Wehikuł czasu z Bajtkiem — 1986 część druga

W poprzednim wpisie dotyczącym dwóch pierwszych numerów „Bajtka” z 1986 roku stwierdziłem, że redakcja miała pewne problemy z weną twórczą. A może było to zamieszanie związane z nowym wydaniem gazety? Tak czy inaczej, problem ten zauważyłem nie tylko ja, ale wówczas i czytelnicy. Drugim symptomem był fakt, że kolejne dwa numery w rzeczywistości nawet sama redakcja połączyła. Tak więc wyszedł numer 3-4 obejmujący marzec i kwiecień oraz 5-6… Tak, zgadliście — maj i czerwiec. Zostańmy jednak przy numerze 3-4.

Na wstępie zacznijmy od ceny, bo to wymaga wyjaśnienia, na co słusznie zwrócił mi uwagę jeden z komentujących. Cena za gazetę wynosiła 100 zł, ale ile wówczas było to warte? Jak pokazać realną wartość gazety?

Zacznijmy od tego, że średnia krajowa w 1986 roku wynosiła 24 tys. złotych, więc można było za to kupić 240 „Bajtków”. Średnia krajowa w 2019 roku wyniosła 4918 zł, więc gdybyśmy mogli za nią kupić tylko 240 „Bajtków”, gazeta musiałaby kosztować 20,50 zł. Sporo, ale to wyliczenia obarczone dość sporym błędem.

Może najlepiej porównać cenę „Bajtka” z cenami innych produktów. I tu przychodzi nam z pomocą tzw. Koszyk Polityki czyli średnie ceny zebrane przez gazetę „Polityka”. Myślę, że to najlepsze odniesienie realnej wartości „Bajtka”, a jego cenę teraz będzie nieco łatwiej odnieść do dzisiejszych warunków.

Na wstępie, pośród listów zachwytów redakcja dostała także „burę” za przedruk fragmentów książki „Gorączka Krzemowej Doliny”. Czytelnicy podobnie jak i ja po latach uznali, że była to zwykła zapchajdziura w gazecie, a redakcja postanowiła zrezygnować z dalszego przedruku książki. Rozpoczęła się też przepychanka, która miała towarzyszyć „Bajtkowi” w mniejszym lub większym wymiarze do samego końca życia gazety. Sympatycy jednej platform, zawsze wytykali „Bajtkowi”, że faworyzuje innych. Miłośnicy Atari narzekali, że „Bajtek” pisze głównie o Spectrum. Stąd w „Bajtku” po raz pierwszy pojawił się dział tzw. Klanów. Więc powstał „Klan Spectrum”, „Klan Atari”, „Klan Commodore”. Sporadycznie pojawiał się też „Klan nietypowych”, czyli miejsce dla dzieciaków, którym rodzice postanowili zrobić krzywdę, i zamiast kupić porządne Spectrum, Atari czy Commodore, postanowili je uszczęśliwić przy pomocy MSX, BBC albo jeszcze bardziej egzotycznych wynalazków typu Sharp, Sony itd.

„Bajtek” w każdym numerze publikował wywiady z różnymi znanymi i mniej znanymi osobami. W tym numerze w wywiadzie „Bajtka” pojawił się uczeń VII klasy Szkoły Podstawowej nr 209 w Warszawie — Piotr Stępień. Piotr Stępień został stypendystą Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. W czasie wywiadu miał 14 lat, więc jak łatwo wyliczyć, obecnie ma 48 lat. Sporą część wywiadu zajęła rozmowa na temat tego, jak będzie wyglądał świat w 2000 roku i jak w nim się widzi Piotr Stępień. Marzeniem ucznia było wówczas projektowanie w 2000 roku komputerów. Choć Piotr nie spodziewał się, aby rok 2000 znacząco się różnił od współczesnych mu w trakcie wywiadu czasów, był jednak pewien, że komputery będą czymś powszechnym, a zapotrzebowanie na nie będzie ogromne. Spodziewał się, że będą to głównie maszyny 32-bitowe oraz pojawią się komputery 64-bitowe. Po przeczytaniu całego wywiadu stwierdzam, że młody wówczas Piotr miał bardzo dojrzałe spojrzenie na swoją przyszłość, plany oraz to, jak będzie wyglądał świat.

