Epson L3150 — czy „EkoTankowiec” rzeczywiście jest ekonomiczny?

Wstępniak

Gdyby ktoś 5 lat temu namawiał mnie do zakupu drukarki atramentowej, jako tej ekonomiczniejszej i wydajniejszej niż laserowa, to uznałbym taką osobę za (delikatnie mówiąc) niespełna rozumu. Ale od tamtego czasu "trochę" się zmieniło. Firmy zaczęły wprowadzać produkty, które na jednym napełnieniu potrafią wydrukować nie 200, a 5000 stron, a ceny tuszów nie rujnują budżetu. Wiem, że wcześniej też były takie urządzenia, ale do zastosowań biurowych producenci udowadniali, że albo laser albo nic. Niestety w przypadku drukarek atramentowych zwykle jest tak, że albo zarobek jest na urządzeniu albo na materiałach eksploatacyjnych. Decydując się więc na drukarkę kupujemy tanie urządzenie, którego koszt eksploatacji jest wysoki lub na początek wydamy więcej, ale uzupełnienie zasobników nie kosztuje tyle co zatankowanie samochodu. Czy więc Epson EcoTank L3150 jest urządzeniem, które pozwoli cieszyć się kolorowymi wydrukami bez strachu przed wysokimi kosztami materiałów eksploatacyjnych? Mam nadzieję, że uda mi się to określić w tym wpisie.
Ale na początek ...

Specyfikacja i wygląd

Z blogowego obowiązku zamieszczam krótką specyfikację i jednocześnie pozwolę sobie pominąć tak "fascynujące" elementy jak opis pudełka i tego co i jak zostało zapakowane. 
Odnośnie więc danych technicznych podanych przez producenta, mamy do czynienia z kombajnem o dość przeciętnych parametrach. Deklarowana prędkość druku wynosi 10 stron/min dla wydruków monochromatycznych i 5 stron/min dla wydruków kolorowych (norma ISO/IEC 24734), a maksymalna rozdzielczość wydruku to 5760x1440 dpi dla obu wariantów. Podajnik papieru ma pojemność 100 kartek, a taca odbiorcza 30 kartek. Prędkości skanowania dokumentów o rozdzielczości 200 dpi to 11 i 28 sekund odpowiednio dla dokumentów monochromatycznych i kolorowych. Podłączenie urządzenia do komputera może odbywać się przez interfejs USB lub bezprzewodowo poprzez podłączenie drukarki do naszego nadajnika albo można skorzystać z funkcji WiFi Direct. Gwarancja wynosi 12 miesięcy lub 30 000 wydruków. Producent udostępnia sterowniki do systemów rodziny Windows od XP po 10 oraz Mac OS od wersji 10.6.8.
Pełna specyfikacja urządzenia na stronie producenta.

Czego mi brakuje do pełni szczęścia?
Zacznijmy od góry czyli skanera. Jest to najprostsza konstrukcja, w której klapa nie ma regulacji wysokości, przez co możemy kserować/skanować dokumenty, czasopisma i tylko chude książki. Nie ma on również automatycznego podajnika dokumentów, co będzie skutkować koniecznością żmudnego szuflowania dokumentami.
Przechodząc do drukarki, producent zrezygnował z dupleksu i podobnie jak w skanerze, czeka nas ręczne przekładanie kartek.
Od strony sprzętowej L3150 nie ma portu ethernet, a programowo brakuje sterowników pod systemy Linux/Unix. Jeśli chodzi o podłączenie, to niby nie ma problemu, ale jeśli ktoś woli nie używać sieci bezprzewodowej to pozostanie mu użycie konwertera z USB na Ethernet lub udostępnienie urządzenia przez inny komputer. Co do braku sterowników to sprawa nie jest już tak oczywista. Na stronie produktu, po wybraniu systemu Linux, pokaże się komunikat "There are no drivers for your chosen operating system.", co powinno sugerować, że sterowników nie ma i koniec. Jednak na stronie epson.com otrzymamy już informację: "Important: Epson does not provide support for Linux drivers.", a poniżej odnajdziemy linki pozwalające nie tylko pobrać sterowniki, ale również dokumentację dotyczącą instalacji i użytkowania udostępnionego oprogramowania. Dowód na działanie drukarki poniżej.

