Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Amstrad część I — narodziny firmy

Historia świata IT jest podobna do historii naszego globu. Na naszej planecie królowały niegdyś dinozaury, posiadające wszelkie predyspozycje, by niepodzielnie rządzić światem. Na skutek drobnego (w skali kosmicznej) incydentu, ich królowanie nagle i niespodziewanie się skończyło. Jednak dinozaury to nie jedyne istoty, które mimo swoich możliwości stały się ledwie zapiskiem na kartach historii planety Ziemia. Każdy z was, bez większego trudu przytoczy kilka innych stworzeń, które były i nagle znikły. Znikły na skutek innych incydentów lub wyginęły na skutek innych, czasem zupełnie bezsensownych zdarzeń.

Nie inaczej było w świecie IT. Wystarczy przytoczyć takie potęgi jak Commodore, Atari, Sinclair Inc. czy firmę Amstrad…

Alan Sugar

Absolutnie nic nie wskazywało na to, że Alan Michael Sugar będzie jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w komputerowym świecie Wielkiej Brytanii. Urodzony w 1947 roku jako najmłodszy syn krawca, przez wiele lat nie miał ani możliwości, ani chęci zajmowania się elektroniką. Nie był elektronicznym zapaleńcem jak Steve Wozniak, nie był wynalazcą jak Sir Clive Sinclair. Moim zdaniem bliżej mu było do Jobsa, a najbliżej do Gatesa. Alan Sugar wkroczył w świat elektroniki bardzo ostrożnie i trochę przypadkowo.

Alan Michael Sugar był spokojnym i bardzo wyciszonym dzieckiem. Nie angażował się specjalnie w ulubione pasje swoich rówieśników, a były to wówczas dwie najważniejsze dziedziny życia dzieciaków z najbiedniejszych dzielnic Londynu — piłka nożna i gangi. Alan Sugar grywał w piłkę, ale nie było to jego pasją, gangi młodocianych tym bardziej go nie interesowały. Miał jednak inną pasję, do której miał prawdziwy talent — biznes.

Mając trzynaście lat, zdał egzaminy szkolne z dość przeciętnym wynikiem. Uzyskane oceny nie umożliwiały kontynuację nauki w szkole o profilu technicznym, uznał wówczas, że skoro nie może być inżynierem, musi zostać biznesmenem.

W tym też czasie Alan interesuje się trochę elektroniką, ale nie jest to zainteresowane takie, jakie przedstawiał Steve Wozniak czy Clive Sinclair. Alanowi Sugarowi bardzo podobają się niewielkie odbiorniki radiowe, które coraz częściej pojawiają się w sklepach, a na które go nie stać. Udaje mu się jednak kupić zestaw do samodzielnego montażu radia.

Swój biznes zaczął od prostego skupu butelek. Od sąsiadów kupował puste butelki za kilka pensów i odwoził je do skupu, gdzie otrzymywał za nie około 80 pensów za sztukę. Jak sam wspominał, bardzo często udawało mu się zwiększyć swój zysk, gdyż darzący go sympatią sąsiedzi, oddawali mu puste, szklane opakowania zupełnie za darmo. Uzyskane w ten sposób środki odkładał, wierząc, że będą stanowiły one kapitał niezbędny do dalszego rozwoju jego własnego biznesu. Po niespełna roku „obracania” pustymi butelkami i opakowaniami szklanymi, Alan Sugar postanowił sprzedawać własny produkt — napój zbliżony smakiem do Coca Coli. Oczywiście produkował go według własnej mikstury, w warunkach domowych. Produkowany napój sprzedawał sąsiadom i okolicznym mieszkańcom, a jego smak był na tyle dobry, że udało mu się dogadać z kilkoma lokalnymi sklepikami, które zgodziły się zająć jego dystrybucją. Alan Sugar skończył 14 lat.

Oprócz produkcji i dystrybucji własnego napoju, Alan Sugar imał się także zajęć dorywczych. Pomagał w lokalnym zakładzie fotograficznym, tam też wpadł na pomysł, by oferować zdjęcia rodzinne, wykonywane w domach klientów. W wolnych chwilach przyjmował zlecenia na wykonywanie domowych zdjęć rodzinnych, za które płacono mu średnio od 1 do 2 funtów.

Sugar potrafił wykorzystać swoje atuty. Był miły, sympatyczny i grzeczny. Potrafił rozmawiać z klientami i zachęcić ich do skorzystania ze swoich usług, zadowalając minimalną marżą. Zauważył on bowiem, że znacznie lepiej jest przyjmować dużo zleceń z minimalnym zyskiem, niż kilka z dużym. Wiele zleceń i dobrze wykonane usługi stanowiły, jego zdaniem, korzystną reklamę.

Mając zaledwie 15 lat, Alan Sugar już nie tylko produkuje swój własny napój (nadal w warunkach domowych) i robi zdjęcia rodzinne, ale zajmuje się także pośrednictwem w handlu akcesoriami dla niemowląt. Przychodzi mu to szczególnie łatwo, gdyż często udaje mu się to połączyć z sesją fotograficzną. Niestety, przy tak wielu zajęciach, Alan Sugar ma coraz większe problemy z nauką i ostatecznie porzuca szkołę w wieku 16 lat.

Dysponując większą ilością wolnego czasu, Alan Sugar podejmuje także inne zajęcia dorywcze. Zbiera dane statystyczne na zlecenie lokalnych władz oraz zajmuje się statystykami sprzedaży firmy handlującej stalą - „Richard Thomas & Baldwin”. W wolne dni handluje także odzieżą męską na Tottenham Court Road.

To właśnie na Tottenham Court Roud Alan Sugar mocniej styka się z elektroniką. Nieopodal jego stoiska znajduje się punkt naprawy sprzętu elektronicznego, prowadzony przez Malcolma Crossa. Malcolm Cross specjalizuje się w naprawach radioodbiorników oraz telewizorów. Młody Alan wpada na pomysł, by pośredniczyć w naprawach sprzętu elektronicznego, odbierając je od klienta, dostarczając do zakładu Crossa i po naprawie odnosząc do klienta. Dogaduje się z Crossem i uzgadniają, że z każdego naprawionego urządzenia, Alan otrzyma od 2 do 4 funtów. Z czasem ich współpraca mocno się rozwija i Alan nie tylko pośredniczy w dostawie uszkodzonych urządzeń, ale także przynosi Crossowi wyrzucone sprzęty, które po udanej naprawie sprzedaje ze sporym zyskiem.

Pierwsza firma "MarryAnn".

Elektroniczny biznes rozkręca się w najlepszym dla niego czasie. Jest połowa lat sześćdziesiątych i radioodbiorniki, gramofony, magnetofony oraz telewizory schodzą jak ciepłe bułeczki. Clive Sinclair nabiera rozpędu, sprzedając swoje miniaturowe odbiorniki radiowe, a Alan Sugar zaczyna zauważać, że sprzedaż urządzeń elektronicznych jest dużo bardziej zyskowna niż produkcja słodzonego napoju, handel ubraniami czy praca dla „Richard Thomas & Baldwin”. Wraz z Malcolmem Crossem postanawiają założyć własną spółkę o nazwie „MarryAnn”. Nazwa ta nawiązuje do imienia żony Malcolma — Marry oraz do imienia dziewczyny Alana Sugara — Ann.

Nowa spółka wynajmuje niewielki pokój, w którym będą przechowywane urządzenia przeznaczone do naprawy oraz te, które są już naprawione i mogą zostać sprzedane. W tym niewielkim pokoju spółka „MarryAnn” zbiera także elektroniczne podzespoły, które mogą przydać się podczas innych napraw. Alan na rowerze jeździ po swojej dzielnicy, odbiera sprzęt do naprawy lub zbiera wyrzucone odbiorniki i części. Na rowerze wozi też odbiorniki przeznaczone na sprzedaż. Choć nie może narzekać na ruch w interesie, czuje, że stoi w miejscu.

Być handlowcem...