I tu ponownie mój apel. Być może sam Piotr jest czytelnikiem DP, być może ktoś go zna. Jeśli tak, proszę o kontakt macminik@me.com, bo bardzo ciekawy jestem tego, jak zrealizowały się jego plany.

Kolejny, ciekawy moim zdaniem artykuł dotyczy komputeryzacji Polskich Linii Lotniczych LOT. Komputery w LOT pojawiły się w 1985 roku i była to komputeryzacja nieco wymuszona przez loty międzynarodowe. Co ciekawe, LOT posiadał już maszyny ODRA zgodne z ICL, a więc były to komputery ODRA 1300 lub ODRA 1304, oraz mikrokomputery. Maszyny te służyły do rozwiązywania konkretnych zadań, jednak nie wykorzystywano ich do obsługi pasażerów, co właśnie miało się zmienić. W tym celu LOT wydzierżawił odpowiedni system komputerowy w… Atlancie w USA, dzięki czemu rezerwacja biletów oraz rejestracja bagażu odbywała się już komputerowo. Wielkim problemem było połączenie systemu z USA opartego głównie na komputerach IBM, z rodzimymi maszynami, pracującymi w standardzie ICL. Mikrokomputery wykorzystywane przez LOT pełniły już tylko funkcje terminali. Tak więc począwszy od 1985 roku, pasażer rezerwujący bilet na przelot z Krakowa do Warszawy nawet się nie spodziewał, że wszystkie dane na temat jego przelotu są przechowywane w USA.

W 1986 roku LOT został zaopatrzony też w kilka maszyn IBM i dzięki temu powstał system zarządzania bagażami opracowanym przez panią Dorotę Stodółkiewicz, która stworzyła odpowiednią bazę z użyciem DBASE III. Przy pomocy Spółdzielni Pracy Absolwentów Szkół Wyższych ELMECHEM powstał takie system zarządzania i poszukiwania bagaży — LOT BAG.

W „Bajtku” znalazło się także omówienie najpopularniejszych wówczas urządzeń sterujących do komputera. Joystick, myszka nie jest niczym niezwykłym. Wspomniane w poprzednim wpisie „Wiosełka” wyglądają już bardziej egzotycznie, których zbyt małej popularności dziwił się nieco „Bajtek”. Ja jednak chciałbym wspomnieć o urządzeniu, pozornie dziś doskonale znanym — pióro świetlne. Oczywiście z praktycznego punktu widzenia, dziś każdy z nas używa takiego „pióra świetlnego”, choćby na swoim smartfonie. Efekt działania pióra świetlnego otrzymujemy przy użyciu rysika czy zwykłego palca. Jednak w 1986 roku komputery nie dysponowały ekranami dotykowymi. Więc jak to działało wówczas?

Końcówka pióra wyposażona była w element światłoczuły, który wykorzystywał cechę monitorów lub telewizorów kineskopowych, polegającą na rysowaniu obrazu po jednej linii, kilkakrotnie razy w ciągu sekundy. Gdy dany punkt na ekranie był rysowany, pióro świetlne rejestrowało ten fakt i wysyłało po kablu informację do komputera, w którym miejscu ekranu zostało zarejestrowane zaświecenie konkretnego punktu. Ponieważ komputer wiedział, w którym miejscu ekranu punkt się zmienił, wiedział też, gdzie znajduje się końcówka pióra. Rzecz jasna, pióro świetlne w takim wydaniu nie było precyzyjne i nie dało się go wykorzystywać w każdym programie. Program taki musiał przewidywać możliwość jego obsługi przy pomocy pióra świetlnego.

