Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Słuchawki UNITRA SN-30 – współczesne retro

Muzyka, zwłaszcza ta przenośna towarzyszy mi już od naprawdę wielu lat. Będąc uczniem liceum, przez niemal pełne cztery lata poruszałem się z nieodłącznym odtwarzaczem kasetowym (przerobiłem ich chyba kilka) i oczywiście słuchawkami. Owe słuchawki z czasem stały się nieodłącznym elementem mojego ubioru i jak wspominają rodzice moich znajomych, częściej pamiętają mnie jako "chłopaka ze słuchawkami" niż z imienia.

Jak wynika z powyższego wstępu, słuchawki to naprawdę ważny element mojej codzienności (nie wyobrażam sobie udanego spaceru z psem bez muzyczki), a co za tym idzie, ich kupno to dla mnie najczęściej spory problem. Z jednej strony pragnę jak najlepszej jakości, atrakcyjnego wyglądu i najważniejsze, dobrego odtwarzania. Niemal trzy lata temu dosyć dużo czasu spędziłem na poszukiwaniu idealnych dla mnie słuchawek i wówczas mój wybór padł na słuchawki AKG K404.

AKG K404 to słuchawki nauszne - półotwarte (niektórzy twierdzą że zamknięte) co sprawia, że do słuchacza nie docierają w nadmiarze dźwięki z zewnątrz, ale też okolica nie jest atakowana muzyką jaką słuchamy. AKG miały ciekawą konstrukcję, umożliwiającą ich częściowe składanie i regulujący się pałąk, który dopasowywał słuchawki do głowy właściciela i dbał by nauszniki szczelnie przylegały do uszu słuchacza. AKG nie są pozbawione wad. Ich kabel - dwużyłowy - ma skłonności do plątania się, a w czasie mrozów staje się nieprzyjemnie sztywny i podatny na uszkodzenia mechaniczne. Wtyczka słuchawek pękła po dwóch miesiącach użytkowania i dopiero wymiana jej na jakąś bardziej porządną zapewniła trwałość tego elementu na dłużej. Metalowy pałąk miał skłonności do szarpania i czasem wyrywania włosów, a dobrze dociśnięte nauszniki sprawiały, że latem co jakiś czas trzeba uszom dać odpocząć, chyba że ktoś pragnie mieć uszka gotowane. Pomimo tych wad, w sumie mało istotnych, słuchawki te były jak dla mnie wyznacznikiem jakości. Nieźle radziły sobie z odtwarzaną muzyką każdego rodzaju i miały nieco (minimalnie) podniesione basy, a ja lubię delikatny nadmiar zbyt niskich dźwięków. Być może nieco gorzej radziły sobie w zakresie dźwięków wysokich, gdzie ich nadmiar czasami potrafił się spłaszczać. Obrazowo mówiąc, słuchając wyczynów perkusyjnych pana Dave'a Lombardo (perkusista Slayera) fajnie słychać było bębny, "stopki" ale talerze chwilami się zlewały. AKG K404 może nie są idealne, jednak dla mnie stanowią wyznacznik jakości poniżej którego nie mam zamiaru schodzić. Problem w tym, że na kilka dni pożyczył je mój syn i wróciły do mnie w formie układanki bez możliwości ponownego złożenia, a ja stanąłem przed smutnym dylematem szukania następnych.

r   e   k   l   a   m   a

W pierwszej chwili postanowiłem kupić kolejny egzemplarz AKG K404, jednak model ten jakiś czas temu został wycofany z produkcji. Po dłuższym poszukiwaniu znalazłem kilka sklepów wysyłkowych, które jeszcze miały ostatnie egzemplarze w całkiem przyzwoitej cenie 98 zł + wysyłka. Skoro jednak miałem kupować słuchawki pomyślałem, że może warto sprawdzić także inne propozycje w cenie do 150 zł.

Przez chwilę poważnie zastanawiałem się nad słuchawkami KOSS Porta Pro - konstrukcja z połowy lat osiemdziesiątych była trochę w stylu retro, jednak to słuchawki otwarte co zaważyło o rezygnacji z tej opcji. Polecane AKG K420 okazały się produktem jeszcze mniej dostępnym niż AKG K404 i tak ślęcząc nad opiniami przypomniałem sobie o hucznym powrocie naszej rodzimej firmy - UNITRA.