Wracając jednak do sprzętu.
Nie będę oceniał wyglądu, bo to kwestia gustu. Jednym będzie się podobało urządzenie z błyszczącego plastiku, innym z matowego, jedni wolą urządzenia białe, inni czarne. W mojej ocenie L3150 prezentuje się profesjonalnie i elegancko. Nie wygra konkursu na stylistyczne arcydzieło, ale też nie będzie szpecić naszego miejsca pracy.

A bardziej na poważnie, to na górze mamy panel z przyciskami sterującymi dzięki którym włączymy/wyłączymy urządzenie, włączymy odpowiedni tryb pracy sieci WiFi, sprawdzimy ustawienia sieciowe, zrobimy ksero czarno-białe i kolorowe, a kolejnym przyciskiem skasujemy zadanie drukowania. Są tam też diody informujące o pracy urządzenia (w zasadzie obwódka wokół przyciski włączania/wyłączania urządzenia), pracy sieci WiFi i o problemach z tuszem i papierem. 

Ponieważ urządzenie nie posiada wyświetlacza, to dużo zadań trzeba wykonywać odpowiednią kombinacją przycisków i podobnie jest z diodami, które w zależności od koloru i mrugnięć będą nas informowały o różnych rzeczach. Oczywiście kombinacje przycisków i opis komunikatów diodowych znajdziemy w instrukcji dołączonej do urządzenia.

Z przodu mamy tackę odbioru wydruków i klapkę pozwalającą zaglądnąć do wnętrza urządzenia oraz oczywiście zbiorniki na tusz.

Z tyłu mamy złącze USB, a poniżej gniazdo zasilania. Z prawej strony (za tuszami) jest klapka zabezpieczająca dostęp do pojemnika na zużyty pigment. Niestety ani strona producenta, ani instrukcje obsługi, ani wyszukiwanie w sieci, nie wspominają nic o tym pojemniku. Pamiętając jak dawniej wyglądała obsługa i czyszczenie drukarek atramentowych, kibicuję temu rozwiązaniu. To ułatwia pracę serwisu i wydłuża czas użytkowania samego urządzenia, pod warunkiem, że będzie można dostać gdzieś ten zasobnik (na chwilę publikacji tekstu nie było go w ofercie).

Pierwsze uruchomienie i konfiguracja "eko-tankowca"

Po wydobyciu urządzenia z pudełka, uzupełniłem zbiorniki i wrzuciłem na szybę skanera coś do skserowania. No i pierwszy problem. Kserując w wersji czarno-białej otrzymałem czystą kartkę, a przy kolorze wydruk wyszedł mocno poszatkowany. To efekt zaschniętych dysz, czyli największej bolączki urządzeń w technologii atramentowej. Pierwsze czyszczenie dysz (wywołane z panelu drukarki poprzez przytrzymanie 5 sekund przycisku anulowania wydruku) i ksero wyszło lepsze, ale nie idealne. Kolejne dwa czyszczenia i "tankowiec" wyrzucił z siebie prawidłową kserokopię wzorca. L3150 ma swoje procedury zapobiegające zasychaniu tuszu, więc urządzenie było już gdzieś testowane i musiało przez dłuższy czas być wyłączone.

Pierwsze koty za płoty. Teraz czas na instalację sterowników i oprogramowania. Na dołączonej płytce jest oczywiście komplet wszystkiego co potrzebne do pracy z "tankowcem", ale instalator pyta czy ma znaleźć najnowsze oprogramowanie, dla tego zamiast płytki chyba lepiej pobrać wszystko w najnowszej wersji ze strony producenta. 
Pierwsze podłączenie mi najwygodniej było zrobić przez interfejs USB, a po prawidłowej instalacji zmieniłem ten tryb pracy na sieć bezprzewodową, tak aby móc drukować również ze smartfona i innych komputerów w mojej sieci. Jak już pisałem, szkoda, że urządzenie nie ma złącza ethernet, ale dzięki WiFi urządzenie zyskuje na mobilności. Oczywiście inną możliwością współpracy z urządzeniem jest bezprzewodowe podłączenie bezpośrednie, gdzie L3150 działa jako punkt dostępowy.
Jeszcze w kwestii oprogramowania, producent daje go całkiem sporo:

  • Epson Event Manager
  • Epson Easy Photo Print
  • Epson Easy Photo Scan
  • Epson Photo +
  • Epson Printer Connection Checker
  • Epson Scan Utility
  • Epson Scan 2
  • Epson Software Updater
  • Epson Connect Printer Setup

