Serious Sam 4: Planet Badass - porywający, dynamiczny, śmieszny ale i nudny [recenzja]

Mało kto spodziewałby się, że seria będąca przeciwwagą dla kosmicznego księcia Duke'a stanie się aż tak, nad wyraz popularna. Sięgająca prawie 20 lat historia, skutecznie kreowana przez studio Croteam, wydała na świat ponad 13 pełnoprawnych tytułów i użyczyła praw autorskich do nieco mniejszych projektów z Samem Stone na czele. Ostatnią z gier, z jaką miałem do czynienia był Bogus Detour - który żerował na popularności znanej marki, ale przedstawiony został z klasycznej, pixelartowej strony. Byłem pewny, że seria nie powróci już na właściwe tory, gdyby nie pewien przeciek z 2014 roku ...

Okazało się bowiem że studio cały czas pracuje nad nowocześnie technologiczną częścią, ciągle walcząc z nowoczesnym silnikiem 3D i dopieszczając swą produkcję toną nowego kontentu. Z utęsknieniem czekałem na jakiekolwiek wzmianki o premierze czwartej już odsłony serii Serious Sam, ale przez ostatnie 6 lat, niewiele pewnych informacji ujrzało światło dzienne. Dopiero w połowie tego roku, studio zaczęło zasypywać Internet materiałami promocyjnymi, zapisami rozgrywek i różniejszymi smaczkami, skierowanymi w gusta fanów serii, jak i graczy będących nowym narybkiem studia. Oficjalnie gra miała swoją premierę na PC - 24 września bieżącego roku, więc niecały tydzień temu. I choć skakałem jak dziecko odpalając ten tytuł, tak po zakończeniu głównego wątku fabularnego miałem mocno mieszane odczucia. Czemu? Otóż ...

Technologiczne ... demo

Uruchamiając grę miałem nadzieję, że ujrzę pięknie zagospodarowaną mapę, pełną detali lokację oraz mechanikę, idealnie wpasowującą się w technologiczny rok 2020. Moje oczekiwania wzięły górę, gdyż w ostatnich przeciekach dało się wyłapać informacje, w których to chorwackie studio chwaliło się zastosowaniem technologii Serious Engine 4, tak świetnie wykorzystanej m.in w The Talon Principle - ostatniej dużej grze studia. Nie pomogły jednak zastosowane techniki motion capture czy fotogrametria, która miała z gry zrobić bliski naturalnemu, majstersztyk. Odpalając grę i rozpoczynając kampanię, miałem wrażenie, że w opcjach gry odznaczyłem najlepszą jakość na rzecz wzmożonej wydajności, ale niestety byłem w błędzie ... Serious Sam 4: Planet Badass oferuje grafikę sprzed dobrych 10 lat ... niestety.

Nie jest jednak tak, że studio skopało po całości całą grę. Większość moich spostrzeżeń dotyczy niskiej jakości tekstur, powtarzalności lokacji oraz niestety - tragicznej jakości modeli postaci które - klękajcie narody - są nienaturalne. Poruszają się w taki sposób, że gdy przeczytałem, iż tworzono je na podstawie motion capture, to się po prostu uśmiałem. Poza tymi niskiej jakości smaczkami w postaci niewykorzystanego silnika graficznego, który mimo wszystko w The Talon Principle wyglądał obłędnie, nowa odsłona gry oferuje graczom ogromną dawkę dobrej zabawy i technologicznego szaleństwa. Odstawiając na bok niedoróbkę w postaci niskiej jakości wizualizacji, w kwestii mechaniki do niewielu rzeczy można się przyczepić.

Seria należy do dynamicznego gatunku FPS, w którym oprócz strzelania, eksplorujemy ogromne lokacje, tępiąc na różnorakie sposoby, napotkanych na swej drodze, przeciwników. Ponownie twórcy podnieśli nieco poprzeczkę, dokładając do tego niezłe zróżnicowanie przeciwników, uzbrojenia, ale i oddając w ręce gracza drobne elementy rozwoju bohatera, wzorowane na klasycznych grach RPG. Największą jednak niespodzianką jest technologia umożliwiająca pojawianie się na mapie nawet do kilkunastu tysięcy jednostek jednocześnie, bez umniejszania potencjału CPU i GPU, naszych komputerów. I choć takich akcji - z udziałem tysięcy jednostek na mapie w jednym czasie, jest dosłownie kilka, to robią one niesamowite wrażenie.

