Smartfony – kocham i nienawidzę

Świat urządzeń mobilnych jest tak samo pozytywny i ciekawy, co żałosny i nudny. Producenci dostarczają nam coraz ładniejsze sprzęty, które starczają na coraz krócej. Zmieniając coraz mniej, wciskają nam że zmienili wszystko, oczekując od nas zmiany smartphone’a najlepiej co roku. Z drugiej strony dostarczają nam coraz wygodniejsze rozwiązania ułatwiające nam życie. W życiu nic nie jest zero-jedynkowe, nie inaczej jest z smartphonami. Która strona jednak przeważa? Na początek posolimy…

Wszechobecne szkło

Erę klasycznych telefonów wszyscy pamiętamy. Czy mieliście na swojej Nokii 3310 założone etui? Raczej nie? Czy przemierzaliście galerie handlowe aby znaleźć pasujące szkło hartowane do Sony Ericssona K750i? No właśnie. Dzisiaj mamy design kosztem wytrzymałości, ale czy nie dałoby się inaczej? Chce smartphone z plastiku! Niech się rysuje, co mi tam, najwyżej założę folie za 5zł i będę miał spokój. Jak telefon zaliczy glebę o chodnik nie skończy się to wejściem do mojego urządzenia pająka i wydatkiem rzędu paru setek złotych. Natomiast przy szkle chroniącym szkło... Gwarancji przeżycia wyświetlacza nie ma żadnej, włącznie z perfekcyjnymi szkłami w cenie budżetowego telefonu.

Już nie wspomnę o estetycznych patologiach pokroju szkieł na szkła 2,5D (patrz foto) i mojej wojence reklamacyjnej z pewną firmą sprzedającą właśnie takie dodatki za niemałe już pieniądze. Wśród znajomych widzę jak nie ledwo przyklejone szkło, to cała chmarę pająków na wyświetlaczu. Ani to estetyczne, ani funkcjonalne. Szerząc teorie spiskowe można wywnioskować, że to był celowy zamysł producentów aby sprzedawać kolejne ubezpieczenia albo naprawy serwisowe za nieraz niebotyczne pieniądze. Wszystkim szkłom życzę szybkiej, aczkolwiek wyjątkowo bolesnej śmierci. 

Legendarny Muzyczny Jacek 

Wraz z iPhone'em 7 powitaliśmy erę telefonów bez złącza mini-jack. Tłumaczenia były różne - bo to miejsca zajmuje, bo to przeszkadza dla wodoodporności, bo to teraz nic po kablu już nie będzie. Inni producenci przyklasnęli dla Apple i podążyli tą samą ścieżką. Wszyscy radośnie kupują przejściówki USB C/Ligtning na mini-jacka tudzież słuchawki bezprzewodowe... Uważam że dobre rozwiązania warto implementować we własnych produktach, jednak bez naśladowania wszystkiego w ciemno. Samsung jako jeden z nielicznych powiedział "idźcie się dokształcić" z takim pomysłem i do tej pory prezentuje swoje urządzenia ze złączem pod które podepniemy każde słuchawki. 

Jak tylko telefony komórkowe "nauczyły się" odtwarzać empejtrójki, mieliśmy niemalże do każdego telefonu inną wtyczkę słuchawek współdzieloną z ładowaniem. Podział ten udało się znieść mniej więcej w tej samej chwili gdzie micro USB zagościł jako główny standard złącz do ładowania/transferu danych. Teraz wracamy do punktu wyjścia, historia zatacza koło?

