Fetysz dla audiofila

Audiofil to osoba szczególnie zainteresowana najwyższą jakością dźwięku, zajmująca się kolekcjonowanie, ulepszaniem i modernizacją sprzętu audio tak, by odtwarzany dźwięk osiągnął absolutnie najwyższą jakość, której… nikt nie zdefiniował.

Poniższy tekst nie ma na celu naśmiewania się z definicyjnych audiofili, w końcu to ludzie z pasją. Jedni zbierają stare Macintoshe i potrafią je w kółko czyścić, konserwować tylko po to, by się na nie gapić albo uruchomić coś, co z dzisiejszego punktu widzenia, nie ma zastosowania praktycznego. Audiofile starają się przekonać, że można sprawić, by dźwięk był lepszy, czystszy i bardziej perfekcyjny. Nie słyszysz różnicy ? Trudno.

Zaczęło się od słuchawek - wygrzewanie

Zupełnie przypadkiem w kręgu mich znajomych rozpoczęła się dyskusja na temat sprzętu audio. Zaczęło się jak zwykle niewinnie. Od słuchawek do codziennego słuchania. Potem poszło „level up” i zaczęły się dyskusje nad wygrzewaniem słuchawek zaraz po ich zakupie. Jeden z członków szanownego i wesołego grona, mający zadatki na audiofila, zaczął przekonywać całą resztę, że proces wygrzewania słuchawek jest słuszny i jak najbardziej prawidłowy, a następnie zawędrowaliśmy w dyskusji tam, gdzie przeciętny miłośnik muzyki ze smartfona i słuchawek do 500 zł lepiej nie powinien zaglądać, a jeśli już musi, to lepiej by skonsultował to z lekarzem lub farmaceutą.

Krótko mówiąc, proces "wygrzewania" słuchawek polega na ciągłym odtwarzaniu różnego rodzaju dźwięków tylko po to, by doprowadzić do mikropęknięć w elementach sprężystych i sprawić, by uzyskały optymalną sprężystość, co ma mieć wymierny wpływ na to, jakie wrażenia będziemy mieć w czasie słuchania muzyki. Obrazowo mówiąc, to coś jak docieranie silnika w nowym aucie. Ktoś lekko zdezorientowany rzucił:

- Przecież silniki w autach już są dotarte ! Ktoś inny - słuchawki podobno też…

Podobno są „wygrzewane” w fabryce, ale nie wszystkie marki i nawet nie wszystkie modele. Poza tym to fabryczne wygrzewanie się nie liczy, bo można „wygrzać” słuchawki, ba, najlepiej „wygrzać” je pod kątem muzyki, jaką lubimy.

Rozwiązaniem jest tu włączenie naszej ulubionej muzyki na kilkanaście godzin ciągłego odtwarzania, głośno, ale nie na full. Po kilkunastu godzinach powinno już się słyszeć różnicę.

A to trzeba ciągle ? Czy podczas normalnego słuchania po zakupie się nie „wygrzeją” ? Podobno nie, bo to inne naprężenia, inny czas i ogólnie to nie wygrzewanie, a słuchanie więc się nie liczy.

- A co gdy ktoś słucha różnej muzyki ? - spytała rzeczowo pewna niewiasta. - No bo jak słuchasz np. Rocka, to puszczasz Rocka na „wygrzewaniu”, ale jak słuchasz Rocka, POP, Dance, muzykę klasyczną i na dodatek Disco Polo ?

Słyszymy różowy szum i frezujemy płytę CD

Można słuchawki „wygrzać” specjalnym szumem, tzw. "różowym szumem", który sprawia, by słuchawki pracowały w całym zakresie. Gdzie zdobyć „różowy szum” ? - No jest na YouTube ! - oznajmił ktoś, pociągając solidny łyk piwa IPA. Nic z tego. Ten na YouTube jest zniekształcony, bo wiadomo, kompresja, przesyłanie przez internet, dekompresja. Kiepsko. Można kupić np. płytę CD z „różowym szumem”.

Oczywiście, płyta CD wydaje się dobrym rozwiązaniem. Wiadomo, cyfrowy zapis puszczony na dobrym sprzęcie powinien dać dobre efekty. Okazało się jednak, że płyta CD nie jest równa innej płycie CD. Nie chodzi tu o trwałość czy podatność na zarysowania. W końcu nie będziemy słuchać „różowego szumu” jak „Despacito”. Chodzi o wykonanie. Za pomocą specjalnych urządzeń można sprawić, że płyta jest tak wyfrezowana, aby głowica lasera idealnie trafiała i odczytała „0” lub „1” na nośniku. Zresztą sama płyta to nie wszystko. Ważny jest sprzęt.

Poprawiamy prąd i pakujemy go do urny i mydelniczki

Sprzęt może być ten z najwyższej półki, ale i on nie jest idealny. Można poprawić jego parametry lub sprawić, aby nie tracił swoich parametrów na skutek niedoskonałości. Właściwa temperatura ? Wilgotność powietrza ? Owszem, to jest ważne, ale są inne elementy, na które nie zwracamy uwagi. Jakie ? No choćby prąd dostarczany do urządzenia. Ten zwykły nie jest idealny, ma rozmaite skoki napięcia. Minimalne, ale jednak mają wpływ na to, co się dalej dzieje. Warto więc prąd filtrować, zanim dotrze do sprzętu audio.

Można użyć też urządzenia, będącego kondycjonerem sieciowy. Oczyszcza on i kształtuje prąd dostarczany do sprzętu audio, nie zmieniając jego charakterystyki. To dobre, ale dość drogie urządzenia.

Zapadła krępująca cisza i większość rozmówców smutno spoglądało w swoje kufle. Niektórzy dyskretnie się wycofali, jedni „za potrzebą” inni po nowe kufle. Nasz audiofil cierpliwie wyczekał, aż wszyscy wrócą i kontynuował.

