Tom Clancy’s Rainbow Six Siege — fenomenalny symulator taktyczny na fali esportu + konkurs!

Bycie czynnym graczem to ciągłe wyzwanie, ocierające się o ograniczone zasoby zagospodarowania czasem wolnym oraz częstą chęcią doskonalenia już nabytych umiejętności. Trudności dodaje fakt iż osoby takie jak ja - mają na utrzymaniu rodzinę i dla niej czas muszą ustalać priorytetowo. Być może dorosłem do takowych standardów lub po prostu nowa praca wreszcie zaczęła uprzykrzać mi czas wolny... Tak czy siak, wciąż brnę w bagnie organizacyjnym sekcji esportowej i staram się wykrzesać choćby krztę swojego prywatnego czasu wolnego na jedną, trzy partyjki w Counter Strike lub w inną tematycznie podobną grę. 

Tak się złożyło że od pewnego czasu czynnie przyglądam się zapisom rozgrywek z tytułowej gry. Nigdy nie ciągnęło mnie do tak rozbudowanych symulatorów taktycznych, chociaż wielokrotnie zjadałem zęby w serii S.W.A.T. W tym wypadku jest znacznie trudniej gdyż przeciwnikiem jest żywa osoba. Do tego dochodzi ostra rywalizacja, ciągłe myślenie taktyczne a i strategiczne podejście do zabawy, choćby ze względu na dobranie sprzętu u całej drużyny. Kwintesencja tej gry kwitła przez kilka lat w cieniu tytułów esportowych, ale to musiało się kiedyś stać - Tom Clancy’s Rainbow Six Siege zawitał na esportowe salony i to z mocnym przytupem!

Krótkie wprowadzenie

Zanim zaczniemy chciałbym nieco wspomnieć czym jest ta gra. Dla laika to kolejna z tysiąca strzelanek wieloosobowych w której za zadanie mamy w jak najkrótszym czasie wyeliminować drużynę przeciwną, wykonując przy okazji określone cele misji. I choć z jednej strony muszę się zgodzić z takim stwierdzeniem to z drugiej - taka opisówka najlepiej sprawdzi się w przypadku CS:GO czy oklepanego do granic możliwości Call of Duty. W tych grach rzeczywiście przemy na przód, ucząc się algorytmów broni i fizyki na pamięć, zapamiętując każdy piksel na mapie i starając się tak dobierać broń by ta bez problemu przebiła swym kalibrem cienką ścianę. W Rainbow Six to norma, no może z tą różnicą że wszystkiego jest więcej a i podatność na zniszczenie groma elementów na mapie, potrafi niesamowicie namieszać w rozgrywce właściwej.

Gra zadebiutowała na rynku pod koniec 2015 roku i nikt nie wróżył jej świetlanej przyszłości. Mimo ciepłego przyjęcia ze strony graczy, nie był to tytuł dla każdego gdyż okazał się bardzo wymagający. Osoby które dokonywały przesiadki ze shooterów akcji, były zawiedzione dość wolną i bardzo rozbudowaną rozgrywką. W sumie to nic dziwnego. W końcu taki zamysł przyświecał Ubisoftowi od samego początku. Twórcy postanowili wykorzystać braki tematyczne na rynku i zapełnić ją właśnie grą opartą na rozbudowanej taktyce która w przyszłości miała nieźle namieszać na rynku. Chociaż i tego do końca sami nie byli pewni.

W bardzo mocnym skrócie - w RSS wcielamy się w operatorów - jednostki szybkiego reagowania w których każdy gracz wciela się w wybraną przez siebie postać. Ci dzielą się na dwa obozy - atakujący oraz obrońcy. Każdy z tej gromadki to zawodowiec w swoim fachu. Na tle towarzyszy wybija się odmiennym ekwipunkiem, zdolnościami oraz możliwym wyposażeniem. To właśnie kwintesencją poprawnej taktyki na początku misji, będzie odpowiednie dobranie zespołu w taki sposób by drużyna dopełniała się w najlepszy, możliwy sposób. A i to nie zawsze się sprawdza. 

