Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Byłem kiedyś fanbojem Google…

Witajcie. Ponieważ jest to pierwszy mój wpis na tym blogu, pozwólcie że się przywitam i napiszę coś o sobie. No więc nazywam się Marcin, mam niecałe 24 lata i interesują mnie różne tematy związane z IT, jak np. webmastering, social media czy alternatywy popularnych rozwiązań największych firm technologicznych. Mój blog będzie w głównej mierze traktował właśnie o tym ostatnim. W tym wpisie postaram się Wam wyjaśnić, dlaczego obrałem sobie taką właśnie tematykę.

Warto wspierać słabszych


Jakiś czas temu byłem „fanbojem” Google'a. Starałem się korzystać z rozwiązań tej właśnie korporacji zawsze, kiedy była ku temu okazja – m. in. zamieniłem pocztę Outlook.com na Gmaila, a jakiś czas później usunąłem swoje konto Microsoft oraz Skype. Mało tego, Microsoftu zacząłem, generalnie rzecz ujmując, unikać.

Przyczynił się do tego pewien serial telewizyjny, pt. „Prawdziwa historia Internetu”. To właśnie tam poznałem historię popularnej niegdyś przeglądarki Netscape Navigator – oraz tego, w jak brutalny i bezduszny sposób zamordował ją (bo inaczej się tego nazwać nie da…) Microsoft, swoim badzIEwiem. Oliwy do ognia dolał drugi odcinek, opowiadający m. in. o powstaniu Google:

…a konkretniej słowa, które padły w nim pod koniec:
Założyciele Google zawsze dbają o to, by ich firma nie była postrzegana jako kolejny drapieżca, na wzór Microsoftu. Ich ostentacyjnie altruistycznym, korporacyjnym motto jest „Nie bądź zły”

To właśnie ten cytat zapoczątkował u mnie tytułową sympatię do Google, oraz wstręt do Microsoftu. I o ile to drugie trwa do dziś, to pierwsze jakiś czas temu się skończyło. Nie zrozumcie mnie jednak źle – nie porównuję w tym momencie Google'a do Microsoftu. Wręcz przeciwnie, w dalszym ciągu mam raczej dobre zdanie na temat firmy założonej przez Larry'ego Page'a i Sergeya Brina, i nie odmawiam jej sukcesu. A właściwie sukcesów – wszak gigant z Mountain View odniósł ich naprawdę wiele… niestety, chyba nawet zbyt wiele.

Google. Google wszędzie


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, z jak wielu usług Google korzystacie? Albo jak często macie do czynienia z rozwiązaniami tej właśnie firmy?

r   e   k   l   a   m   a

Zacznijmy od początku. Z jakiej wyszukiwarki korzystasz, gdy chcesz znaleźć coś w Internecie? Załóżmy, że właśnie teraz masz taką potrzebę. No więc googlujesz… i trafiasz na jakiś artykuł. Czytasz, czytasz, a tu nagle filmik z YouTube. Albo reklama AdSense. Nie mówiąc już o tym, że w tle strony działa skrypt Google Analytics… A może ten artykuł to tak naprawdę wpis na blogu? Czy adres jego strony głównej nie kończy się przypadkiem na „blogspot.com”? A tak w ogóle, to z jakiej przeglądarki korzystasz? Czyżby Chrome? No właśnie…

Ale na tym nie koniec. Wstajesz od komputera, chwytasz za telefon a tam co? Android. Do którego w dodatku jesteś zalogowany kontem Google. I który powiadamia Cię o nowej poczcie poprzez aplikację Gmail, aktualizacjach aplikacji, poprzez sklep Play, czy pogodzie, przez widget Google Now…

Tak więc, jak widzicie, nie trzeba się jakoś specjalnie starać, żeby zostać „zagorzałym” użytkownikiem Google. Jest to po prostu normalność, standard w dzisiejszych czasach. Kiedy ja sobie to uświadomiłem, postanowiłem szukać alternatyw. Dlaczego? Uznałem po prostu, że lepiej kibicować słabszym, mniejszym, niż wspierać korporację, która i tak zarabia grube miliardy dolarów rocznie…

Dlaczego zresztą mamy korzystać z usług jednej i tej samej firmy do tak wielu różnych zastosowań? Osobiście cenię sobie różnorodność, więc taka sytuacja mi się nie podoba. Zresztą, o tym problemie wspomina nawet w/w odcinek:

Google wydaje swoje gigantyczne dochody na nieskończoną ilość eksperymentów i projektów. Mamy Bibliotekę Google, Książki Google, Mapy Google i Google Earth. Jest Gmail, Kalendarz Google, Arkusz kalkulacyjny Google i Dokumenty Google. Kupili Bloggera, zajmującego się blogami, Picasę, do zamieszczania w Internecie zdjęć, i oczywiście YouTube, zajmujące się klipami wideo. Dla wielu jest to dowód dążenia do światowej dominacji, więc nic dziwnego, że googlemania powoli zaczęła ustępować miejsca googlefobii

Nie chodzi jednak tylko o Google


Podobny problem stanowią również, moim zdaniem, korporacje Microsoft oraz Facebook. Ten pierwszy próbuje dyktować nam, jak mamy korzystać z komputera, a drugi, jak i o czym się komunikujemy. Korzystanie z rozwiązań tych firm wiąże się z podporządkowaniem ich własnemu widzimisię, a przy okazji gromadzeniu przez nie danych na swój temat. A zrezygnować z ich usług jest czasami ciężko, z uwagi na ich dominującą pozycję na rynku (nierzadko jest to wręcz niemożliwe).

Tak być nie może!


Uważam, że ludzie powinni, przynajmniej stopniowo, odwracać się od Google, Facebooka i Microsoftu, oraz zacząć korzystać z alternatyw. I do tego chciałbym zachęcić, oraz w tym pomóc, poprzez tego właśnie bloga. Będę tutaj pisał przede wszystkim o zamiennikach najpopularniejszych rozwiązań Google'a, Microsoftu oraz Facebooka. Chciałbym przyczynić się w ten sposób do zniwelowania monopolu tych korporacji i zwiększenia konkurencyjności, której moim zdaniem tak bardzo brakuje na dzisiejszym rynku IT (może Wy również to zauważyliście?). Mam więc nadzieję, że dałem Wam tym wpisem do myślenia, i zachęciłem do czytania kolejnych moich publikacji.

Tymczasem to już na dzisiaj wszystko z mojej strony. Pozdrawiam i do następnego!:) 

internet inne

Komentarze