To, co w sprzęcie też jest ważne. Wiadomo, idealne są lampy, ale nie każdy może mieć taki sprzęt audio. Można jednak sprawić, by nawet przeciętny sprzęt audio grał o wiele lepiej. Wzbudziło to pewne zainteresowanie. W końcu coś z tego rozumiemy.

- Na przykład ? - rzucił kolega, pociągając kolejny łyk jakiegoś dziwnego IPA - który nie był dobry, bo się skrzywił i z wyrzutem spojrzał na kufel.

No chociażby przez separację trafo ! - odparł niezrażony zadatek na audiofila. Chodzi o eliminację przydźwięku sieciowego, spowodowanego pętlą mas w systemie audio.

Większość z nas miała oczy, jakbyśmy zobaczyli „szaraka” z UFO. Czego ? Zadatek na audiofila machnął ręką wymownie i pociągnął spory łyk tradycyjnego, kuflowego piwa. No chodzi o to, by masa nie zakłócała pracy innych elementów elektronicznych. Używa się do tego celu np. separatorów ze szlachetnych metali, jak choćby ze srebra, a w połączeniu z właściwą obudową daje to naprawdę dobry efekt.

- Jaką obudową ? - zapytałem, chyba z nudów.

- No są, ze specjalnych tworzyw sztucznych albo z drewna i granitu.

- Aaa… - westchnąłem - czyli coś jak mydelniczka albo urna ?

- Tak, mydelniczka za jakieś 4 tys. złotych albo urna granitowa za 20 tys. Wolałem nie kontynuować tematu.

Maść na szczury.... tfu na tranzystory

Na wstępnie o szczurach.

Maść na szczury, maść na szczuty - krzyczał sprzedawca - Maść która zabija każdego szczura, dużego, małego, dzielnego i tchórzliwego, głupiego i mądrego. - Panie jak działa ta maść ? - Łapiesz pan szczura, smarujesz mu maścią brzuszek i najdalej po trzech dniach szczur nie żyje !!

- Warto też pomyśleć o paście do tranzystorów — rzucił niezrażony zadatek na audiofila.

- No nie przesadzaj - obruszył się nasz dyżurny konserwator układów chłodzenia w komputerach - tranzystory w audio aż tak się nie grzeją !

Nie chodzi o grzanie - westchnął ponownie zadatek na audiofila. Jest maść Tubeolator, która sprawia, że jak nią posmarujesz tranzystor to brzmią one jak klasyczne lampy. Trzeba posmarować odpowiednią warstwą tranzystory i zostawić na około 10 do 20 dni. Po tym okresie brzmienie będzie o wiele lepsze. - Bzdura - westchnął ktoś, ale zadatek na audiofila kontynuował. W skład tej maści wchodzi węgiel - 76%, tlen - 23%, siarka - 0,2%, sód - 0,2% i silikon i chlor. Cała ta mieszanka oblepia obudowę tranzystora i… pochłania niewłaściwe mikro drgania.

Czas na fizykę kwantową i wracamy na ziemię

Można dorzucić jeszcze oczyszczacz kwantowy. - Ten z Powrotu do przyszłości ? - zapytał ktoś, ale jego głos świadczył o tym, że IPA zaczęła już wygrzewać pętle zwojowe pomiędzy jego uszami.

- Nie… - westchnął zadatek na audiofila. Chodzi o specjalne układy zrobione ze spieków wyselekcjonowanych metali szlachetnych, które przyspieszają prąd i redukują nieprawidłowości cyfrowego brzmienia. - Ale jak ? - dopytywaliśmy.

Każdy dźwięk to prąd, a prąd to elektrony płynące w przewodach. Elektrony oddziałują też na materiały, z jakich wykonane są przewody oraz obwody w sprzęcie. Wówczas powstają zakłócenia na poziomie kwantowym i mogą doprowadzić do obniżenia jakości dźwięku. Są specjalne oczyszczacze, które te zakłócenia kwantowe wyłapują i rozpraszają lub absorbują. Są też Puryfikatory, które na poziomie kwantowym wpływają na elektrony i regulują ich przepływ w ten sposób, by nie oddziaływały one na inne elementy.

Są jeszcze kwantowe wzmacniacze sygnału, które umieszcza się pod kablami, głośnikami albo w okolicy najważniejszych układów. One także regulują przepływ elektronów, a ponadto sprawiają, że cząsteczki powietrza ułatwiają rozchodzenie się dźwięku — to te przy głośnikach.

- Technologia kosmiczna - westchnąłem.

- No tak — podjął temat zadatek na audiofila - to specjalna płyta ze specjalnego akrylu, ze specjalnym filcem. Na płytce jest warstwa żywicy epoksydowej, zawierającej zatopione, specjalnie dobrane kryształy.

Wszyscy co do jednego zaniemówili. Nasz zadatek się roześmiał i wyciągnął słuchawki AirPods, twierdząc - niewygrzewane.

Westchnęliśmy z ulgą. Gość jest z naszej planety !!!

Wszystkie wspomniane produkty, to nie wymysł naszego zadatku na audiofila, ale prawdziwa oferta dla miłośników dźwięku.

  • Płyta z „różowym szumem” - od 50 do 150 zł.
  • Frezarka do płyt CD - 650 USD
  • Kondycjoner sieciowy - 4999 zł
  • Trafo sieciowe separacyjne pd 4600 zł do 20700 zł (wersja srebro, granit drewno).
  • Tubeolator, czyli maść do tranzystorów - 59 Euro
  • Oczyszczacz kwantowy - 565 zł
  • Kwantowy wzmacniacz sygnału - 4999 zł