Spółka „MarryAnn” po roku działalności się rozpada z inicjatywy samego Sugara. Alan Sugar chce poznać bliżej branżę elektroniczną, a zwłaszcza gałęzią związaną z produkcją i sprzedażą radioodbiorników oraz magnetofonów. Mając 18 lat, Alan Sugar podejmuje pracę w firmie „Robuk Electrical”, w której bardzo szybko zdobywa stanowisko przedstawiciela handlowego. Tym, co jeszcze Alan zyskuje, to bardzo profesjonalne szkolenie w zakresie produktów, jakie ma w swojej ofercie „Robuk Electrical”, technik sprzedaży oraz utrzymania klienta, oraz sposobów przeprowadzania prezentacji. Alan Sugar dostaje własną furgonetkę oraz partię radioodbiorników Robuk, które ma za zadanie sprzedać sklepom. Jeden z kierowników dystrybucji Robuk daje Sugarowi listę współpracujących z firmą sklepów oraz zachęca go do pozyskania nowych klientów. Alan Sugar wybiera sobie dosyć trudny cel — pozyskanie sieci handlowej „Currys”.

Sieć sklepów „Currys” handlujących między innymi sprzętem elektronicznym, była naprawdę spora, choć działała tylko na terenie Londynu. Sieć składała się z blisko 150 sklepów rozlokowanych na terenie całego miasta i posiadających w swojej ofercie sprzęt rozmaite produkty, w tym także radia, magnetofony oraz telewizory.

Tak jak kilka lat później Steve Jobs zadzwonił do Davida Packarda, by dostać części elektroniczne za darmo, a w ostatecznym rozrachunku otrzymał pracę w HP, tak i Alan Sugar zadzwonił do właściciela sieci „Currys” - Michaela Curry i bez najmniejszych kompleksów zaproponował mu współpracę, oferując rabat na zamówiony w „Robuk Electical” sprzęt. Michael Curry wyraził zgodę, a Alanowi pozostało tylko i wyłącznie zapewnienie odpowiedniego rabatu dla sieci „Curry”.

Nie tylko dbał, by w oferowanym przez „Currys” asortymencie znalazły się radioodbiorniki i odtwarzacze „Robuk Electrical”, ale zajmuje się też ich odpowiednią ekspozycją, a nawet pomaga przy ich sprzedaży.

Pozyskanie kolejnego klienta wiąże się z pierwszym, negatywny doświadczeniem w biznesie. Alan Sugar trafia do niewielkiego sklepu z ofertą sprzedaży magnetofonów „Robuk”. Właściciel sklepu jest bardzo zainteresowany współpracą i kupuje sześć magnetofonów. Po kilku dniach Alan odwiedza sklep i dowiaduje się, że wszystkie sześć magnetofonów zostało sprzedanych, a właściciel chce zamówić kolejne cztery odtwarzacze, jednak pod warunkiem, że zapłaci za nie kilka dni po dostawie. Sugar dostarcza cztery magnetofony i po czterech dniach, zgodnie z umową zjawia się po odbiór pieniędzy, ale okazuje się, że sklep został zlikwidowany. Od administratora budynku dowiaduje się, że to klasyczne oszustwo. W tym czasie, co jakiś czas na terenie Londynu otwierane są takie sklepy, zamawiają elektronikę, pierwsze zamówienie jest rozliczane, a po kolejnym zamówienu sklep ulega likwidacji.

To jednak nie pierwsze oszustwo, jakiego ofiarą padł młody biznesmen. Drugie oszustwo, to efekt działania samego „Robuk Electrical”. Alan otrzymywał wynagrodzenie za pracę oraz prowizję uzyskaną ze sprzedaży. Znaczna część prowizji wynikała z zamówień dokonanych przez sieć „Currys”. Gdy Sugar zgłosił się po wypłatę, okazało się, że jego wynagrodzenie jest dużo niższe, niż przewidywał. Gdy zażądał wyjaśnień, powiedziano mu, że Michael Curry oczekiwał większego rabatu na sprzęt „Robuk” i od tego uzależnił dalsze dostawy. Przyznanie rabatu miało się odbyć kosztem prowizji Alana. Rzecz w tym, że kontakty Alana z Michaelem Curry były nieco bliższe, niż myślało to kierownictwo „Robuk” i Alan ustalił, że sieć „Curry” nie występowała o zwiększenie rabatu.

Alan Sugar rezygnuje z pracy i przechodzi do firmy „Henson & Co.”. Firma „Henson & Co.” w przeciwieństwie do „Robuk” nie produkowała własnego sprzętu, tylko zajmowała się dystrybucją gotowych produktów innych firm. W ofercie „Henson & Co.” znajdowały się między innymi japońskie radia i magnetofony, którymi Alan ponowni skusił sieć „Curry” do współpracy. Jednakże ku zdziwieniu Alana, „Hanson & Co.” handlował także innymi sprzętami AGD nie zawsze pasującymi do profilu działalności firmy. Z czasem okazało się, że „Henson & Co” skupowało często po atrakcyjnych cenach kontenery z elektroniką lub sprzętem AGD bez względu na to, co zawierały one wewnątrz. I tak raz zdarzały się radia tranzystorowe, innym razem telewizory, czasem wiatraki elektryczne, golarki Remington, tostery Hoovera lub odkurzacze. Było to dosyć kłopotliwe dla Alana Sugara, gdyż nigdy nie wiedział, co firma będzie miała w ofercie i ciężko było mu zbierać zamówienia z odpowiednim wyprzedzeniem.

AMS Tarding

Alan Sugar wówczas zdaje sobie sprawę z tego, że posiada już niezbędną wiedzę i znajomości by otworzyć własną firmę zajmującą się dystrybucją sprzętu radiowo-telewizyjnym. Rezygnuje z pracy w „Henson & Co.” i 1 listopada 1968 roku otwiera własną firmę „AMS Trading” (Alan Michale Sugar Trading). Wynajmuje niewielki magazyn oraz kupuje własną furgonetkę, która otrzymuje tablicę rejestracyjną - AMS 1.

Firma „AMS Trading” nie posiada jednak funduszy umożliwiających zakup elektroniki i jej dalszą dystrybucję. Aby pozyskać fundusze, Alan Sugar spotyka się Gulu Lalvanim z właścicielem firmy „Binatore” (zaopatrywała między innymi „Henson & Co.”) oraz firmy „J. Parker & Co. Ltd” i prosi go o udzielenie kredytu niezbędnego na zakup sprzętu elektronicznego.

Gulu Lalavini wraz ze swoim bratem Partaoem byli Hundusami, którzy zajmowali się bardzo dużym importem sprzętu elektronicznego z Azji do Anglii i jak na ówczesne czasy, byli prawdziwą śmietanką biznesu. Dzięki swoim koneksjom rodzinnym i licznym „braciom” oraz „kuzynom” zamieszkałym na terenie Azji, sprowadzał do Anglii bardzo duże ilości taniej elektroniki oraz produktów imitujących uznawane marki. Firma Gulu Lalavina miała między innymi problemy z produkującą wieczne pióra firmą „Parker” po tym, jak w jej ofercie znalazła się bliźniacza kopia jednego z wiecznych piór, różniąca się od oryginału ceną i napisem „J. Parker”.

Alan Sugar zwraca się do Lalavina z prośbą o udzielenie kredytu na kilkadziesiąt tranzystorowych odbiorników radiowych, które Alan chciał rozwieźć i sprzedać swoją furgonetką. Gulu Lalalvin stwierdza jednak, że towar może być wydany tylko po zapłacie gotówką. Lalavin ostatecznie zgadza się, ale tylko na jedno pudełko zawierające kilkanaście odbiorników. Szukanie odbiorców i ich rozwożenie zdaniem Alana, pochłonęłoby cały ewentualny zysk i negocjacje się przedłużają. Ostatecznie Alanowi udaje się przekonać Lalavina, by za towar przyjął czek, a nie gotówkę. Gdy ten się zgadza, wręcza mu czek bez pokrycia. Alan liczył na to, że uda mu się w ciągu dnia sprzedać na tyle dużo odbiorników, że zdoła zapewnić pokrycie dla wystawionego czeku. Niestety, jest to kolejna lekcja w życiu Sugara. Po ciężkim dniu spotyka się z Lalavinem, który odkrył owo oszustwo. Nie zdecydował się na poważniejsze kroki prawne przez sympatię dla młodego biznesmena i oczekuje od niego jak najszybszej zapłaty za towar. Alan Sugar ma szczęście, już następnego dnia może uregulować całą zaległość. Mimo owego incydentu, Gulu zdecydował się odraczać termin płatności za kolejne dostawy nawet o kilka dni.