Mianem UNITRA nazywano zrzeszenie producentów sprzętu elektronicznego jakie mogło się znaleźć w polskich domach w latach 1961-1989. W skład UNTRY (Zrzeszenia Przedsiębiorstw Przemysłu Elektronicznego) wchodziło 44 firmy wśród których były tak znane Radmor, Diora, Tonsil czy Fonica. Jakiś czas temu prawa do nazwy UNITRA zakupiła firma K-Consult i postanowiła on wrócić na rynek domowej elektroniki oferując uchwyty montażowe do telewizorów, wzmacniacz lampowy Edward za skromne 8900 zł oraz całą gamą słuchawek.

Oferta słuchawek Unitry obejmuje zarówno słuchawki douszne jak i słuchawki nauszne, a wśród nich kultowy model czerwonych SN-50.

Słuchawki douszne nie zbierają najlepszych opinii u recenzentów, krytykowane są za mocno przeciętne właściwości dźwiękowe. Ja skupiłem się na słuchawkach nausznych.

Długo zastanawiałem się nad kultowym SN-50, ale ostatecznie zrezygnowałem z nich jako zbyt retro (choć już zaklepałem sobie oryginalne SN-50 u wujka i obiecuję opis). Model średni, czyli SN-40 wyglądał jak dla mnie trochę zbyt pospolicie i zdecydowałem się na SN-30.

UNITRA SN-30 wygląd

Słuchawki dotarły do mnie w bardzo schludnym opakowaniu trochę stylizowanym na retro. Wewnątrz przeźroczystego sześcianu z elastycznego plastiku, znajdowały się słuchawki wsparte na specjalnie wyprofilowanej tekturce stylizowanej na…gufrowaną teturę.

Troszeczkę się w tym miejscu zawiodłem, bo niby czemu współczesna tektura ma imitować siermiężną, socjalistyczną tekturę. Nie lepiej było wsadzić właśnie taką tekturę retro ?

Na tekturce znajdziemy podstawowe informacje o produkcie, trochę właśnie w stylu PRL. Niewątpliwie współczesnym elementem jest kod paskowy, informacja "Burn in Poland" oraz niewielki i kontrowersyjny dla wielu napis "wyprodukowano w Chinach". W wielu recenzjach produktów obecnej UNITRY pojawiają się zarzuty, że to produkt z Chin. A ja się grzecznie zapytam. Które słuchawki nie pochodzą z Chin ? W dodatku w przypadku słuchawek UNITRY napis ten jest tylko na pudełku, a nie na samym produkcie. A jak wygląda to w moich AKG ?

Tak więc moim zdaniem to, że słuchawki SN-30 wyprodukowano w Chinach, choć narodziły się w Polsce wcale nie jest powodem do wstydu.

Wesołym akcentem pudełka jest informacja na jego tylnej części. Oprócz parametrów technicznych samych słuchawek zostaniemy poinformowani, że w przypadku ewentualnych zastrzeżeń do produktu należy je, te zastrzeżenia, kierować do Kierownika Sklepu lub do Książki Skarg i Zażaleń (mój syn stwierdził, że nie wie o co chodzi, ale ma tylko 11 lat).

Wewnątrz pudełka znajdziemy oczywiście słuchawki i… uwaga, instrukcję użytkownika. Podobnie jak karton pudełka, instrukcja zawiera informacje w stylu rodem z PRL.

Ogólnie pudełko uznałem za atrakcyjne i w stylu retro. Duży plus.

Po wypakowaniu słuchawek kolejne pozytywne zaskoczenie. Byłem święcie przekonany, że podobnie jak SN-50, słuchawki te są repliką jakiegoś modelu z okresu PRL. Z błędu wyprowadził mnie znawca tematu (wujek do dziś dysponuje sprzętem audio made in Poland). Stwierdził on, że słuchawek o takim wyglądzie nie pamięta i najprawdopodobniej są one tylko stylizowane na PRL, jednak zarówno kabłąk i same obudowy głośników są łudząco podobne do tego, co pojawiało się za czasów PRL. Wujek (niegdyś znany organizator prywatek i DJ amator) stwierdził na koniec, że sam ma wrażenie jakby je już gdzieś widział. To kolejny plus dla UNITRY.

Budowa słuchawek jest jak najbardziej klasyczna. Metalowy, elastyczny kabłąk obszyto u góry materiałem z miękkim wypełnieniem. Materiał ten w dotyku jest dosyć przyjemny i przypomina delikatną, cielęcą skórę jednak pewny jestem że to nie skóra. Podobnym materiałem obszyte są nauszniki słuchawek. Co ciekawe, obszycie pałąka wygląda, jakby było szyte ręcznie, choć i w tej sytuacji jestem pewien, że szycie to jest maszynowe.

