I przyszła koronka, i nastała normalność...

Oprogramowanie

Rozszerzone wsparcie dla Microsoft Office 2010 właśnie się kończy i część firm budzi się za przeproszeniem z ręką w nocniku. Wcześniej to samo przeżywaliśmy chociażby z Windows 7 i Windows XP, podobny "problem" jest też widoczny z kolejnymi wydaniami Androida i wieloma innymi produktami.

Pomyślmy teraz chwilę o roku 2010. Co też się wtedy działo?

Z wybranych wydarzeń - znana wszystkim katastrofa (nie mogłem się powstrzymać) i wybranie Bronisława K., otwarcie Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, wyłączenie ostatniej Odry 1305 (w PKP), premiera pierwszego iPada, zamknięcie przestrzeni powietrznej nad większą częścią Europy, opublikowanie w WikiLeaks tysięcy dokumentów na temat Guantanamo i wojen w Afganistanie i Iraku, końcówka Nehalemów (Westmere w 32 nm) i Phenomów.

Nowoczesność polega na tym, żeby korzystać z coraz wydajniejszych, bardziej ekologicznych i dających większe korzyści rozwiązań.

Office 2010 w 2020 roku do wielu rozwiązań jest oczywiście wystarczający, ale czy optymalny?

Pakiet Microsoftu przez lata był niedoścignionym wzorem, któremu w Polsce bardzo pomogło tzw. piractwo i trzymanie się własnościowych "zamkniętych" formatów plików.

Obecnie przyszedł Internet, komórki, tablety i masa innych rozwiązań, dostępnych chociażby z przeglądarki.

Pakiet chmurowy kosztuje zdecydowanie zbyt dużo, jeżeli chcemy tylko od czasu coś napisać, policzyć albo zaprezentować.

Podobnie ciekawa sytuacja widoczna jest w firmach, które szczególnie teraz powinny uważać na rozwiązania chmurowe (bezpieczeństwo, ale również "przypominanie" sobie przez korporacje, że infrastruktura jednak kosztuje).

To tyle, jeśli o chodzi o Office - moim zdaniem był kamieniem milowym, ale chyba czas najwyższy na emeryturę całego modelu oprogramowania proponowanego przez Microsoft.

Co do samych wersji, to powiedziałbym, że mamy co najmniej dwa modele migracji oprogramowania - czekamy na koniec wsparcia i migrujemy się na hurra, albo dokonujemy migracji, gdy tylko nowe rozwiązanie przejdzie choroby wieku dziecięcego.

Na maszynach produkcyjnych migracje potrafią być wystarczające skomplikowane (i tu pewnie przez długi czas zdarzać się będą starsze, tylko łatane, wersje), ale na wszystkich innych warto robić to regularnie i zdobywać przy tym cenną wiedzę techniczną.

Jeśli chodzi o systemy operacyjne, to mam tu jedno przemyślenie, i podam to na konkretnym przykładzie.

Wpierw pytanie - ile aktualnie mamy wspieranych wydań Ubuntu?

14.04 LTS jest w obrębie ESM (Extended Security Maintenance), więc go nie liczę.

16.04 LTS zdecydowanie zalicza się do obszaru "Maintenance Updates", z kolei 18.04 LTS i 20.04 w okresie "Hardware and maintenance updates".

Wychodzi więc na to, że obecnie wspierane są trzy wersje LTS (Long Time Support), do tego dochodzi oczywiście "krótka" wersja 20.10.

W przypadku macOS uzyskujemy wsparcie dla trzech wydań 10.13, 10.14 i 10.15 (po wydaniu Big Siur 10.13 prawdopodobnie przejdzie do lamusa).

A jak radzi sobie z tym Microsoft?

Mówiąc krótko: na bogato.

Dla Windows 10 w wersjach Pro i Home wydawane są poprawki do czterech wariantów (1903, 1909, 2004, 20H2), do tego dochodzi wydanie 2019 LTSC (wsparcie do 2029), 2015 LTSB (do 2025 roku) i 2016 LTSB (do 2021 / 2026 roku).

Jak widać, mamy przynajmniej siedem wariantów. To jednak nie wszystko, zasoby firmy są używane również na wspieranie Windows Server i odpłatne wsparcie chociażby dla Windows 7 i 8.1.

Dlaczego o tym piszę?

W życiu nie ma nic stałego - zmiany są nawet pożądane i stymulujące. Jeżeli zużywamy za dużo energii na kurczowe trzymanie się przeszłości i stoimy w miejscu, nie idziemy do przodu, a nawet się cofamy.

