Internet wagi ciężkiej

Czy wam też się zdarza, że pod koniec okresu rozliczeniowego wykupiony pakiet internetowy jest już praktycznie na wyczerpaniu? Taka sytuacja boli szczególnie osoby związane długą umową z operatorem. W odróżnieniu od osób posiadających oferty na kartę, nie są one rozpieszczane ekstra pakietami (np. 10 GB za 10 zł w Play czy 6 GB za 6 zł w Orange ). Oczywiście zawsze istnieje możliwość dopłaty, np. 20 zł do abonamentu za "nielimitowany" Internet, ale przecież my nie będziemy chodzić na skróty, tylko poszukamy innych rozwiązań.

Według danych udostępnionych przez operatora sieci Play* wynika, że statystyczny klient kontraktowy, w pierwszej połowie 2015 roku przesyłał 1,6 GB danych miesięcznie, a w III kwartale zużycie wzrosło aż o 800 MB do poziomu 2,4 GB miesięcznie. Co zaskakujące, statystycznemu klientowi usług na kartę wystarcza aż 3 razy mniejsza paczka danych (odpowiednio: 607 MB i 743 MB w III kwartale)

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na sporą rozbieżność w faktycznie przesłanych danych, a rozliczonych z wykupionego pakietu. Wszystko rozbija się o sposób, w jaki połączenia są taryfikowane. Niestety nie ma uniwersalnej reguły, więc zobrazuję, jak to wygląda w moim abonamencie. Orange rozlicza łącznie dane przychodzące i wychodzące, w paczkach po 50 KB. Poniżej przykład, jak przesłanych 14 kB rozliczyć 350 kB.

Spora różnica, a to przecież tylko połączenia z kilku godzin. Idealnie byłoby, aby operator rozliczał zużyte dane co 1 kB, ale o tym chyba możemy pomarzyć.
Z roku na rok rośnie ilość danych przetransferowanych w Internecie, co po części jest zasługą "tyjących" stron WWW.

Na przestrzeni 5 lat, średnia objętość strony wzrosła z 726 kB do 2262 kB, a grafiki na stronach WWW z 430 kB do 1443 kB . Dobra wiadomość jest taka, że w prosty sposób możemy zaoszczędzić cenne megabajty. Tylko jak to zrobić w maksymalnie prosty i nieuciążliwy sposób?

Kompresujemy Internet

Metody, dzięki którym można poskromić apetyt na dane, na potrzeby wpisu podzieliłem na trzy kategorie:


  • Przeglądarki internetowe z funkcją kompresji danych,
  • Programy kompresujące cały ruch sieciowy,
  • Serwery zewnętrzne (VPN, proxy, DNS)

W przypadku przeglądarek internetowych sprawa jest bardzo prosta i oczywista. Wystarczy, że w ustawieniach włączymy funkcję oszczędzania danych i gotowe. Taką opcję znajdziemy w przeglądarkach dla systemu Android: Chrome, Opera z trybem Off-Road, Opera Mini, UC Browser z funkcją Speed Mode lub Cloud Acceleration, Puffin WebBrowser.

Chociaż na pierwszy rzut oka wybór wydaje się spory, to w praktyce ogranicza się do dwóch przeglądarek. W Chrome możemy włączyć tryb oszczędzania danych i na tym kończą się opcje konfiguracji. Za ostatnie 30 dni oszczędność danych dzięki Chrome wyniosła tylko 12%. Od kilku dni intensywnie korzystam z Opery i wszystko wskazuje na to, że stanie się ona moją główną przeglądarką na Androidzie. Opera deklasuje pozostałe przeglądarki pod względem zaoszczędzonego transferu, przez kilka dni pobrałem aż 72% (27 MB z 97 MB) mniej danych.

