Deepin 15.6 (Beta) — „chińszczyzna" po lekkim tuningu

W cieniu zbliżającej się premiery kolejnej odsłony Minta światło dzienne ujrzała najnowsza wersja stosunkowo popularnej dystrybucji rodem z Kraju Środka, o dość irytującej w sposobie zapisu nazwie "deepin". W tym przypadku - podobnie jak dla wspomnianego Minta - nie jest to jednak finalny produkt, ponieważ mamy do czynienia z fazą beta wdrożenia, choć patrząc na skalę zmian nie sądzę, by testy były przesadnie długie i wniosły coś istotnego do finalnego wydania. W pewnym sensie jest to wyłącznie kosmetyka, choć trzeba przyznać, iż za jednym wyjątkiem bardzo użyteczna i praktyczna, jednak pod spodem doszło też do pewnych zmian, ponieważ podbity został między innymi numerek przy jądrze Linux do 4.15 i rzekomo - tu muszę wierzyć na słowo - doszło do podgrania nowszych sterowników dla produktów od NVIDIA.

Jak dotąd są za mną dwa podejścia do tego produktu i choć osobiście uważam, że jako całość jest to jedna z najbardziej udanych linuksowych dystrybucji, to przede wszystkim ze względu na ograniczenia autorskiego środowiska graficznego wcześniej (pierwsze podejście) lub później (druga próba) odpuszczałem sobie i wracałem do bardziej "tradycyjnych" rozwiązań. I to jest chyba klucz do zrozumienia tego distro, ponieważ jest to - udana należy dodać - próba wyjścia poza dotychczasowe "standardy" w sposobie interakcji z użytkownikiem. Osobiście zaliczam deepina obok Endless OS czy Pop_OS do nowej generacji dystrybucji, które w jakiś tam sposób próbują uczynić biurkowe systemy operacyjne oparte na jądrze Linux jeszcze bardziej przystępne dla przeciętnego użytkownika. W mniejszym jednak stopniu - i to je odróżnia od starej gwardii - próbują "podrabiać" Windowsa, a bardziej idą w stronę Mac OS, choć nie sądzę, by to było najtrafniejsze wyartykułowanie istoty tej strategicznej zmiany. Mam wrażenie, że to nie faktyczne czy rzekome zachwyty nad systemem Apple mają tutaj jakiekolwiek znaczenie, ale nade wszystko jest to efekt mniej lub bardziej uświadomionego przekonania twórców tych rozwiązań, że dla wciąż rosnącej grupy ludzi dużo bliższa jest rzeczywistość znana ze smartphone'ów niż szeroko rozumianych desktopów i każda z wymienionych przeze mnie dystrybucji, a zwłaszcza Endless OS, wpisują się w ten trend jeśli chodzi o sposób interakcji użytkownika z urządzeniem jak i model dystrybucji oprogramowania, opierający się na tak zwanych "sklepach". Z drugiej strony taki stary zgred jak ja z tego samego powodu nie jest specjalnie zachwycony takim obrotem sprawy, ponieważ przez lata udało mi się wykształcić w sobie szereg nawyków, których ciężko byłoby mi się pozbyć, nawet jeśli czułbym taką potrzebę. Nie mogąc jednak doczekać się poniedziałkowej premiery Miętusa (swoją drogą pisząc ten tekst przypadkiem znalazłem i pobrałem już 19 odsłonę Minta) postanowiłem dać trzecią już szansę chińskim koderom i sprawdzić, co tym razem nam szykują. 

To idzie nowe.