Współpraca z Gulu Lalavinem, choć nie przynosi oczekiwanego przez Alana Sugara rozwoju dla jego firmy, dostarcza mu wielu doświadczeń i porad, którymi chętnie dzieli się z nim Gulu. To właśnie za namową Hindusa, Alan Sugar do dostarczanych towarów dodaje zapalniczki z napisem „Amstrad”, których zamówił ponad 1000 szt. w firmie „J. Parker”. Owe 1000 zapalniczek było zarazem pierwszym produktem z marką „Amstrad”.

Nieoczekiwanie pomoc przychodzi ze strony rodziny ówczesnej dziewczyny Alana — Anne Simons, z którą Alan postanowił się wreszcie ożenić. Kuzyn Anne jest pod wrażeniem entuzjazmu, z jakim Alan zdobywa pieniądze. Choć sam nie posiada środków, by pożyczyć je Alanowi udaje mu się przekonać do spółki zaprzyjaźnionego księgowego - Guya Gordona. Guy Gordon po zapoznaniu się z planami Alana postanawia zainwestować w „AMS Trading”, ale pod bardzo rygorystycznymi warunkami. Zabezpieczeniem kwoty ma być nie tylko furgonetka Alana, ale także jego dom.

Amstrad 8000

Pozyskane środki finansowe i zaangażowanie Alana Sugara pozwalają na wypłynięcie „AMS Trading” na szerokie wody biznesu. Alan Sugar umiejętnie pośredniczy w sprzedaży sprowadzanych radioodbiorników i telewizorów, ale także organizuje ich serwis i naprawę, zupełnie na tych samych zasadach, na jakich działała spółka „MarryAnn”. Pewnie spółka „AMS Trading” byłaby jedną z wielu jakie wówczas działały, gdyby nie fakt, że Alan Sugar zauważył, że zainteresowanie sprzętem HiFi nagle i gwałtownie zaczęło rosnąć. Sprowadzany przez niego sprzęt HiFi cieszył się ogromnym powodzeniem, a jemu samemu bardzo trudno było pokryć owo rosnące zapotrzebowanie. Postanawia więc rozpocząć produkcję własnego sprzętu HiFi.

Alan Sugar dowiedział się, że na Hackney Road jest niewielka firma „K&K Electronics”, która produkowała moduły wzmacniaczy magnetofonowych. Firma ta zbankrutowała i obecnie wyprzedawała swój cały majątek i między innymi gotowe moduły wzmacniaczy oraz ich schematy. Alan Sugar wpadł na pomysł, by zakupić owe moduły wzmacniaczy wraz z ich schematami, wkładać je do obudów własnej produkcji, połączyć je z tanimi odtwarzaczami Dansette i głośnikami, by ostatecznie sprzedawać je w zestawach do sklepów ze sprzętem HiFi. Swoim pomysłem podzielił się z Georgem Chenchen, który zajmował się naprawą sprzętu RTV. Ten po obejrzeniu modułów i ich schematów stwierdził, że to śmieci i on może zaprojektować o wiele lepsze moduły wzmacniacza. Jednak cena, jaką zaproponował Alan Sugar za projekt wzmacniacza, tylko rozśmieszyła Georga.

Niezrażony tym Alan postanawia samodzielnie złożyć jeden taki zestaw i sprawdzić, czy wzbudzi on zainteresowanie sklepów. Pomysł Sugara nie wzbudza jednak większego zainteresowania tym bardziej że zdaniem wielu sprzedawców, klienci częściej pytają o oddzielne moduły odtwarzacza, wzmacniacza czy tunera radiowego niż o całe zestawy. Rozpoczęła się moda na modułowe wieże.

W 1970 roku Alan Sugar postanawia mimo wszystko zainwestować 2000 funtów kupić moduły oraz schematy „K&K Electronics”, a następnie sprzedawać je jako samodzielne wzmacniacze HiFi. Alan Sugar zauważa, że na rynku brakuje właśnie takich tanich, samodzielnych wzmacniaczy, jakie on może zaoferować. W sklepach ze sprzętem HiFi można kupić bardzo dobre i zarazem bardzo drogie wzmacniacze firmy „Leak" oraz firmy „Armstrong", ale pozwolić na nie mogli sobie tylko dosyć zamożni koneserzy muzyki. Pewną alternatywą dla nich były wzmacniacze firmy „Teleton" oraz wzmacniacze importowane z Japonii. Jednakże nie każdy mógł sobie na nie pozwolić. Alan Sugar stwierdził, że ludzie byliby zainteresowani tańszymi wzmacniaczami, które dobrze by wyglądały, choć nie oferowałyby najwyższych parametrów, a takie warunku mogły spełniać produkowane na bazie modułów „K&K Electronics” wzmacniacze w stylowych, drewnianych obudowach.

Alan ponownie skontaktował się z Georgem Chenchen i zaproponował mu, by zaprojektował taki wzmacniacz zbudowany w oparciu o moduły „K&K Electronics”. George zgodził się dostosować elektroniczne podzespoły do potrzeb Alana, jednakże nie miał pojęcia, jak ma wyglądać obudowa takiego wzmacniacza. Alan Sugar postanowił sam zaprojektować taką obudowę. Przed rozpoczęciem prac oglądał wiele wzmacniaczy innych firm, notując co mu się podoba w ich wyglądzie zewnętrznym. Wiele też rozmawiał ze swoimi znajomymi na temat tego, czego oczekują od takiego wzmacniacza i jak ich zdaniem powinien on wyglądać. Ostatecznie wraz z Georgiem zdołał zaprojektować całkiem zgrabną obudowę swojego wzmacniacza.

Niewielkie pomieszczenie warsztatu Georga Chenchen zlokalizowanego przy St. John’s Street było zbyt małe i zbyt ciasne, by rozpocząć w nim produkcję wzmacniaczy nawet wówczas, gdy pierwsza seria miała być niewielka. Alan Sugar wynajmuje pomieszczenia o powierzchni 95 metrów kwadratowych w pobliskiej fabryce garderoby na Great Sutton Street. Do tego pomieszczenia zostaje przeniesiona cała zawartość warsztatu Georga Chenchen, a ten tworzy linię montażu podzespołów elektronicznych. Alan Sugar zajmuje się przygotowaniem produkcji drewnianych obudów wzmacniacza. Na potrzeby produkcji zostaje zatrudnionych dwudziestu pracowników, którzy mają zająć się montażem podzespołów, produkcją obudów oraz łączeniem wszystkiego w jedną, działającą całość. Nowy wzmacniacz otrzymuje nazwę Amstrad 8000. Amstrad pochodzący od skrótu AMS Trading, a 8000 miało symbolizować moc wzmacniacza - 8 W na każdy kanał.

Działania Alana wzbudziły poważne zaniepokojenie jego rodziny, która nie bardzo wierzyła w powodzenie całego przedsięwzięcia. Do porzucenia pomysłu usiłował przekonać go ojciec, który martwił się o koszty, jakie należy ponieść na początku produkcji.

- Jak zamierzasz zapłacić za to wszystko Alan ? Jak zdobędziesz pieniądze ?
- Nie martw się. Spójrz wzdłuż ulicy. Widzisz tamten bank ?
- Tak…
- Świetnie. Zamierzamy go obrabować.

Powyższy żart wydawał się Alanowi i Georgowi bardzo zabawny, jednak nie zdołał rozśmieszyć ojca Sugara.

