Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Solarne power banki. Gdy fizyka nie chce współpracować z kobietą...

Zbliża się lato, a wraz z nim zapotrzebowanie na dodatkowe źródła energii. Na szczęście producenci nie próżnują i zapewniają nam bardzo szeroki wybór rozmaitych "dodatków" do telefonów, magazynujących energię. W zasadzie wybór jest tak olbrzymi, że można nie tylko kierować się producentem oraz ceną, ale także kształtem, kolorem pojemnością i rozmaitymi, dodatkowymi funkcjami. To, co jest szczęściem, a więc ów olbrzymi wybór, jest zarazem przekleństwem, albowiem zdecydowana większość w rynkowej ofercie, to tanie "chińskie" produkty, niemające kompletnie nic wspólnego z parametrami, jakie oferują na swoich ulotkach. Wybór wbrew pozorom nie jest łatwy, a im więcej człowiek wie na ten temat, tym ciężej wybrać coś sensownego.

Kilka tygodni temu, otrzymałem pozornie bardzo proste zdanie od swojej żony.

Kup mi power bank solarny...

Dlaczego nie zwykły power bank ? Ano dlatego, że moja żona wyjeżdża w miejsce, gdzie dostęp do prądu jest mocno ograniczony, większość dnia spędzać będzie w dziczy, gdzie jest sporo słońca. Pomysł wydawałby się niezły, ale....

r   e   k   l   a   m   a

Ze względu na dość długie wędrówki w ciężkich warunkach, gdy każdy kilogram jest na wagę złota, power bank musi być lekki. Musi być niewielki i musi być odporny na zmienne warunki pogodowe. Moim zdaniem, jedno wyklucza drugie.

Starałem się. Tłumaczę, że odpowiednia pojemność baterii wiąże się z określonymi rozmiarami urządzenia i jego masą. Że jeśli panel solarny ma ładować, a nie być tylko ozdobą, musi mieć określone rozmiary, bynajmniej nie takie jak karta kredytowa. No ale żona się uparła i tyle. Nie pomogły w większości mało przychylne opinie z internetu na temat solarnych power banków. Nie pomogła nawet wnikliwa analiza jednego z najtańszych rozwiązań, jakie zostało sporządzone przez osobę obeznaną z elektroniką. Dodajmy, analiza niepozostawiająca na tym, a raczej tych produktach nawet suchej nitki. Piszę tych produktach, bo większość z nich różni się między sobą tylko kolorem i napisem. Wnętrze jest niemal dokładnie takie samo.

Chcąc nie chcąc, zostałem zmuszony do wykonania kilku testów w boju.

Power bank "z budy"

Na pierwszy ogień poszedł jedno z tańszych urządzeń, jednocześnie chyba najpopularniejsze na naszym rodzimym portalu aukcyjnym. Tak naprawdę to właśnie typowy przykład "chińczyka z budy". Bardzo niska cena i niesamowite możliwości... na papierze.

Power bank cechować się ma atrakcyjną ceną (w zależności od sprzedawcy, pomiędzy 40 a 80 zł) i dosyć sporą pojemnością wynoszącą 8000 mAh i sprawnością powyżej 85%. Jak wynika z marketingowego bełkotu sprzedawcy, pojemność ta ma wystarczyć nawet do kilkukrotnego naładowania telefonu. Sam power bank ma być odporny na wodę, dość szybko ładować się z sieciowego gniazdka oraz w ciągu kilku godzin powinien się naładować dzięki promieniom słonecznym.

Tym, co dla użytkownika dość ważne, ma dwa porty USB, umożliwiając jednoczesne ładowanie nawet dwóch urządzeń, wskaźnik poziomu naładowania, wskaźnik czy energia słoneczna jest wystarczająca do ładowania oraz poręczną, wbudowaną latarkę LED. Super.

Zgodnie z deklaracjami sprzedawcy, urządzenie jest pokryte gumą, teoretycznie zapewniającą niezłą odporność na ewentualne wstrząsy czy upadki. Wszelkie gniazda posiadają gumowe zaślepki chroniące je przed kontaktem z cieczą. Moje obawy wzbudziła jednak waga urządzenia. Power bank waży tyle, co... nic. Moim zdaniem, już sam ten fakt upoważniał do tego, by pojemność 8000 mAh wsadzić między bajki. I rzeczywiście. Po kilku godzinach ładowania z sieci wskaźnik osiągnął poziom maksymalny, a ja do power banku podłączyłem zupełnie rozładowanego iPhone'a 6 (bateria 1810 mAh). Po nieco ponad godzinie, iPhone osiągnął 46% naładowania, a power bank rozładował się całkowicie.

Postanowiłem sprawdzić, jak wygląda funkcja ładowania solarnego. Wskaźnik ładowania za pomocą energii słonecznej wskazuje takie same warunki wewnątrz mieszkania, jak i wówczas, gdy power bank wylądował na dachu domu, twarzą w twarz ze słońcem.

