Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Zatarta pamięć

Siedziałem sobie dziś spokojnie na wygodnej sofie, oglądając po raz kolejny 3 odcinek serialu "Czterej Pancerni i Pies" (i tak nic ciekawszego w TV nie było), gdy niespodziewanie iPad zrobił - "Pingg" co oznaczało, że kontemplację "tygrysa nieboszczyka" (odc. 3 - "Gdzie my tam granica") przerwała mi wiadomość. Jeden z moich znajomych zapytał krótko i treściwie:

Masz jakiegoś starego Maca pod ręką ?

Skoro jestem w domu, mam ich całą masę. Krótka wymiana korespondencji i okazało się, że ów kolega właśnie coś pisze na temat optymalizacji starszych komputerów Apple i potrzebuje zrzut ekranowy ze starego pakietu Norton Utilites. Nic prostszego pomyślałem i obiecałem, że za kilkanaście minut odpowiednie zrzuty ekranowe pojawią się u niego na skrzynce.

Norton Utilites 1.0 został wydany po raz pierwszy na komputery Apple w 1990 roku i do poprawnej pracy wymagał komputera Macintosh Plus z 1 MB pamięci RAM. W 1992 roku program doczekał się kolejnej wersji oznaczonej 2.0. Wersja ta posiadała dodatkowy moduł "Disk Editor" oraz "Norton Backup" oraz była w pełni kompatybilna z systemem operacyjnym Mac OS 7, czego nie można było powiedzieć o pierwszej wersji pakietu Nortona. Prawdziwym przełomem okazała się wersja 3.0, która stała się prawdziwym kombajnem dla komputerów Macintosh i dosyć często gościła na komputerach Apple. Kolega natomiast poprosił mnie o zrobienie zrzutów z wersji 3.5, która trafiła na rynek w 1997 roku.

r   e   k   l   a   m   a

Ponieważ miałem leniwy dzień sięgnąłem ręką za biurko i wyciągnąłem poczciwe LC630. Komputer ten powinien bez trudu poradzić sobie z Norton Utilities 3.5 i zrobieniem stosownych zrzutów ekranowych. Wyposażony w procesor Motorola 680LC40 taktowany 33 MHz oraz 32 MB pamięci RAM pracował pod kontrolą Mac OS 7.6.1 i z nawiązką spełniał minimalne wymagania pakietu. Po uruchomieniu komputera kolejne minuty spędziłem na przeszukiwaniu mojego archiwum starego oprogramowania. Pozornie archiwum nie jest wielkie, liczy skromne 48 GB, jednak biorąc pod uwagę fakt, że większość obecnych w nim plików ma po kilka MB, pozycji jest naprawdę sporo a co gorsze, jakoś nie mogę znaleźć czasu i motywacji na ich segregację i podział. Tak więc kolejne pół godziny upłynęło mi na rozpakowywaniu archiwów o nic nie mówiących tytułach w stylu "CD nr 6" i przeglądaniu co jest wewnątrz. Po około 30 minutach miałem instalację pakietu Nortona (oraz wielu innych rzeczy) na dysku MacBooka i dalsza droga wydawała mi się bajecznie prosta.

Należało podpiąć LC630 do domowej sieci, udostępnić dysk z MacBooka, przekopiować instalację, zainstalować i po zabawie. Problem w tym, że LC630 jakoś nie chciał zauważyć udostępnionego mu pliku... ba nawet nie chciał zauważyć MacBooka. Pomyślałem, że przepaść technologiczna pomiędzy tymi komputerami i ich systemami (Mac OS 7.6.1 i OS X 10.10) jest tak ogromna, że zwyczajnie "nie gadają" wspólnym językiem Apple Talk, który nie jest wspierany... właśnie nie pamiętam od kiedy. Tak cichutko Apple zlikwidowało możliwość łączenia komputerów tym pochodzącym jeszcze z 1985 roku protokołem.

