KDE vs GNOME, czyli słów kilka o trzeciej opcji

Zarzut, z którym nierzadko można się spotkać w trakcie przeróżnych dyskusji o kondycji Linuksa (zwłaszcza w kontekście jego biurkowych zastosowań), polega na podnoszeniu kwestii rozdrobnienia i licznych podziałów środowiska, przez który to przebija się pewna tęsknota za centralnym zarządzaniem. Zawsze mnie zastanawiały podobne opinie formułowane przez osoby, które skądinąd kibicują temu rozwiązaniu, niejako przecząc w ten sposób podstawowej idei, która leży u podłoża FOSS. Owszem proces "standaryzacji" czasem bywa niezwykle burzliwy i przesadnie rozciągnięty w czasie, zaś na niektórych obszarach wydaje się wręcz permanentnie niemożliwy, jednakże wynika to z samej natury tego modelu działania.

Jednakże dzisiejszy wpis nie o tym będzie, zaś sam wstęp miał jeno "zanęcić" do dalszej lektury, choć nie tylko o tanie sztuczki tutaj idzie, ponieważ kondycja "na rynku" środowisk graficznych - a temu poniekąd dzisiejszy tekst jest poświęcony - moim zdaniem doskonale odzwierciedla to, o czym napisałem wyżej. Otóż kilka lat temu doszło do wyraźnej bifurkacji (trudno słowo, którego nauczyłem się na potrzeby napisanej lata temu pracy magisterskiej): z jednej strony mamy znajdującą się na fali wznoszącej społeczność skupioną wokół KDE Project, która z każdym rokiem zdaje się zyskiwać na znaczeniu, a efekt pracy osób z tym projektem związanych cieszy się coraz większą - i chyba zasłużoną - popularnością wśród linuksowej braci.

Z drugiej zaś strony znajduje się równie - a kto wie czy nawet nawet nie bardziej - potężne środowisko deweloperów skupione wokół GNOME Project. Niestety sztandarowe rozwiązanie z pod szyldu tego ostatniego, czyli środowisko graficzne GNOME, w odróżnieniu od KDE Plasma, nie cieszy się chyba aż taką estymą, na jaką zapewne liczyliby jego autorzy. Dzieje się tak chyba nie bez powodu i w pierwszej kolejności należy tu wskazać na zdecydowanie zbyt “asertywne” podejście jego twórców do licznych głosów niezadowolenia płynących ze strony członków społeczności skupionej wokół Linuksa, które dotyczą obranego siedem lat temu kierunku rozwoju GNOME, radykalnie zrywającego w praktyce z tradycyjnym sposobem organizacji środowiska graficznego dla desktopów.

Nie dziwi mnie więc, że ówczesna "dobra zmiana" spotkała się z podobną reakcją, jaka towarzyszyła premierze ósmej odsłony Okienek. O ile jednak Microsoft wydając Windows 10 poniekąd się pod tym względem “przyznał do błędu”, to niestety niedawna decyzja (rezygnacja z ikon na pulpicie), jakkolwiek pod pewnymi względami logiczna, każe przypuszczać, że w tym zakresie - izolowania się od ogółu użytkowników - nic się przez lata nie zmieniło wśród kierownictwa GNOME Project. 

Oczywiście świat Open Source próżni nie lubi, więc po wspomnianej rewolucji z 2011 roku, kiedy to szerszej publiczności objawił się GNOME Shell, obrodziło projektami opartymi na toolkicie GTK+ (MATE, Cinnamon, nieco później Budgie), które cieszą się obecnie sporą popularnością, a przy tym pozostają bliżej “tradycyjnych” rozwiązań w sposobie organizowania elementów interfejsu graficznego. I to był właśnie jeden z tych momentów, które definiują to czym faktycznie jest otwarte oprogramowanie, gdzie podziały są równie istotne jak kooperacja.

Rzecz jasna i wcześniej nie brakowało "alternatywnych" środowisk graficznych wobec tych w tytule wymienionych, jednakże obecnie większość z tych projektów nie jest rozwijana lub przynajmniej wydaje się być w wyraźnym odwrocie, czyli coraz rzadziej są one wspierane przez twórców poszczególnych dystrybucji oraz również incydentalnie wybierane przez nowych użytkowników. Dzieje się tak za jednym wszakże wyjątkiem, któremu to poświęcony jest dzisiejszy tekst. 