Pierwsza rzecz, która daje nam do zrozumienia, że oto idzie nowe, to zmiany w dzisiaj już powszechnie występującym ekranie powitalnym, gdzie zwyczajowo zebrane są podstawowe narzędzia oraz odsyłacz do dokumentacji czy na forum społeczności danej dystrybucji. W przypadku deepina nowością - jak dla mnie - jest fakt, że twórcy na dzień dobry zamiast statycznego widoku przygotowali film, który przedstawia - jak rozumiem - filozofię działania interfejsu graficznego deepina. O ile sam pomysł jest kapitalny w swojej prostocie (dziwię się, że to chyba pierwsza dystrybucja, które zaproponowała takie rozwiązanie), to jeśli mam być szczery niewiele z tego w tym konkretnym przypadku wynika, ponieważ film trwa niewiele ponad półtorej minut, w związku z czym bardzo skrótowo prezentuje pewne "podstawowe" funkcjonalności i żadną miarą nie może być traktowany w kategoriach nawet wstępnego instruktarzu. To bardziej coś w rodzaju zajawki reklamującej produkt, niż rzeczywista pomoc dla kogoś kto po raz pierwszy siada przed komputerem uzbrojonym w tę dystrybucję. Na szczęście jest ona sama w sobie na tyle intuicyjna, że po paru minutach każdy posiadacz smartphone'a będzie w stanie się poruszać po systemie bez większych problemów.

To że da się to zrobić lepiej nie ulega wątpliwości, co więcej ta uwaga dotyczy twórców opisywanej dystrybucji, ponieważ na YT bez trudu można znaleźć filmik, gdzie prezentowane są nowe funkcjonalności dla wersji wcześniejszej i jeśli mam być szczery to dopiero tutaj mogłem zobaczyć pewne funkcjonalności, o których szczerze powiedziawszy nie wiedziałem.

Na szczęście tę prezentację filmową można bez trudu przeskoczyć wciskając przyciska dalej i wówczas staniemy przed możliwością wybrania rodzaju pulpitu (kwestia sposobu prezentacji panelu - jest to rozwiązanie znane z wcześniejszych wersji), włączenia bądź wyłączenia animacji okien oraz wyboru domyślnego zestawu ikon. Wielka szkoda, że twórcy nie poszli krok dalej i nie umożliwili w dalszej kolejności przynajmniej ustanowienia połączenia z Internetem, a następnie dokonania wyboru serwerów źródłowych, ponieważ dla każdego z naszego obszaru geograficznego kto miał styczność z tą dystrybucją znany jest problem wolnego połączenia z serwerami macierzystymi posadowionymi gdzieś w Chinach. Oczywiście można to łatwo zmienić w centrum ustawień, ale trzeba wiedzieć, że taka możliwość jest oraz że powinno się to wykonać w pierwszej kolejności. Mając na uwadze, że deepin celuje w ZU uważam to za wielkie przeoczenie, ponieważ wiele osób zanim odkryje lub ktoś im podpowie, że w przypadku deepina jest to "konieczna konieczność" do komfortowego korzystania z dystrybucji, będzie się do tego czasu szalenie irytować czy zżymać na responsywność sklepu oraz czas niezbędny do zainstalowania wybranej aplikacji.

Kolejna nowość jest w mojej opinii absolutnie nietrafionym pomysłem. Otóż w trybie wydajnym pojawił się nowy sposób prezentowania menu, które obecnie nie musi już zasłaniać całego ekranu i przypomina te znane z innych linuksowych dystrybucji czy też z Windowsa. Cóż jednak z tego skoro dla mnie na ten przykład jest one całkiem niezdatne do używania, a przynajmniej przez te kilka godzin zabawy deepinem nie udało mi się ustalić, czy da się wywołać inny sposób prezentacji listy zainstalowanych programów. O ile w trybie pełnoekranowym jak najbardziej da się ustawić podział aplikacji na dedykowane kategorie, to w trybie "standardowym" wszystkie z nich lecą ciągiem, choć u góry rzekomo mają się pojawić te, które najczęściej są używane. Ewentualnie można wybrać wariant z prezentowaniem wyłącznie programów ulubionych.

Kończąc już te narzekania wspomnę jeszcze o jednej rzecz, o którą mam trochę żal do twórców deepina, choć może wynika to z faktu, że mamy tutaj do czynienia z wersją beta. Otóż nadal nie został rozwiązany problem z kluczami bezpieczeństwa dla Spotify (desktopowy klient dla tej szwedzkiej usługi należy do preinstalowanych programów), w efekcie czego jest lekki zgrzyt z update'em repozytoriów. Rozwiązanie tego problemu jest wprawdzie banalne (wystarczy wrzucić pobrane pliki z kluczami do odpowiedniego katalogu), ale przez to jeszcze bardziej irytuje świadomość, że twórcy nie zajęli się tym tematem.