Należę do tej grupy osób, która do działania urządzenia potrzebuje jedynie sterowników. Epson dodaje osobny soft do sprawdzania podłączenia urządzenia, osobny do konfiguracji przycisków skanowania, osobny do zarządzaniem zdjęciami, osobny do aktualizacji tych wcześniej wymienionych. Aby nie rozpisywać się w tym temacie napiszę, że jedynie Epson Scan 2 przypadł mi do gustu. Do zarządzaniem zdjęciami używam innych programów, które w mojej ocenie lepiej spełniają swoje zadanie, ale to moje podejście. Epson też mógłby inaczej nazywać programy, bo taki "Event manager" służy do konfiguracji przycisków kserowania/skanowania panelu sterowania. 

O ile L3150 nie posiada ethernetu, to podłączenie bezprzewodowe powoduje, że to urządzenie daje się konfigurować również od strony wbudowanej strony www. Wystarczy wejść na adres IP lub nazwę urządzenia poprzez przeglądarkę.

Dzięki temu można konfigurować ustawienia sieciowe, bezpieczeństwa, zdalnego dostępu, bez konieczności używania dodatkowego oprogramowania, o którym wspominałem wcześniej.
Odnośnie zdalnego dostępu to Epson pozwala na powiązanie urządzenia ze stroną epsonconnect.com, gdzie po rejestracji otrzymamy unikalny adres poczty elektronicznej oraz możliwość zarządzania sposobu drukowania przez Internet. Na szczęście wspomniany adres można zmienić oraz zabezpieczyć takie drukowanie poprzez ograniczenie adresów, z jakich mogą przyjść zlecenia drukowania. 

Na tej stronie można (czyt. należy) ustawić kod do zdalnego drukowania, lub jeśli ktoś nie ma zamiaru korzystać z tej funkcji, lepiej tą możliwość drukowania po prostu wyłączyć.
Jest jeszcze oprogramowanie Epson iPrint, za pomocą którego można drukować, skanować i kontrolować urządzenie z poziomu naszego smartfona.

Skanowanie i drukowanie

Skoro wszystko działa to nadeszła pora na pierwsze skanowanie i pierwsze wydruki. 

Niestety skany nie oddają w pełni jakości wydruków strony testowej. O ile bowiem najlepiej wyszedł wydruk na papierze fotograficznym, to po zeskanowaniu i kompresji, wychodzi dużo przekłamań w kolorach. Przejścia kolorów na trzecim i czwartym pasku od lewej w rzeczywistości nie mają koloru czarnego. 

Skanowanie dokumentu tekstowego dawało normalne rezultaty, dla tego poniżej efekt skanowania (po zmianie rozdzielczości, ponieważ max upload na DP to 5MB) okładki starego czasopisma.

Kolejny test to wykonanie ksera kolorowego na zwykłym papierze, a następnie skanu (600 dpi) i wydruku na papierze fotograficznym.

Oczywiście widać różnicę pomiędzy oryginałem i drukiem, ale jestem zadowolony z ogólnego efektu. 

Jak już pisałem, skaner płaski nie daje tych możliwości co modele z automatycznym podajnikiem, ale jeśli ktoś nie planuje skanowania wielostronicowych dokumentów czy archiwizacji zdjęć z ostatnich kilku(dziesięciu) lat, to takie rozwiązanie będzie wystarczające.
Ze skanerem także miałem problem przy pierwszym użyciu. Skany były miejscami zamazane, ale winna była zabrudzona szyba skanera. Krótka terapia płynem do szyb i ściereczką z mikrofibry i plamy ze skanowanych dokumentów zniknęły.

Podczas drukowania zdjęć zauważyłem odbicia rolek, które są widoczne pod światło i z bliska. Nie wiem czy to wina grubego papieru fotograficznego, czy też konstrukcji drukarki, ale na stronie produktu nie znalazłem parametrów dotyczących papieru (maksymalnej grubości).

Innym problemem, który objawił się jeden, jedyny raz, było zatrzymanie rolek przemieszczających papier podczas gdy głowica nadal drukowała.

Więcej problemów, w ciągu testowania urządzenia, nie zaobserwowałem.