Xfce - skromny bohater

Jeśli ktoś czytał moje wcześniejsze wpisy bądź komentarze, zapewne nie będzie zaskoczony, że moim ulubionym DE jest Xfce. Myślę, że w tym miejscu mogę spokojnie napisać, że w przypadku moich zapatrywań na to zagadnienie nie jestem totalnym outsiderem, ponieważ chociaż Xfce chyba u nikogo z korzystających nie rozpala większych emocji, jest wciąż jednym z najpopularniejszych środowisk graficznych, jeśli brać serio quasi-plebiscyty na stronach w rodzaju Reddit czy Slashdot. We wpisie tym pozwoliłem sobie zamieścić (KLIKAJ TUTAJ) link do stosunkowo niedawno przeprowadzonej ankiety przez Linux Journal, natomiast jeśli poszukacie w Internetach podobnych rankingów, gdzie głosowały osoby daną stronę odwiedzające, to nierzadko Xfce będzie w ścisłej czołówce.

To samo dotyczy kwestii liczby dystrybucji, których autorzy decydują się uczynić z Xfce bazowe lub nawet jedyne środowisko graficzne (MX Linux, Linux Lite, Peppermint OS, Qubes OS, Voyager Live oraz oczywiście Xubuntu). Ten ostatni fakt - chętnego sięganie przez deweloperów po to DE - bierze się zapewne z dwóch rzeczy: po pierwsze, przemawia za tym bardzo duża stabilność rozwiązania, co niestety jest "ubocznym" pokłosiem tego, że rozwój Xfce odbywa się w iście żółwim tempie, co sprawia, że od czasu do czasu pojawiają się głosy o zarzuceniu tego projektu przez autorów. Drugi aspekt tej swoistej popularności wiąże się - tak podejrzewam - z ogromną elastycznością tego rozwiązania, które bierze się z modułowej budowy Xfce i sposobu konfiguracji całości. W związku z tym bardzo często spotkać się można ze zbitkami poszczególnych elementów tego środowiska graficznego chociażby z innym niż domyślny menadżerem okien czy kompozycji. 

Jednakże w tym tekście chciałbym się skupić na elementach swoistych dla tego środowiska, a jedynie wskazując między wierszami te obszary, gdzie w prosty sposób można osiągnąć zamierzony efekt dalece odbiegający od "standardu". Dlatego pozwolę sobie obecnie wymienić kluczowe komponenty składające się na całość rozwiązania, których największą bolączką jest to, że w wersji podstawowej (out of the box) są wyjątkowo nieatrakcyjnie opakowane. By to ostatnie zobrazować większość zrzutów ekranowych, które można zobaczyć w dalszej części tekstu, zostały zrobione na Debianie, którego twórcy nic od siebie do Xfce nie przemycają. Zaznaczę jednak, że dystrybucja ta została posadowiona na VM, więc niska rozdzielczość dodatkowo wzmacnia szpetotę Xfce "z pudełka".

Zanim jednak do tego przejdę, jeszcze jedna uwaga ogólnej natury. Oczywiście wszystko ostatecznie sprowadza się do osobistych preferencji dotyczących sposobu interakcji z komputerem i dlatego wcale mnie nie dziwi, gdy ktoś z pełnym przekonaniem twierdzi, że nic lepszego pod tym względem niż takie i3 nie mogło nas spotkać. Jednakże z perspektywy zwykłego klikacza trudno chyba byłoby znaleźć drugie takie DE obok Xfce, które z jednej strony pozwalało by na tak daleko idącą ingerencję w poszczególne składowe interfejsu graficznego, a przy tym nie przyprawiałoby o zawrót głowy ilością suwaków czy opcji, które w tym celu należałoby jakoś tam opanować.

Menedżer okien (xfwm4)

Zarządzanie oknami to nie jest - przynajmniej dla piszącego te słowa - obszar, który dostarcza użytkownikom jakiś wyjątkowych doznań, ale skoro został już przez twórców udostępniony graficzny konfigurator to i jemu poświęcę dwa słowa. Otóż jeśli chodzi o możliwości manipulowania poszczególnymi elementami z tego zakresu, to właściwie mamy tutaj dostęp do wszystkich podstawowych ustawień, czyli możemy dowolnie w nim zmieniać wygląd paska tytułowego, przypisać wybrane skróty klawiaturowe, czy wreszcie sposób przełączania się czy też aktywacji okien. Możemy też określić sposób pojawiania się kolejnych okien na pulpicie względem jego krawędzi czy też innych wcześniej otwartych okien.

