Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Gdy ktoś nie chce przeczytać o czym pisze newsa....

Niniejszy wpis jest polemiką do tego newsa na DP.

Przeczytałem treść newsa. Przeczytałem komentarze. Troszkę zdziwiłem się jak niektórzy nadają intencje FSFE jakich nie podano w wiadomości. Dla pewności obejrzałem źródła.

Na plus trzeba zaliczyć podlinkowanie słowa fsfe do strony głównej tej organizacji. O FSF może każdy słyszał (choćby z ich akcji o uwolnienie V8, obecnego składnika WebM). FSFE jest mniej znane.

r   e   k   l   a   m   a

Na plus trzeba zaliczyć informację podaną jako najważniejszą czyli o tym, że FSFE ma dość darmowej reklamy i faworyzowania własnościowych rozwiązań firm, często nic nie mających wspólnego nawet z państwem, którego rząd promuje je na swoich stronach. Tak samo jak ma dość ukazywania pojedynczych programów, przez co tworzony jest nieprawdziwy obraz jako by tylko to rozwiązanie istniało i/lub było najlepsze.

Koniec darmowej reklamy, koniec mylenia petenta.

Na wielki minus muszę zaliczyć sugestię autora co do rozwiązania jakie proponuje FSFE.
DP -> jeśli na stronach urzędów czy władz państwowych pojawi się kilkanaście odsyłaczy do alternatywnych czytników PDF
FSFE -> tłumacząc jak korzystać z elektronicznych zasobów jakie dostarczają agencje rządowe, powinny one wyjaśniać wielość dostępnych narzędzi, oraz powinny faworyzować te z nich które nie ograniczają wolności obywateli, np przez linkowanie do PDFreaders.org

Skąd redaktor DP wyciągną te 'kilkanaście' linków?

Na kolejny minus należy policzyć sugestię, autora, jakoby FSFE walczyła tylko z Adobe Readerem. Na podlinkowanych przez autora stronach taka nazwa w ogóle nie pada. A za to często padają generalizacje i zwroty określające jakiekolwiek własnościowe oprogramowanie/technologie, a w szczególności ich reklamie na rządowych a przez to publicznych stronach .

Autor na pewno przeczytał podlinkowane źródła. I zinterpretował newsa (tak jak powinien). Ale czy powinien ukazywać wiadomość w specjalnie złym świetle? I zakładać najgorszy scenariusz? I czy miał prawo w tej konkretnym przypadku na pominięcie tych informacji które pominą?

Teraz mała polemika do komentarzy

Kwestia 'kilkunastu' linków to przypuszczenia niczym nie potwierdzone, więc nie będę komentował 'afery okienka wyboru czytnika PDF'. Za to zwrócę uwagę na dwie rzeczy:

Państwo (w sensie instytucji) powinno w komunikacji z obywatelem ograniczać wszelakie bariery. Zarówno fizyczne (szczególnie dla osób niepełnosprawnych) jak i intelektualne (kto ogranie formularze zus?), jak i technologiczne.
Publikowanie materiałów w internecie to likwidowanie barier zarówno fizycznych jak i technologicznych. Jednakże na ich miejsce nie powinno się wstawiać barier wiedzy (np. wiedzy o tym co to jest PDF). Dlatego Państwo powinno tłumaczyć, jak korzystać z tych elektronicznych zasobów. Dlatego link do programu otwierającego dany zasób na komputerze obywatela to pozornie wypełnienie tej roli. Jednak link z nazwą programu to już reklama i jak ktoś w komentarzach zauważył, nie jedna firma chciała by zapłacić za taką formę reklamy. Idąc o krok dale można zadać sobie pytanie czy nie lepszym rozwiązaniem byłby link do strony specjalnie przygotowanej do wytłumaczenia nie technicznej osobie czym jest format danego zasobu oraz jak się go obsługuje?

Drugi aspekt to neutralność technologiczna jaką musi zachować instytucja Państwa. Stąd zasadnym jest wybieranie technologi opartych na oprogramowaniu OpenSource. A reklama poszczególnych rozwiązań firm wydaje się być całkowitym tego prawa zaprzeczeniem.

Rozwiązanie proponowane przez FSFE ma według mnie najwięcej sensu, dlatego podpisałem petycję. A ty?
 

Komentarze