Z pierwszą serią wzmacniaczy Amstrad 8000 Alan Sugar rusza do sklepów, z którymi już współpracował. Wiele sklepów nie było zainteresowanych kupnem wzmacniacza anonimowej wówczas firmy Amstrad. Kilka po zapoznaniu się z nimi zrezygnowało, uznając, że parametry oferowane przez Amstrada 8000 są zbyt słabe. Szczególnie dużo zarzutów dotyczyło jakości wzmacnianego dźwięku. George Chenchen po zapoznaniu się z zarzutami dotyczącymi jakości dźwięku stwierdził, że może spróbować poprawić jego jakość, ale ku przerażeniu Alana Sugar zaczął robić to metodą prób i błędów. Okazało się, że George Chenchen potrafi naprawiać sprzęt elektroniczny i go montować, nie ma jednak wielkiego pojęcia o projektowaniu układów elektronicznych.

Metoda prób i błędów jaką podjął Chenchen uświadomiła mi, że jego wiedza na temat elektroniki jest tak samo wielka, jak moja wiedza na temat hodowli motyli.

Alan Sugar

Ostatecznie ktoś zasugerował Sugerowi, by nie zmieniać samej konstrukcji wzmacniacza, ale użyć podzespołów wyższej jakości, co przynajmniej częściowo rozwiąże problemy z dźwiękiem Amstrada 8000. Sugestia była bardzo trafna.

Pierwsze sześć wzmacniaczy Amstrad 8000 kupił zaprzyjaźniony sklep Premier Radio na Tottenham Court Road w cenie 17 funtów za sztukę, a Amstrad 8000 był najtańszym produktem w asortymencie tego sklepu.

Alan Sugar usiłował wzbudzić większe zainteresowanie swoimi wzmacniaczami zamieszczając reklamę w magazynach poświęconych sprzętowi HiFi. Udaje mu się nawet poprosić o napisanie recenzji Amstrada 8000 przez jeden z popularniejszych magazynów. Niestety, recenzja nie jest zbyt pochlebna i Sugar musiał się sporo natrudzić, by wstrzymać jej publikację. Jednak nie wycofuje się z reklam w branżowej prasie. Nadal głównym zarzutem jest jakość dźwięku, jaki można uzyskać za pośrednictwem Amstrada 8000. W bezpośredniej rozmowie z recenzentem Alan Sugar dowiedział się, że konstrukcja Amstrada 8000 jest beznadziejna i aby uzyskać przyzwoite efekty jego pracy, należałoby go w zasadzie zaprojektować od nowa.

Sugar był zdruzgotany. Co prawda mógłby poszukać kogoś, kto by dobrze zaprojektował wzmacniacz od samego początku, ale był niestety już za późno. W firmie leżało ponad 2000 elementów umożliwiających złożenie ponad stu wzmacniaczy Amstrad 8000.

Produkcja Amstrada 8000 też nie przebiega płynnie. Nie powinno to nikogo dziwić. Większość zatrudnionych do produkcji osób nie znało się na elektronice, a George nie potrafił zarządzać produkcją w ten sposób, by przebiegała ona płynnie. Alan Sugar postanawia ściągnąć do firmy osobę, która ma doświadczenie w zarządzaniu produkcją. Udaje mu się namówić do współpracy Sama Korobucka, który nie tylko znał się na elektronice, ale był kierownikiem produkcji w jednej z firm produkujących odbiorniki TV. Było to bardzo dobre posunięcie ze strony Sugara. Korobuck widząc to, co się działo na prymitywnej linii produkcyjnej, złapał się za głowę i stwierdził, że wszystko przebiega nie tak. Nie tylko sama produkcja jest źle zorganizowana, ale projekt urządzenia wręcz ją utrudnia oraz sprawia… że konstrukcja jest nieefektywna. Korobuck modyfikuje płytkę drukowaną i sprawia, że jest ona łatwiejsza w montażu, a elementy elektroniczne są mniej podatne na zakłócenia.

Mimo poprawy jakości i lepszej organizacji produkcji Amstrad 8000 nadal pozostaje produktem bardzo niszowym. Pojawia się w kilku okolicznych, niewielkich sklepikach sprzedających sprzęt HiFi. Alan Sugar musi znaleźć sposób, by Amstrad 8000 przestał być produktem lokalnym.

Jak podbić "Comet"

Alan Sugar doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że lokalna dystrybucja nie sprawi, że jego firma stanie się potentatem sprzętu HiFi. Podejmuje rozmowy z całkiem sporą siecią handlową „Comet” i proponuje im dystrybucję wzmacniacza Amstrad 8000, obiecując także inne produkty własnej produkcji. Dla ówczesnych miłośników sprzętu HiFi sieć „Comet” była jak dziś Amazon. „Comet” posiada wiele sklepów i punktów dystrybucji zlokalizowanych na terenie całej Anglii. Dodatkowo „Comet” posiadało własne strony z ofertą w większości branżowych czasopism poświęconych sprzętowi HiFi. Spora część sprzedaży odbywało się poprzez zamówienia listowne lub telefoniczne, a „Comet” starał się je zrealizować błyskawicznie, oferując dostawę do domu, punktu odbioru lub do wybranego sklepu swojej sieci. Jednakże jednym z największych atrybutów tej sieci były bardzo atrakcyjne ceny i rabaty dochodzące nawet do 10% jakie „Comet” oferował swoim klientom.

Alan Sugar postanawia skontaktować się z szefem sieci „Comet” - Gerry Masonem i usiłuje go zachęcić do wprowadzenia do oferty „Comet” taniego wzmacniacza Amstrad 8000, argumentując, że będzie to najtańszy wzmacniacz w ofercie „Comet” oferujący parametry wystarczające dla przeciętnego użytkownika sprzętu HiFi.

Sieć „Comet” nie jest jednak zainteresowana kupowaniem produktów firmy „Amstrad” argumentując to faktem, że to nowa marka i ciężko będzie znaleźć nabywców na nowy produkt, nawet w okresie rosnącej popularności sprzętu HiFi. Negocjacje ciągną się w nieskończoność i ostatecznie zostaje zawarty kompromis. Sieć handlowa „Comet” umieści w swojej ofercie wzmacniacz Amstrad 8000, jednak będzie to produkt dostępny tylko na zamówienie. Jeśli okaże się, że Amstrad 8000 będzie zamawiany, wówczas „Comet” zdecyduje się na tradycyjną już dystrybucję produktów Amstrada.

Sytuacja wydawała się patowa, a nawet beznadziejna. Amstrad 8000 miał być nieobecny na półkach sklepowych, ponieważ był nieznany. Miał być sprzedawany tylko wówczas, gdy ktoś o niego zapyta. A kto zapyta o produkt, którego nie zna ?

Alan Sugar miał jednak rozwiązanie także i na ten problem, a rozwiązanie to było iście… genialne. Poprosił rodzinę oraz swoich znajomych, by zaczęli dzwonić do różnych sklepów „Comet” na terenie Anglii i pytali o dostępność wzmacniacza Amstrad 8000, podkreślając, że jeśli dany sklep nie ma Amstrada 8000 na stanie, będą szukać gdzieś indziej. Tylko kilka osób miało zdecydować się na zamówienie wzmacniacza w sklepach „Comet”.

Po tygodniu, do Alana Sugara zadzwonił asystent Gerry Masona z informacją, że sieć chce zamówić siedem wzmacniaczy Amstrad 8000. Alan Sugar wyśmiał zamówienie, stwierdzając, że inne współpracujące z nim sklepy zamawiają o wiele większe ilości Amstrada 8000 i to one mają pierwszeństwo w realizacji zamówienia, a „Amstrad” chwilowo nie będzie realizował zamówień mniejszych niż 100 szt. Po czym odłożył słuchawkę telefonu. Choć telefon dzwonił w ciągu dnia, Alan Sugar postanowił go już nie odbierać. Telefon odebrał dopiero następnego dnia. Tym razem przedstawiciel sieci „Comet” złożył zamówienie na 100 wzmacniaczy Amstrad 8000, które pojawiły się w sklepach w cenie 17 Funtów i 70 pensów.