W moim przypadku - jak już sygnalizowałem - są to elementy, które w bardzo niewielkim stopniu wpływają na komfort mojej pracy (no chyba, że ktoś próbuje mnie uszczęśliwić przyciskami do minimalizacji czy zamykania okien z lewej strony), więc z mojej perspektywy nie jest to ten element środowiska graficznego, który jakoś specjalnie mógł wpłynąć na ogólną ocenę tego czy innego DE. Już bardziej istotne jest jak WM radzi sobie ze swoim podstawowymi zadaniami, czyli rysowaniem okien i jego elementów. W tym przypadku nie można mieć do Xfce absolutnie żadnych zastrzeżeń. Owszem jeśli ktoś lubuje się w efektownych animacjach związanych chociażby ze zmianą stanu poszczególnych okien (zamykanie, minimalizacja, przeciąganie etc), to niestety będzie w tym przypadku rozczarowany, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystać z jakiegoś zewnętrznego kompozytora, który wspiera takie atrakcje. Są dystrybucje, które wykorzystują Xfce i ich autorzy taką możliwość zaimplementowali na start (niejako uprzedzając fakty: pod koniec wpisu zamieszczona została prezentacja filmowa jednej z takich dystrybucji).

Menedżer pulpitu (xfdesktop)

Tu również mamy do czynienia z przyzwoitymi możliwościami zarządzanie tym jak ma wyglądać i jak się zachowywać pulpit. Oprócz wyboru tapety (można też ustawić opcję cykliczne zmiany tła w oparciu o zdefiniowaną jednostkę czasu) czy domyślnych ikon, możemy rzecz jasna ustawić wielkość tych ostatnich, rozmiar czcionki, wielkość podpowiedzi oraz kilka innych rzeczy, które z tym obszarem aktywności są związane. Generalnie - jak widać - same oklepane nudy, choć wśród ciekawych opcji chciałbym zwrócić uwagę na możliwość skonfigurowania różnej tapety dla każdego obszaru roboczego osobno, co chyba nie jest standardem w tym aspekcie w innych DE. 

Menedżer ustawień (Settings Manager)

Od tego w sumie powinienem zacząć, ponieważ jest to swoiste centrum zarządzania, dzięki któremu mamy prosty dostęp do poszczególnych narzędzi służących do konfiguracji tego czy innego elementu interfejsu graficznego. Choć nie tylko, ponieważ są tu również odwołania do innych elementów związanych na ten przykład ze sprzętem (co widać na załączonym obrazku). Co więcej nic nie stoi na przeszkodzie, by do poszczególnych sekcji dodać odwołania do innych aplikacji niż te domyślne, co jest dość często spotykanym zabiegiem dla dystrybucji z "autorskim" DE opartym na Xfce. Niestety nic mi nie wiadomo o jakimś graficznym narzędziu, które pozwalałoby na prostą ingerencję w tym zakresie, ale wystarczy przypisać dany program do odpowiedniej kategorii aplikacji, tak by w jednym miejscu trzymać wszystko co jest dla nas najbardziej istotne. Niżej pozwoliłem sobie umieścić dwa zrzuty ekranowe, które pokazują jak wygląda taki menedżer w wersji startowej oraz nieco podrasowanej przez twórców ArcoLinux.

Menedżer sesji (Xfce4-session)

Wspominam o tym elemencie jedynie dla porządku, ponieważ nie jest to element, który ze swej natury może wzbudzać większe emocje. A skoro już kronikarskiemu obowiązkowi stało się zadość, przechodzimy dalej.

Panel (Xfce Panel)

Na samym początku odkryję karty, pisząc że to właśnie ten obszar Xfce sprawił, że do dzisiaj jest to moje podstawowe i zarazem ulubione środowisko graficzne, dlatego stosunkowo najwięcej miejsca poświęcę temu zagadnieniu, przy czym przefiltruje je przez siatkę moich preferencji.