Za to bardzo dobrze oceniam nowowprowadzony poręczny manual dla użytkowników, choć na razie dostępny jest on wyłącznie w języku angielskim oraz zapewne w chińskim. Jego obsługa jest naprawdę banalna wystarczy po prostu wskazać na interesującą nas ikonę, by otworzyła się strona pomocy dotycząca tego obszaru, gdzie następnie po lewej stronie ujrzymy listę dostępnych tematów.

Ulepszony również został sposób poruszania się po Centrum sterowania, co udało się osiągnąć - znowu - w wyjątkowo banalny sposób. Po prostu przełączanie się pomiędzy poszczególnymi kategoriami zostało uproszczone dzięki dodaniu z lewej strony ikon odpowiadających poszczególnym sekcjom, co uwalnia nas od konieczności przewijania całości lub wracania do ekranu "Wszystkie ustawienia", by dopiero z tego poziomu wybrać obszar nas w tym momencie interesujący. Mała zmiana a bardzo cieszy.

Ponoć wróciły aktywne narożniki ("ponoć" bo nie pamiętam czy były w poprzedniej wersji, a rzekomo zostały wcześniej wycofane), co może ucieszyć niektórych użytkowników. Swego czasu uważałem to rozwiązanie za dobry pomysł, ale później moja ocena dość zdecydowanie w tym zakresie się zmieniła. Natomiast nie zmienia się moja opinia na temat tego, że zawsze dobrze jest, gdy to użytkownik ma ostatnie zdanie w tej i podobnych kwestiach, wszak nikt nie zmusza nikogo do korzystania z tego rozwiązania, które po prostu można wyłączyć bądź zostawić w mocno okrojonym zakresie.

Z rzeczy, które mogą zasmucić część użytkowników, koniecznie trzeba wspomnieć, że z aplikacji dostępnych dotąd OOTB wyparował jeden z killer feature'ów, choć być może to wyłącznie przypadłość obecnego stadium wdrożenie tej wersji. Otóż o ile wciąż po instalacji mamy od razu dostępnego Skype'a, wspomniane Spotify czy wreszcie Steam, to próżno szukać Crossovera, którego wiele osób ceni sobie dalece bardziej niż darmowego PlayOnLinux. Uspokajam jednak, że nadal można go pobrać z oficjalnego repozytorium.

Konkluzja

Czy warto zagłębić się w najnowszą wersję deepina? Dla mnie odpowiedź na tak postawione pytanie jest oczywista: jeśli do tej pory jesteś zadowolonym użytkownikiem tej dystrybucji, to niespecjalnie widzę sens w migracji na wersję 15.6, a w przypadku użytkowników, którzy preferują tak zwany tryb wydajny, gdzie zamiast docku daje do naszej dyspozycji coś na kształt panelu, może być taka przesiadka wręcz niewskazana. Niestety nie każdemu może bowiem przypaść do gustu nowy sposób prezentacji dostępnych programów w menu, gdzie widać tylko wybrane - tudzież ulubione - aplikacje albo wszystkie lecące po kolei wg jakiegoś klucza. Natomiast osoby, które jeszcze nie miały możliwości zetknięcia się z deepinem dostaną tutaj kilka ułatwień w stosunku do wcześniejszej wersji, więc na pewno powinni wybrać odsłonę najnowszą. Ja natomiast nadal nie jestem do końca przekonany, czy taki kierunek rozwoju dla desktopów to właściwa koncepcja, choć tym razem spróbuję dać deepinowi kilka tygodni i może w między czasie bardziej się polubimy. Tymczasem lecę zobaczyć co tam przygotował dla nas Clem Lefebvre i Spółka, choć tak na marginesie napiszę, że ci ostatni mogliby się niemało nauczyć od swoich chińskich kolegów.  

Komentarze