Wydaje się, że obszycie kabłąku jest naprawdę dobrym pomysłem, gdyż w przypadku słuchawek AKG odkryty, metalowy kabłąk latem szybko się nagrzewał i był nieprzyjemnie gorący. Obszycie UNITRY owszem, jest ciepłe jednak nie staje się gorące.

Nauszniki słuchawek wykonane są z czarnego plastiku ze srebrnymi dodatkami. Co do samego, czarnego plastiku, podobnie jak cały produkt jest on stylizowany na ten, pochodzący z lat osiemdziesiątych. O gładkiej powierzchni, wygląda jakby był pomalowany na czarno, choć tak nie jest. Ciężko mi oceniać jego wytrzymałość, jednak sprawia wrażenie wystarczająco solidnego. Elementy srebrne to także plastik. Pamiętam, iż ów srebrny plastik charakterystyczny dla wielu produktów wywodzących się z PRL miał skłonności do łuszczenia lub wycierania się. Bardzo ciekawy jestem, jak sytuacja będzie wyglądała w przypadku SN-30.

Bardzo ciekawym pomysłem UNITRY jest umieszczenie pokrętła głośności na grzbiecie prawej słuchawki. To pomysł, którego mogą UNITRZE pozazdrościć inni producenci. Wygodne i praktyczne. Dekiel pokrętła prawej słuchawki i dekiel lewej słuchawki to cienka, frezowana blaszka - także cecha charakterystyczna dla wielu produktów PRL, wówczas często się odklejała. Miłym elementem wewnątrz nausznika jest materiał pokrywający głośnik z logiem UNITRY. Wiem, nie ma to wpływu na działanie produktu jednak umieszczanie takich detali świadczy o tym, że producent przynajmniej starał się dopracować oferowany produkt.

Jeśli chodzi o same nauszniki, wiele osób pyta, czy uszy się w nich pocą. Otóż jak w wielu tego typu słuchawkach pocą się, ale wydaje mi się, że AKG wypada nieco gorzej.

Słuchawki połączone są z odtwarzaczem przy pomocy przewodu o długości 1,2 m wychodzącego tylko z jednej, lewej słuchawki. Przewód jest okrągły co sprawia, że nie plącze się on tak jak ten z AKG, jednak jest dosyć cienki i podobno niezbyt trwały. Jak skomentował to mój kuzyn (pracownik EMPiK) 99% napraw gwarancyjnych słuchawek UNITRA, to pęknięcia kabla u nasady wtyczki (czyli podobnie jak AKG czy KOSS. Czy producenci słuchawek nie potrafią dać do nich porządnych kabli i wtyczek ?) Na kablu SN-30 znajdziemy jeszcze jeden, miły dla użytkownika smartfonów element, mianowicie mikrofon i przycisk do odbierania rozmów. W przypadku produktów Apple przycisk ten potrafi uruchomić także iTunes (komputer z OS X) lub włączyć pauzę (urządzenia iOS).

Użytkowanie

Aby dopasować słuchawki do swojej głowy, trzeba to zrobić ręcznie. Nie mają one mechanizmu który sprawiłby, że dopasują się one automatycznie (taki mechanizm mają Koss Porta Pro i AKG K404). Wysokość słuchawek reguluje się przy pomocy metalowych szyn, co jest jak najbardziej klasycznym systemem regulacji. Niestety, same słuchawki możemy odchylać tylko w pionie. Słuchawki nie mają regulacji poziomej i po ich nałożeniu zacząłem mieć obawy, czy uda mi się je odpowiednio dopasować gdyż AKG K404 układały się także w poziomie. Po chwili regulacji udało mi się w je dopasować do swojej głowy - cóż, AKG w tym zakresie mocno mnie rozpuściły.

Tym co mnie zaskoczyło, to stopień wytłumienia otoczenia. Słuchawki AKG które uważałem za całkiem niezłe w tym zakresie, podczas odtwarzania muzyki sprawiały, że odgłosy otoczenia (w tym nawoływanie mojej żony abym zaczął prasować) stawały się ledwo słyszalne. W przypadku SN-30 idealnie wytłumiły żonę, a ta zapowiedziała, że będzie rzucać tym co ma pod ręką. Jeśli ktoś szuka słuchawek o zamkniętej charakterystyce, UNITRA SN-30 z pewnością spełni te oczekiwania.