Kiedyś dla wielu okres wsparcia produktów Microsoft oznaczał wręcz katastrofę, dzisiaj można powiedzieć, że firma powoli, ale nieubłaganie traci swoją pozycję. A traci dlatego, bo się rozdrabnia...i zamiast iść do przodu, to kurczowo się trzyma przeszłości (a jeśli robi coś od nowa, to najczęściej tak, żeby użytkownik poczuł lekkie wku...nie).

Z drobiazgów: pisałem o drobnym problemie z usunięciem windows.old (tak, tak, robiłem to początkowo z narzędzia systemowego) i proszę - jest fix Microsoftu.

Z rzeczy większych: nowy "lepszy" Panel Sterowania nie nawet odnośników do niektórych starych okien dialogowych (a ze "starego" usunięto je ze znanych lokalizacji).

Jeżeli ja mam płacić za wybrakowany produkt, to przepraszam... nie jestem zainteresowany.

Oprogramowanie Open Source w tym wypadku poniekąd ma ważną cechę - w większości stawia się tam na otwarte standardy i brak opłat (Androida proszę nie brać pod uwagę - można powiedzieć, że jest to chora korporacyjna implementacja szlachetnej idei).

W sumie pozostaje mi mieć nadzieję, że zła sytuacja na świecie tylko spowoduje wzrost popularności tego ostatniego i wypieranie kalekich reliktów przeszłości.

A sprzęt?

Bardzo dobrze się stało, że firmy takie jak Samsung zaczynają widzieć mniejsze przychody w obszarze tzw. flagowców.

Jeżeli mam być szczery, to nawet na telefonie z 2016 jestem w stanie uzyskać wynik > 200 Mbps. Zagrywki typu "kończymy koniec wsparcia" (albo "dajemy wsparcie tylko dla wersji z jedną kartą SIM", co wystąpiło w Samsung S7) są delikatnie mówiąc poniżej pasa, problemy z dotykiem żenują (Samsung S20 FE), tak samo jak zapowiadane problemy z Internetem na starszych Androidach.

Wygranymi roku 2020 są moim zdaniem tylko AMD i Apple.

Choć pierwsza firma dosyć jednak niefajnie potraktowała użytkowników z grubszym portfelem (mówię szczególnie o użytkownikach pierwszych Threadripperów, również o brakach zgodności z chipsetami i kilku innych rzeczach), to konsekwentnie doprowadza do sytuacji, że potrzebujący mocy ją uzyskują.

A Apple jak to Apple - oszczędza, oszczędza i oszczędza, ale... również pokazuje, jak powinien wyglądać sprzęt z ARM. Sam chciałem coś takiego kiedyś przytulić, ale albo kadłubki (do włożenia telefonu i podłączenia go w trybie DEX) były niezbyt wygodne i miały szybę, albo całość była delikatnie mówiąc brzydka i niefunkcjonalna.

Jaki będzie sprzęt z M1, zobaczymy - na razie firma dała innym korpo porządnego kopala w dupala i nawet jeśli nie kupimy jabłka, to na pewno dzięki nim pojawi się więcej czegoś normalnego na rynku.

Jak dla mnie bomba - mam dosyć przeglądania "szybkich" sprzętów z Intelem i bateriami, które padają po gwarancji (mój przykład z ostatnich dni - laptop znanego producenta, w którym bateria z 90% schodzi od razu do 5%).

W pierwszym okresie należy się oczywiście liczyć z mniejszym "emezing" (co widać już po premierze Big Siur, gdzie problemem okazało się serwowanie 12GB zamiast jakichś 3-5GB) i potem być może jeszcze większym monopolem, ale... to w przyszłości.

Na razie Apple wykonało dobry ruch i akurat za ten ruch należy ich pochwalić, za to wiele innych firm zasługuje na złote maliny za wciskanie chłamu ludziom, którzy szczególnie teraz mają mniejsze możliwości zakupu.

Podsumowanie 

Niektórzy ciągle żyją w Matrixie

i przeżywają szok, że dajmy na to Google zaczął kasować bezpłatne usługi chmurowe.

Myślę, że wiele firm czuje już pismo nosem (wiedzą, że nie da się sprzedać rzeczy słabych) i stąd już teraz "premiery" laptopów z Ryzen 5000.

Co będzie dalej?

Zobaczymy (a ja ze swojej strony polecam zainteresować się sprzętem używanym i darmowym softem).