Wehikuł czasu z Bajtkiem — 1986 część piąta

W dzisiejszym wpisie pozwolę sobie połączyć dwa kolejne numery "Bajtka" — sierpniowy i wrześniowy. Tym razem nie dlatego, że nie było w nich nic ciekawego. Obydwa numery były pełne listingów z programami, co z dzisiejszego punktu widzenia, jest dla nas mało interesując. Z pewnością w 1986 roku, czytelnicy "Bajtka" byli zachwyceni taką obfitością programów.

W sierpniowym numerze dość ciekawy jest wstępniak, opisujący dziennikarską rzeczywistość tamtych czasów. Bohaterem wstępniaka jest dziennikarz (jakich było wielu) biorący udział w rozmaitych wydarzeniach o skali krajowej i międzynarodowej. Jak wyglądał warsztat takiego dziennikarza?

Dziennikarskie życie

Otóż nieodłącznym narzędziem był notatnik, długopis i wypożyczony z redakcji magnetofon. Te narzędzia umożliwiały zarejestrowanie tego, co należało później opisać. Już tutaj widać było różnicę, gdyż nasz polski dziennikarz podróżował albo z dużym magnetofonem zasilanym z gniazdka sieciowego, albo magnetofonem tylko nieco mniejszych rozmiarów, zasilanym z baterii. Z zazdrością patrzył na dziennikarzy z bogatszych państw, podróżujących z niewielkimi, dziennikarskimi magnetofonami na baterie.

Jednak od jakiegoś czasu, na wszelkich wydarzeniach pojawiali się coraz częściej dziennikarze z własnymi mikrokomputerami (nazwa z "Bajtka"). Mogli oni na bieżąco pisać teksty i wysyłać je za pośrednictwem modemu i sieci telefonicznej do macierzystej redakcji. Polski dziennikarz miał możliwość przedyktowania swojego tekstu przez telefon, skorzystania z maszyn do pisania w centrum prasowym (jeśli był za granicą, to bez polskich znaków), a po stworzeniu tekstu na podstawie własnych notatek lub tego, co nagrało się na magnetofonie, stanąć grzecznie w kolejce do teleksu, by wysłać do Polski swój tekst. Jak wyliczył ów dziennikarz, pieniądze wydane w ciągu roku na taką obsługę kilku ważnych wydarzeń, wystarczyłyby na zakup komputera umożliwiającego pracę na tym samym poziomie, jak jego zagraniczni koledzy.

Dla przeciwwagi... zobaczmy, jak dziś wyglądają konferencje, albo wydarzenia jak konferencje Apple. Same komputery...

Trochę o Spektrum i Sondzie

Drugim, wartościowym tekstem jest wywiad z dziennikarzem telewizyjnym i autorem programu TV "Spektrum" — Tomaszem Pyciem. Przyznam, że nie pamiętam zupełnie tego programu i ciężko mi się jest wypowiedzieć na jego temat. Jak wynika z rozmowy, program nie był poświęcony komputerom rodziny ZX Spectrum, a zbieżność nazw jest raczej kwestią przypadku. Inna wersja wydarzeń mówi, że nazwę "Spektrum" w kontekście zdobywana spektrum wiedzy, wymyślił Bogdan Bogusławski, który tuż przed nagraniem pierwszego odcinka "Spektrum"w dniu 9 stycznia 1984 roku, kupił swój własny ZX Spectrum 48K.

Program "Spektrum" emitowany był na antenie TV od 1984, początkowo jako program popularnonaukowy, stanowiący uzupełnienie "Sondy". Dopiero z czasem skupił się bardziej na tematyce komputerów. W przeciwieństwie do równolegle emitowanej i kultowej "Sondy" program "Spektrum" skupiał się na nowinkach ze świata nauki i techniki. "Sonda" skupiała się w każdym odcinku na jednym temacie, natomiast "Spektrum" miał charakter bardziej informacyjny.

Ciekawostką może być to, że na początku prowadzący "Spektrum" używali jednego komputera ZX Spectrum 48K będącego prywatną własnością Andrzeja Kurka z programu "Sonda". Czołówka programu "Spektrum" została stworzona właśnie na tym komputerze, z pomocą Andrzeja Kurka. 

Niestety, to nie jest oryginalna czołówka programu, tylko jej interpretacja odtworzona z pamięci po latach. Muzyka: Marek Biliński.

Choć program poruszał "nowoczesne" tematy, mało w nim było nowoczesnych sprzętów. Siermiężna, polska rzeczywistość schyłku PRL. Muzykę do programu stworzył Marek Biliński, także na swoim własnym sprzęcie, a wszelkie efekty graficzne wykonywane były albo na planszach, albo przy użyciu syntetyzerów.

Komputeryzacja ZUS-u.