Testy prędkości

Procedura testów prędkości była prosta. Stoper ruszał równocześnie z kliknięciem przycisku wydruku lub skanowania, a w przypadku ksera, naciśnięciu odpowiedniego przycisku na panelu górnym urządzenia. Zatrzymanie czasu następowało w momencie pełnego "wyplucia" kartki lub pojawieniu się skanowanego pliku w odpowiednim folderze. Wszystkie testy zostały wykonane używając dokumentów i fotografii w formacie A4.

Na początek ksero, gdzie czas został uśredniony dla 10 prób:

  • tryb mono - 18 sekund;
  • tryb kolor - 38 sekund.

Dla skanera, średnie czasy obliczyłem dla 5 prób skanów pojedynczych stron do pliku pdf:

  • tryb kolor, 200 dpi - 25 sekund;
  • tryb kolor, 400 dpi - 91 sekund;
  • tryb kolor, 600 dpi - 93 sekundy;
  • tryb kolor, 1200 dpi - 155 sekund.

Przyszedł czas na wydruki dokumentów tekstowych w trybie czarno-białym, gdzie średnia obliczona została z 10 prób pojedynczych wydruków:

  • jakość robocza - 9 sekund;
  • jakość standardowa - 12 sekund;
  • jakość wysoka - 30 sekund.

Najważniejszy test dotyczył oczywiście wydruków fotografii w najwyższej jakości, na błyszczącym papierze fotograficznym. Na wydruk strony formatu A4 trzeba było czekać od 3,20 min do 4,47 min. Nie wiem od czego to zależało i na pewno nie miało znaczenia czy drukowane jest jedno zdjęcie na pełnej stronie, czy dwa lub cztery zdjęcia. 

Wyzwanie - trzy lata w kilka dni

W raz z urządzeniem dostarczane są dwa tusze czarne i po jednym kolorze czerwonym, niebieskim i żółtym po 70 ml każdy. Według producenta, taki zapas powinien wystarczyć na 3 lata drukowania. To miłe, że zamiast tuszów startowych, producent zdecydował się na taki krok. Co jednak Epson rozumie przez 3 lata drukowania? To 8100 stron wydruku mono i 6500 stron wydruku kolorowego, czyli w przeliczeniu miesięcznym to jakieś 225 kartek wydruku czarno-białego i/lub 180 wydruków kolorowych. Podane wyniki mogą sugerować, że przy moim używaniu drukarki (20 stron miesięcznie), tusze dostarczone z drukarką wystarczą mi na jakieś ... 16 lat! Z doświadczenia jednak wiem, że to co jest w specyfikacji, a to co pokazuje życie, to dwie różne kwestie. W przypadku drukarek laserowych może i udaje się (z dokładnością 100 wydruków) trafić w deklarowaną wydajność tonera, ale drukarki atramentowe mają swoje procedury konserwacji i czyszczenia głowic, a do tego tworząc wydruk nie zawsze udaje się zachować 5% pokrycia kartki danym kolorem. Na stronie produktu, opis wydajności został (drobnym druczkiem) podany na dole strony i jest tam odwołanie do normy ISO/IEC 24712. Nie wchodząc w szczegóły, procedura testowa opiera się między innymi na drukowaniu wzorca składającego się z 5 stron o różnym zapełnieniu drukiem czarnym i kolorowym. 

Niecny plan testu przewidywał więc próbę zejścia z zawartością pojemników do zera w kilka dni. Jak się dowiedziałem od zaprzyjaźnionej osoby ze sklepu z tuszami, to nie będzie zadanie łatwe. Cóż, trzeba spróbować. Wiedząc, że moje siły przerobowe raczej nie wystarczą, zawiadomiłem rodzinę i znajomych, że jak potrzebują przenieść zdjęcia ze świata cyfrowego do analogowego to niech dostarczą papier i fotki, a ja się zajmę resztą. Odzew był duży i już pierwszego wieczoru udało się wydrukować prawie 100 stron zdjęć w najwyższej jakości na błyszczącym papierze fotograficznym formatu A4. Kolejne wieczory to kolejne godziny spędzone z "tankowcem" i pilnowaniem aby nie zabrakło papieru.

W sumie zostało wydrukowanych 758 stron z czego jedynie 65 jako wydruki czarno-białe. Pozostałe 693 strony to głównie wydruki zdjęć na papierze fotograficznym formatu A4. Efekt jest taki jak na fotce poniżej.

