Dom prawie inteligentny — czyli przygodę z inteligentnym oświetleniem... i nie tylko... czas zacząć

Witajcie po bardzo długiej przerwie w moim blogowaniu ale ale ani nie było weny, ani czasu. Teraz jednak mimo, że czasu nie ma nadal ale wena wróciła, więc trzeba by sobie przypomnieć jak się pisze dla DobrychProgramów, bo i to przez DobreProgramy mam o czym pisać ale od początku.

ale o co chodzi?

Jakiś czas temu na Dobrych Programach był ogłoszony nabór na testy od TP-LINK, a jedną z rzeczy do przetestowania były dwie inteligentne żarówki od nich, zapisałem się na testy ale (nie)stety nie udało się ;). Ponieważ jednak od dawna chodziło mi po głowie zainstalowanie sobie w pokoju oświetlenia, którym mógłbym sterować za pomocą smartfonu to mimo tego, że na test od TP-Linka się nie udało załapać i tak postanowiłem pójść za ciosem i takie światło sobie sprawić.

Dla wielu może się w tym momencie wydawać, że światło sterowane smartfonem, zwłaszcza instalowane tylko w jednym pokoju — tak jak w moim wypadku — to zwykłe gadżeciarstwo i nic ponadto. U mnie jednakże problem jest głębszy, otóż jestem osobą niepełnosprawną, na wózku i gdy wieczorem chciałem zaświecić światło musiałem prosić o pomoc, po co, skoro mogę być samodzielny a przy okazji mieć gadżet, który dostarcza sporo frajdy ;). Tak więc szybka decyzja — kupuję ;) ale...

Co wybrać?

Rynek takich urządzeń jest z jednej strony dość wąski — bo jest tylko kilka firm, które tym się zajmują ale z drugiej strony jest tak specyficzny, że łatwo się w tym pogubić.
Od razu wiedziałem jedno, nie chcę nic na pilota, chcę coś, co sterowane będzie smartfonem, dlaczego? Bo pilot wypacza całą ideę niezależności o tyle, że musiałbym go mieć przy łóżku czy na wózku jako dodatkowe "coś" a po co, skoro telefon tak czy siak mam i muszę mieć przy sobie.

Gdy już wiem, że chcę coś pod smartfona, pojawia się pytanie... co wybrać — Żarówkę, którą wkręca się do standardowej lampy na suficie czy może dedykowane, zintegrowane źródło światła?

Ponieważ i tak chciałem wymienić żyrandol, raz, że ze względów estetycznych a dwa, bo pasowały do niego tylko żarówki o małym gwincie, których maksymalna moc to 5W, najpierw pomyślałem o gotowym rozwiązaniu lampy, którą będzie się dało sterować. Jednak po głębszym przyjrzeniu się dostępnym rozwiązaniom na rynku i okazało się, że tego typu konstrukcje są "jednorazowe" . Dlaczego? Ponieważ gotowe lampy maja jako źródło światła zamiast żarówek nierozbieralne LEDy. Sprzedawcy tego typu rządzeń zapewniają, że będzie działać 15 - 20 lat, problem w tym, że producent udziela 2 lata gwarancji. Dlatego też zdecydowałem się na zakup tradycyjnej lampy z gwintem E27 i inteligentne żarówki.

Poznajmy Philips Hue — Meet Hue

Mój wybór padł na produkt Philipsa o nazwie Philips hue, żeby zacząć przygodę ze smart żarówkami od Philipsa zdecydowałem się na zakup pakietu startowego, czyli

Philips Hue Starter kit.

w skład tego pakietu wchodzi:

  • 3 żarówki Philips Hue z gwintem E27
  • Dimmer (ściemniacz światła połączony z włącznikiem / wyłącznikiem) montowany na ścianie
  • Mostek Hue (Hue Bridge) — więcej o nim poniżej

Co do żarówek do wyboru są 2 rodzaje White LED oraz HUE WHITE AND COLOR RGB. Jak sama nazwa wskazuje, pierwsze operują tylko w zakresie bieli, drugie dodatkowo działają w pełnej pakiecie RGB i to właśnie na wariant RGB się zdecydowałem. Za zestaw Hue Starter kit i dodatkową jedną żarówkę zapłaciłem jakieś 560 zł.

Dimmer to dodatkowe urządzenie montowane na ścianie pozwalające na regulację natężenia światła oraz jego wyłączenia, jak się okazuje czasem dość przydatne jeśli ktoś z domowników chce zaświecić światło lub je wyłączyć a nie ma stosownej aplikacji na smartfonie albo gdy smartfon się rozładuje.

Mostek natomiast jest centralnym urządzeniem umożliwiającym komunikację zarówno między żarówkami jak i pomiędzy żarówkami a smartfonem i siecią domową, to tak naprawdę dzięki niemu odbywa się cała magia jak kreowanie scen kolorystycznych, synchronizacja świateł do muzyki czy włączniki czasowe. Warto w tym miejscu dodać, że same żarówki nie korzystają z Wi-FI czy Bluetooth a zamiast tego komunikują się w specjalnej, stworzonej między sobą sieci w standardzie zigbee sam mostek natomiast podpinamy kablem LAN do naszej sieci domowej. Efektem takiego rozwiązania jest fakt, że żarówki nie musza znajdować się blisko mostka aby komunikować się ze smartfonem bo pakiety mogą przesyłać między sobą aż trafią do mostka, który wszystkim steruje.