Klan Commodore

W tym połączonym numerze „Bajtka” po raz pierwszy pojawił się podział na klany komputerowe, o których wspomniałem na wstępie. Klan Commodore w większości został poświęcony omówieniu komputera C-64 oraz urządzeń peryferyjnych, jakie można było do niego podłączyć — stacja dysków 1541, magnetofon Datassette 1531 (zawsze kojarzył mi się z mydelniczką), oraz plotera 1520.

W dziale Commodore znalazł się też program oraz prosty Interface umożliwiający kopiowanie programów na kasetach, z pominięciem ich zabezpieczeń. Kopiowanie odbywało się za pośrednictwem komputera z magnetofonu na magnetofon (trzeba było mieć dwa magnetofony Datassette), a komputer zajmował się tylko weryfikacją i korekcją danych podczas kopiowania.

Klan Atari

Klan Atari natomiast poświęcił się temu, co w kolejnych latach stało się chlebem powszednim dla fanów komputerów domowych, czyli niestająca wojna Atari kontra Amiga.W tym numerze Borys Schrade lat 13 przybliżył kulisy narodzin Atari ST oraz komputerów Amiga, oraz pokusił się o porównanie ich możliwości, wskazując, że Amiga 1000 jest nieco zbyt droga (5500 DM), aby traktować ją jako komputer domowy, natomiast Atari 520 ST kosztujące zaledwie 3000 DM w może być zakwalifikowane z powodzeniem jako superkomputer domowy.

Klan Atari przybliżył też model Atari 130XE (miałem taki) oraz możliwość wykorzystania jego większej pamięci RAM. Przybliżono także nieco lepszą wersję języka BASIC dostępną dla Atari — BASIC XL. Tą wersję BASIC-a opracowała firma Optimized System Software i BASIC XL został uznany za najlepszą wersję tego języka dla małego Atari. Oczywiście jego wadą była konieczność wczytywania interpretera do pamięci RAM. Można było go nabyć w postaci wpinanego w złącze kartridża.

BASIC XL był jednostronnie kompatybilny z Atari BASIC wbudowanym w pamięć ROM komputera. W stosunku do wbudowanego Atari BASIC posiadał aż 45 komend więcej, w tym komendy związane z obsługą stacji dysków i polecenia DOS 2.5. Była to olbrzymia wygoda, gdyż użytkownicy Atari najpierw musieli uruchomić z dyskietki DOS, by móc korzystać z możliwości używania stacji dysków. Posiadając BASIC XL, można było pominąć krok związany z wczytywaniem DOS.

Ostatecznie BASIC XL był nie tylko szybszy, ale oferował szereg udowodnień, jak śledzenie programu, lepszy opis ewentualnych błędów czy zwyczajnie, bardziej przejrzysty układ listingów na ekranie. Dość cenne były dodatkowe komendy związane z grafiką i muzyką czy komendy umożliwiające zarządzanie rozszerzoną pamięcią Atari 130XE.

Klan Sinclair

Klan Sinclair skupił się na zamieszczeniu kilku efektownych, choć mało przydatnych programów tworzących ciekawe efekty na ekranie. Jeden z nich rysował losową mapę prezentującą losowe ukształtowanie terenu, a drugi… sami zobaczcie.

Giełda

Na koniec to, co w „Bajtku” przewijało się od samego początku, czyli Giełda. Redakcja „Bajtka” bardzo czujnie analizowała wszelkie zmiany na rynku komputerów nowych i używanych. Redaktor Sławomir Polak wspomniał, że na giełdzie pojawił się ZX Spectrum 128K, ale zniknął tak szybko, że nawet nie udało się ustalić jego ceny. Zauważono także, że z rynku zupełnie znika ZX Spectrum z pamięcią 16KB, gdyż użytkownicy tej wersji masowo ulepszają ją, rozbudowując pamięć do 48KB. Było to na tyle proste, że wiele osób robiło to samodzielnie, a i na rynku była cała masa „warsztatów”, odpłatnie realizując taki upgrade komputera.