Mesho, ale ja nie potrzebuje takiego złącza/używam bezprzewodowych słuchawek! I ja to szanuje. Jednak nie uważam że będzie kiedykolwiek pora aby powiedzieć mini-jackowi "dobranoc". Chce podpiąć takie słuchawki jakie chce, przejściówkom (jak sama nazwa wskazuje, "rozwiązanie przejściowe") życzę podobnej śmierci jak szkłom hartowanym. I szczerze mówiąc... nie mam z tym problemów. Zagłosuję portfelem, kupując urządzenie spełniające moje wymagania. Jednak trend odbierania rozwiązań zamiast dodawania opcjonalnych możliwości jest niepokojący. Idąc głębiej w sumie po co głośnik w ogóle w telefonie? I mikrofon? W sumie i tak już większość pisze na Messengerze. Przecież można podpiąć i chodzić z dodatkowym bezprzewodowym chomątem na głowie, które będziemy mogli dokupić za jedyne 99,99$. 

Bateria

Od lat w jej temacie za wiele się nie zmieniło. Jak ładowaliśmy ją codziennie tak dalej ładujemy. Producenci zamiast zmniejszyć zużycie baterii, idą w przeciwnym kierunku wrzucając coraz to potężniejsze bebechy. Sprawę ogniw sprowadzają przeważnie do coraz szybszych możliwości ich ładowania. Z drugiej storny kto by kupił powerbank gdyby smartphone wytrzymywał tydzień w buszu bez dokarmiania?

Rękawicę próbuje podnieść m.in. Xiaomi montując w swoje urządzenia nieco większe ogniwa, które w przypadku średniaków (m.in Redmi Note 4, 5) robią robotę. Jednak to jest wciąż w najlepszym przypadku 2-3 dni. Koncertu życzeń ciąg dalszy - chce flagowca o tygodniowej baterii!

Teraz posłodźmy...

Przymykając na oko wspomniane wyżej bolączki smartphone'y wprowadziły do naszego życia parę udogodnień o których bardzo często sam zapominam. Zaczynam je doceniać dopiero przy użytkowaniu klasycznych telefonów.

Na co dzień poruszam się samochodem, chociaż przy wyjściach na zakrapiane imprezy zdarza mi się pojechać autobusem. Dojeżdżając spoza miasta nie miałem gdzie zakupić biletów, u kierowcy nie zawsze jest możliwość a jak już jest, jest to droższym rozwiązaniem niż normalnie. Do czasu wprowadzenia SkyCash, operatora płatności za parkowanie i bilety przeważnie będąc w mieście kupowałem papierowe bilety na zapas. A tu pach, weszła aplikacja i rozwiązała problem. Dla mnie bomba, ruszyć w podróż bez przepłacania i szukania kiosków. Jednak lubię dmuchać na zimne i gdzieś w portfelu trzymam awaryjne bilety, jakby technologia zawiodła.

Płatności NFC

O istnieniu NFC wiedziałem od dawna. O możliwości płaceniu telefonem tak jak kartą również. Zacząłem jednak doceniać to rozwiązanie dopiero, kiedy zakupiłem telefon wspierającym tą funkcję. Telefon odblokowany, przykładam do terminala. Bez otwierania portfela, szukania karty. Pod znakiem zapytania stawiałem bezpieczeństwo takiej formy płatności, jednakże o ile nie zainstalujemy podejrzanych aplikacji (albo mamy po prostu iPhone'a) nie powinno się stać nic złego. Oczywiście dobrze jest zachować ostrożność, ustawić odpowiednie limity i mieć świadomość co się na naszych kontach bankowych dzieje. 

Od strony z zewnątrz, potencjalnego złodzieja to rozwiązanie jest bezpieczniejsze od zwykłej karty zbliżeniowej - przy niej o ile nie ustawimy inaczej, nie mamy żadnego uwierzytelniania. Przyłożone, zapłacone. Smartphone musi być natomiast odblokowany, czyli jest pierwsza bariera przed kradzieżą środków. No chyba że złodziej jest Hindusem który rozpracował zabezpieczenia od podszewki i odblokował telefon mrugnięciem oka. Wtedy masz przekichane.

Bezprzewodowe ładowanie

Niemetalowe plecki w moim smartphonie pozwoliły producentowi na dodanie funkcji bezprzewodowego ładowania. Podobnie jak przy NFC, tutaj też doceniłem to rozwiązanie dopiero kiedy zacząłem z niego korzystać. Telefon rad niewola ładuje się u mnie codziennie, zatem ląduje na ładowarce na noc.

