonego DRM.