Jak wynika z informacji producenta, słuchawki SN-30 charakteryzują się następującymi parametrami:


  • Czułość: 105 dB (AKG 404 125 dB)
  • Impedancja: 32 omy
  • Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20000 Hz (AKG 404 15 Hz - 23000 Hz)
  • Średnica przetwornika: 40 mm

Kwestia tego czy słuchawki "dobrze grają" czy nie to kwestia dosyć indywidualna. Wiadomo, że każda osoba słyszy nieco inaczej, a same słuchawki różnie radzą sobie z różnymi gatunkami muzycznymi. Moje wzorcowe AKG K404 charakteryzowały się fajnym, miękkim basem i naprawdę świetnie radziły sobie przy muzyce, gdzie głównym elementem były gitary, perkusja i wokal. Nieco gorzej, choć przyzwoicie radziły sobie z wszelkiego rodzaju muzyką pop i dance. Gorzej, bo zbyt mocno akcentowały elementy rytmiczne (niskie dźwięki), które niejako przykrywały śpiew i instrumenty grające nieco wyżej. Ich najsłabszym elementem była muzyka klasyczna i elektroniczna. Tam nadmiar basów czasem mógł solidnie namieszać. Mimo tych wad, z dużą obawą podchodziłem do SN-30, które choćby z samych parametrów powinny grać odczuwalnie gorzej.

Nic podobnego. Słuchawki SN-30 mają rzeczywiście nieco słabszy, choć ciągle wyraźny bas, który powinien wystarczyć większości ich użytkowników. Ja osobiście minimalnie bym go podkręcił, ale dźwięki niskie są odtwarzane jak dla mnie w sposób zadowalający. Mam też wrażenie, że bas SN-30 jest nieco bardziej czysty, klarowny. Zawsze mawiałem, że jak Dave Lombardo zamieli na "stopach" perkusji, to mięso lata między uszami. W przypadku SN-30 mięso nie lata, ale każde uderzenie jest wyraźnie i czysto słyszalne.

SN-30 w zakresie dźwięków średnich nie odbiegają zbyt wiele od przytoczonych AKG. Dzięki mniejszemu, basowemu podbiciu w pewnych sytuacjach mogą brzmieć nawet lepiej (zwłaszcza utwory z dużą ilością melodyjnego wokalu). Zdecydowanie wygrywają z AKG w przypadku muzyki klasycznej i elektronicznej. SN-ki zaskoczyły mnie zwłaszcza przy muzyce Jarre, która jest bardziej klarowna i rozrzucona wokół ucha. Nie jestem audiofilem i ciężko mi to wyjaśnić, jednak ten sam utwór na AKG i na SN-30 brzmiał nieco inaczej. O ile dźwięki na AKG układały się niemal zawsze naprzeciwko ucha, o tyle w przypadku SN-30 niektóre dźwięki odczuwało się nad uchem, inne z tyłu, za uchem… Jakby przestrzeń muzyczna była nieco większa.

Pozwoliłem sobie też porównać SN-30 ze słuchawkami mojego syna - PHILIPS SHL-3000BL, reklamowane jako słuchawki o przytłaczającym basie. Wybaczcie, w odniesieniu do AKG Philipsy nie mają wcale basu, a w porównaniu do SN-30 mają tego basu zdecydowanie mniej.

Ocena końcowa

Przyznam, że mam spory problem z oceną końcową SN-30. Niewątpliwie prezentują się naprawdę fajnie i są retro, zgodnie z założeniami producenta. Ich wykonanie wydaje się nie odbiegać od innych, popularnych producentów cieszących się przyzwoitą renomą. Mnie bardzo zaimponowało wykończenie nauszników i obszycie kabłąka które sprawa, że naprawdę wygodnie się je nosi. Bezapelacyjnym plusem jest mikrofon współpracujący ze smartfonem i opcja ściszania słuchawek bez konieczności wyciągania urządzenia grającego z kieszeni. Dźwięk uważam za bardzo poprawny, czysty i klarowny, choć nieco brakuje mu do mojego ulubionego zakresu (dorzućcie mi nieco basu, ale zachowajcie dotychczasową klarowność), jednak powinien on zadowolić absolutną większość użytkowników słuchawek UNITRY. Imponuje przestrzeń w jakiej dźwięki się pojawiają, a wśród znanych mi słuchawek w zakresie cenowym do 100 zł to ewenement. Niewątpliwym atutem produktu UNITRY jest cena - 79,90 zł. W takiej kwocie naprawę ciężko o słuchawki o podobnych parametrach i funkcjonalności (AKG K404 można jeszcze trafić po ok. 98 zł, Philips SHL-3000BL to wydatek 71 zł).

Czas pokaże, czy zatęsknię za AKG K 404 czy też o nich zapomnę.

 

sprzęt urządzenia mobilne

Komentarze