The Bard's Tale IV: Barrows Deep — recenzja gry będącej przykładem nieco spóźnionej generacji

Tak to już jest z kontynuacjami serii że im większy numerek po tytule, to coraz większe nadzieje są z nim wiązane. Tym razem to nie samo studio a świadomy ruch rzeszy fanów serwisu Kickstarter, zdecydowało tchnąć życie w kolejną część barwnej historii o rozśpiewanym bardzie. Pod czujnym okiem tworzenia jakże zacnej produkcji stał sam Brian Fargo, autor pierwowzoru sprawując pieczę nad odpowiednim klimatem oraz wprowadzaniu nowych, nieco inwazyjnych mechanik. Ich nowe dzieło miało premierę zaledwie tydzień temu i spotkało się z dość ciepłym przyjęciem, choć w praktyce okazało się być mocno niedopracowane oraz nieprzemyślane w wielu aspektach. Jak na dungeon-crawlera przystało jest dużo walki, taktyki i... błędów.

Nowa historia, stara miejscówka

Twórcom udało się stworzyć unikalny klimat w oparciu o wcześniejsze części, czerpiąc garściami użyte wcześniej pomysły i zwroty akcji. W ten sposób kolejny raz znajdujemy się w niesławnym Skara Brae z tą różnicą że akcja rozgrywa się ponad 100 lat później. W ramach rosnącego fanatyzmu kultu człowieka, rasy pośrednie zostały zepchnięte na bok i wciąż towarzyszą im krwawe prześladowania. Można by rzec że powtarza się w tym wypadku historia znana choćby z sagi Wiedźmina, lecz trzeba pamiętać iż w świecie The Bard's Tale wielu odmieńców nazywano bohaterami. Te wielkie istoty należały swego czasu do znamienitych gildii wojowników, często wynajmowanych do najtrudniejszych, wielokrotnie trudnych zadań. A jak na bohaterów przystało - walczyli i wykonywali je bezbłędnie.

Niestety ale z biegiem lat gildię zamknięto a z braku odważnych wojów, królestwa toczyły rosnące problemy oraz liczne knowania. W tym wypadku nasz bohater postanawia odbudować jakże wesołą instytucję i zaprowadzić ład oraz porządek w niedołężnym królestwie. Jednakże przed wyruszeniem w świat w poszukiwaniu przygód, jego wewnętrzny głos coraz donośniej zaczyna szeptać mu do ucha: "przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę".

Podczas pierwszej rozgrywki poznajemy zasady kreujące naszą postać oraz mechanikę rządzącą się tym jakże ciekawym w odbiorze, tytułem. Swoją przygodę rozpoczynamy po krótkim wprowadzeniu oraz zebraniu wyszkolonych w walce towarzyszy. Wśród nich znajdziemy pobratymców czystej krwi jak również grubaśne, anorektyczne czy gruboskórne stworzenia maści magicznej. Każdy z nich poratuje nas unikalnymi umiejętnościami oraz jakże zabawnym podejściem do rozgrywanych akcji fabularnych. Wybór odpowiednich klas oraz bohaterów ma wielki wpływ na rozwój przyszłych decyzji, które ostatecznie mogą drastycznie zmienić przyszłe wydarzenia w świecie gry.

Przegadana drużyna

Rozgrywkę rozpoczynamy od stworzenia głównego bohatera i już na wstępie określamy jego główną rolę. Do wyboru mamy 4 klasy - wojownik, adept, łotr oraz bard. Ostatnia z klas prócz umiejętności walki bezpośredniej, swoimi umiejętnościami może pozytywnie wpłynąć na losy bitwy dzięki wojowniczym akompaniamentom z dzierżonych instrumentów muzycznych lub sprowokować nimi niczym bard Kakofoniks, stojących nieopodal przeciwników. To co najbardziej mnie zaskoczyło to indywidualne podejście do NPC w przypadku grania innymi postaciami. Bohaterowie niezależni wielokrotnie zwracają uwagę na to z jakimi osobistościami podróżujemy, gdyż każdy z nich ma inny stosunek do naszej wesołej gromadki. W praktyce jest bardziej śmiesznie niż poważnie.

Sama mechanika poruszania się przypomina nieco zwiedzanie świata Skyrim bez jakichkolwiek podpowiedzi z bardzo ograniczonym interfejsem. W takim momencie bardzo fajnie jest eksplorować jakże cudowny i zaskakujący świat, chociaż zawiesić oko mało jest na czym. Lokacje w większości przypadków wieją powtarzalną nudą a wymuszone zastrzyki odpicowania efektów wizualnych nie oferują poziomu roku 2018... ale do grafiki jeszcze wrócimy. Mechanika opiera się o zasady znane choćby z serii Might and Magic, gdzie w trybie pierwszoosobowym walczyliśmy z napotkanymi na naszej drodze przeciwnikami. 