Producent w kilku miejscach podaje ostrzeżenie, że drukowanie przy niskim stanie barwnika (poniżej dolnej kreski zbiornika), może doprowadzić do uszkodzenia urządzenia. Aby więc nie zostać posądzonym o umyślne zepsucie "tankowca" musiałem zakończyć test. Cel jednak został osiągnięty, lecz czy 693 strony to dobry wynik? Moim zdaniem tak, chociaż bez dokładnych statystyk (urządzenie ich nie dostarcza), czy odniesienia do innych testów, jest to bardziej moje odczucie.

Czy to się opłaca?

Nic nie napisał jeszcze o cenie tego urządzenia. Na stronie producenta sugerowana cena wynosi 1 193 zł za urządzenie i 27,26 zł za butelkę pojedynczego koloru. Czy to jest dużo za atramentowe urządzenie wielofunkcyjne? I tak, i nie. Jeśli weźmiemy pod uwagę samą cenę urządzenia, to oczywiście jest to dużo więcej niż za najtańsze urządzenia konkurencji o zbliżonych parametrach. Czynnikiem przemawiającym na korzyść "tankowca" jest oczywiście ilość wydruków jakie możemy zrobić na tuszach dołączonych do urządzenia w momencie zakupu i koszt nowych buteleczek z tuszami. Należy też pamiętać, że do końca 2018 roku model ten jest objęty promocją zwrotu 130 zł z kwoty wydanej na zakup urządzenia. Więcej o tej akcji na stronie promocji.

Dla porównania taki HP DeskJet 2620 All-in-One kosztuje około 150 zł, czyli dużo mniej niż L3150, jednak komplet tuszów w wersji XL (wydajność około 300 stron A4) to już koszt ponad 200 zł. Przyjmując, że tak jak dla L3150 chcemy wydrukować 6500 stron (bez rozdzielania na wydruki kolorowe i czarno-białe) musimy kupić około 20 kompletów tuszów. Mnożymy 200 i 20 i otrzymujemy kwotę 4 000 zł. Oczywiście zastosowałem zaokrąglenia, ale różnicę widać od razu. Dodatkowo w sieci można znaleźć testowany model za mniej niż 800 zł (czyli około 670 po odjęciu kwoty zwrotu w ramach promocji Epsona), co dodatkowo stawia pod znakiem zapytania zasadność zakupu "taniego" urządzenia. 

Jest jeszcze kwestia, o której rzadko się mówi w aspekcie kosztów użytkowania drukarek. Chodzi o technologię wydruku i tego, że w urządzeniach atramentowych, pobór prądu jest dużo niższy niż przy urządzeniach laserowych. Producent deklaruje, że to urządzenie zużywa 12 W gdzie najprostsze urządzenia laserowe zużyje dużo więcej, bo około 300 W. To oszczędność, której raczej się nie liczy, a można ją porównać do wymiany standardowych żarówek na oświetlenie LED. Dzięki temu nasze urządzenie spokojnie można też podłączyć do zasilacza awaryjnego i drukować nawet gdy są problemy z zasilaniem sieciowym. 

Podsumowanie

Na koniec trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: dla kogo jest EcoTank L3150? Zastosowania czysto biznesowe i praca jako część floty urządzeń drukująco-skanująco-kserujących odpada. Do tych celów urządzenie jest zbyt wolne, nie ma dupleksu no i skanerowi brakuje automatycznego podajnika. Pisałem już o braku portu Ethernet?Jednak w zastosowaniach domowych urządzenie sprawdziło się wyśmienicie. W zasadzie brakuje mi jedynie dupleksu do pełni szczęścia.
Mogąc testować to urządzenie poczułem się znowu jak właściciel mojej starej drukarki HP DeskJet 660C, na której też wytracałem tusze na drukowaniu zdjęć i grafik jakie udało się zdobyć od kolegów (czasy przed Internetowe). Zaletą tamtej drukarki była łatwość w napełnianiu tuszów no i pancerność. Odnośnie jednak ceny, to była ona wyższa nawet od tej sugerowanej przez Epsona. Na dowód skan Bajtka z grudnia 1995 roku.

Porównując więc do mojej poprzedniej (i od tamtego czasu jedynej drukarki atramentowej), L3150 jest szybsza, lepiej wyposażona i tańsza. Pytanie tylko czy ten model będzie uważany za pancerne rozwiązanie do domu czy raczej za kawał sprzętu, który ma żywotność obliczoną na okres gwarancji.