LC630 nie posiada portów USB więc pomyślałem, że nagram płytę z Norton Utilites oraz kilkoma grami (aby nie tracić na próżno miejsca, bo Norton ma aż 9 MB) i tą metodą przeniosę potrzebne pliki na LC-ka. Płytę wypaliłem na MacBooku, jednak LC630 nie był łaskaw jej zauważyć. Podejrzewałem, że z niezrozumiałych dla mnie powodów nie lubi współczesnych płyt. Rzeczywiście, współczesny MacBook nie potrafi nagrać płyty w formacie "Mac OS Standard" (bardziej znany jako Apple HFS), który także znikł bodajże w okolicach Mac OS X 10.6. Machnąłem ręką na LC630 i postanowiłem skorzystać z iMac'a G4 - mojej kochanej "Lampki" na której jest Mac OS X 10.4 oraz Mac OS 9.2.2 uruchamiany w trybie emulacji. iMac bez trudu zauważył płytę i nawet zainstalował Norton Utilites, niestety... pakiet ten nie uruchamiał się w trybie emulacji. Mac OS X z doinstalowanym, klasycznym Mac OS-em uruchamiał ten system w swoistej piaskownicy, odcinając mu bezpośredni dostęp do obsługi urządzeń i tym samym pakiet Nortona nie mógł zadziałać poprawnie.

Pomyślałem, że nie spieszy mi się i postanowiłem zainstalować na iMacu sam system 9.2.2, jednak komputer nie zechciał się uruchomić z płyty instalacyjnej 9-tki. Po przeglądnięciu informacji na temat tego modelu przypomniałem sobie, że był to pierwszy model w którym Apple "wycięło" możliwość bootowania z systemu klasycznego (nie Mac OS X).

Chcąc nie chcąc napisałem do kolegi, że to chwilę potrwa i poszedłem do mojego składu komputerów. Pomyślałem, że najłatwiej będzie mi uruchomić iMac'a rev. A na którym mam zainstalowany Mac OS 9.0.4, gdyż przez kilka dni stał on na prezentacji z napisem "Hello Again". W składziku jednak zrezygnowałem. iMac był szczelnie owinięty folią i zwyczajnie nie chciało mi się go rozpakować. Pod ręką natomiast był iMac G3 SL, który wręcz czekał by go znowu uruchomić. Ustawiłem stanowisko pracy, włączyłem iMaca i zgodnie z moim przewidywaniem posiadał on zainstalowany system Mac OS X 10.4.11. Szybciutko zrobiłem format i uruchomiłem instalację Mac OS 9.2.2 rozkoszując się faktem, że pełna instalacja tego systemu trwała całe 11 minut, a następnie przegrałem obraz dysku z instalacją Nortona.

Problem w tym, że Mac OS X 10.4.11 nie potrafił zamontować tego obrazu (sugerował skonwertowanie go), podobnie nie radził sobie z tym program DiskCopy (systemowy program do montowania obrazów dysków w Mac OS 9). Po głowie zaczęła mi się błąkać myśl, że stary program do nagrywania płyt "Adaptec Toast" radził sobie z obrazami płyt całkiem nieźle, Ponownie kopanie po archiwach i mam, instalacja Toasta 5.x i to w formacie przyjaznym dla Mac OS 9, czyli plik z rozszerzeniem smi (self mounting image). Zainstalowałem Toasta, niestety i on nie był łaskaw prawidłowo zamontować obrazu Nortona zgłaszając błąd sumy kontrolnej.

Sytuacja zaczęła mnie irytować. Zadanie które wydawało się, zajmie mi kilkanaście minut pochłonęło ponad godzinę, a ja nawet nie wiedziałem jak sobie dalej z nim poradzić. Usiadłem ponownie do mojego archiwum i zacząłem przeglądać pliki z nadzieją na natchnienie. I owszem, przyszło. Rzucił mi się w oczy niewielki program "Shrink Wrap". Nie do końca pamiętałem co robił, przypomniałem sobie, że zawsze go instalowałem, a nie robiłem tego bez powodu i robił on coś z obrazami dysków i dyskietek. Jego instalacja okazała się strzałem w 10-tkę. Zanim jednak strzał w 10-kę nastąpił, "Shrnk Warp" odmówił uruchomienia domagając się klucza (a niby skąd po latach mam go mieć) twierdząc, że termin wersji trial się skończył. Na szczęście pomogło cofnięcie zegara komputera... o 13 lat. "Shrink Wrap" to uniwersalny program do montowania obrazów płyt i dyskietek rozmaitych formatów i był on niegdyś chyba najpopularniejszym programem do tworzenia obrazów nośników i ich montowania. Poradził sobie także z pakietem Nortona.