Walka odbywa się w systemie turowym gdzie każda z naszych postaci może skorzystać ze swoich bazowych umiejętności lub zaatakować przy pomocy zebranego oręża. Po odblokowaniu wyższych poziomów, uzyskujemy dostęp do rozbudowanego drzewka umiejętności podzielonego na 4 czynniki - walkę, obronę, dowodzenie oraz wytwarzanie. Inwestowanie w odpowiednie rubryki punktów, daje nam określone umiejętności i potrafi wnieść niezły zamęt podczas zażartej batalii. Podczas takich potyczek wielokrotnie sił doda magiczna nuta bardów którą twórcy dopieścili pod niebiosa. Otóż królują tu autentyczne nagrania o iście szkockim akcencie, stworzone specjalnie na tę potrzebę. 

Graficzny średniak

The Bard's Tale IV : Barrows Deep napędza silnik Unreal Engine 4 znany z dużej wydajności oraz płynności działania. Na pewno to spory krok milowy względem poprzedniej produkcji ale by nie było tak prosto, twórcy od samego początku mięli bardzo pod górkę. Przede wszystkim ukazanie nowego świata w bardziej trójwymiarowy sposób okazało się zadaniem nader skomplikowanym. Przy cyfrowym projektowaniu poziomów stosowano nawet metodę fotogrametrii dzięki której przenoszono elementy świata bezpośrednio do gry przy użyciu odpowiednich narzędzi skanujących. W praktyce okazało się to strzałem w dziesiątkę gdyż świat gry jest wypełniony po brzegi najróżniejszymi elementami. Szkoda jednak że ich jakość nie dorównuje ilości.

Kilka godzin po premierze gry spotkałem się z czymś tragicznym - tytuł oferował co prawda płynną rozgrywkę, ale jego otoczka wizualna był ohydna - na pewno nie reprezentowała poziomu godnego roku 2015-2018. Im dalej tym wcale nie lepiej - kanciaste elementy, sztuczne twarze oraz tragiczny port, zdawały się nie mieć końca. Dopiero niedawna aktualizacja premierowa, zrobiła co trzeba by gra zaczęła być bardziej przystępna dla oka. Dodatkowo mocno połatano problemy maści technicznej oraz powodujące wywalanie gry na pulpit lub uniemożliwiające dalszą rozgrywkę.

Nie jestem wielkim zwolennikiem przemierzania lochów z wielowątkową drużyną ale muszę przyznać że jeśli przymkniemy oko na beznadziejną polską lokalizację (która imo nie jest do końca przetłumaczona) i pomniejsze problemy maści technicznej, to otrzymujemy mocno wciągający i przesycony dobrym humorem tytuł. Co prawda jest on skierowany raczej dla elity pamiętającej czasy pierwszych bardów elektronicznej rozgrywki, ale drzemie w nim ogromny potencjał także dla nowych odbiorców. Mimo pierwszego wrażenia obcowania z prostym i niewymagającym tytułem, okazuje się on posiadać masę wątków pobocznych, długich godzin na rozwiązywaniu skomplikowanych zagadek oraz wielokrotnym wycieraniu oczu ze słonych, nasyconych dobrym humorem - łez.

Tytuł obecnie cierpi na poważne problemy fabularne, przez które wiele osób może mieć niezłą zagwozdkę w przyswajaniu nowej historii w oparciu o nieco zagmatwaną mechanikę. Dodatkowo smaczku dodaje fakt iż za polonizację zapewne wzięła się osoba niedoświadczona, gdyż błędy językowe oraz niepotłumaczenia są tutaj na porządku dziennym, powodując wielokrotnie bardzo zabawne sytuacje. Ale i tym twórcy mają sobie poradzić, gdyż na horyzoncie ma niedługo objawić się spora aktualizacja tępiąca takie oraz stricte graficzne błędy. Na obecną chwilę jednak radzę wstrzymać się z graniem, choćby ze względu na wciąż dużą ilość problemów technicznych, najczęściej spowodowanych ostrym spadkiem klatek na układach AMD. A jest na co czekać gdyż im dalej, tym zabawa zaczyna się bardzo mocno rozkręcać!

Grę na potrzeby recenzji otrzymałem od platformy GOG.com.  

Komentarze