Choć oferowane wzmacniacze i tunery radiowe nie były najwyższych lotów, ich atrakcyjna cena sprawiła, że cieszyły się sporą popularnością, a marka „Amstrad” przestaje być anonimowa. Ich głównymi nabywcami są nastolatki nieposiadające wystarczająco dużo pieniędzy na zakup produktów bardziej renomowanych firm, a ceniących sobie przystępną cenę, zadowalającą jakość i atrakcyjny wygląd Amstrada 8000.

W 1972 roku przychody ze sprzedaży Amstrada 8000 wyniosły 207,5 tys. Funtów. Począwszy do 1973 roku, sieć „Comet” regularnie zamawiała już produkty firmy Amstrad, a przychody ze sprzedaży Amstrada 8000 wynoszą już 1.3 mln Funtów rocznie.

Sam Alan Sugar po latach nie pozostawia suchej nitki na tym produkcie. Przyznaje, że wykonany z możliwie najtańszych podzespołów nie był ani dobry, ani trwały, choć niektóre egzemplarze działają do dziś. Wspomnienie Amstrada 8000 skwitował krótko w 2010 roku:

To największy śmietnik jaki kiedykolwiek widziałem.

Od autora:

Szczególnie dziękuję tym kilku osobom, które w swoich komentarzach pytały, przypominały i zachęcały do podjęcia serii o firmie Amstrad. Mam nadzieję, że ta pierwsza część was nie zawiedzie.

Wstęp… tak to miał być tylko wstęp, ale spuchł, to tak naprawdę bardzo skrócona wersja czasów, gdy Alan Sugar rozpoczynał swój biznes. W sieci bez trudu znajdziecie informacje o tym, jak sprzedawał gotowane buraczki, pakował klisze fotograficzne i imał się całej masy innych zajęć. Postanowiłem niektóre z owych zajęć pominąć, jako niemające wielkiego wpływu na działalność przyszłej firmy Amstrad. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Gdybym ich nie pominął, wstęp zająłby pewnie kolejne dwie części… I tak zaraz ktoś powie, że tekst za długi. Krócej się już nie dało. 

sprzęt hobby inne

Komentarze

0 nowych
qbaz   12 #1 17.12.2016 13:55

@macminik Ładny "wstęp". Mnie się podobało :)
Dzięki

YogiCK   5 #2 17.12.2016 15:53

Kiedy cykl o historii Acorn Computers? :P

eimi REDAKCJA  17 #3 17.12.2016 17:20

Zrobiłbyś śmiało doktorat z historii przemysłu komputerowego, macminiku. :)
Twoja nieobecność na hotzlotach musi się wreszcie kiedyś skończyć...

  #4 17.12.2016 19:06

Nie znałem wcześniej historii AMSTRAD-ów.
Czytało się elegancko z ciekawością, szkoda że tak krótko ;)
Czekam na dalszy ciąg sagi!

Renton   4 #5 17.12.2016 19:08

Czytało się elegancko, nic za długo.
Bardzo ciekawi mnie dalszy ciąg tej historii, której nigdy nie znałem.
Czekam na następne części sagi ;)

  #6 17.12.2016 19:37

Naprawdę! Dziękuję, nareszcie! Napiszesz historię Amstrada, nareszcie! Wstęp świetny, oby tak dalej! Uczta... Czekam na historię CPC464-664-6128, uwieńczeniem powinno być CPC6128+. Oczywiście nie zapomnij o Amstradach bardziej profesjonalnych, PCW, Joyce itd., które były jedyną budżetowo dostępną alternatywą komputerów biurowych w krajach Europy północnej i wschodniej w tamtych czasach. Ciekawe byłoby porównanie CPC6128 w najwyższej dostępnej specyfikacji z AtariST czy Amigą - w porównywalnych pod względem wykorzystania biurowego specyfikacjach cenowych (to ważne).

Ciekawe byłoby porównanie najtańszych wersji CPC664 z Spectrum +48 czy Spectrum 128K - pod względem oprogramowania, tzn. czy wyższa cena uzasadniała wybór CPC. Czy oprogramowanie "półprofesjonalne", nielicznie dostępne na najlepsze komputery 8-bitowe w tamtym czasie - czyli Atari 130XE i C128D (a może C+4 z dedykowanym ROM'em?) było sprawniejsze od oferty na Amstrada CPC czy też nie? Jak sprawował się CPC w dziedzinie druku tekstów w porównaniu do wymienionej konkurencji 8-bitowej, a potem wczesnej konkurencji 16-bitowej? Jak to się stało, że w dziedzinie oprogramowania rekreacyjnego (gry), CPC6128 raczej słabo konkurując graficznie z Atari XL/XE i C64/128 - nagle w wersji CPC6128+ przeskoczyło je o całą długość, nieledwie doganiając (przynajmniej w niektórych aspektach) w tym zakresie pierwsze produkcje na AtariST i Amiga? Czy powstało na CPC oprogramowanie typu Calamus jak na AtariST? Czy powstała na CPC nakładka systemowa taka jak GEOS dla C64? No i najbardziej frapujące pytanie: dlaczego Alan Sugar nie stworzył odpowiednika SAM Coupe z miksu Spectrum +3 i Amstrada CPC6128+, który chyba miałby duże szanse odnieść sukces (oczywiście jeśliby został wprowadzony do sprzedaży przed '90r.) stając się trzecim, po Atari520ST i Amiga500 komputerem osobistym (jak nazywał je J.Tramiel, cokolwiek to znaczyło...), może nawet bardziej "młodzieżowym" niż one; tym bardziej jeśliby oprogramowanie na taki komputer było kompatybilne z wersjami profesjonalnych biurowych wyrobów Amstrada (sprzężenie zwrotne) ? Kto rozwikła te zagadki?... Macminik !

Pozdrawiam serdecznie!

stasinek   12 #7 17.12.2016 21:46

@eimi: Popieram, im wcześniej tym lepiej, bo później będzie jak z sesją do Playboya.Supiony na rozdawaniu autografów pod książką zapomni o portalu.

Autor edytował komentarz w dniu: 18.12.2016 02:10
macminik   18 #8 17.12.2016 22:28

@eimi: chyba masz racje, że musi sie skończyć kiedyś. Jak wszystko :-)

bachus   23 #9 18.12.2016 00:04

@macminik: jak zwykle wejście w świetnym stylu, czekam na następną część. Mój pierwszy kontakt z komputerami to właśnie CPC 464 - nie pamiętam tego (miałem kilka lat), ale z opowieści już było wiadomo, że komputery to będzie moja droga życiowa ;-)

Shaki81 MODERATOR BLOGA  38 #10 18.12.2016 00:38

Jeśli tak wygląda wstęp to nie wyobrażam sobie głównej części tekstu, choć jak znam Cienie to troch będzie się to ciągło:)

watchmaker   5 #11 18.12.2016 08:52

@eimi: Za trawestowanie książek i przepisywanie internetu nie dostaje się jeszcze żadnych stopni naukowych. Polecam wszystkim zainteresowanym - Amstrad Story, (autorstwa Davida Thomasa) dostępne za darmo na archive.org, z których autor równo tnie :-)

PS Nawet śródtytuły tego wpisu rozdzielają historię jak książka, LOL
A źródeł podanych - zero.

https://ia601705.us.archive.org/6/items/Alan_Sugar_The_Amstrad_Story_1990_Centur...

Meszuge   16 #12 18.12.2016 09:07

Dobra robota! :-)

macminik   18 #13 18.12.2016 10:53

watchmaker: Zarzut przepisywania książki@watchmaker poważny, zwłaszcza książki której nie znałem. Opierając się na śródtytułach, które nie sa takie same można zarzucić każdemu historykowi plagiat, bo dzieli historię Polski na epokę Piastów, Jagiellonów itd.

Podczas pisania opieram się na wielu źródłach, starych gazetach, artykułach w sieci, rozmowach z osobami dysponującymi wiedza o tym co piszę, rozmaitych forach.

