Siemens SX1 – gdy telefon nie był czarną płytką

Niektóre dinozaury, takie jak ja, pamiętają jeszcze czasy kiedy telefony komórkowe różniły się od siebie czymś więcej niż tylko danymi technicznymi. Pamięć RAM, taktowanie procesora, czy wyświetlacz, może są istotne, jednak patrząc na zamierzchłe czasy, różnice te można by, nazwać kosmetycznymi.

Przede mną leży w tej chwili One Touch 7t pro, a w pokoju obok Samsung Galaxy s9+. Kiedy znajdują się na jednym stole, często zdarza mi się sięgnąć nie po ten telefon. Wyglądają bardzo podobnie. Nie tylko z resztą one. Wszyscy nosimy czarne prostokąty przy sobie. 

Cofnijmy się zatem troszkę w czasie, kiedy sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wchodzimy w nowe milenium...

Naprawdę mroczne to były czasy.

Czasy, kiedy ludzie do telefonów przyczepiali „smyczki” albo „świecące diody”, które aktywowały się przy SMS-ach i połączeniach przychodzących.

Czasy, w których czasem było słychać klasyczny dzwonek Nokii, czasem cudne polifoniczne dźwięki, które ściągaliśmy z Internetu, a czasem dzwonki „wav” w okropnej jakości.

Telefony sprzedawano wszędzie i na każdym kroku, a najwięcej zawsze na giełdach (nie koniecznie elektronicznych).

Każdy producent miał inną ładowarkę, za królową marek telefonów uchodziła Nokia, a modele różniły się od siebie diametralnie!

Mieliśmy Nokię N-gage, która służyła do gier, piękny „kobiecy” telefon Nokię 7600 w kształcie łezki, mieliśmy maleńkie Alcatele z serii one touch, mieliśmy Ericson-a z doczepianym aparatem. Mogliśmy robić zdjęcia (choć wierniejszą kopię uzyskalibyśmy, biorąc do ręki ołówek, kartkę i robiąc szkic)! Mieliśmy telefony muzyczne, z fizycznymi przyciskami odtwarzacza!

W tych mrocznych, a zarazem pięknych czasach pojawił się oto i ON. Siemens SX1.

Mieliśmy tyle różnych przecudnych pomysłów na telefon na rynku. Czemu warto napisać właśnie o NIM? Bo dla mnie był on kwintesencja tamtych czasów rynku telefonów komórkowych.

Bazujący na Symbianie 6.1 przyciągał swoje oko nietypowym kształtem i oczywiście ułożeniem klawiatury. Był pierwszym telefonem Siemens, opartym o Symbiana a jego 120 MHZ (!!!) dawało naprawdę ogrom możliwości.

Klawiatura, wbrew pozorom, była bardzo ergonomiczna w porównaniu z tradycyjnym układem i po przyzwyczajeniu się i okresie treningu, uzyskiwało się całkiem zadowalającą szybkość. Wymagała jednak wprawy, i zdarzało się, że nawet podczas prezentacji telefonu ktoś z obsługi miał problem, by ją obsłużyć, co oczywiście wywoływało uśmiech.

A oto jak telefon był reklamowany:

Interesująca historia wiąże się także z prezentacją prototypu sx1, z wbudowanym modułem GPS. Otóż po prezentacji egzemplarz pokazowy został rzekomo skradziony!

Na szczęście dzięki wbudowanemu modułowi GPS policji ponoć udało się odzyskać telefon bardzo szybko. Cóż za szczęście, że złodziej, o którym nic więcej nie wiemy, postanowił ukraść akurat TEN telefon! 

Interesująca historia, nietuzinkowy design, czy "zapierające dech w piersi reklamy", to tylko wierzchołek góry lodowej wyjątkowości, którą skrywał ten telefon.

Pozwalał on na szeroką ingerencję zarówno w software jak i hardware. Coś, czego dziś nie moglibyśmy sobie tak łatwo wyobrazić.

I to był powód, dla którego pokochałem ten telefon.

Niezły jak na owe czasy ekran (2,2 cala o rozdzielczości 176x220 i 64k kolorów) pozwalał nie tylko na piękne wyświetlanie barw w systemie czy w grach. Razem z wmontowanym (tandetnym szczerze mówiąc) głośnikiem, urządzenie pozwalało na odbiór „pełnej gamy doznań kinowych”. Filmy umieszczać mogliśmy na kartach MMC (w tych czasach było wiele standardów kart – od niechlubnych pomysłów Sony do MMC właśnie, który były jak na dzisiejsze czasy dość spore).

Nie zawsze jednak 120 MHZ pozwalało na komfortowe oglądanie filmu. Z pomocą przychodził na szczęście overclocking. Na Moim egzemplarzu sx1 procesor można było podkręcić do 200 MHZ i nadal działał dość stabilnie. Szczęściarze, mogli pochwalić się wynikami nawet 220 MHZ, co naprawdę "robiło różnicę", nie tylko podczas oglądania filmów, ale pozwalało także odpalać gry np. z telefonu NGAGE.

No właśnie! Telefon można było zmienić w całkiem sprawną jak na owe czasy konsolę!

Przy odrobinie zaparcia można było pograć w naprawdę fajne gry. Jedynym problemem, stawał się wówczas układ klawiszy i… Zbyt krótki do grania i niezbyt wygony joystick umieszczony pod ekranem.

Na szczęście w owych czasach nie był to koniec. Szukając wsparcia, na takich portalach jak nieistniejące już dziś forum sx1.pl, mogliśmy się dowiedzieć, że joystick taki możemy… przelutować i wymienić nakładkę!