Nie zastanawiam się gdzie jest wtyczka od kabla, po prostu kładę urządzenie na ładowarce znajdującej się na szafce nocnej i tyle. Jest to nawet udane zadośćuczynienie za baterie która dalej trzyma jeden dzień. 

Aparat

Czy używacie jeszcze swoich klasycznych aparatów fotograficznych? O ile nie jesteście zapalonymi hobbystami pewnie nie. Mój "małpka" Canona odeszła w zapomnienie już w erze Sony Ericssona K750i - telefonu, który był już w stanie zrobić zdjęcie które bez problemu nadawało się do umieszczenia w rodzinnym albumie. Dzisiaj nawet smartphone za 500zł zrobi super zdjęcia, o ile mamy dobre światło. Jak donoszą Amerykańscy naukowcy nocą jest ciemno, wtedy do akcji wchodzą urządzenia flagowe. 

Kupując już 'przeterminowanego' flagowca Galaxy S7 nie oczekiwałem cudów z użytkowania aparatu, zwłaszcza nocą. Jednak zaskoczyłem się pozytywnie strzelając kilka fotek przy kiepskich warunkach oświetleniowych. Cytując klasyka: "bunkrów nie ma, ale też jest zajebiście". Aparat w telefonie nigdy nie będzie lustrzanką, co nie zmienia faktu że jakością będzie nas z generacji na generacje coraz bardziej rozpieszczać.

Spotify

Streaming muzyki zmienił podejście do konsumowania tej formy rozrywki. Ściąganie empetrójek, organizacja ich kolekcji przestała być rzeczą wygodną, kiedy pod ręką mamy gotową praktycznie nieskończoną bibliotekę muzyki. Na zawołanie, pstryknięcie palcem mamy każdy utwór. Legalnie, bez korzystania z luki w naszym prawie. 

Rozwiązanie to "uwiązało" mnie do smartphone'a na dobre. O ile Facebooka i e-maila możemy sprawdzić na każdym dzisiejszym klasycznym telefonie, o tyle ze Spotify nie jest już tak różowo... chociaż było. Firma jeszcze kilka lat temu wspierała swoją aplikację na Symbianie. Ileż bym dał za Spotify na Nokii E52, smart-klasyku o idealnej baterii. 

Sceptycy zarzucają streamingowi brak muzyki "na własność" oraz (zwłaszcza w stosunku do Spotify) mierną jakość dźwięku. Przeliczając na złotówki, po roku użytkowania Spotify jako student (wydaniu 120zł) kupiłbym 3, góra jakieś 4 płyty w sklepie. Przy dobrym wietrze, byłoby to jakieś 60-80 piosenek. Po roku korzystania ze Spotify moja baza ma ich tysiąc. Co się stanie jak Spotify zniknie? Sam zachodzę w głowę... i zastanawiam się nad powolnym kolekcjonowaniem kupowanej muzyki na wypadek apokalipsy zombie. 

Natomiast jeśli chodzi o jakość dźwięku... O ile nie jesteś audiofilem konsumującym muzykę na sprzęcie o równowartości dobrego samochodu, nie będzie to miało dla Ciebie znaczenia. Tymczasem większości ludzkości wystarczy ta pospolita empetrójka, tak jak dla większości wystarczy telefon ze średniej półki.

Pomijając wszelakie bolączki smartphone'owego świata, te małe urządzenie na tyle spowszechniało, że nie jest już przez nas doceniane. Kupując, nawet te ze średniej/niskiej półki mamy ze sobą prosty komputer, którym zrobimy w porządku zdjęcie, kupimy bilety, przesłuchamy piosenki jaka nam w duszy gra, przeczytamy newsy, sprawdzimy "czy hajs się już zgadza" na naszym koncie bankowym.