Na mojej sympatii do Xfce zaważały dwie banalne - zdawałoby się - rzeczy, ale po kolei. Ze względów metrykalnych mój pierwszy pecet posiadał na pokładzie Windowsa 95 i przez wiele lat byłem wierny użytkownikiem Okienek. Wprawdzie w czasie studiów miałem pewien kilkumiesięczny epizod z Linuksem, ale to bardziej z musu niż własnej woli. Dlatego te 2 czy 3 lata temu, gdy trochę przypadkiem i znowuż trochę wbrew sobie wróciłem do Linuksa, szukałem takich rozwiązań, które najlepiej "imitowały" znany z Windowsa sposób pracy, gdzie w centrum wszelkich akcji było menu "Start". Pewnie dlatego tak bardzo mi podpasował Linux Mint uzbrojony w Cinnamon, od którego tak naprawdę zaczęła się moja druga (czytaj: właściwa) przygoda z Pingiwniątkiem. Tym niemniej ciekawość zwyciężyła po jakimś czasie i zapragnąłem spróbować innych rozwiązań, a ponieważ autorskie środowiska Minta nie jest znowu aż tak popularne jak mogłoby się wydawać, to zazwyczaj wybierałem KDE (teraz nie do końca nawet wiem dlaczego). 

Doceniając ogrom pracy wkładany w rozwój Plasmy niestety do dzisiaj mnóstwo rzeczy mnie w niej irytuje w mniejszym lub większym stopniu. Najbardziej zaś doskwierał mi jak dotąd fakt, że nie pojawił się jeszcze - mnie osobiście - satysfakcjonujący "aktywator", bo albo lista kategorii była z prawej a nie lewej strony, albo nie pasowała mi jego wielkość, której nie dało się zmienić, czy wreszcie drażnił brak możliwości umieszczenia na panelu obok ikony tekstu w rodzaju "Programy" czy insze "Menu". Głupstwa? Jak najbardziej, ale jak to mówią: przyzwyczajenia drugą naturą człowieka, a ja byłem przez kilkanaście lat skutecznie tresowany w sposobie interakcji z komputerem.

Niestety dla mnie z jakiś powodów twórcy przeróżnych apletów czy tam plasmoidów dla KDE zazwyczaj nie umożliwiają zbyt szerokich możliwości konfiguracji wyglądu czy zachowania owocu ich pracy. W przypadku wspomnianego Cinammona zazwyczaj jest podobnie, ale tak akurat się złożyło, że w przypadku tego DE aplet będący odpowiednikiem menu "Start" wygląda i działa dokładnie tak jak lubię. 

I tu na scenę wkracza aplet "Whisker Menu", który wprawdzie na start nie wpisuje się w moją "estetykę", ale pozwala w prosty sposób zmienić właściwie wszystko, co istotne. Chcesz by prezentował się tylko ikoną - nie ma sprawy. A może wolisz sam tekst - nic prostszego. Rzecz jasna ja wybrałem - standard - trzecią opcję i ustawiam zawsze połączenie jednego z drugim. Wielkość przestrzeni po rozwinięciu menu zajmowana to również rzecz uznaniowa i wystarczy po prostu odpowiednio je rozciągnąć, tak samo jak wybrać, po której stronie będą aplikacje oraz kategorie je grupujące. Rzecz jasna te ostatnie również można do woli edytować, tak samo jak ich zawartość. Jednym słowem dla fanów tradycyjnych rozwiązań jest to aplikacja doskonała, bo pozwala naprawdę dostosować ten element pod własne preferencje.

Kolejnym dziwactwem, które sprawiło, że tak chętnie przesiadłem się na Xfce, jest ogromna - a jakże - elastyczność w zakresie zarządzania panelami, co pozwala w bardzo prosty sposób osiągnąć ciekawe efekty. Tak się akurat złożyło, że w odróżnieniu od konserwatywnego podejścia do menu "Start" dość szybko przyswoiłem sobie stosunkowo nową dla mnie ideę docków. Niestety mając na uwadze fakt, że najpopularniejsze z nich "przyspawane" są do krawędzi ekranu, na początku korzystać byłem w stanie jedynie z Cairo Dock, które wśród licznych zalet ma między innymi możliwość zakotwiczenia docka praktycznie w dowolnym miejscu ekranu.

Tym większym było dla mnie zaskoczenie, że taki element interfejsu środowiska graficznego jak panel, może być jeszcze bardziej plastyczny. Otóż w przypadku Xfce panel może być nie tylko niemal dowolnej orientacji czy wielkości, ale również umiejscowiony w niemal każdym miejscu na pulpicie, co pozwala na grupowanie w prosty sposób narzędzi, z których korzystamy nieco rzadziej, ale chcemy mieć je pod ręką. Możliwość ich odsunięcia od krawędzi może okazać się wówczas nieoceniona. By wyjaśnić w czym rzecz posłużę się przykładem pulpitu charakterystycznego dla Voyager Linux (zapraszam do obejrzenia zrzut ekranu niżej). Widoczne przy obu bocznych krawędziach jasne ikonki, to tak naprawdę odpowiednio spreparowane panele, przy czym ten po prawej składa się z dwóch wierszy, na którym zostało w sumie umieszczonych 5 aktywatorów ("skrótów" do aplikacji).

