Syndrom sztokholmski z Apple
liczba publikacji: 2pierwszy wpis: 10 Marca 2020ostatni wpis: 28 Kwietnia 2020

Syndrom sztokholmski z Apple cz. 1: iTunes i Apple Music

Dwa lata temu wpadłem jak jabłko w kompot, w ‚legendarny’ ekosystem Apple. Zaczęło się niewinnie, pierwsza dawka od dilera za pół darmo, było bosko, motylku w brzuchu i te sprawy, aż zostałem wciągnięty po brzegi w ten… nałóg? Może raczej pokoik, który ani nie jest boski, ani nie jest tragiczny, jest po prostu inny. Dostawca rollercoastera emocji. Przez radość kiedy wszystko działa intuicyjnie, po złość kiedy sprzęt uznał, że wie lepiej od użytkownika i nawet nie zapytał go o zdanie. Chodźcie, rozgośćcie się, opowiem Wam historie, wstawię zaraz wodę na herbatkę.

iPad + Apple Pencil jako notes - jak to się sprawuje?

Uwielbiam technologię. Uprzyjemnia rozrywkę, upraszcza procesy które były kiedyś upierdliwe. Do nowinek podchodzę jednak z dystansem - jedne się sprawdzają bardziej, inne mniej. Jedną z takich nowinek okazały się cyfrowe notatki, czy warto wpakowywać się w pisak za równowartość prawie całego 500+? Przekonajmy się!

Piszę w pracy, piszę na studiach, wizja uporządkowania bałaganu w notatkach była bardzo kusząca. 400 zł. Kwota jak za "długopis" do tableta wręcz absurdalna. Jednak z uwagi na to że "nie jestem Tutsi, ani Hutu i te sprawy" postanowiłem zaryzykować.