Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Wizard of Legend — recenzja premierowego Indyka

Zapewne mało kto skojarzy nazwę amerykańskiego studia Contingent99. Ta niewielka grupa złożona raptem z dwóch osób, wystartowała w 2016 roku w serwisie Kickstarter ze swoją grą - Wizard of Legends. Wpadli oni na pomysł stworzenia niskobudżetowej gry akcji opartej na walce bezpośredniej, dodatkowo wspieranej za pomocą magicznych kart. Twórcom bez problemu udało się zebrać zadeklarowaną kwotę $50.000 i dokończyć swój projekt. I tak w dniu dzisiejszym nareszcie możemy w nią zagrać :) 

Gandalfem być

W grze wcielamy się w początkującego maga który przechodząc samouczek, zapoznaje się z mechaniką i prawami rządzącymi się tytułem. W punktach informacyjnych otrzymujemy nasze pierwsze zaklęcia i uczymy się z nich korzystać. Okazuje się że tak naprawdę zwiedzamy specjalne muzeum w którym możemy przeczytać o legendarnych artefaktach i potężnych czarownikach których magia skupiała się wokół żywiołów.

reklama

Podczas oglądania jednego z takich przedmiotów, zostajemy przeteleportowani do nieznanego miejsca w którym tak naprawdę zacznie się nasza przygoda. Takim miejscem jest nasze domostwo w którym zostajemy przedstawieni magicznemu zwierciadłu, szafie na nasze kolorowe peleryny, księdze obdarzającej nas nowymi umiejętnościami oraz wygadanej skrzyni do przechowywania rzadkich przedmiotów. Po krótkim wstępie fabularnym, dowiadujemy się że jedyną opcją na ucieczkę z nieznanego miejsca, jest pokonanie legendarnych wojowników żywiołów ... i tak ... ta rola spada na nas.

Rozgrywka bardzo przypomina połączenie gry Magicka z Dead Cells. Mamy tutaj do dyspozycji wiele umiejętności, zbieractwa oraz doskonalenia postaci przy pomocy naszych własnych, nabytych umiejętności. W górnej części ekranu znajduje się pasek zdrowia bohatera a tuż pod nim stopień naładowania many - ten kumuluje się podczas zadawania domyślnych ataków wrogowi. Te skupiają się na trzech pierwszych atakach przedstawionych w lewej, dolnej krawędzi ekranu. Czwarty z nich również jest atakiem podstawowym, ale w przypadku naładowania paska many do maksimum, jest również traktowany jako atak specjalny.

Poza tym podczas gry zdobywamy kryształy, będące specjalną walutą do wydania w zamku na nowe stroje oraz karty. Te dotyczą 5 żywiołów - lodu, ognia, ziemi, wiatru oraz elektryczności. Każdy z nich charakteryzuje się innym kształtem ataku i będzie odpowiedniejszy na inny rodzaj przeciwnika. Do wyboru mamy karty zwykłe, magiczne oraz złote - będące odpowiednikiem legendarnych. Prócz tego możemy zbierać artefakty oraz złoto, które wydać będziemy mogli tylko podczas misji w lochach.

Kostur za pasem

Początkowo dysponujemy bardzo szczątkowym arsenałem dla naszej postaci i w związku z tym musimy być pewni częstych przegranych. Podczas przemierzania plansz, wielokrotnie podreperujemy swój budżet w złoto i spotkamy na swojej drodze unikalnych kupców. Ci za odpowiednią opłatą odsprzedadzą nam swoje dobra lub wymienią losową kartę na inną. Trafią się też chętni na sprezentowanie za darmo losowego artefaktu mającego swoje dobre i złe strony, lub też i tacy co chętnie takie graty odkupią. 

Nadrzędnym celem gry jest eliminacja przeciwników. Ci pokrywają pewien procent mapy, a naszym zadaniem jest ich natychmiastowa likwidacja. Wielokrotnie trafimy do specjalnego miejsca - takiego jak na powyższym obrazie - ale wywoływanie przeciwnika na złowieszczym pentagramie, będzie chyba złym pomysłem. Na początek warto zająć się pomniejszymi przeciwnikami, likwidując ich skruszone skorupy i jednocześnie zebrać nieco złota i jakże przydatnych kryształów.

Wielokrotnie z pokonanych wrogów wypadną też potężne artefakty które możemy zbierać by odpowiednio zwiększyć możliwości naszej postaci. 

Krawędź wrogiem Twym

Podczas naszych wypraw, natkniemy się na niezliczone ilości przeciwników. Ci zazwyczaj będą starali się przyprzeć nas do muru i jak najszybciej pokonać. Dobrze w takim momencie jest grać na zwłokę - odskakiwać, atakować z dystansu i na odległość, tworząc potężne kombinacje ataków. Wiele plansz na których przyjdzie nam walczyć jest pokrytych dużą ilością przepaści i dołów. Gdy nasza postać za blisko się ich zbliży to ... nic się nie stanie. Jedynie podczas naszego przeskoku, możemy nie trafić z doskokiem. Warto się upewnić że stoimy blisko jej krawędzi.

W trakcie zabawy natrafimy również na zamknięte skrzynie ze skarbami. Warto by nasza postać posiadała ataki różnych żywiołów, gdyż w późniejszych etapach do ich otwarcia będzie wymagane więcej niż jeden atak z puli podstawowej. By nie irytować za bardzo graczy którym nie udało się za pierwszym i kolejnym razem idealnie przeskoczyć wyrwy w ziemi, otrzymaliśmy ratownicze teleporty. Ale uwaga - nie działają one w wypadku pokonania przez wroga. Jeżeli już do tego dojdzie - zostajemy teleportowani do miasta gdzie zakupić będziemy mogli nowe karty oraz wybrać na kolejną przygodę nowy artefakt.

Twórcy stworzyli w swojej grze mechanikę proceduralną podczas tworzenia nowych lokacji. Oznacza to że nie natrafimy kolejny raz na taką samą lokację. A mimo zastosowania minimalistycznej grafiki i kilku nutek, wprowadzających pewien nastrój do rozgrywki, w Wizard of Legends gra się całkiem znośnie. Mimo iż jest to tytuł postawiony głównie na taktykę oraz niebiańską wręcz zręczność (podczas walki z tłumem przeciwników). 

Podsumowanie

Podchodziłem do tego tytułu z pewnym dystansem ale również wielką ciekawością gdyż zawsze byłem zachwycony grami tego typu. Twórcom udało się wyśmienicie połączyć dynamiczną akcję wraz z elementami gry zręcznościowej. Podczas przygody raczyłem się raczej trybem dla pojedynczego gracza, ale twórcy przygotowali podobne wrażenia i dla osób lubujących się w wyzwaniach kooperacyjnych. Pragnę tylko nadmienić iż w trybie tym na mapie tworzy się swoisty misz-masz efektów :) 

Grę na potrzeby recenzji otrzymałem od platformy GOG.com. Polecam zagrać!  

oprogramowanie gry hobby

Komentarze