Oba z tych paneli mają oczywiście włączoną opcję inteligentnego ukrywania, tak by nie zabierały niepotrzebnie przestrzeń po bokach. O ile w przypadku tego z lewej strony ekranu nie mam najmniejszego kłopotu, to ten po przeciwnej stronie w moim przypadku jest dysfunkcjonalny. Tak się akurat składa, że praktycznie nie korzystam z myszki, zaś przewijanie gestami na touchpadzie uważam za nieporozumienie albo inaczej rzecz stawiając: po prostu mi to nie wychodzi. Dlatego przewijanie treści okna realizuję w sposób "klasyczny", czyli przy pomocy suwaka umieszczonego po prawej stronie, co siłą rzeczy powoduje przypadkowe aktywowanie ukrytego z prawej strony panelu poprzez najechanie kursorem na prawą krawędź. Przesunięcie tego panelu o kilka centymetrów do środka rozwiązuje w moim przypadku ten problem. Tak samo miałem z dockiem umieszczonym na dole i stąd potrzeba używania Cairo Dock, który niestety w przypadku korzystania z karty NVIDIA na moim laptopie miał problem z poprawnym wyświetlaniem niektórych ikon. Panele Xfce raz na zawsze rozwiązały ten problem.

Menedżer plików Thunar (Thunar File Manager)

Na początku mojej przygody z tym środowiskiem z uporem maniaka podgrywałem w jego miejsce Nemo, uważając Thunar za najsłabszy element Xfce. Od strony ekspozycji plików i folderów nie odstaje on od konkurencyjnych rozwiązań, tym niemniej uważałem wówczas, że pod względem dostępnych funkcjonalności jest bardziej niż ubogi. Z czasem za sprawą jakieś dystrybucji, gdzie został on odpowiednio “podrasowany”, bezwiednie zacząłem z niego korzystać i tym sposobem przekonałem się, że potrafi więcej niż początkowo sądziłem.

Również tutaj, jak właściwie dla każdego ważniejszego elementu Xfce, twórcy tego ostatniego pozostawili użytkownikowi szerokie pole do popisu, dając dość proste (choć niekoniecznie banalne) narzędzie, dzięki któremu można dodać pewne funkcjonalności do czynności, które można wybrać z rozwijanej listy po użyciu prawego przycisku myszy. Zaznaczę od razu, że nie brakuje gotowych wtyczek do Thunara, dzięki którym można uzyskać bardziej spektakularne efekty, ale teraz chciałbym wspomnieć o dość sympatycznym rozwiązaniu, które znacząco może ułatwić pracę z plikami, a mianowicie spersonalizowanych akcjach (Custom Actions), które w polskiej wersji Xfce nazywane są "Czynnościami".

Wystarczy bowiem na górnej listwie wskazać "Edycja" a następnie z rozwijanej listy wybrać przycisk "Czynności", by ukazało się naszym oczom widocznej niżej okno (no może nie do końca, bo po drodze jest jeszcze jedno). Następnie w polu "Nazwa" dodajemy wartość, która odtąd będzie pojawiać się na rozwijanej liście, jaka pojawia się po kliknięciu prawym przyciskiem w obrębie menedżera plików. Pole "Opis" rzecz jasna można sobie darować, tak samo jak dodanie ikony symbolizującą zadaną akcję. Tym sposobem zaś przechodzimy do najważniejszego a zaraz najtrudniejszego etapu, czyli zdefiniowania polecenia, które będzie wykonywane w momencie wybrania tej akcji. Ważne jest, by w ramach drugiej zakładki "Wyświetlanie" wskazać do jakiego rodzaju obiektów dana akcja ma się odnosić, bo bez tego możemy jej nigdy nie zobaczyć.

Całość - jak widać - przypomina tworzenie aktywatora dla pulpitu i faktycznie nabyte przy ich kreowaniu kompetencje mogą się przydać, tak samo jak znajomość komend terminala. Oczywiście w Internetach mnóstwo jest gotowców, ale należy mieć na uwadze, że ich działanie bądź brak jakichkolwiek efektów zależy od dystrybucji, którą używamy (wiele z tych dostępnych poleceń odwołuje się do programów, których na własnym kompie zwyczajnie możemy nie mieć zainstalowanych). Dla zachęty kilka "custom action", które powinny zadziałać niezależnie od konfiguracji naszego systemu, ponieważ bazują na podstawowych narzędziach.