Wreszcie trzeci temat, który chciałem "wyciągnąć" z tego numeru "Bajtka" — komputeryzacja (werble) ZUS-u. Jak informował "Bajtek", jeszcze do niedawna wszelkie obliczenia ZUS prowadził na kalkulatorach, maszynach liczących z udziałem setek urzędników, stażystów, praktykantów i studentów. Dzięki komputeryzacji ZUS-u wszelkie obliczenia związane z coroczną podwyżką emerytur, ZUS wykonywał w 2 miesiące.

Proces komputeryzacji ZUS rozpoczął się w 1978 roku od Stołecznego Centrum Informatyki Ubezpieczeniowej. Powstały wówczas trzy programy komputerowe:

  1. EMIR
  2. MIREN
  3. RENTIER

Jednak po ich udostępnieniu oddziałom terenowym, były one lokalnie "ulepszane" i tak powstały wersje — koszalińska, warszawska i dwie wersje bydgoskie.

Cztery oddziały ZUS pracowały na programie RENTIER, a obliczenia wykonywało katowickie ZETO (Zakład Elektroniczny Techniki Obliczeniowej). Kolejne 39 oddziałów używało programu nowego programu WARENT, natomiast pozostałe 12 ośrodków używało EMIR.

Program WARENT został stworzony na potrzeby warszawskiego ZUS-u i obsługiwały go komputery RIAD 32 i IBM 4331. Jednak program ten działał na zasadzie pobrania odpowiednich danych, pomnożenia emerytur przez odpowiednie współczynniki i wydrukowanie ich na drukarce. Pozwoliło to uniknąć błędów podczas ręcznego wprowadzania danych oraz przepisywania wyników z arkuszy do formularzy. 

Żaden z powyższych programów nie eliminował olbrzymiego, ludzkiego udziału w procesie obsługi rent i emerytur. Ciągle niezbędna była rzesza pracowników wyszukujących dokumenty, obsługujących teczki, karty, dokumenty i czasem wykonujących ręcznie obliczenia, do których nie dało się użyć komputerów.

Ciągle przeszkodą jest zbyt mała ilość komputerów i zbyt niska wydajność tych, ktrórymi ZUS dysponował w 1986 roku. Były to głównie komputery Meritum i komputery RIAD. Spodziewano się, że przy większej ilości wydajnych maszyn, wreszcie znikną szafy z dokumentami w ZUS...

Z drobniejszych ciekawostek, w sierpniowym "Bajtku" możemy znaleźć artykuł podpowiadający, jak skutecznie korzystać z monitora i czym się różni użytkowanie monitora i odbiornika TV z komputerem. Jedna z porad, szczególnie przypadła mi do gustu:


Jeśli nie jest Ci potrzebny obraz kolorowy, wyłączaj kolor...

Komputery we Francji

Zainteresowała mnie także relacja z wizyty w sklepach z elektroniką we Francji. Jaki był najpopularniejszy komputer we Francji? Commodore? Atari? Odpowiedziałbym, że Apple. Apple we Francji miało zawsze dość mocno działającą centralę Europejską. A może ZX Spectrum? Niestety, nie. Najpopularniejszym komputerem we Francji był Thomson M05. Nie znacie? Ja także.

Firma Thomson produkowała elektronikę użytkową niczym dziś Samsung. Produkowali wszystko, począwszy od zegarków, przez kalkulatory, a skończywszy na systemach sterowania rakietami na potrzeby francuskiej armii. 

Widome jest, że Francuzi nie patrzą zbyt przychylnym okiem na sąsiadów zza kanału... i vice versa. Jedna upadła potęga patrzyła z pogardą na drugą, upadającą. Wracając do tematu, Francuzi nie bardzo mogli zdzierżyć, że brytyjskie ZX Spectrum wpycha im się na rodzimy rynek i jeszcze ma jakąś dziwną klawiaturę. W 1984 roku powstaje konkurent dla ZX Spectrum, komputer Thomson MO5.

Sercem tego komputera był procesor Motorola 6809E taktowana zegarem 1 MHz, komputer posiadał 32 KB pamięci RAM oraz 16 KB pamięci graficznej... no dobra. To był wydzielony blok 16 KB, w którym przechowywało się dane graficzne, ale można było tam też umieścić dane programów, jednak grafika miała większy priorytet. Komputer generował obraz 320 × 200 w maksymalnie 16 kolorach. Wbudowana pamięć ROM zawierała Microsoft Basic. Komputer kosztował 2990 Franków (około 446 USD przy kursie 1 USD = 6,67 Franków).

Równie wielką popularnością cieszył się model MO7. Zaprojektowany jako komputer nieco bardziej zaawansowany niż MO5. Choć jego wnętrze nie różniło się znacząco od MO5, pomysłowi Francuzi uznali, że nic nie sprawdzi się tak dobrze w pracach biurowych, jak membranowa klawiatura.

Drugim popularnym komputerem domowym był Amstrad CPC 464 w cenie 2690 Franków z monitorem monochromatycznym lub 3990 Franków z monitorem kolorowym. Amstrad CPC 6128 kosztował natomiast 5990 Franków. 

Pensja przeciętnego Francuza wynosiła między 5 a 7 tys. Franków miesięcznie. 