Pierwsze uruchomienie

Aby rozpocząć zabawę podłączamy Hue Bridge do prądu oraz kablem LAN do routera i wkręcamy żarówki na swoje miejsce oraz włączamy je, jescze standardowo włącznikiem, następnie ze sklepu Play lub App Store pobieramy aplikację Philips hue i włączamy WI-Fi w smartfonie, po uruchomieniu aplikacji wyszukiwany jest wcześniej wspominany Hue bridge, aby potwierdzić, że to właściwy naciskamy na przycisk umieszczony na nim i wówczas następuje aktualizacja firmware w urządzeniu. Po jej zakończeniu przechodzimy do Ustawienia>Konfiguracja świateł i wyszukujemy zainstalowane źródła światła, w moim wypadku 4 żarówki RGB, także tutaj w tym momencie następuje aktualizacja firmware... żarówek ;) swoja drogą ciekawych czasów dożyliśmy, że żarówki też mają swoje oprogramowanie. W podobny sposób konfigurujemy wspomniany dimmer z resztą sieci, również i tym razem trzeba potwierdzić że chcemy powiązać urządzenie z odpowiednim Hue bridge poprzez naciśnięcie na nim przycisku.

Co dalej? Czyli krótki opis możliwości

Ustawienia w aplikacji Hue są bardzo duże i bynajmniej nie ograniczają się tylko do włącz / wyłącz światło. Za pomocą aplikacji można między innymi tworzyć różnokolorowe sceny, regulować jasność światła czy co szczególnie istotne sterować poszczególnymi żarówkami z osobna jak i grupować je np. tworząc pokoje czy poszczególne lampy.
Ponadto producent zapewnia predefiniowane profile, które są przeznaczone np. do pracy w oświetleniach w różnych sytuacjach, np. gdy odpoczywamy, mamy profil relaks, a do pracy profil skupienie, lub lampka nocna gdy... no domyślcie się sami ;). W zależności od wybranego profilu lub samodzielnych ustawień otrzymujemy światło o różnej barwie, natężeniu czy wreszcie własnych preferencji. Pamiętajcie też że światło nie musi być białe czy żółtawe, do dyspozycji jest cała paleta barw RGB i uwierzcie mi na słowo niebieski jest naprawdę niebieski a zielony jest zielonym. Niestety zrobienie zdjęcia czy filmu mija się z celem ponieważ zupełnie nie odda to tego jak faktycznie działają te żarówki. W aplikacji możemy ustawić

Warto w tym miejscu wspomnieć o dwóch rzeczach. Pierwsza to taka, że możemy założyć konto na stronie Hue i sterować naszym oświetleniem z dowolnego miejsca gdzie mamy dostęp do internetu, wówczas jeśli nie jesteśmy w zasięgu sieci wi-fi, w której znajduje się nasz bridge komunikacja odbywa się za pomocą chmury Hue. Działa to bezproblemowo chociaż warto zaznaczyć, że o ile reakcja na zmiany jest praktyycznie natychmiastowa przy korzystaniu z wi-fi to wykonanie tego samego za pośrednictwem chmury powoduje kilkusekundowe opóźnienie.

Drugą rzeczą, o której warto wiedzieć to to, że nie jesteśmy ograniczeni tylko do aplikacji od Hue, możemy znaleźć wiele aplikacji, czy to w sklepie play, czy dla Windows, dających wiele dodatkowych możliwości "zabawy światłem" można np. zsynchronizować światła z odtwarzaną muzyką, wówczas efekt może być podobny jak w klubie, oczywiście na mniejszą skalę.

Dodatek dla leniwych — czyli gadamy do żarówek

Ostatnią rzeczą o której chciałbym wspomnieć to integracja z asystentem Google Home, w moim przypadku konkretnie z Google Home Mini, po odpowiedniej konfiguracji asystenta google wystarczy powiedzieć turn on lamp 1, 2 lub 3 albo turn on the sconce i tak się dzieje. Oczywiście wymagało to opisania źródeł światła angielskimi nazwami, dlatego mam nadzieję, że w końcu będzie obsługa języka Polskiego. Działają też inne komendy jak change the sconce to blu (zmieni kinkiet na niebiesko) czy dim lamp 1 to 50%, ściemni żarówkę oznaczoną jako lamp 1, na 50%. W brew pozorom gadania do google używam nawet częściej niż korzystam z aplikacji mobilnej bo zwykle mi się nie chce jej odpalać.

Podsumowanie —Warto czy nie?

Osobiście nie żałuję zakupu systemu Hue. mimo nie najniższej ceny jako całość spisuje się całkiem nieźle dając przyjemność z użytkowania a w moim wypadku także upraszczając życie. Dodatkowym plusem jest fakt iż oprogramowanie jest po polsku a przez całyproces konfiguracji jesteśmy prowadzeni za rękę. Pytanie tylko czy z czystym sumieniem mogę polecić zakup zestawu komuś, dla kogo nie jest problemem zaświecić światło przy użyciu standardowego przycisku ściennego, zwłaszcza jeśli chciałby wyposarzyć w takie żarówki nie jeden pokój jak w moim wypadku ale cały dom. Z mojej perspektywy — wydaje mi się, że chyba jednak nie. Cena całości jest jednak dość wysoka a bajery w postaci kolorowego światła RGB to coś co szybko się nudzi. Natomiast z pewnością jeśli ktoś już zainwestuje nie powinien żałować decyzji, tym bardziej, że światło jest naprawdę jasne a możliwość ustawienia temperatury barwowej pozwala dobrać oświetlenie do określonych sytuacji.

Na koniec, jeśli macie jakieś pytania czy to o same żarówki czy o Google Home mini, piszcie w komentarzach — odpowiem a może nawet powstaną kolejne wpisy.