Uczynienie pliku wykonywalnym:

chmod +x %f

Otwarcie katalogu z uprawnieniami root (to akurat na najnowszym Mincie może nie zadziałać):

gksu thunar %f

Otworzenie terminala w obecnie aktywny katalogu:

exo-open --working-directory %f --launch TerminalEmulator

Inne atrakcje

Choć osobiście mam ogromny mentalny problem z traktowaniem aplikacji innych niż menadżer plików jako składowe części środowiska graficznego, jednak dla porządku rzeczy wspomnę o tych, które dostarczane są w ramach "pakietu" wraz z Xfce, choć - poza drobnymi wyjątkami - w moim przypadku od razu na ich miejsce instalowane są ulubione "zastępniki". Na szczęście w przypadku dystrybucji, które dowożą autorską wersję tego środowiska graficznego, części z nich nie uświadczy się już na starcie. 

Midori - lekka przeglądarka, z którą kiedyś przyszło mi się chwilę męczyć bodajże na jakiejś pochodnej Puppy. Do przeglądania neta zapewne się nada, problem polega na tym, że nie od dzisiaj przeglądarki spełniają trochę więcej funkcji, a poza tym chyba średnio jest obecnie z jej wsparciem, co raczej nie przekonało mnie wówczas do tego, by chociaż na krótką chwilę się z nią zaprzyjaźnić. 

Mousepad - to taki dobrze wszystkim znany Notatnik, ani lepszy ani gorszy od wielu podobnych. W sumie to jeden z 3 komponentów, który jest przeze mnie jakoś tam na co dzień używany, ale nic wielkiego się nie wydarzy jak w jego miejsce dostanę chociażby Leafpada, na którym zdaje się Mousepad bazuje.

Orage - systemowy kalendarz, z którego w życiu nie korzystałem, ale to głównie dlatego, że po prostu nie odczuwam takiej potrzeby w stosunku do żadnej tego rodzaju aplikacji. Niestety czasem nie jest łatwo go odinstalować bez wywalenia przy okazji wielu składowych Xfce.

Parole - kolejna aplikacja po Midori, na którą moim zdaniem szkoda czasu. Oferuje bardzo bazowe funkcjonalności i chyba najbardziej odstaje od tego, co dzisiaj uchodzi za standard, w tym wypadku w zakresie odtwarzania multimediów. 

Ristretto - jak wyżej. Zdjęcia można przejrzeć, ale by cokolwiek sensownego z nimi zrobić trzeba już sięgnąć po inny program.

Xfburn - ktoś dzisiaj jeszcze wypala płyty?

Xfce Terminal - terminal jakich wiele. Działa i wygląda tak jak powinien zachowywać się emulator Konsoli.

Po cholerę ten wpis?

Jeśli mam być szczery, to przyznam, że sam cały czas się zastanawiam. Jego wartość edukacyjna jest właściwie żadna, zaś "ekspresyjna" podobnież, bo przekonanych nie ma potrzeby werbować, a zakochani w KDE wydają się być wyjątkowo monogamicznie usposobieni, a ja sam nie najlepiej czuję się w roli agitatora czy tam swatki, o czym dobitnie świadczy obecny tekst. Po prostu dawno nic nie napisałem na blogu, więc tak siadłem przed kompem w niedzielny poranek z silnym postanowieniem poprawy tego stanu rzeczy i szukając inspiracji na tekst natrafiłem na informację o rychłym wydaniu nowej odsłony Makululinux, której jeden ze spinów bazuje właśnie na Xfce. Pozwoliłem sobie niżej zamieścić "teaser" - jak to określają twórcy - tego co ponoć dosłownie na dniach będzie można przetestować samu, ponieważ ten kilkuminutowy filmik pokazuje "potęgę" Xfce, która znakomicie oddaje właśnie ideę wolnego oprogramowania, czy raczej hasła DIY ("do it yourself"), ponieważ na bazie elementów Xfce przy użyciu dość prostych środków, udało się spreparować środowisko pracy w niczym nie przypinające tego, co mogłem zobaczyć po zainstalowaniu wspomnianego Debiana na wirtualnej maszynie.