Cele są proste - rozbroić bombę, uratować, bronić lub odbić zakładnika... a i tak zawsze króluje zabijanie? Tu nie. Tutaj pierwsze skrzypce gra - przeżycie. To jest najtrudniejsze. Na swoim przykładzie wielokrotnie miałem do czynienia z takową akcją gdy napalony rambo, zaczął rujnować nam rozgrywkę gdyż uważał że jeśli w CoD skacze i wykonuje 360 ze snajperką, to czemu tu ma się nie udać? Bo odkrywa swoją pozycję hałasem? Bo nie słucha grupy? Bo szybko ginie, a my tracimy członka załogi? Odpowiedzcie sobie sami. 

Symulator taktyki drużynowej

Musiałem spędzić w grze sporo czasu by połapać się w tej jakże rozbudowanej strukturze. Miałem co prawda przyjemność uczestniczyć z zamkniętych testach beta ale w ramach zafascynowania grą CS, odpuściłem sobie jej oficjalną premierę, strącając ją na drugi tor. Powracałem mimo wszystko do niej za sprawą otwartych weekendów na platformie Steam lub kilku dniowych promocji w dedykowanej aplikacji Uplay. Po rozegraniu kilkunastu meczyków z botami, wychodziłem gdyż wiedziałem że to nie jest gra dla mnie. A mogłem zaczekać, dać szansę... włączyć rozgrywki wieloosobowe.

Kwintesencją rozgrywki jest tutaj właśnie multiplayer. Wcześniejsze tryby opierają się na tzw. samouczku w którym poznajemy wstępne taktyki oraz uczymy się cząstki rozbudowanej mechaniki oraz praw rządzących się tym tytułem. Przy ponownym wejściu w ten jakże dynamiczny świat jednostek specjalnych, zostałem wręcz oświecony nowym standardem komunikacji między graczami, ich zdrowym oraz wybaczającym podejściem do nowych graczy a przede wszystkim - tym czego nie uświadczymy oglądając zapisy z rozgrywek - pulsującą adrenaliną.

Rozgrywka od czasu premiery przeszła swoisty lifting a twórcy nie spoczęli na laurach, wciąż wydając nowy content do swojej gry. Dzięki temu w produkcji zawitały opcje personalizacji broni, znane choćby ze skrzynek w CS:GO oraz masa dodatków wprowadzających tzw. sezony - w których skład wchodzą nowi operatorzy, mapy, uzbrojenie oraz coraz to bardziej wymyślne tryby rozgrywek.

Drabina esportu

W pewnym momencie tytuł został tak dobrze połatany z pomniejszych błędów oraz jego społeczność tak mocno podskoczyła, że zaczął on mieć coraz większe poważanie na świecie. Podczas organizacji pierwszych światowych rozgrywek w Rainbow Six Siege na początku 2016 roku, liczby zaczęły mówić same za siebie - jednoczesna oglądalność rozgrywek online liczona w setkach tysięcy nie mogła być przypadkiem. Rodził się hit sceny esportowej - trzeba było to wykorzystać. Mimo iż przed końcem roku 2017 na scenie RS debiutowała tylko niemiecka drużyna PENTA Sports, to właśnie od tego momentu zaczęła się prawdziwa lawina.

Evil Geniuses, Team Liquid, Ninjas in Pyjamas, FaZe Clan, Counter Logic Gaming, mousesports, Fnatic, Immortals, Cloud9 czy SK Gaming podniosły rękawice rzuconą w nicość i postanowiły wznieść się na wyżyny pod nowy, grywalny tytuł. I tak też się stało. Na początku roku Ubisoft podał statystyki w których mogliśmy wyczytać iż Rainbow Six zainteresował ponad 35 milionów graczy na całym świecie, gdzie pod koniec 2017 roku było ich o ponad 5 milionów mniej niż dotychczas. Takie liczby robią wrażenie. Inna sprawa to popularność wśród graczy - miejsce 4 na liście Steam to spory sukces, choć to tylko platforma poboczna :) A co z konsolami? Podobnie.