Doprawdy nie wyobrażam sobie możliwości pisania na tematy historyczne odcinając się od jakiejkolwiek wiedzy by uniknąć pomówień o jakieś wzorowanie itd. Byłoby ti wymyślanie historii na nowo. Skoro uważasz, że moje założenia sa błędne, z niecierpliwością czekam na Twoje autorskie opracowanie dotyczące Atari, Commodore czy Amstrada..Oczekuje, że sam przeprowadzisz badania, śledztwo dziennikarskie i wszelkie inne zabiegi, które umożliwia Ci napisanie historii na nowo.

A wiec . kiedy możemy sue spodziewać ?

macminik   18 #14 18.12.2016 10:58

@eimi: Wini ja nie chcę mieć doktoratu. Bo... Kiedyś na zajęciach z prawa administracyjnego, pełna aula, wchodzi prowadzący zajęcia, prowadzący którego nikt nie lubi bo wredny jak wściekły pies i bufon pierwsza klasa. Zaczyna przemówienie o swoich wybitnych osiągnięciach i kończy zdaniem, że nie każdy może i musi być doktorem prawa, a niewiele osób będzie tej klasy doktorem jak on. Z głębi auli pada pytanie - a co to za doktor, który nie leczy ? Aula w śmiech, czar prysł.....

stasinek   12 #15 18.12.2016 11:24

@watchmaker: Uważasz że wprawne tłumaczenie oraz pisanie streszczeń 379 stronicowej ksiażki w j. angielskim to praca bez wartości? Nie sądze abyś ją nawet przeczytał - ot wyszukałeś w google i omiotłeś wzrokiem. Nie sądze że miałbyś czas i siły by napisać streszczenie. Wykonałeś zaledwie pierwszy krok. Przyłaczam się do apelu o podanie źródeł, faktycznie to powinna być podstawa by można ocenić. Nie mam złudzeń że mac wchłania książki i czasami żywcem przepisuje rozdziały, ale z dyskredytowanie wartości tego co robi to pojechałeś po bandzie. Za użeranie się z edytorem bloga - należy się krzyż walecznych każdemu, za tak długie teksty order virtuti militari(najwyższe oznaczenie) Zdaje się że stopnie naukowe uzyskują właśnie Ci którym chce się czytać stosy książek i potrafią ich z sensem użyć w swoich pracach

Autor edytował komentarz w dniu: 19.12.2016 10:29
watchmaker   5 #16 18.12.2016 11:33

@macminik: Oczywiście, że nie. Nie widziałem jednak do tej pory żadnego opracowania historycznego bez przypisów i źródeł. Wiadomo, że historii z głowy nie piszesz dlatego tym bardziej źródła są pożądane, chociażby dla tych co chcieliby zgłębić dany temat. Nie znasz tej książki? - To wstyd taki troszkę... To jakby pisać historię Polski i mówić - "Kroniki Galla Anonima, nie znam"!

  #17 18.12.2016 11:42

@watchmaker, napisałęś:
"Za trawestowanie książek i przepisywanie internetu nie dostaje się jeszcze żadnych stopni naukowych."

Weź przestań mącić!
Ten artykuł, nie jest napisany na zaliczenie jakiejś pracy dyplomowej czy doktoratu. To tylko opracowanie autora, który może opierać się na wszystkim co uzna za wartościową informację.

@macminik:
Jeżeli nie znasz opracowania, które podał @watchmaker, to ja wręcz domagam się abyś się z tą książką zapoznał i w następnych częściach skorzystał z zawartych tam informacji.

Pozdrawiam

watchmaker   5 #18 18.12.2016 11:46

@stasinek: Po sobie oceniasz? Nie mierz innych swoją miarą. Akurat tę książkę przeczytałem kilka miesięcy temu jako użytkownik m.in. CPC-464, wręcz musiałem, choć to "stara" pozycja. Mam ją dość świeżo, stąd kiedy zobaczyłem ten wpis, ten tego, sam rozumiesz. Struktura wpisu to do tej pory 95% książki, wpis kończy się na 4. rozdziale ("The truck driver and his wife"), nawet segmenty tego wpisu odcinają historię jak książka... Polecam jednak książkę przeczytać, autor omija wiele smaczków skupiając się jedynie na AMS Trading. I nikogo nie dyskredytuję. Domagam się jedynie uczciwości. PS Tłumaczenie książek i opracowania, jakkolwiek trudną pracą by nie było, wymaga zgody wydawnictwa danej pozycji.

  #19 18.12.2016 12:14

"Steve Jobs zadzwonił do Davida Packarda, by dostać części elektroniczne za darmo" - autor ma chyba max. 17-20 lat, aby wierzyc w te bzdury. Za darmo nie dostaje sie NICZEGO. NI-CZE-GO. Apple startowalo z grubym zapleczem finansowym, a nie w garazu jak to sie podaje ku radosci publiki (aka "amerykanski sen"). Radze zainteresowac sie tematem, a nie powtarzac te medialne idiotyzmy.

macminik   18 #20 18.12.2016 12:56

@watchmaker: Ok. o książce nie wiedziałem ale skoro uważasz, że moja praca to swoisty plagiat i czujesz się świetnie w tym temacie... Ponawiam pytanie. Kiedy możemy spodziewać się Twojego autorskiego opracowania ? oczywiście, zupełnie innego niż wszystko co dotychczas powstało.

fffatman   9 #21 18.12.2016 13:42

No tak, Trzmielom i Cukiermanom zawsze...

watchmaker   5 #22 18.12.2016 14:23

@macminik: ja wiem, że tutaj istnieje swoiste kółeczko wzajemnej adoracji i lubicie sobie jeść z dziobków i głaskać się po piórkach a jakakolwiek krytyka jest jak strzał w buzię okutym butem... ale troszeczkę dystansu. Czy zarzuciłem Ci gdzieś "plagiat"? Czy można plagiatować historię w ogóle (można ją napisać na nowo, ale to inna inszość)? I nie, nie zamierzam drążyć tego tematu na milimetr, więc zluzuj. Nie jestem ekspertem w powyższym temacie, ani być może w żadnym innym. Ot po prostu się złożyło, że trafiłem tutaj przez przypadek i przez przypadek akurat piszesz tak jak książka (w sensie prowadzenia narracji i całej historii - każdy może to sprawdzić czytając jakieś 50-60 stron z przywołanej książki), której nie znasz, a którą relatywnie niedawno przeczytałem. Nie wykazujesz przy tym żadnych źródeł, czyli po prostu z głowy... co jest raczej nie możliwe. Naprawdę to żadna ujma dochować profesjonalizmu do końca i zapodać źródła. Jest to o tyle ciekawe, że tzw >>resaerch<< musiałeś zrobić dogłębny i na pewno poczytałbym sobie w wolnej chwili coś ekstra. Druga ciekawostka jest taka, że nigdzie - nawet nie echem - się ta książka nie odbiła?

chrobry   5 #23 18.12.2016 15:35

Czytało się świetnie, niemal tak dobrze jak słuchało opowieści o tajemnicach II Wojny Światowej w wydaniu Bogusława Wołoszańskiego :)

Rorque_plc   8 #24 18.12.2016 17:46

+1

  #25 18.12.2016 18:03

Dlaczego nikt nie dodał ze Amstrad długo produkował analogowe zestawy satelitarne dla naszej CYFRY+ w latach 1995-2000

pdbq   8 #26 18.12.2016 19:01

dajesz, dajesz! :)

Szeryfuniu   11 #27 18.12.2016 19:13

Od deski do deski... Kiedy druga część? No i jak pisze @eimi zrób doktorat :)

Autor edytował komentarz w dniu: 18.12.2016 19:13
  #28 18.12.2016 19:59

@stasinek: Racja co innego bezmyślne przekopiowane a co innego opisanie sytuacj sięgając do źródeł . Na tym to polega . Nie rozumie tych narzekań .

