The Final Station — rewelacyjny przykład gry posiadającej krótką ale mocno wciągającą fabułę

Niezależna gra komputerowa The Final Station miała swoją premierę pod koniec 2016 roku a za jej premierę odpowiada niewielkie studio Do My Best. Tytuł należy do gier typu rougelike charakteryzującymi się prostotą wykonania ale mającymi zazwyczaj ukryte przesłanie. Tak jest też w przypadku tej produkcji. 

Zwiastun tragedii

Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w której wcielamy się w pewnego, niczym nie wyróżniającego się maszynistę. Otrzymujemy zadanie kursowania między miastami w celu przewożenia ludzi i eksploracji punktów docelowych w celu otrzymywania specjalnych kodów dostępowych, uprawniających nas do dalszej jazdy. Te otrzymujemy od pracowników stacji lub podczas eksploracji mapy. Podczas jej poszukiwań, natrafiamy na tajemnicze informacje dotyczące nieznanego kataklizmu.

Docierając do coraz to wysuniętych miejsc, natrafiamy na straszliwą informację. Większość populacji wyginęła z powodu działania tajemniczego wirusa, przemieniającego ostatnich ocalałych w groźne istoty. Na naszych rękach spoczęła ważna misja dostania się do najdalszych zakątków globu, uratowania jak największej ilości ocalałych oraz dowiezienia specjalnych ładunków, potrzebnych do powstrzymania tajemniczej zarazy.

Po lokacjach podróżujemy przy pomocy pociągu Belus-07. Jest to stara jednostka, wykorzystująca do działania ogniwa nuklearne. Naszym zadaniem podczas przemieszczania się między miejscami, jest stały nadzór nad jej komponentami. Nie możemy dopuścić by się przegrzały lub zniszczyły, gdyż to niechybnie skończy się wybuchem. Do tego dochodzi system dbania o podstawowe parametry uratowanych cywili - życie oraz pożywienie. Na froncie składu możliwe jest wytworzenie dodatkowych apteczek lub amunicji do dzierżonej broni.

Ekonomia zbieractwa

Tytuł można zaliczyć w poczet dwuwymiarowych gier nastawionych na survival. Podczas przemierzania opustoszałych baz, zbieramy pozostawione przedmioty, dzielące się na amunicję, pożywienie, apteczki oraz wszelakie bibeloty które w trakcie zbierania automatycznie spieniężamy. Naszym nadrzędnym celem jest znalezienie specjalnej kartki z kodem odjazdowym do podania przy naszej maszynie. Wielokrotnie zdobędziemy go wycinając w pień zastępy przeciwników na mapie, choć i to nie należy do prostych ... 

Zazwyczaj na naszej drodze stanie ich wielu. Wielokrotnie najlepszym wyjściem będzie ich ominięcie lub przemyślana taktyka. Bez problemu wielu z nich da się wystrzelać jak kaczki na strzelnicy, ale na dalszą metę będzie to sprawa problemowa, gdyż tytuł cierpi na ogromne braki amunicji. Tę co prawda znajdziemy w pozostawionych przez uciekającą społeczność miejscach, ale nie jest jej za dużo. Na większość przeciwników wystarczy jeden celny strzał w głowę, a na niektórych nawet 4 lub więcej pocisków. Do naszej dyspozycji mamy elementy otoczenia takie jak klozety, biurka, krzesła czy wybuchające beczki, ale ich możliwości podniesienia wyświetlają się tylko w pewnych momentach.

Do tego dochodzi pewne zróżnicowanie przeciwników. Mamy tu sporo ociężałych i powolnych zombie, ale potem dochodzą zarażeni policjanci w ochronnych kamizelkach, szybkie i zwrotne potworki oraz takie które powodują samozapłon i eksplodują. By podreperować nasz stan zdrowia, nosimy ze sobą apteczkę a gdy skończy się amunicja poratować się możemy uderzeniem z kolby lub piąchy. Należy jednak uważać by nie podejść za blisko bo i my stracimy nieco zdrowia.

Uczucie samotności

Podczas ratowania ocalałych otrzymujemy możliwość transportu ich do bezpiecznych stref. Wielokrotnie zanim do nich trafią, będziemy zmuszeni zadbać o ich zdrowie oraz zapełnić pasek głodu, jednocześnie dbając o parametry maszyny. Jeśli nam się to uda, to przy następnej stacji zostaniemy nagrodzeni gotówką oraz dodatkowymi przedmiotami. Tę, możemy wydać na zakup nowych apteczek, porcji żywieniowych, amunicji a nawet kilku ulepszeń. 

Gdy będziemy przechadzać się po pustych od rozumnych stworzeń pomieszczeniach, natrafimy na korespondencje, wycinki gazet lub notatki uciekającej ludności. Wiele z nich nieco przybliży nam ich smutną historię, choć kilka w ten sposób zebranych informacji może spowodować również uśmiech na twarzy czytelnika. Mimo dramatyzmu, pnącego się na każdym kroku, podczas eksploracji natkniemy się również na zabawne momenty, jakby żywcem wyciągnięte z filmu. Napad na bank, niespełnione pisarstwo lub misja dotycząca transportu akcesoriów do wielkiego robota walczącego z zarazą, potrafią zadziwić. No ale co może zrobić ludzkość w obliczu tak straszliwego zagrożenia?

Mimo kwadratowej oprawy graficznej i dość dramatycznej ścieżki dźwiękowej, tytuł wręcz kipi z zaangażowania w historię. Otrzymujemy tutaj potężną dawkę niczym nie skrępowanej fabuły z jakże uroczą i wciągającą opowieścią o bogu winnym maszyniście, próbującym uratować świat na swój sposób. Mimo iż jego praca nigdy nie wiązała się z zaszczytami, to wobec nieuchronnego końca świata, wielu traktuje go jak bohatera.

Podsumowanie

Już na samym początku The Final Station zachwycił mnie swoją fabułą oraz nietuzinkowym klimatem rodem z survivalowych filmów post-apokaliptycznych. Z coraz większym tchem śledziłem losy mojego bohatera, analizując każdy jego krok i tak naginając zasady savoir vivre bym ja mógł przeżyć a wrogowie nie. W produkcji spędziłem równo 3 godziny 45 minut, oglądając napisy końcowe które ukazały się po fenomenalnym zakończeniu. Mimo iż grało mi się wspaniale, to nie potrafię zrozumieć czemu tak szybko zakończyła się najwspanialsza z moich przygód ...

Grę na potrzeby recenzji otrzymałem od platformy GOG.com. Polecam zagrać!  

Komentarze