Należy jednak przyznać, iż studio Croteam uczyniło nie lada postępy w kwestii ścieżki dźwiękowej. Na graczy czeka bowiem rozbudowana ścieżka dialogowa dla każdej z postaci oraz fenomenalna oprawa muzyczna, towarzysząca każdemu ze starć, także z tymi potężniejszymi przeciwnikami. Granie na słuchawkach w czwartą odsłonę Serious Sama to najfajniejsze przeżycie tego roku.

Krucjata Świętego Gralla!

Kampania fabularna tworzona została pod pieczą Jonasa Kyratzesa, scenarzysty wielu świetnie napisanych gier komputerowych. Mimo iż twórcy starali się zbudować prostą, ale i rozłożoną na kilka zadań pobocznych historię, ta w odbiorze nie trzyma się w ogóle kupy. Za takim stanem rzeczy stoi całe grono problemów, z jakimi borykało się studio. Po pierwsze scenariusz opiera się sprzed wydarzeń ukazanych w trzeciej części serii (BFE - 2011) a ukazuje całkiem inne podejście głównego bohatera do walki z kosmitami. Jako dowódca elitarnej drużyny Earth Defense Force, podejmujemy trudną walkę z przeciwnikami, którzy bardzo szybko najechali naszą zieloną planetę. Inwazja została przeprowadzona w sposób natychmiastowy, więc na każdym kroku spotkamy wielkie ilości wysłanników Mentala. 

Jako szef całkiem fajnie napisanej, zwariowanej drużyny, o której zapomnimy tuż po pierwszej misji, musimy za wszelką cenę powstrzymać inwazję i pokonać potwora, jakim jest Mental. W tym celu będziemy zmuszeni nawiązać potężne sojusze, ale i odnaleźć Świętego Gralla, za którego pomocą, odeprzemy tak potężnego wroga. W odróżnieniu od poprzednich odsłon, miejsce akcji czwartej części rozgrywa się we Włoszech, w okolicach Rzymu, Watykanu i wspaniałego Wezuwiusza. Jako gracz możemy zrobić sobie małą wycieczkę po okolicznych uliczkach, racząc się zabytkami usadowionymi bardziej jako tło na krawędziach mapy. W końcu to nie jest kolejny Assassin Creed, by zajmować się zwiedzaniem historycznych lokacji ...

Strzelnica dla profesjonalistów

Tym, co zawsze wyróżniało serię na tle konkurencji, było ogromne poletko do sprawdzania w praktyce, przydatności narzędzi bojowych naszej postaci. Tym razem poprzeczka poziomu trudności została tak zmodyfikowana, by dorównać poczynaniom naszej postaci w kampanii fabularnej. Odpowiednie skalowanie poziomu trudności wymusza na graczu jednak ciągłe podnoszenie umiejętności strzeleckich, jak i dbanie o walkę w biegu, stosowanie uników. Z racji tego, że do walki wykorzystamy całkiem pokaźną ilość broni, będziemy zmuszeni nauczyć się ich specyfikacji oraz odpowiednio przemyśleć, na jaki rodzaj przeciwnika najlepiej się sprawdzi.

Twórcy zaprezentowali nam ten sam oręż co w poprzednich odsłonach gry, należycie rozbudowując go na potrzeby najnowszej części. Pistolety, strzelby, karabiny, miotacze laserów czy wyrzutnie rakiet ... nie mogło zabraknąć także potężnej armaty ... do wyboru mamy wiele broni, ale i elementów rozwojowych. Podczas przechodzenia kampanii fabularnej, wielokrotnie natrafimy na specjalne elementy wspomagające w postaci zdalnych detonatorów, wabików czy płynów bojowych, po których spożyciu czasowo zwiększymy ogóle obrażenia i szybkość, bądź spowolnimy czas wokół swojej postaci.

Odnajdziemy także specjalne, fioletowe Orby, których rozbicie da nam możliwość skorzystania z drzewka umiejętności. Tych jest całkiem mało, ale potrafią dobitnie zmienić tryb zabawy. Możemy więc wpłynąć na możliwość pozostawiania po przeciwnikach amunicji lub skupić się na szybszym przeładowywaniu amunicji. Niczym z pierwszych (odświeżonych) Wolfów, dzierżyć będziemy także po dwie bronie palne, co okazać się może fenomenalnym wyjściem na zażartą walkę z przeważającymi falami obcych. Takie wspomagacze mocno ułatwią nam rozgrywkę, często przyczyniając się do naszej wygranej. Napisałem tak, gdyż nowa odsłona przygód Sam'a nie należy już do najłatwiejszych. Wrogowie wręcz zalewają mapę swoją obecnością, starając się przyprzeć bohatera do muru, osaczyć, zniszczyć. 

