Tom Clancy's: The Division 2 BETA — mało wnosi, wciąż zachwyca

Za niecały miesiąc miną 3 lata od premiery pierwszej części. Tak się złożyło że niedawno udało mi się otrzymać klucz do zamkniętej bety The Division 2, którą otrzymali wszyscy zamawiający grę w pre-orderze. Postanowiłem jeszcze przed premierą sprawdzić czy twórcy dotrzymali danego słowa i stworzyli wartą uwagi drugą część serii. Pierwsza odsłona The Division przenosiła nas bowiem na tereny Nowego Jorku, gdzie pewna grupa terrorystyczna sterroryzowała bronią biologiczną tamtejszą społeczność. Jako jeden z członków elitarnej grupy uderzeniowej postanowiliśmy zakończyć samozwańcze rządy terrorystów, oswobadzając okupowaną metropolię. 

Zwrot akcji

Fabuła drugiej części rozgrywa się w Waszyngtonie gdzie co chwila dochodzi do destabilizacji podnoszącego się po upadku, rządu. Amerykańskie społeczeństwo wstępnie zażegnało biologiczną apokalipsę i postanowiło zadbać o swój ponowny rozwój. Mimo iż główne ulice miast wciąż są zauważalnie puste, to pozostałe przy życiu grupki ocalonych, zaczęły się jednoczyć. Okupując strategiczne punkty, zaczynają rozwijać gospodarkę, dbać o zasoby ludzkie oraz przygotowywać się do pokojowej ekspansji...

Jak można było się domyśleć, o władzę w metropolii zaczęły walczyć pozostawione same sobie frakcje. Najbrutalniejszą z nich są Hieny, uporczywie atakujące wolne skupiska ludzkie, grabiąc ich z dóbr naturalnych oraz zdobyczy technologicznych. Jako jeden z walczących agentów, postanawiamy pomóc społeczeństwu tępiąc takich jegomościów i ratując potrzebujących z opresji. Dzięki takim aktom dobroci nasze przyczółki się poszerzają a my uzyskujemy większe obszary nadzoru nad miastem. Wykonując zadania główne pchniemy nieco główną fabułę na właściwy tor, choć i misje poboczne pomogą nam nakreślić skalę problemu.

Choć i tak w przypadku tej gry poznawanie fabuły zawsze spada na drugi tor - tu najważniejsza jest rozgrywka. Nie ma co ukrywać że The Division jest tytułem postawionym na kooperację i choć gracze przyzwyczajeni do zabawy w trybie jednoosobowym się tutaj sprawdzą, to przy dłuższej mecie najwięcej wyciśniemy z gry bawiąc się z innymi graczami w trybie wieloosobowym.

Prawo wojenne

W gestii mechaniki niewiele się zmieniło. Wciąż dominuje słynny widok TPP, walka z użyciem osłon oraz dzierżenie coraz to unikalnego oręża. Wykonywanie zadań, podejmowanie aktywności i zabijanie przeciwników daje nam porządnego kopa do poziomu doświadczenia, który z kolei uprawnia nas do użytkowania silniejszych pukawek oraz ekwipunku. Natomiast w kwestii umiejętności, twórcy zrobili coś co mi osobiście bardzo się nie spodobało. Otóż po uzyskaniu nowego poziomu doświadczenia, nasza postać otrzymuje punkty które rozdysponować możemy na określone perki. Mogą nam one wspomóc w walce, zwiększą pojemność plecaka lub minimalnie podwyższą nam bazowe współczynniki.

I choć wydaje się to być całkiem normalnym wyborem, to w praktyce okazuje się - by móc przydzielić naszej postaci odpowiednie punkty, zmuszeni jesteśmy się cofnąć na mapie, do określonej osoby która te punkty nam da... czasami wręcz musimy zrezygnować z długiej tułaczki na rzecz podniesienia danej umiejętności, gdyż wymagana ona być może przy zadaniu. Szkoda, bo można to było zrobić inaczej.

Wiele usprawnień można zauważyć w gestii zadań społecznościowych i zainteresowania graczy nowymi wydarzeniami. Te prócz domyślnych zadań, dadzą nam dostęp do ukrytych misji, lepszego wyposażenia oraz unikalnych skórek dla postaci. 

Podobieństwa dyskwalifikują

Już podczas pierwszej części czułem spory niedosyt, gdy Ubisoft z kolejnego tytułu na siłę starał się stworzyć grę kooperacyjną. Moim zdaniem to było jawne wymuszenie by grać w systemie kooperacyjnym, ujmując samotnikom sporo ciekawego kontentu, w późniejszych aktualizacjach udało się marce naprawić ten błąd ale przez dłuższy czas od premiery, samotnicy mięli o wiele za ciężko. Późniejsza premiera Wildlands pokazała że team sterowany przez AI też może sobie poradzić, świetnie rekompensując braki w żywych graczach. Byłem pewien że i nowa odsłona na tym skorzysta... jednak się myliłem.

Biorąc pod uwagę że do premiery pozostały raptem miesiąc, a widząc jak niewiele zostało zmienione w kwestii otoczki wizualnej z pokazów na E3, śmiem twierdzić że znów na rynku elektronicznej rozgrywki będziemy mieć do czynienia z sentymentalnym tytułem który na pierwszy ogień przyciągnie fanatyków pierwszej odsłony. Potem jak gra zostanie stosownie połatana i otrzyma lepszej jakości tekstury, przy okazji zmaleje cena i tytuł stanie się łakomym kąskiem dla pozostałych graczy.

Mnie osobiście tytuł nie zadziwił, nie wniósł czegoś przełomowego, nie zauroczył otoczką graficzną ale za to po 14 godzinach w becie wiem jedno... byłby fajnym dodatkiem do poprzedniej części*.

* - mam nadzieję że się będę mylić w dniu premiery.