I tak można na giełdzie było zakupić joystick z modelu Nokii (nie wiem z którego – nie pamiętam) wraz z dłuższym kapturkiem, i przy odrobinie szczęścia można było już spokojnie grać.

No gdyby nie ten dźwięk…

W telefonach – montowano wtedy głośniczki o bardzo słabej jakości i SX1 nie był wyjątkiem.

Jeśli zdarzyło wam się widzieć rozwaloną tandetną zabawkę z wybebeszonym głośniczkiem z foliową membraną, to tak właśnie wyglądał głośnik w SX1. 

Głośniczki były kiepskie, ale ten w SX1 był jeszcze słabszy niż pozostałe. Szybko jednak odkryto, że nie licząc styków, można i ten element łatwo wymienić na pasujący głośnik- ponownie z któregoś modelu Nokii. Niewielka przeróbka pozwalała na bezproblemową wymianę. 

Teraz już mając 200 MHZ mocy, lepszy głośnik oraz joystick można było z przyjemnością oddać się grze. A nie były to gry byle jakie!

( nie znalazłem lepszej jakości- pewnie nagrywane również sx1) 

Ba! SX1 posiadł grę w Augmented Reality!

No.... przynajmniej coś w rodzaju protoplasty.

Mowa o grze Mozzies, gdzie poruszając telefonem i strzelając, staraliśmy się trafić w komary, przelatujące na obrazie generowanym na potężnej kamerze obsługującej 640x480 pikseli.

Kamera, jak większość kamer w tamtych czasach nie była pierwszej jakości i nie posiadała nawet zwykłej diody, która doświetliłaby ciemne pomieszczenie.

Na diodę zabrakło miejsca – w końcu telefon miał niespełna 2 cm grubości(!!!!), a zmieścić musiało się jeszcze gniazdo anteny GSM. Pamięta ktoś gniazda anten? Pewnie komuś to było potrzebne, ale nie „moderom”. Wylutowując to gniazdo można było uzyskać trochę miejsca wewnątrz obudowy.

Ktoś wpadł na pomysł, że można tam wsadzić właśnie diodę!

Co interesujące z boku znalazł się przycisk, który do tej pory nie wiem, do czego służył. W instrukcji znaleźć można informację o "push to talk":

Wystarczy dodać dwa do dwóch, aby stwierdzić jasno, że ma to sens, aby odłączyć ten przycisk i za pomocą kabelków podłączyć styk diody.

W ten sposób uzyskałem w swoim SX1 latarkę (chociaż prawie usmażyłem płytę, bo brakowało mi umiejętności i porządnej lutownicy).

Po tych modyfikacjach nie pozostawało nic innego jak cieszyć się sprzętem. Gdyby jeszcze się tak nie grzał, przy podkręconym procesorze…

No ale zawsze można dać telefonowi chwilę odpocząć, podłączyć słuchawki, puścić muzykę i się zrelaksować. Albo puścić radio, które również znalazło się na pokładzie tej bestii.

Co nie jest niespodzianką, do funkcjonowania radia telefon korzystał ze słuchawek jako anteny. Nie było możliwości słuchania radia na (wymienionym już) głośniku bez słuchawek. Na szczęście i ten problem można było obejść. Jeden lut i kawałek kabelka poprowadzony wewnątrz obudowy (trzeba było uważać, żeby nie zahaczyć o kabelki z diody) i antena zamontowana.

Z TAKIM kombajnem w kieszeni mogliśmy już śmiało iść w miasto, bez krępacji i serfować po bezkresnych morzach WAP-u (nie wiem, czy ktoś pamięta)

Tak więc SX1 był najbardziej modyfikowalnym telefonem hardwareowo, jaki znałem. Wprowadzenie wszystkich wymienionych modyfikacji nie było aż tak trudne mając za sobą wsparcie prężnie działającej wtedy społeczności. 

Zabawy z hadwarem to oczywiście nie koniec. 

Wspomniałem o podkręcaniu procesora. Była to tylko jedna z wielu modyfikacji, które osiągało się softwareowo. W Polsce rządził niepodzielnie CrystalMOD- zestaw poprawek, który zmieniał naszego już podrasowanego sx1 w prawdziwego ogiera. Najważniejszą modyfikacją była oczywiście możliwość ustawienia tapety, ale to był jedynie początek! 

Dziś już ciężko odnaleźć materiały dotyczące wprowadzonych modyfikacji, jednak było ich naprawdę sporo, od kosmetycznych, do takich, które poprawiały znacząco funkcjonowanie naszego telefonu. 

SX1 uchodził za najbardziej modyfikowalny telefon również softwareowo.

Ba! Linux na SX1? Oczywiście!

Choć zastosowanie Linuxa na komórce wtedy było no cóż… znikome, to dało się odpalić pełnoprawną wersję systemu „qtopia”!

Niestety po latach przyszło mi się pożegnać z moim telefonem, ale sentyment pozostał. 

Mimo że następne "wynalazki" również były ciekawe, nigdy więcej nie ingerowałem tak mocno ani w software a tym bardziej w hardware telefonu. 

A dziś? Dziś nawet mi się nie chce. Wszystko działa i nie mam potrzeby grzebać w niczym, tylko… jakoś tak nudno czasem.... 

A wy? Macie jakieś swoje ulubione telefony z przeszłości? Dajcie znać w komentarzu. 

Do następnego!