Czarny humor a rozgrywka

Serious Sam zawsze był kojarzony z gwarnymi odzywkami i płynącą posoką czarnego humoru. Tak samo jest i w tym przypadku, gdzie nasz bohater jak i całe jego otoczenie popleczników sypią gagami jak z rękawa. W trakcie misji - nawet gdy nie osłaniają naszego tyłka ciągłym ogniem, co rusz naginają fale radiowe, by nam opowiedzieć kawał lub pogadać. W skład zespołu wchodzi kilka postaci ikonicznych, w tym żołnierzyk Kenny, który tak dobrze gra sierotę, że od razu gdy go ujrzałem, skojarzyłem go z Terrence Sweetwater - specjalista ds. łączności w Bad Company 2, choć brakowało mi tu głosu Czarka Pazury). 

Wiele elementów sytuacyjnych również wprowadza masę zabawnych sytuacji. Twórcy przymknęli oko na różne elementy świata, wprowadzając do dialogów znane z popkultury kwestie, ale i także smaczki ukazywane na graficznych elementach świata. Wytrwałe oko gracza z pewnością wyłapie wiele ukrytych elementów, choć tych skrzętnie schowanych przed graczem jest bardzo dużo. Na pewno pozwoli nam na to zrównoważony czas gry, który został fajnie podzielony między wybrany przez nas poziom trudności. Ten, niczym wypisz-wymaluj, jumnięty z gier Arcade, oferuje powielenie ostatecznego wyniku i zebranie wysokich not za czas przejścia gry, eliminację przeciwników czy zebranie rozsianych po mapie sekretów. 

Samo przejście kampanii na normalnym poziomie trudności powinniśmy zakończyć w okolicach ~10 godzin, co jest wynikiem niezłym, ale jak na 2020 rok, mało obiecującym. Dlatego twórcy prócz podniesienia poziomu trudności o kilka punktów wyżej, dodali do gry całkiem fajny tryb - kooperację. Ta pozwala na przejście gry wraz z innymi graczami, co na pewno ułatwi walkę w terenie, ale i spowoduje wiele całkiem ciekawych sytuacji. 

Podsumowanie

Gra nie należy do wybitnych. Ilość błędów w postaci niedoróbek graficznych, niskiej jakości tekstur oraz przekombinowanych modeli postaci, nie stawia gry w najlepszym świetle. Być może za kilka dni ukaże się jakaś aktualizacja, naprawiająca ten problem, ale jak na razie nic na horyzoncie nie widać. W grze uświadczymy angielskiego lektora, ale liczyć możemy na polonizację w postaci napisów, które i tak w dużej mierze nie zawsze zostały przetłumaczone. Jedyne co cieszy w grze do bardzo dynamiczna rozgrywka, dopracowane giwery i wrogowie oraz ścieżka dźwiękowa, która nagradza gracza swym kunsztem. Mam wrażenie, że studio Croteam nie chciało dalej przesuwać premiery swojej gry, ale stojąc w obliczu dzisiejszych produkcji i widząc, z jakimi problemami raczą się nabywcy kopii, śmiem stwierdzić, że nie do końca byli gotowi na taką premierę. Na tę chwilkę Serious Sam 4: Planet Badass mogę ocenić na dobrą 4+, ale tylko dlatego, że przymykając oko na wspomniane wyżej problemy, gra się po prostu wyśmienicie.

Gra ukazała się w pierwszej kolejności na PC, ale twórcy mają w planie wydanie jej także na konsole nowej generacji, ale dopiero na początku 2021 roku. Być może do tej pory należycie połatają swoją grę by gracze konsolowi mogli spijać soki z ich kunsztu. Grę można nabyć za dość wysoką cenę ~142,99 zł za wersję standardową lub dopłacając prawie ~30 zł za ścieżkę dźwiękową, artbook i klasyczny skin na broń ... Mam szczerą nadzieję, że na dniach cena sporo zmaleje, gdyż na tę chwilę nie jest to w pełni rekomendowana gra.