  #29 18.12.2016 22:52

@watchmaker: sam przepisuj i bedziesz blogerem przez duze B

pdbq   8 #30 18.12.2016 22:54

@eimi: lepiej niech mu "kierownik cyrku" zaproponuje etat, bo gdyby nie takie artykuły, to nie byłoby w ogóle po co zaglądać na DP.

macminik   18 #31 19.12.2016 06:11

@Anonim (niezalogowany): autor ma tyle lat, że ogarnia temat. Możesz podać informacje potwierdzające fakt, źe to bzdury, czy tylko zacięła takim hasełkiem by zabłysnąć ? Bo generalnie to ogólnik w stylu, wszyscy kłamią było inaczej. A jak ? Nie powiem...

mly   8 #32 19.12.2016 08:53

Bardzo dobry wpis. Super artykuł czekam na następne i pozdrawiam kolegę.

mly   8 #33 19.12.2016 08:59

I zapomniałem czy ktoś miał taki wzmacniacz Amstrada z tamtych czasów.
Ja miałem wieże Unitry i była super kolumny 80-tki w połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku robiły za multimedia na miarę tamtych czasów.

macminik   18 #34 19.12.2016 09:21

@mly: wydaje mi się, choć nie jestem na pewien, że z jakimś następnym wzmacniaczem tej firmy miałem do czynienienia. Był większy i miał więcej pokręteł. Ale wówczas nie bardzo interesowałem się tego typu urządzeniami wiec nawet nie kojarzę modelu.

lukwiat   1 #35 19.12.2016 15:19

watchmaker: To jest blog, a nie książka - nie musi być przypisów, źródeł, itp. Po prostu czepiasz się Macminika - niektórzy mają taką naturę. Macminik wykonuje masę dobrej roboty przedstawiając historię komputerów zwięźle i ciekawie. Ja czekam na więcej historii.

watchmaker   5 #36 19.12.2016 21:26

@Dodo19 (niezalogowany): Zabawne. Akurat myślę dokładnie odwrotnie.

watchmaker   5 #37 19.12.2016 23:20

@lukwiat: Zamiast bezsensownie szczekać wysil się i przeczytaj książkę którą zalinkowałem, gwarantuję Ci czar wpisu macminika pryśnie jak bańka mydlana (o ile _interesuje_ Cię _ten_ temat). A co do samego opracowania - owszem to jest blog, jednak życzyłbym sobie podawania źródeł, choćby cytatów bo skąd wiem, że autor sobie ich nie zmyślił? Skąd je wziął? Czy nie zwalił tłumaczenia? Ktoś zadał sobie te pytania? Ja zadałem i tak oto mała próbka (wyszedłem od cytatów):

"Po tygodniu, do Alana Sugara zadzwonił asystent Gerry Masona z informacją, że sieć chce zamówić siedem wzmacniaczy Amstrad 8000. Alan Sugar wyśmiał zamówienie, stwierdzając, że inne współpracujące z nim sklepy zamawiają o wiele większe ilości Amstrada 8000 i to one mają pierwszeństwo w realizacji zamówienia, a „Amstrad” chwilowo nie będzie realizował zamówień mniejszych niż 100 szt. Po czym odłożył słuchawkę telefonu. Choć telefon dzwonił w ciągu dnia, Alan Sugar postanowił go już nie odbierać. Telefon odebrał dopiero następnego dnia. Tym razem przedstawiciel sieci „Comet” złożył zamówienie na 100 wzmacniaczy Amstrad 8000, (...)"

I received a phone call from Gerry Mason’s assistant, who wanted to order six amplifiers to fulfil her mail-order requirements. Now came the big gamble. “Six?” I said to the lady. “Are you joking or what? We are a manufacturer – we don’t mess about with six. You’re supposed to be Comet – the big discount warehouse company. We cannot ship you anything less than a hundred pieces.” “I’ll get back to you,” she said. Half an hour later, she did get back to me. “Right,” she said. “We’ll take a hundred pieces.”
(Źródło: http://www.express.co.uk/expressyourself/203606/Alan-Sugar-How-I-got-rich, fragment ten znajduje się w *oficjalnej autobiografii* "WYSIWYG" - nie czytałem, można sprawdzić na books.google, żeby nie było w książce którą czytałem (str 53) jest ta historia jest z jeszcze innymi szczegółami - zamówień było 7, Comet chciał wziąć 10, ubili targu parę chwil później)

To 7 czy 6 a może 10? To był asystent czy asystentka, oddzwoniła pół godziny czy półtorej dnia później? I ta gierka dla Cometa - było grzecznie czy niegrzecznie? Jak bardzo macminik koloryzuje? Tak naprawdę to pierdoły bo summa summarum wyjście jest to samo ale jednak nieścisłości są, a to tylko 4 zdania na krzyż. I dlatego chciałbym źródła. I nie po to by wytykać ale by doczytać (no chyba, że autor walnąłby jakaś mega gafę, ale co w tym złego? Pomylić się może każdy, zwłaszcza amator). I nie - nie mam zamiaru lustrować niczego i nikogo, za cienki w uszach jestem, poza tym mam lepsze sposoby spędzania czasu. Chcesz się bić dalej?

I jeszcze taka refleksja mnie naszła: Piejecie z zachwytu nad tym wpisem bo sami jesteście za leniwi by poszukać książki czy czegokolwiek na interesujący Was temat. Typowe ofiary polskiej szkoły, czekają aż ktoś da, pokaże i przyniesie. Przełączyć na TVN czy TVP? Smuteczek. Sam wpis uważam za dobry, bo jest dobry i smaczny i nigdzie nie napisałem inaczej i niczego się nie czepiam - poprosiłem jedynie o źródła (może niezbyt ładnie ale ich podanie to chyba żaden problem, nawet jeśli to papierowe czasopisma), wyraziłem zdziwienie, że autor nie zna książki choć to pozycja typu must-read w temacie, i nie jedyna jak się okazało.

  #38 23.12.2016 10:12

Bardzo zajmująca historia. Kiedy ciąg dalszy??

  #39 28.12.2016 12:27

@macminik: Dlaczego tak się tu "pieklisz"? Przyłóż się do pracy bo literówki czy dziwne konstrukcje zdań już ci się zdarzały (i in. rzeczy). Jak pamiętam czymś to tłumaczyłeś, ale chyba nie piszesz tekstów na akord, tylko dla przyjemności, więc może wygospodaruj czas na spokojne przeczytanie przed publikacją.

Niejaki "watchmaker" napisał tylko prawdę o brakach i praktykach portalu.

Jakby szukać dziury w całym, a nie jak on błędów dotyczących tematu sprawy, to np. skąd wytrzasnąłeś te rewelacje o dinozaurach (vide: ewolucja, ptaki, krzywa wymierania gatunków etc.) - widzisz różnicę?

  #40 28.12.2016 12:29

@watchmaker: BRAWO za postawę. Jak napisałem autorowi (co pewnie znowu nie ukarze się, tak jak kiedyś, bo nie mam konta u nich, chyba, że nastała odwilż):
"Niejaki "watchmaker" napisał tylko prawdę o brakach i praktykach portalu."

  #41 28.12.2016 12:57

@Anonim (niezalogowany): Jakie proste pytanie - jak poprawi błędy :-D (mam nadzieję, że i tu)

macminik   18 #42 28.12.2016 13:59

@Rewolucja7 (niezalogowany): "Jakby szukać dziury w całym, a nie jak on błędów dotyczących tematu sprawy, to np. skąd wytrzasnąłeś te rewelacje o dinozaurach (vide: ewolucja, ptaki, krzywa wymierania gatunków etc.) - widzisz różnicę?"

A tak ogólnie, to o co Ci chodzi w tym akapicie ?

  #43 28.12.2016 14:19

@macminik: "A tak ogólnie, to o co Ci chodzi w tym akapicie ?"
O co? O to, że co prawda nikt nie wymaga od ciebie wiedzy z dziedziny biologii czy paleontologii w artykule z dziedziny informatyki, to powielasz we wstępie "zabawny" błąd i nikt ci go nie wytyka, bo nie jest on, aż tak istotny dla meritum sprawy jak inne przytoczone w komentarzach, a mimo to zamiast eliminować błędy z "informatycznego podwórka" w swoich publikacjach, powielasz je i irytujesz za zwrócenie uwagi.