Norton Utilites ładnie się zainstalował i.. odmówił współpracy twierdząc, że dysk sformatowany jako HFS+ nie jest przez niego obsługiwany. Chcąc nie chcąc i czując już smak zwycięstwa, ponownie uruchomiłem instalację Mac OS 9.2.2 i sformatowałem dysk w wymaganym HFS. Oczywiście ścieżka była już przetarta, więc instalacja systemu operacyjnego, Nortona i kilku gier zajęła mi ledwo 20 minut, a więc zapewne tyle, ile zajmowało mi to jakieś 20 lat temu.

I wydawać by się mogło, że na tym kończy się moja przygoda. Nic podobnego. Po uruchomieniu Norton Utilites (działa, a jakże) zrobiłem zrzuty ekranowe, zgrałem na pendrive'a i przeniosłem na MacBooka by się przekonać, że obrazki zapisane przez MacOS 9 (format pict) są dla niego zupełnie niezrozumiałe i usiłuje otworzyć je w terminalu.

Tym razem nie musiałem już długo dumać. Błyskawicznie znalazłem cudowny program na Mac OS 9 - Graphics Converter słynący w swoim czasie z tego, że potrafił skonwertować absolutnie każdy plik graficzny. Inną jego, jakże cenną cechą było to, że konwertował pliki masowo, bez konieczności ich otwierania. Miał też inną, jakże cenną cechę, choć nie sądzę by jego twórcy spodziewali się, że stanie się ona także przyczyną jego popularności. Wyposażono go w możliwość masowego zmieniania rozszerzeń plików lub ich nazw. Chcesz zmienić pliki z rozszerzeniem .doc na .docx, a jest ich 1000 ? Graphic Converter zrobi to w kilka minut. Cóż z tego, że pliki nie mają nic wspólnego z grafiką.

Puenta

Poza miłymi doznaniami związanymi z ponownym przecieraniem zapomnianych już ścieżek i możliwością zagrania w "Tie Fightera" pomyślałem, jakimi problemami stały się rzeczy zwykłe w okresie, gdy Mac OS 9 był głównym systemem na komputerach Apple. Jak pamięć jest zawodna i jak postęp zabija nie tylko sprzęt (brak kompatybilności w formacie nośników, formacie zapisów plików czy w protokołach komunikacji) ale także aplikacje. Pomyślałem, jak wiele mam starych aplikacji w swoim archiwum i ile z nich odmówi uruchomienia domagając się zapomnianych kluczy ?

Człowiek się uczy całe życie.

Czytając swój wpis pomyślałem, że moja wędrówka po komputerach odbyła się nieco "na około", dlatego też podaję drogę krótszą, nie wymagającą tylu kombinacji.

Sposób pierwszy dla programów naprawdę zabytkowych, działających pod Mac OS 7.x i starszymi.


  1. Na dowolnym komputerze Apple wyposażonym w nagrywarkę i działającym pod kontrolą systemu Mac OS 10.4 nagrywamy płytę CD w formacie Apple Standard. Płyta może zawierać obraz Norton Utilities oraz w moim wypadku Shrink Warp. W moim wypadku mógł to być iMac G4.
  2. Nagraną płytę wsadzamy do Macintosha z systemem Mac OS 7.x. i działa. Jedyną niedogodnością jest problem przenoszenia plików i zrzutów ekranowych. Stare Macintoshe zazwyczaj nie posiadają nagrywarek (nagrywarka SCSI) i jedyną drogą komunikacji są dyskietki, które z kolei nie mamy do czego wsadzić we współczesnych komputerach Apple. Można posiłkować się zewnętrzną stacją dyskietek (koszt ok. 40 zł) lub pośrednim komputerem Apple lub PC, wyposażonym w porty USB i stację dysków (np. pierwszy PowerMac G3 z kartą PCI USB).

Sposób drugi, dla programów działających na systemach powyżej Mac OS 7.x.


  1. Pierwszy iMac rev. A lub B pracujący pod kontrolą Mac OS 8.1 rozwiąże większość tego typu problemów. Nie tylko uruchomimy na nim zabytkowe oprogramowanie (często nawet to, przeznaczone do Mac OS 7.x), ale wbudowane porty USB pozwolą na bezproblemowe przenoszenie dowolnych plików, w tym także zrzutów ekranowych.

 

sprzęt oprogramowanie

Komentarze