Mimo pięcia się w górę w dość zawrotnym tempie, wciąż można zauważyć kilka problemów związanych z samą rozgrywką. Przy wprowadzaniu nowych standardów, można znaleźć się w dość dwuznacznej sytuacji w której tytuł dostanie tzw. czkawki. Ilość błędów przy nowych aktualizacjach potrafi odebrać chęć grania, nawet wprawionemu użytkownikowi, choć nie jest to czynność nagminna. Ubisoft stara się ostro łatać swoją owieczkę, tak by wciąż jej wełna dobrze się sprzedawała. Mimo wszystko wciąż obserwuję jak gra staje się coraz większym poletkiem doświadczalnym dla graczy PRO, oddalając się dla przyszłych uczestników poszukujących nieco mniej postawionych wrażeń. W taki sposób Ubi zdecydowało brnąć naprzód dając swoim fanom rozbudowany symulator taktyczny, jednocześnie zamykając się na prośby zmniejszonego balansu trudności dla nowego narybku graczy.

Co pokaże przyszłość?

Bardzo dużo. W ciągu prawie 2 lat od premiery Rainbow Six Siege podrosło do miana swoich esportowych towarzyszy bez widocznego wsparcia ze strony najsłynniejszych organizacji. Jego droga była szybka bo konkretna. Nowy gatunek, inne podejście do rozgrywki z jeszcze mocniejszym aspektem taktycznym - czego chcieć więcej? Ja bym powalczył o lepszy balans rozgrywki, nieco fory dla nowych graczy oraz bardziej przystępny system balansu przy wyszukiwaniu nowych zespołów do gry. Na pewno pomogłoby to zainteresowanym w głębszym poznaniu struktur rozgrywki, które w tym momencie są zastrzeżone dla wyższych sfer oraz aktualnych mistrzów.

Jeżeli któryś z czytelników chciałby się przekonać o czym dokładnie napisałem, polecam zapoznanie się z tą ważącą ponad 70 GB grą. A szczęściarzy odsyłam do poniższego pytania konkursowego w którym to można wygrać właśnie nową grę Tom Clancy’s Rainbow Six Siege w wersji pudełkowej lub elektronicznej (do wyboru). Fundatorem nagrody jest Ubisoft Polska z którym współpracuję. By móc wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na proste pytanie:

Czego jeszcze brakuje w Rainbow Six Siege?

Swoją odpowiedź uzasadnij.

Na odpowiedzi czekam do poniedziałku (17.09) do godziny 10:00. Po wybraniu najlepszych odpowiedzi, nastąpi losowanie i zostanie wybrany zwycięzca do którego powędruje nagroda w postaci pełnej wersji gry. Przypominam że w konkursie biorą udział odpowiedzi zalogowanych użytkowników. Powodzenia! 

Aktualizacja - 17.09.2018:

wesoły82 - nikt tu by nie chciał gadać :)

luquass - no właśnie nie brakuje, bo jest jej sporo, choć jakby nie patrzeć to gra stworzona od postaw dla multi :)

David P - taki system lubi robić problemy, tym bardziej jak ktoś gra tylko by uprzykrzać żywot innym graczom. 

deton24 - no nie róbmy z taktycznego shootera, darmowego Quake Champions :/

@anonim'om dziękuję - pewnie by jakaś nagroda powędrowała, gdybyście byli zalogowani :)

RoninPn - urzekła mnie twoja "Magdalenka" - raz że byłby to fajny ukłon w stronę naszych oddziałów specjalnych a poza tym ostra gra na czas. Daj znać na PW - gra leci do Ciebie :) 

  

oprogramowanie gry hobby

Komentarze