Prościej? Błąd z innej dziedziny nie jest aż tak istotny, jak z własnej o której się wypowiadamy.

A jeśli to dosłowne pytanie (o zgrozo) - użyj Google lub Discovery, bo nie streszczę ci nie twojej dziedziny wiedzy w miejscu na komentarz (zwłaszcza, że to portal informatyczny, a temat jest facynujący).

P.S.
Po co ci przy "?" ta spacja???
:-)

  #44 28.12.2016 14:22

@macminik: "A tak ogólnie, to o co Ci chodzi w tym akapicie ?"
O co? O to, że co prawda nikt nie wymaga od ciebie wiedzy z dziedziny biologii czy paleontologii w artykule z dziedziny informatyki, to powielasz we wstępie "zabawny" błąd i nikt ci go nie wytyka, bo nie jest on, aż tak istotny dla meritum sprawy jak inne przytoczone w komentarzach, a mimo to zamiast eliminować błędy z "informatycznego podwórka" w swoich publikacjach, powielasz je i irytujesz za zwrócenie uwagi.

Prościej? Błąd z innej dziedziny nie jest aż tak istotny, jak z własnej o której się wypowiadamy.

A jeśli to dosłowne pytanie (o zgrozo) - użyj Google lub Discovery, bo nie streszczę ci nie twojej dziedziny wiedzy w miejscu na komentarz (zwłaszcza, że to portal informatyczny, a temat jest facynujący).

P.S.
Po co ci przy "?" ta spacja???
:-)

(TYLKO uzupełnione o podpis)

  #45 28.12.2016 20:42

Do Watchmaker i Rewolucja7
To nie sejm. Pogięło was? Czego ucztę psujecie?
Fajny art dał Macminik i nie pierwszy zresztą.
To blog! Nie praca naukowa. Tylko dzięki Jego artom warto tu zaglądać.
Te teksty dały mi wiedzę której nie miałem.
Nie mam zamiaru siedzieć 10h i przekopywać netu.
Jak większość, mam żonę i dzieci i pracę na dwa etaty.
To naprawdę odpoczynek jak sobie po tym Macminika poczytam.
Czego mu palanty podcinacie skrzydła?
Chciałem napisać że jesteście poje... ale moderator pewnie wywali,
więc piszę skromnie: odpieprzcie się do licha! Pojdźcież gdzieś indziej.

Macminik, czekamy wszyscy na II i kolejne części!
Psy szczekają, karawana jedzie dalej. Publikuj, pisiarnię olej.

PS. Ja pisałem w życiu prace naukowe i rozróżniam czym się różni praca naukowa od bloga. A czy Watchmaker i Rewolucja7 odróżniają, czy wiedzą, czym się różni wróbelek?

  #46 30.12.2016 07:02

@Anonim (niezalogowany): :-):-):-):-):-):-):-):-):'-):'-):'-):'-):'-):'-):'-) ale wiesz, że "de gustibus non est disputandum" i w szkole uczą czytania ze zrozumieniem? Ponieważ nie kopie się leżącego i współczuję ci, dlatego podrzucam pomocne linki, np.: https://www.cke.edu.pl/images/stories/EFS/czytanie.pdf, https://pl.wikipedia.org/wiki/Konstruktywna_krytyka.

Odpowiedziałem ci tylko i wyłącznie przez grzeczność, gdyż poziom Twojej wypowiedzi wskazuje na to, że masz z nią spory problem. Życzę Ci więc z Nowym 2017 Rokiem udanej resocjalizacji (https://pl.wikipedia.org/wiki/Resocjalizacja).
:-)

P.S.
Mam nadzieję, że powyższe linki oszczędzą ci te 10h na rzecz kolejnej "pracy naukowej". :-)

fras   8 #47 02.01.2017 01:41

Nudne to, ale nie z winy autora. Po prostu początki tego biznesu są z mojego punktu widzenia mało interesujące. Historia Atari od początku była krzemowa, a tu zbieranie butelek, podróbki coli i szmelc elektroniczny. Nigdzie też nie widać geniuszu biznesowego.

  #48 02.01.2017 18:41

@Rewolucja7 (niezalogowany): Cytuję za C.K. Dezerterzy: "W słowniku ludzi kulturalnych nie ma słów wystarczająco obelżywych aby wrazić to co panu myślę". Cytowałem z pamięci, za niedokładność przepraszam.

Mnie się bardzo podobał ten artykuł, odprężający, fajny. Każda historia jest inna, każda ciekawa - tutaj w wersji "od pucybuta do milionera", może nawet ciekawsze niż chwilowy przebłysk geniuszu. Jeszcze raz podkreślam, i już ostatni, że luźny blog to zupełnie coś innego niż rozprawa naukowa. Mam nadzieję że Macminik dokończy opowieść o Amstradzie...

  #49 23.01.2017 17:06

Kiedy druga część? :))))

macminik   18 #50 24.01.2017 10:51

@dvl (niezalogowany): Chyba nigdy. Odechciało mi się zupełnie. Nie chce mi się udowadniać później, że nie jestem wielbłądem, a patrząc na powyższe komentarze, jest tu parę osób, które taką serię o Amstradzie stworzą, z przypisami, wymienioną obsadą itd.

Niestety, dla mnie pisanie to przyjemność a jak przestaje być przyjemnością to staje się koniecznością. W tym wypadku, koniecznością do której zmuszać się nie muszę, poświęcając swój czas na inne przyjemności.

  #51 27.01.2017 18:41

@macminik: Z powodu jakiegoś Rewolucja7 porzucasz ten fajny temat?
Daj spokój, Watchmaker i Rewolucja7 pewnie już zapomnieli o tym,
pisz dalej!
To było FAJNE! Dlaczego mamy w kółko czytać o "geniuszach", których sukces w dużym stopniu był zbiegiem korzystnych okoliczności?
Czy nie są ciekawe inne drogi rozwoju? Nawet bardziej ciekawe.

Tak to już jest, że wielu zadowolonych nie pisze, bo są właśnie zadowoleni,
pisze kilku malkontentów i dlatego świat wygląda tak jak wygląda...

Do dzieła! Jednak mam nadzieję że napiszesz z tą samą lekkością
kolejne części historii Amstrada...

  #52 28.01.2017 18:12

@macminik:
Mam nadzieję, ze jednak się nie rozmyślisz.Twój Cykl o Atari był kapitalny - mówię to jako dawny posiadacz Atari:) . Spectrum też pochłonąłem...byłoby szkoda:(. Liczę, że jednak odnajdziesz chęci - mimo krytykantów wydaje mi się, że są w mniejszości a zdecydowana większość chciałaby abyś to kontynuował.
Pozdrawiam serdecznie!!!

  #53 06.02.2017 08:31

Jak widzę prawie nikt nie zrozumiał czego dotyczyła polemika z autorem (chyba łącznie z nim, vide: wypowiedzi pod artkami). Ludzie ogarnijcie się:
"Prawdziwa cnota krytyk się nie boi" (Ignacy Krasicki, jak ktoś nie kojarzy)

P.S.
Nie zamierzam wdawać się w dysputy z "kółeczkiem wzajemnej adoracji" na temat ilość przed jakością.

  #54 16.02.2017 16:36

Zdaje się, że oprócz dziwnego Rewolucja7 nikt nie widzi problemu.
Macminik, przekonaj go, napisz następne, ciekawe części artykułu!
Nikt nie zrobi tego lepiej od Ciebie.
Pozdrawiam!

  #55 03.03.2017 11:47

@Rewolucja7 (niezalogowany): Chyba nie sądzisz, że przeskoczą siebie - na więcej ich nie stać i tyle, nie wchodzi. Szkoda, bo zaczynałem lubić tego macimnika...

  #56 03.03.2017 11:50

@Anonim (niezalogowany): Nikt? Lepiej? A temu co dolega - kompleks wyroczni? To dopiero dziwny fanboy.