Praca z mainframe – kroniki Gala Anonima

Piękny słoneczny poranek w Starożytnym Rzymie nie zapowiadał niczego specjalnego. Jak zawsze o tej porze żar leje się z nieba, w powietrzu czuć zapach igrzysk, a na mieście sporadyczne osoby zagłuszają innych, wykrzykując imię wielkiego bohatera Herkulesa. Dzień nie zapowiada żadnych większych atrakcji, choć bardziej dociekliwe oko widzi co się dziwnego dzieje w mieście. Kakofonia na ulicach skrywa swoje mroczne tajemnice…

Forum, oprócz równie popularnych łaźni, jest niejako centrum społecznym stolicy. Ogólnie targi są tu głównym czynnikiem napędzającym gospodarkę więc nic dziwnego że skupiają one wielu ludzi. Powszechny i szybki handel spowodował iż produkty były wymieniane niekiedy bez zapewnienia odpowiedniej staranności. Bez paragonów, często bez żadnych faktur i potwierdzeń. Brak systematyczności powodował wiele błędów przez co ludzie miewali problemy choćby z uregulowaniem podatku i cła. Wydaje się, że cały Rzym pochłonięty jest w tym szaleństwie i rozgardiaszu. Cały? Nie! Jeden skromny galijski sklepik na przedmieściach stolicy wciąż stawia opór biurokratycznej rozwiązłości. 

Masywna, marmurowa elewacja budynku uwieńczona stylowym choć prostym logotypem, wygląda na tle konkurencji nieco archaicznie. Dokładniej jest to miejsce w którym odpłatnie zaopatruje się w najlepsze elementy uzbrojenia rzymska armia. Obecnie dyżur sprzedażowy w tym galijskim sklepie pełni tu Operatix – starszy wąsaty obywatel Condatum który przeniósł się do centralnej części świata za sławą i dobrobytem. Dzisiejszy błogi spokój zakłóca jednak nagłe wydarzenie. Oto do izby wchodzi w blasku słońca nieznajomy. Szaty z wełny milezyjskiej przesiąknięte zapachami cytrusów oznajmiły Operatiksowi, że ma tutaj do czynienia raczej na pewno z jakimś bogatym lub wysoko uposażonym Rzymianinem. Doświadczenie podpowiadało iż nie będzie to jakaś zwykła biznesowa pogawędka. Psychicznie jak i fizycznie Operatix był już gotowy na procedurę „Kompetentność i Całkowita Kontrola Sprzedaży” (w skrócie KICKS, lub bardziej poprawnie po łacinie CICS).

Gość błyskawicznie odczytał zapraszający gest gospodarza i bez zwłoki usiedli razem przy stole. Już pierwsze słowa przybysza były miodem na uszy sprzedawcy z dalekiej Galii. „Chcę kupić sprzęt dla swoich ludzi” – rzekł z pewnością w głosie Rzymianin. Operatix od razu połączył kropki. Wystarczyło aby sobie przypomniał jaki formularz jest odpowiedzialny za sprzedaż dóbr dla obywateli w sandałach. Formularz pod identyfikatorem ORD1, bo o nim mowa, był podstawą do wprowadzenia w życie zamówienia klienta. Operatix pstryknięciem palców przywołał do siebie swojego pomocnika Terminalusa Kontrolusa, któremu zlecił przygotowanie odpowiedniego dokumentu. Ten już po chwili był z powrotem wręczając kolorową glinianą tabliczkę, czekającą aby ubogacić jej treść w stosownych miejscach.

Przybysz po kolei podał wszystko co było niezbędne do złożenia zamówienia. W krótkiej rozmowie okazało się że Oktawiusz, bo tak miał na imię gość, planuje poprawienie stanu wyposażenia swojej straży przybocznej szybkiego reagowania. Według niego nie ma co oszczędzać na bezpieczeństwie, a nuż nóż może wylądować któregoś dnia niespodziewanie w plecach. Widać też było że nie pierwszy raz składa większe zamówienie więc i cała procedura rzeźbienia tabliczki zakończyła się szybko i sprawnie. Po upewnieniu się czy wszystko jest poprawnie wpisane i wartości zgadzają się z oczekiwaniami Operatiks przekazał pomocnikowi tabliczkę i zlecił wykonanie zamówienia. Terminalus zabrał wypełniony dokument i zniknął za kotarą która kryła zaplecze sklepu. Już po chwili zza zasłony słychać było różne niepokojące dźwięki. Tak jakby metal tarł o metal, amfory z winem tłukły się na potęgę, a ludzie krzyczeli jakby całe miasto stało w ogniu… I to wszystko niepokojąco grzmiało na raz, jednak nikt w głównym pomieszczeniu nic sobie z tego nie robił. Po paru sekundach wszystko ucichło, a z zaplecza powrócił Terminalus z informacją ze wszystko jest OK oraz na prośbę Operatiksa potwierdził datę złożenia i całkowitą kwotę zamówienia.

Wygląda na to że wszystko się szczęśliwie udało. Dociekliwy Oktawiusz zapytał jeszcze jak dobrze prosperuje sklep. Operatix wyjaśnił, że nie jest on jedynym pracownikiem przyjmującym zamówienia, a jego koledzy po fachu rozsiani są niemalże w całym Cesarstwie, przyjmując i wykonując bez przerwy miliony różnorakich transakcji. W tym interesie nie ma czasu na przestoje, a skala przedsięwzięcia jest mimo wszystko olbrzymia. Panowie dogadali się jeszcze w kwestiach terminu oraz miejsca przekazania towarów. Na koniec przybysz poderwał się do wyjścia dziękując za sprawną i bezproblemową obsługę, licząc też na równie skuteczne przyszłe transakcje.

I tak oto zakończyła się kolejna udana operacja finansowa w galijskim sklepie. Taka historia powtarza się po dziś dzień mimo że jeszcze niedawno była czyjąś codziennością. Zmieniała się oczywiście nieco forma, aby zwiększyć wydajność działalności, oraz zakres prac których się podejmuje. Jednak sam duch przodków pozostał. Cały czas obywatele przecież chcą przesyłać denary, ubezpieczać swoje rydwany albo po prostu zrobić większe zakupy. Nawet wojsko i instytucje państwowe przekonały się i pracują w podobny sposób, co nie jest do końca oczywiste w dzisiejszych czasach. Potrzeba do tego wszystkiego zaufanych pracowników, procedur i sprzętu który potrafi zrozumieć potrzeby ludzi, a co ważne działa szybko i bezproblemowo.

W następnym odcinku: najlepszy edytor tekstowy na świecie, którego pewnie nie będzie ci dane używać...