„Bajtek” zauważył także, że na rynku pojawiło się więcej komputerów Sharp, których baza literatury i oprogramowania w Polsce była praktycznie, żadna. Nieuczciwi sprzedawcy wmawiali zainteresowanym, że na komputerach Sharp można uruchomić wiele programów przeznaczonych dla ZX Spectrum, co było oczywiście wielką bzdurą i jawnym oszustwem. „Bajtek” przestrzegał przed tymi komputerami i zachęcał do refleksji przed zakupem. 

Przyznam, że problem wcale nie został wydumany. Jeden z moich kolegów klasowych, dostał od matki właśnie takiego Sharpa, którego przywiozła mu z jakiejś delegacji w Japonii.

Przywiozła mu także najmniejsze radio, jakie widziałem i zrobiło ono na mnie ogromne wrażenie. Radio wielkości pudełka od zapałek, odsłuch za pomocą jednej słuchawki mono. A zasilane było z kilku baterii zegarkowych. Czasem nawet pozwolił mi je pożyczyć na kilka dni.Wracając jednak do jego Sharpa, był to model MZ-800 ze wbudowanym magnetofonem. W zestawie było kilka gier oraz program do rysowania grafiki. W zasadzie nigdy nie udało mu się zdobyć nic więcej na ten komputer. Gdy już gry nam się znudziły, spędzaliśmy czasem kilka minut na rysowaniu — koszulek piłkarskich.

Wróćmy jednak na giełdę. Oto jak wyglądały ceny komputerów.

Za popularne wówczas joysticki QuickShot II i QuickShot III trzeba było zapłacić od 10 do 14 tysięcy złotych.

No i na koniec komputerowa lista przebojów, gdzie znowu wygrywa Juming Jack. 

1. Jumping Jack

2. Tir Na Noh

3. Hobbit

4. Ghost Busters

5. Jet Set Willy

6. The Way of The Exploding Fist

7. Knight Lore

8. Pyjamarama

9. Night Shade

10. Fighter Pilot

Na rozkładówce "Bajtka" znalazła się gra "Jet Set Willy" wydana w 1984 roku przez Software Projects, a jej autorem był Brytyjczyk Matthew Smith. Gra "Jet Set Willy" była kontynuacją gry "Manic Miner" z 1983 roku. 

Bohaterem gry był górnik Willy, który miał posprzątać dom zanim pójdzie spać. Dom nie był mały, bo miał aż 60 pokoi. Zwarzywszy, że w tym samym roku słynna "Żelazna Dama" kazała rozjechać końmi strajkujących w Wielkiej Brytanii górników... brzmi to trochę absurdalnie. Wracając do Willego. Przed sypialnią stała wredna i złośliwa żona, która nie chciała wpuścić górnika do sypialni, zanim nie posprząta domu. Próba sforsowania przeszkody na siłę, zawsze kończyła się tragicznie. 

Grę cechowało bardzo surrealistyczne poczucie humoru, bardzo charakterystyczne dla autora. W "Manic Miner", gdy Willy penetrował opuszczoną kopalnię, musiał uciekać przed pingwinami lub szarżującymi muszlami klozetowymi. Nie inaczej było w "Jet Set Willy", gdzie naszego bohatera mogło napaść latające prosię.

Gra "Jet Set Willy" zdobyła dużą popularność i wysokie oceny za dopracowanie grafiki i muzyki. Jednak recenzenci zauważali nieco dziwne poczucie humoru jego autora i sugerowali konieczność konsultacji z lekarzem psychiatrii. Nie wykluczali jednak faktu, że Matthew Smith dorobi się fortuny na kolejnych grach.

Więcej o autorze "Manic Miner" i "Jet Set Willy" już w środę.