Dla porównania przedstawiłem też ceny giełdowe w Polsce komputerów. Niebieskie słupki to cena po przeliczeniu według kursu NBP (1 FR = 26,67 zł. Kurs 01.09.1986). Słupki żółte, to średnie ceny z polskich giełd. Pamiętajmy też, że średnio zarabiający, przeciętny Francuz kupował komputer MO5 za mniej więcej pół swojego, miesięcznego wynagrodzenia. Ówczesny Polak na komputer musiał odkładać około 4 miesięcy całe, przeciętne wynagrodzenie.

Informatyka w polskiej szkole

Przejdźmy jednak do wrześniowego numeru "Bajtka", gdzie na dzień dobry wita nas rozmowa z doc. dr hab. Stanisławem Waligórskim, członkiem zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Informatycznego i problematyka nowego przedmiotu, jaki się pojawił w szkołach właśnie we wrześniu 1986 roku — Elementy Informatyki.

Celem wprowadzenia nowego przedmiotu do szkół, była nauka jak rozwiązywać podstawowe problemy z użyciem komputera. Zgodnie z programem nauczania stworzonym przy pomocy PTI, uczniowie mieli się nauczyć podstaw obsługi komputera oraz podstaw ich programowania pod kątem nauki chemii, fizyki, matematyki i zajęć technicznych. Program zakładał, że szkoły średnie dysponują pracowniami informatycznymi z ilością komputerów umożliwiającą pracę nie więcej niż trzem uczniom przy jednej maszynie. Ponieważ tylko niektóre szkoły w Polsce mogły się pochwalić takimi możliwościami, w roku szkolnym 1986/87 przedmiot ten wprowadzono tylko w szkołach już gotowych do realizacji programu. Jak się okazało, zaledwie 1% uczniów szkół średnich, mogło brać udział w zajęciach Elementy Informatyki.

Całości towarzyszyło tradycyjne, polskie piekiełko związane z wyborem komputera szkolnego. W założeniach miał być to komputer z pamięcią minimum 48KB, polską klawiaturą i obsługą dysków elastycznych. W praktyce żaden komputer w "zasięgu cenowym" szkół nie spełniał tych warunków. ZX Spectrum nie nie miało polskiej klawiatury i nie miało (na tym etapie) stacji dysków. Produkowane w Polsce Juniory czy komputery Meritum, nie pojawiały się w wystarczających ilościach. Z jednej strony wszyscy wdzieli, że potrzeby są (szacowano, że należy zakupić przynajmniej 75 tysięcy komputerów), wszyscy wiedzieli, że polski przemysł jest w stanie zapewnić zaledwie około 5 tys. komputerów rocznie, nie było możliwości na realizację tak dużych zakupów komputerów, zresztą nie spełniały one wymagań... więc czekano na cud, w postaci nagłego obudzenia się polskiego przemysłu... ciężko powiedzieć, na co czekano.

Apple IIe w służbie OHP

A jednak społeczeństwo sobie jakoś radziło, i to czasem całkiem nieźle. Komenda Główna Ochotniczych Hufców Pracy (OHP) używała komputera Apple IIe z drukarką Apple ImageWritter do tworzenia pełnej dokumentacji wyjazdów do pracy. Dokumentacja obejmowała nawet 25 tys. osób rocznie.

Całość wymagała oczywiście specjalnie stworzonego oprogramowania, a założenia były naprawdę imponujące. Każdy rekord bazy danych, po wydrukowaniu, miał być gotowym dokumentem. Poszczególne funkcje programu, musiały być wywoływane jednym klawiszem. Program miał być maksymalnie prosty w obsłudze. 

Każdy wyjazd młodzieży do pracy następował w wyniku podpisania konkretnej umowy między OHP a zakładem pracy. Umowa zawierała także pełne dane dotyczące wyjazdu, a oprogramowanie komputera katalogowało te umowy, mogło wyszukiwać w umowach konkretne informacje oraz pracować na nich wykonując stosowne obliczenia.

Autorem programu napisanego w Apple Basic był jeden z członków Komendy Głównej OHP — Paweł Szafranek lat wówczas 28, absolwent Wydziału Matematyki, Mechaniki i Informatyki UW.

Commodore LCO? 

Temat, który mnie zainteresował był opis komputera Commodore C128. Sam komputer jest mi znany, choć nie osiągnął popularności C-64, był widywany u moich znajomych. Redakcja "Bajtka" zdecydowała się na jego opis ponad rok po prezentacji komputera w Los Angeles. I tu pojawia się mała zagadka.

Jak można przeczytać w "Bajtku", Commodore w styczniu 1985 rok przedstawił modele PC-128 (Commodore C128), PC-128D (wersja desktop) oraz komputer Commodore LCO. Commodore C128 i C128D trafiły do sprzedaży (w Europie w połowie 1985 roku), jednak handlowa premiera Commodore LCO jeszcze nie nastąpiła. Czy ktoś z was wie, o jaki model chodziło "Bajtkowi"?