Przetestowałem pozostałe przeglądarki, ale szału nie było i to dosłownie. Generowane przez nie strony potrafiły się rozjechać do takiego stopnia, że nie było mowy o komfortowym przeglądaniu zasobów sieci.
Można bezpiecznie przyjąć, że włączenie trybu oszczędzania transferu w przeglądarkach, pozwoli zaoszczędzić nawet 50% transferu zużywanego na przeglądanie stron WWW, oczywiście z wyłączeniem serwisów typu youtube.
Jednak nawet najlepsza przeglądarka nie może mierzyć się z programami, dzięki którym odzyskamy władzę nad tym, jak zainstalowane na smartfonie aplikacje korzystają z Internetu.

Oszczędność i kontrola

Opera Max wykorzystuje połączenie VPN, przez które przechodzi cały ruch sieciowy generowany na smartfonie. Dzięki takiemu rozwiązaniu, poza funkcją kompresji danych, uzyskujemy wygodne narzędzie do blokowania dostępu do Internetu dowolnej aplikacji.

Możliwości aplikacji zostały już w wyczerpujący sposób opisane i przetestowane na portalu dobreprogramy.pl.
Korzystałem z Opery Max przez kilka dni i miałem wrażenie, że system przestaje działać płynnie. Ponieważ nie oglądam YT na smartfonie, to nie zależało mi już tak na kwestiach kompresji danych, "zwykła" Opera spisuje się na medal, za to kwestia blokowania dostępu do sieci konkretnym aplikacją stała się czymś, co musiałem mieć i to na już!

Oszczędzanie przez blokowanie

Adguard działa w trybie lokalnego serwera VPN i nie wymaga uprawnień dostępu ROOT. Co szczególnie mnie cieszy, bo dopóki mój smartfon jest na gwarancji, nie mogę wgrywać żadnych modyfikacji systemowych. Adguard poza opcją blokowania reklam, podobnie jak Opera Max, pełni funkcję zapory sieciowej. Tak samo jak w Operze Max, można blokować dostęp do sieci wybranym aplikacjom, oddzielnie dla połączeń komórkowych i oddzielnie dla Wi-Fi. Dodatkowo blokowanie, szczególnie inwazyjnych reklam, przyniesie wymierne korzyści. Blokowanie reklam nie działa w przeglądarkach z włączoną kompresją danych. Oczywiście ulubione strony dodajemy do wykluczeń i na nich nie blokujemy reklam;) Jednak statystyki wygenerowanych oszczędności przez program wydają się mocno zawyżone.

Aplikacja w wersji płatnej, dodatkowo ostrzega przed próbami wyłudzenia informacji oraz skanuje strony pod względem szkodliwego oprogramowania.
Chociaż opisane powyżej programy wydają się dobrymi rozwiązaniami, to np. w przypadku Opery trzeba mieć na uwadze, że nasze dane krążą po ich serwerach. Jeżeli nie mamy oznak paranoi, to śmiało możemy korzystać z OperyMax, w innym przypadku możemy szukać dalej;) I ja właśnie szukam dalej, bo rozczarował mnie wpływ Opery Max na wydajność systemu.

W poszukiwaniu idealnego rozwiązania

W oczekiwaniu na spadek ceny Raspberry PI Zero, testuję kilka rozwiązań na wykupionym serwerze VPS. W zamierzeniu, całość ma stanowić sensowną alternatywę dla OperyMax. Wykorzystując wbudowanego klienta VPN w Androidzie, zyskujemy już na starcie, ponieważ odpada instalacja dodatkowego oprogramowania na smartfonie.