Niestety, niewielkich rozmiarów i kiepskiej jakości panel słoneczny, nawet 12 godzinach zdołał naładować power bank w ok. 25%. Tym samym urządzenie zostało całkowicie zdyskwalifikowane w moich oczach. Nie tylko ładowanie solarne okazało się tylko fikcją, czego się zresztą spodziewałem, ale także pojemność i wydajność samego power banku była delikatnie mówiąc, mocno niezadowalająca.

Choć dla opisu samego urządzenia nie ma to wielkiego znaczenia, proces zwrotu pieniędzy za ten bubel trwał trzy tygodnie, choć biuro firmy mieściło się 10 minut drogi z mojego domu. Na propozycję, że sam odniosę, sam odbiorę itd. odpowiedź była niemal zawsze taka sama.

Przykro nam, ale w dniu (tu był jeden z wielu dni, jakie wskazałem) w naszym biurze nie będzie nikogo.

Potęga kwestią umowną, czyli solarny power bank 20000 mAh

Drugim kandydatem na wyprawę, był "POTĘŻNY SOLARNY POWER-BANK 20000 mAh". Urządzenie nie cechowało się wielką odpornością na wilgoć, co akurat mogło być pewną wadą w warunkach, w jakich miało pracować. Nadrabiało jednak solidnością. Obudowa wykonana ze szczotkowanego aluminium miała kryć wewnątrz ogniwa o imponującej pojemności 20000 mAh. Kolejnym argumentem "za" były dwa gniazda USB, z czego jedno dostarczało prąd o natężeniu 1 A, drugie o natężeniu 2 A, co teoretycznie umożliwiłoby ładowanie bardziej prądożerne urządzenia.

Potężny, solarny power bank dotarł po kilku dniach, a rozpakowanie paczki od razu wzbudziło moje wątpliwości co do trwałości całej konstrukcji. Aluminiowa obudowa, owszem, była solidna. Jednakże solarny panel wyraźnie się w niej ruszał i byłem niemal pewien, że po kilku dniach oderwie się od reszty. Uznałem, że zanim złożę reklamację, warto sprawdzić, czy urządzenie spełnia moje wymagania pod względem technicznym. Gdyby okazało się, że jego praca jest zgodna z moimi oczekiwaniami, miałem złożyć reklamację. Gdyby jednak okazało się, że urządzenie jest kolejnym "chińczykiem z budy" miałem zamiar odstąpić od umowy, zgodnie z przysługującym mi prawem. Dla pewności, zaraz po odbiorze zrobiłem zdjęcia i wysłałem do sprzedawcy z informacją o uszkodzeniach.

Masa samego power banku była dość spora (w porównaniu do poprzednika) co sugerowało, że jednak ktoś umieścił tam jakiś akumulator. Także panel słoneczny był zdecydowanie większy, choć moim zdaniem i tak zbyt mały, by skutecznie naładować drzemiącą w nim baterię.

Jak wynikało z informacji sprzedawcy, do pełnego naładowania urządzenia wystarczyło od 6 do 12 godzin ładowania zasilaczem. Przezornie nie umieszczono informacji na temat ładowania solarnego. Ograniczono się tylko do informacji, że zawiera wysokiej jakości i sprawności panel solarny o wydajności 200 mAh. Zakładając niemal idealne warunki ładowania i idealną sprawność urządzenia (co jest niemożliwe wręcz) łatwo wyliczyć, że ładowanie przy pomocy słońca powinno zająć minimum 100 godzin na słońcu (pewnie jakieś.... 10 dni).

Zgodnie z deklaracją producenta, urządzenie ładowało się (ładowarka z iPada) około 8 godzin, by osiągnąć pełen poziom naładowania, o czym poinformowały odpowiednie diody wskażnika naładowania. Potężny power bank oferował dwa porty ładowania. Jeden oferujący prąd o natężeniu 1 A oraz jeden HighSpeed o natężeniu 2.1 A. Po podłączeniu do niego zupełnie rozładowanego iPhone'a 6, zdołał go naładować w 92%, co było wynikiem dużo lepszym, niż oferował to poprzednik. Uwzględniając jednak deklarowaną pojemność 20000 mAh, wynik dość słaby.

Choć panel solarny był już nieco większych rozmiarów (14 × 6.5 cm) poziom jego sprawności był ciągle sporo poniżej oczekiwań. Choć urządzenie leżało na oknie dachowym od południowej stronie przez dwa dni, power bank nie naładował się nawet w 20%. Na szczęście ten sprzedawca dość szybko wywiązał się ze swoich zobowiązań i proces realizacji zwrotu został zakończony w 48 godzin. Naprawdę duży plus dla sprzedawcy.

Green Cell

Jako trzeci w moje ręce trafił solarny power bank firmy Green Cell o pojemności 8200 mAh. Choć jego kształt bardzo mocno przypomina pierwsze, testowane urządzenie, zdecydowałem się go sprawdzić, gdyż dystrybutor był na miejscu i mogłem zrealizować zwrot "od ręki".

