Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Quo vadis Ubuntu, czyli jak powstał Mac OS X dla biednych

Na początku chciałbym zaznaczyć, że tytułem nie chce nikogo urazić.
Jak większość czytelników niniejszego bloga wie, że Ubuntu to:

dystrybucja Linuksa zrodzona z dziadka Debiana. Nazwa, choć pochodząca z Afryki, dobrze oddaje charakter systemu – Ubuntu lubi się buntować. Z racji swego południowoafrykańskiego pochodzenia bywa niekiedy żartobliwie nazywana murzyństwem.

Znane też w pewnych kręgach jako stare afrykańskie słowo nie potrafię skonfigurować Debiana. System miał wprowadzić wolne oprogramowanie pod strzechy domu przeciętnego Kowalskiego lecz stało się zupełnie inaczej.

Chciałbym dzisiaj przedstawić swoje przemyślenia na temat rozwoju najpopularniejsze dystrybucji systemu opartego o jądro Linux. Jak zmieniło się Ubuntu w ciągu paru lat oraz co z tego wynikło.

r   e   k   l   a   m   a

W tym celu uruchomiłem obraz live cd z pendrive, ponieważ mam laptop bez napędu optycznego oraz Ubuntu nie używam. Na co dzień korzystam z systemu Debian Linux. Po uruchomieniu się systemu przy próbie włączenia myszy Bluetooth spotkała mnie niespodzianka:

Tym się nie przejmuje, bo Windows 7 też ma z nią problem, ale potwierdza się, że Ubuntu lubi się buntować.

Dlaczego Mac OS X dla biednych?

Myślę, że wystarczy spojrzeć na zrzuty ekranów z obu systemów, żeby od razu zauważyć wspólne cechy.
Mac OS X 10.8:

Ubuntu 13.04:

Przede wszystkim w oczy rzuca się dock z ikonami, w przypadku Ubuntu znajduje się w lewej części ekranu czy chociażby przyciski okien po lewej stronie. Następny argument to na przykład nowe rozwiązanie instalacji aplikacji. Canonical w swoim systemu wykorzystuje pomysły Apple pełną garścią. Kogo nie stać na zakup sprzętu z nadgryzionym jabłkiem, może zainstalować Ubuntu na swoim sprzęcie. Będzie miał to samo za darmo bez wychodzenie z domu. Pięknie czyż nie? W porównaniu do Mac OS X Ubuntu zawiera pełno błędów już twórcy nie widzą, bo skupili się na ich oczku w głowie, czyli Unity. Co nam po systemie, który ładnie wygląda, a działa tak jakby nie mógł. Przyjrzyjmy się aplikacji apt, głównemu elementowi systemu bez którego właściwie nie jest wstanie działać. Posłużę się tutaj dziennikiem zmian wersji z długim okresem wsparcia. Jak widać w pliku źródłowym twórcy naprawiają tylko błędy, a dlaczego tak właściwie jest? Odpowiedź jest dość prosta. Cytując fragment:

apt (0.8.16~exp12ubuntu1) precise; urgency=low

  [ Michael Vogt ]
  * merge from debian/experimental

Z tego wynika, że wersja została przeniesiona z repozytorium Debian experimental, znane również jako RC-Buggy. Krótko mówiąc znajdują się tam aplikacje, które zawierają błędy i normalnego użytku się nie nadają. Developerom Ubuntu to nie przeszkadza, pogoń za numerkami wersji jest ważniejsza. Dlatego ten system jest tak mało stabilny. Jest to też jeden z powodów iż mało kiedy udaje się pomyślnie zaktualizować system z wersji na wersję.

Pulpit Unity

Po wydaniu pulpitu Gnome 3, pożegnałem to środowisko całkowicie, a jego miejsce zajęło Xfce. Tak więc Unity jest dla mnie ciekawym wynalazkiem. Czytając fora internetowe przygotowany byłem, że spotka mnie niespodzianka w postaci nie działającego środowiska. Lecz obyło się bez tego, oprócz dziwne wyglądających ikon na pasku po lewej dolnej stronie ekranu, co widać na zrzutach wyżej. Po 15 minutach zabawy zaczęło mnie denerwować przełączanie pomiędzy oknami tej samej aplikacji np. menadżera plików:

Bardzo intuicyjne i łatwe w obsłudze, doprawdy. Prawie jak słynna kostka pulpitu. W poprzednich wydaniach systemu jak i środowiska klikając na ikonę aplikacji można było w łatwy sposób wybrać okno, a tutaj porażka. W moim odczuciu takie rozwiązanie jest dobrze dla urządzeń z ekranami dotykowymi, których osobiście nienawidzę. Następną rzeczą, która mnie doprowadzała do szewskiej pasji było znalezienie jakiejkolwiek aplikacji za pomocą menu.

Koniec marudzenia. Czas na konkrety.

Odbędziemy podróż w czasie o zaledwie 3 lata do kwietnia roku 2009

W tym czasie zostało wydane Ubuntu 9.04, które można było jeszcze zamówić za darmo na oryginalnych wytłaczanych płytach. Część aktualnych forumowiczów będących fanami Ubuntu nie potrafiło się nawet ręcznie podpisać, a niniejszy jeszcze vortal pisał :

W nowym Ubuntu znajdziemy między innymi środowisko GNOME w wersji 2.26 (Kubuntu zaoferuje stabilną wersję KDE 4.2.2), funkcję optymalizacji czcionek w zależności od parametrów monitora, nowe style i ustawienia notyfikacji. Prócz tego, pojawiła się obsługa ext4, dzięki czemu nowe Ubuntu jako jedna z pierwszych dystrybucji umożliwi instalację na partycjach sformatowanych z tym systemem plików.

Dla mnie jest to ostatnie sprawnie działające Ubuntu, w którym graficzne wodotryski nie są głównym założeniem systemu. Mamy system z prostym interfejsem użytkownika, tymi samymi aplikacjami co dzisiaj, ale nie zawierają błędów. Tak się zastanawiam po co coś zmieniać skoro to działa.

System nie wygląda jak Mac OS X, nie zawiera masy błędów, które można spotkać w najnowszych wydania czyli:


  • Serwer dźwięku PulseAudio bez żadnej konfiguracji. Dźwięk w Ubuntu nie działa - usuń pakiet pulseaudio i zacznie działać,
  • Masa niepotrzebnych przeciętnemu użytkownikowi wodotrysków,
  • Zupełny brak stabilności system. Dzisiaj może działać, po jutrzejszych aktualizacjach już nie.

4 lata temu nie było problemu, żeby system był dopracowany, zwarty i gotowy do pracy dla jak hasło dystrybucji wskazuje for human beigns. Nawet aplikacje można było łatwo znaleźć:

Co prawda świat poszedł do przodu, zmienił się sprzęt. Na potrzebny tego wpisy chciałem uruchomić obraz live cd na moim sprzęcie, lecz się nie udało ponieważ jest za nowy. Zrzuty ekranu pochodzą z maszyny wirtualnej.

Twórcy Ubuntu obrali drogę:

It's not bug It's feature

Jak tak dalej pójdzie za parę lat będzie można straszyć Ubuntu ludzi, jak to miało miejsce z Windows Vista:

Mądrości sobie i wam życzę! 

linux oprogramowanie inne

Komentarze