To co do tej pory udało mi się przetestować kompresowanie treści z wykorzystaniem ZIPproxy. Wykorzystując konfigurację ZIPROXY JPEG 2000 + SQUIDN zaoszczędzimy na transferze odpowiednio:


  • blogplay.pl 33,4%
  • dobreprogramy.pl 33,5%
  • allegro.pl 37%
  • demotywatory.pl 42%
  • polsatnews.pl 47%

Zipproxy zapowiada się dość obiecująco, jednak ma dwie wady. Po pierwsze, ustalonego stopnia kompresji obrazów nie zmienimy za pomocą jednego muśnięcia ekranu, wymaga to zmiany w plikach konfiguracyjnych po stronie serwera. Jeżeli jesteście w stanie pogodzić się z utratą dynamicznej zmiany jakości, to pozostaje do przełknięcia jeszcze jedna niedogodność. W przeglądarce nie ma możliwości podejrzenia nieskompresowanego (w lepszej jakości) obrazu . W takiej sytuacji, nie pozostaje nic innego jak tylko metodą prób i błędów dobrać najbardziej akceptowalny stopień kompresji. Na szczęście wystarczy zrobić to tylko jeden raz. Niewątpliwą zaletą jest to, że mechanizm kompresji jest niezależny od wykorzystywanych przeglądarek.

Kolejnym elementem będzie filtr blokujący niechciane reklamy. Nie wiem jeszcze, w jakiej formie, ale bardzo ciekawie prezentuje się gotowe rozwiązanie pi-hole. Na stronie projektu chwalą się, że Pi-hole potrafi zablokować 1.6 miliona reklamowych domen. Oczywiście znajdziemy tam czarną i białą listę oraz przyjemny dla oka interfejs WWW

Kompresja z wykorzystaniem openVPN?

W planach mam jeszcze testy z wykorzystaniem OpenVPN oraz wbudowanej kompresji, co teoretycznie wydaje się dobrym rozwiązaniem. W końcu cały ruch sieciowy można poddać kompresji, oczywiście wymierne efekty będą tylko w przypadku treści, które dobrze się kompresują. Pomysł ten zszedł na dalszy plan, z jednego, głównego powodu, a mianowicie wymaga zainstalowania dodatkowej aplikacji. Co nie znaczy, że do niego nie wrócę. Może się okazać, że będzie to najprostsze rozwiązanie.

Podsumowanie

Istnieje naprawdę wiele sposobów i rozwiązań, dzięki którym można oszczędzić na transferze danych. Tylko, czy gra jest warta świeczki? W dobie tanich pakietów na transmisję danych pewnie nie. Skończyły się czasy, kiedy Internet w telefonie był luksusem. Może jeszcze podczas wyjazdów zagranicznych trzeba liczyć się z wysokimi opłatami roamingowymi za transfer, ale niebawem i to też się skończy.

Operatorzy sieci komórkowych kuszą nas licznymi promocjami na "nielimitowany" Internet w telefonie. Teoretycznie dopłacając 20 zł do obecnego abonamentu, mógłbym korzystać z takiego pakietu, ale tylko w zasięgu LTE. Co ciekawe, najpierw muszę wykorzystać podstawowy pakiet, a dopiero później przechodzę na nielimitowany pakiet w zasięgu LTE. Problem w tym, że po wykorzystaniu pakietu podstawowego prędkość pobierania w sieci 3G spadnie do poziomu 64 Kb/s, co nie jest do zaakceptowania.

Podobne triki z "darmowymi" usługami stosowane są od dawna, pamiętam jeszcze jak za czasów Ery, przy przedłużaniu umowy otrzymałem 4000 minut na połączenia wewnątrz sieci na całą umowę, w abonamencie, w którym było 200 minut do wszystkich sieci.
Oczywiście darmowy pakiet schodził jako ostatni, o czym boleśnie się przekonałem po otrzymaniu pierwszej faktury, gdzie za połączenia do Ery faktycznie nie zapłaciłem ani grosza a poza sieci płaciłem ponad 70 gr za minutę.

W wolnych chwilach, oczywiście pod warunkiem, że nie szlifuje swoich umiejętności bojowych w CS:GO, pracuje nad uruchomieniem własnego serweru filtrująco- kompresującego. Robię to bardziej z ciekawości niż z realnej potrzeby. A że prace posuwają się w bardzo ślamazarnym tempie, to po kilkuletniej przerwie, ponownie zacząłem korzystać z Opery, a połączeń sieciowych stale strzeże Adguard.

*źródło: telko.in