Urządzenie (podobnie jak jego pierwszy poprzednik), ma podobny kształt i podobne, gumowe wykończenie, teoretycznie zabezpieczające je przed upadkami, obiciami i warunkami atmosferycznymi. Tym, co mnie jednak zaskoczyło, była jego waga. Dużo większa niż pierwszego testowanego urządzenia i bardzo zbliżona do drugiego power banku. To sugerowało, że i tym razem ktoś zdecydował się na zamontowanie w nim akumulatora.

Produkty firmowane logiem Green Cell nie są mi obce i ma o nich zdanie... takie sobie. Pod tą nazwą kryją się rozmaite akumulatory czy baterie, będące tańszymi zamiennikami baterii np. w laptopach. Ich jakość w mojej ocenie bywa losowa. Można trafić na naprawdę dobry zamiennik oryginalnej baterii, można też nie trafić i kupić coś, co po kilku miesiącach traci swoje właściwości. Na szczęście proces reklamacji jest zawsze dość szybko i sprawnie realizowany.

Jak wynika z deklaracji sprzedawcy, w solarnym power banku Green Cell znajduje się akumulator 8200 mAh, którego ładowanie z ładowarki lub portu USB komputera powinno zająć około 4 godzin. Zaskakującym dla mnie był fakt, że podano tu czas ładowania power banku przez panel solarny. Jak wynika z informacji, potrzeba na to około 40 godzin pracy promieni słonecznych. Podobnie jak poprzednie, testowane urządzenia, power bank Green Cell oferuje dwa gniazda USB — jedno o natężeniu 1 A i jedno o natężeniu 2.1 A.

Zgodnie z deklaracją producenta, z ładowarki USB od iPhone'a (wyjście 1 A), power bank potrzebował nieco ponad 3 godziny, by zameldować pełną gotowość do pracy. Ku mojemu zaskoczeniu, ładowanie zupełnie rozładowanego iPhone'a 6 (akumulator 1810 mAh) zakończyło się pełnym sukcesem, czyli upragnionymi 100% na wskaźniku, natomiast wskaźnik power banku wykazywał, że pozostało w nim około 60% energii. Bardzo byłem ciekawy, czy jest to prawda, toteż podłączyłem do niego iPada Mini 2 (6500 mAh), który miał 32%. iPad został naładowany do 87%, co doprowadziło do całkowitego rozładowania PowerBanku. Moim zdaniem, to całkiem przyzwoity wynik i power bank Green Cell powinien umożliwić przynajmniej dwukrotne, pełne naładowanie iPhone'a 6.

Niestety tak jak u poprzedników, proces ładowania power banku przy pomocy energii słonecznej był bardzo mało wydajny. Osobiście nie byłem tym zaskoczony, gdyż moim zdaniem panel solarny o wielkości 10 × 6 cm nie ma prawa efektywnie ładować tego typu urządzenia. Po 8 godzinach spoczywania na oknie wskaźnik naładowania ciągle mrugał na pierwszej kropce, a więc urządzenie nie zdołało zmagazynować nawet 20% swojej pojemności. Testy terenowe wykazały, że proces ładowania przy pomocy panelu solarnego jest ciągle mało wydajny i może służyć co najwyżej do podtrzymywania zmagazynowanej energii.

Dodatkowym plusem produktu Green Cell jest panel z diodami LED, którego można użyć jako latarki. Funkcje latarki miały także poprzednie urządzenia, jednak w nich była to zawsze pojedyncza dioda świecąca trochę punktowo. Panel z powerbanku Green Cell daje naprawdę bardzo mocne i jasne oświetlenie, oferując także możliwość zmniejszenia jego natężenia lub włączenia światła pulsowego, co może być przydatne w sytuacjach awaryjnych. Choć urządzenie nie spełniało do końca założeń mojej żony i ładowanie solarne ciągle pozostawało fikcją, całkiem nieźle sprawdzało się jak zwykły powerbank, a funkcje oświetleniowe sprawiły, że Green Cell ruszył na długą i ciężką wyprawę.

Z drugiej strony, w przypadku firmy Green Cell producent jasno określił, że do pełnego naładowania power banku z użyciem słońca, potrzeba 40 godzin (około 5 dni). Przeprowadzone testy wykazują, że różnica pomiędzy stanem rzeczywistym a danymi z ulotki są rozbieżne, ale nie aż tak bardzo. Tak więc wina nie leży po stronie produktu, ale po stronie fizyki i możliwości technologicznych, które jakoś nie chcą nagiąć się do oczekiwań użytkownika.

Jeśli szukacie niewielkiego, solarnego power banku z nadzieją, że obejdziecie się bez gniazdka, lepiej porzucić ten pomysł. Bardziej opłaca się kupić solidny power bank ładowany z sieci. No, chyba że jedziecie tam, gdzie naprawdę nie ma gniazdek z prądem. Wówczas jednak lepiej zastanowić się nad czymś, co ma powierzchnię panelu solarnego zbliżonego do kartki A4. 

urządzenia mobilne

Komentarze