Wasteland 3 - mroźne Kolorado kolebką post-apo RPG [rzut okiem]

Mimo iż miałem możliwość rozegrania, pierwszej odsłony gry Wasteland z 1988 roku, to po prostu odrzuciła mnie jej uboga oprawa graficzna i dość toporne sterowanie. Gdy ukazały się pierwsze wzmianki o drugiej odsłonie, z wielką chęcią zacząłem zacierać rączki z ochotą wyczekując kolejnego post-apo, po ciepło przyjętej serii Falloutów. Byłem wtedy gotowy na dynamiczny rozwój wypadków i poprowadzenie w sposób dorosły, różnorodnej grupy towarzyszy. Udało mi się ją przejść, odkryć wielkie połacie pustkowi Arizony, wgniatając wrogów w przesączony krwią piach. Aż nadeszła kolejna dobra nowina ... w produkcji jest kolejna odsłona!

Studio inXile entertainment znane jest z dopracowanych produkcji, tworzonych w pocie czoła przez maniaków komputerowych ze stałą współpracą społeczności. W ten sposób światło dzienne ujrzała druga część gry, jak również prze-genialne Tides of Numerena czy Opowieści Barda. Zastosowanie nowoczesnego silnika graficznego, wsłuchanie się w głos fanów gatunku i zaimplementowanie całkiem świeżej historii, pozwoliło na stworzenie o wiele lepszej gry. Gdy zobaczyłem pierwsze gameplaye byłem już kupiony. Postawiono ogromny nacisk na rozwój drużyny, kampanię dla pojedynczego gracza oraz aspekt fabularny, który wyniesiono na wyżyny opowiadań. Gra nareszcie została wydana, a ja wsiąkłem na cały tydzień ... 

Mroźne początki i pewna rodzinka

Seria Wasteland przyzwyczaiła nas do gorących klimatów pustkowi, jak i kamiennych wąwozów, które tylko czyhały na strudzonych wędrowców. Tym razem twórcy poszli o krok dalej, prezentując nam mroźne ostępy ... Kalifornii. Specjalnie zmieniono miejsce akcji. by nadać jej nie tyle. co powiewu świeżości, ale by wprowadzić gracza w surowsze i trudniejsze do okiełznania lokacje. Tak więc dowiadujemy się, że Strażnicy Pustkowi otrzymali nowe, bardzo ważne zadanie odnalezienia Patriarchy - samozwańczego właściciela stanu Kolorado.

Władczy i silny zarządca stanowy, stara się ze wszystkich sił, by zaprowadzić w nim ład i porządek. Niestety i jemu grunt wymyka się spod kontroli, gdyż pojawiają się coraz większe grupki szemranych band, fanatyków, złodziei, zabójców, a nawet ostałe po wielkiej wojnie syntetyki. Jak się jednak okazuje nawet taki silny z pozoru Patriarcha może tonąć z gównie swego dystryktu, przez zbuntowane jednostki pragnące ze wszystkich sił pozbawić go stanowiska i władzy. W tym celu Strażnicy zostają wezwani ponownie by wspomóc szlachetną sprawę. Zwabieni surowcami i znaczną pomocą wysoko rozwiniętego dystryktu, wpadają w pułapkę i krzyżowy ogień.

Po uporaniu się z bandytami i rozegraniu wątku treningowego będącego czymś na kształt prologu, w którym zapoznajemy się ze wstępną mechaniką, nasi bohaterowie - tym razem zaczynamy dwoma postaciami - będą musieli przelać swój gniew na szaloną rodzinkę Dorsey'ów. 

Z małej kropli ... lawina!

Nowości względem poprzedniej wersji jest bardzo dużo. Począwszy od miejsca akcji i wielowątkowości, a kończąc na złożoności mechanik i rozbudowanym systemie progresji postaci. Zaczynając od początku, duży nacisk postawiono na odpowiedni wybór członków drużyny. Ten opiera się na gotowych konspektach osobowościowych, różniących się także umiejętnościami i cechami charakteru. Wybrane przez nas osobniki mogą odzwierciedlać cechy, które darzymy szacunkiem, lecz także zahaczać o te mniej lubiane. Twórcy dobrze kalkulowali, by towarzysze nie byli w czymś idealni, co często stwarza świetne warunki do powrotu w daną lokację.

Po wybraniu postaci i nadaniu im biegłości oraz umiejętności możemy - ale nie musimy - wybrać im tzw. dziwactwo. Umiejętność ta pozwoli skorzystać z wysoko windowanych cech, które niosą ze sobą także negatywne afiksy. W trakcie rozgrywania pierwszych misji przyjdzie nam zapoznać się z ekwipunkiem oraz możliwościami jego ulepszania, dodawania nowych elementów wyposażenia, a także jego modyfikowania by stał się jeszcze bardziej groźny. By tego dokonywać, należy tak dobierać członków drużyny, by każdy z nich uzupełniał się cechami. Nie warto więc iść bezpośrednio na wroga, nie mając w drużynie medyka, snajpera czy wytrzymałego tanka.

Ma to duże znaczenie, gdyż twórcy w Wasteland 3 postawili na bardzo rozbudowany wątek gry taktycznej. Ponownie staniemy się niewolnikami tur, ale tym razem walka za ich pomocą będzie bardziej wymagająca, jeszcze mocniej wynagradzając postacie, udaną potyczką. Możliwości taktyczne można więc porównać do tych z XCOM: Enemy Unknown lub Mutant Year Zero Road to Eden. Walka jest mocno wymagająca na normalnym poziomie trudności, a co dopiero powiedzieć o wyższych. Niknące w oczach zapasy leków i amunicji często dają się we znaki, co ku uwielbieniu tłumów, jest dobrze odbierane. W końcu to gra spod znaku survivalu, a nie zbieranie toreb z amunicją w kolejnym Call of Duty

Pakuję manatki i wybywam do ... Kolorado :) 

Na liczniku mam dobre 40 godzin zabawy i jeszcze nie jestem w stanie określić jak daleko do końca. Bardzo podoba mi się to, co twórcy zrobili z kolejną częścią, gdyż zasiadając codziennie do komputera po pracy, mam wrażenie, że każdorazowo gram w coś nowego. Codziennie zwroty akcji, znajdywanie lepszego wyposażenia, zmiana taktyki względem krzywej zachowań ... chylę czoła przez ogromem pracy, jakie musiało studio podjąć, tworząc trzecią odsłonę gry. Ta, choć droga, oscylująca w okolicach ~250 zł za edycję standardową, może na pierwszy rzut oka wydawać się ociupinkę za droga, ale wynagradza swą jakże rozbudowaną mechaniką i możliwościami taktycznymi. W końcu w podobnej cenie otrzymujemy crapa o bohaterach Marvela a o tej grze nie ma sensu nawet opowiadać :)