Linuksy dla pospólstwa: odsłona druga. Becikowe, czyli dystrybucje na dobry start.

Słowo się rzekło i skoro padła dwa dni temu deklaracja, że na ostatnim wpisie autor się nie zatrzyma, to coś trzeba było z tym brzemieniem zrobić. Jakoś wyjątkowo sumienny nigdy nie byłem, ale ta przymusowa izolacja sieje spustoszenie w życiu ludzi i robi z psychiką niektórych z nas rzeczy straszne, więc do wywiązania się z tej obietnicy doszło dużo szybciej niż piszący ma w zwyczaju.

Zacznijmy jednak od początku. Wbrew pozorom za tym szalenie “odkrywczym” bon motem kryje się jednak przemyślana strategia, ponieważ nie chcę popełnić błędu poprzedniego wpisu i tym razem już na wstępie wyłożę własne intencje. Dlatego na start idzie fundamentalna kwestia, która mam nadzieję ustawi dalszą lekturę tekstu (bądź przynajmniej u niektórych spowoduje natychmiastowe jej przerwanie). Otóż przesiadka na Pingwiniątko może być prosta, łatwa i przyjemna, tak jak było w przypadku piszącego te słowa. Jednakże równie dobrze może być źródłem licznych udręk i w najlepszym razie rozczarowań. W tym drugim przypadku celowość trwania w tym toksycznym związku - bez jakiś szalenie istotnych powodów - wydaje się nie mieć większego sensu. Ostatecznie wszystko jest przecież funkcją potrzeb i oczekiwań. Dlatego jeśli ktokolwiek staje przed takim dylematem tj. migrować czy jednak pozostać na dobrze znanych rozwiązaniach, to w ramach autopromocji polecam mu lekturę poprzedniego wpisu z niniejszego cyklu (odnośnik na końcu). Być może w ten sposób uda się w niektórym zainteresowanym uniknąć niepotrzebnych frustracji i rozczarowań.

Druga szalenie istotna i warta podkreślenia rzecz: dzisiejszy tekst pisany jest z myślą o tych, którzy do takiej migracji już się sposobią czy też dopiero podjęli decyzję o tym, by jednak spróbować. Stąd serdecznie prosiłbym wszystkich czytających o darowanie sobie komentarzy, o tym czy taki krok ma w ogóle sens czy nie. Przyjmuję, że jesteśmy już dalej niż byliśmy podczas lektury pierwszego wpisu. Decyzja zapadła i nie ma zmiłuj. Teraz idzie głównie o to, by w miarę miękko wylądować.

Z mojej strony kolejny raz uczciwie ostrzegam, iż wszelkie próby nadawania takiego kierunku dyskusji pod wpisem będą moderowane. Po prostu nie chciałbym mieć toksycznego bagna pod wpisem, więc jeśli ktoś lubuje się w takiej taplaninie czy zalicza się do amatorów obrzucania się inną lepką mazią, to o taką okazję naprawdę nietrudno pod wpisami innych autorów, którzy wręcz o tym marzą. Dlatego jeśli dzisiaj koniecznie chcemy kruszyć kopie, to skupmy się na gardłowaniu chociażby o wyższości dystrybucji A nad dystrybucją B, faktycznej lub tylko pozornej daremności środowiska graficznego X,Y, Z czy wreszcie o nietrafionych wyborach poczynionych przez autora przy budowaniu tytułowego zestawiania.

Skoro już ta ostatnia kwestia została wywołana, to przed ujawnieniem tej listy, słów kilka o tym jak ona powstała. Niestety ciężko w kilku zdaniach zoperacjonalizować pojęcie "przyjazności" i jakby autor się nie starał, to koniec końców będą to wybory nacechowane dużą dozą subiektywizmu. Starałem się jednak, by byli to reprezentanci dużych i szacownych gałęzi, tak by nie było problemów z dostępnością oprogramowania czy znalezieniem pomocy w sieci. Porady dotyczące Ubuntu będą miały swoje zastosowanie w tej samej mierze do Minta, Zorina czy innego Voyagera. Mniej więcej to samo dotyczy środowisk graficznych, czyli chodziło o te najpopularniejsze w pierwszym rzędzie. Przy czym - to szalenie istotna uwaga - starałem się, by na liście wybrańców znalazły się te dystrybucje, których środowisko graficzne w największym stopniu przypominało to, do którego przywykła osoba przesiadkowicza lub przynajmniej było dość intuicyjne. Stąd chociażby brak Ubuntu w moim "Top 5", ponieważ Gnome bez odpowiedniego podrasowania może przerażać, choć pewnie znajdą się osoby, które ze mną się nie zgodzą i w tej kwestii.

Oprócz mglistej i niesprecyzowanej oceny "przyjazności" konkretnego distro przyjąłem jeszcze 2 dodatkowe założenia. Po pierwsze, ograniczyłem się wyłącznie do dystrybucji, których używałem przez co najmniej kilka tygodni (najlepiej ciągiem, ale nie był to warunek konieczny). Niestety to założenie już na początku wycięło sporo zapewne sensownych dystrybucji dla świeżaków i de facto zamknęło tę listę w getcie “debianowatych”. No cóż taka jest destrukcyjna moc przyzwyczajeń. Z drugiej strony nie chciałbym pisać o czymś czego wystarczająco długo nie macałem. Inna sprawa, że moim zdaniem to właśnie dystrybucje z tej gałęzi linuksów wydają się pod wieloma względami najlepszym wyborem na początek. 

Drugie, zdecydowanie bardziej kontrowersyjne założenie, dotyczy modelu wydawniczego, ponieważ tak wprzódy wyselekcjonowaną listę ograniczyłem do tych rozwiązań, które posiadają wersję LTS. Mam pełną świadomość, potwierdzoną doświadczeniem własnym, że tak zwane "dystrybucje ciągłe" niewiele ustępują pod względem stabilności tym, które opisane są wspomnianym skrótem. Problemem tutaj jest bardziej epatowanie ciągłymi monitami o aktualizacjach, które w niektórych przypadkach koszmarnie długo trwają (patrz Fedora).

Zdaje sobie sprawę, że ile osób, tyle opinii. Dlatego na końcu dodałem sekcję, która zamierzam poszerzać na bazie Waszych propozycji, jeśli uznam, że rozwiązanie to jest godne polecania osobie zaczynającą użytkowanie Pingwina albo będzie co do tego szeroka zgoda wśród komentujących.

Kończąc ten fragment być może najważniejsza rada, ale zapewne nie do zastosowania w większości wypadków. Jeśli ktoś w Twoim bliskim otoczeniu korzysta już z Linuksa, swoje poszukiwanie zacznij od poproszenia go o radę. Jeśli to jest w miarę rozsądna osoba, jest szansa że wskaże Ci rozwiązanie najbliżej Twoich potrzeb i nawet jeśli nie będzie to najbardziej intuicyjne distro, to przynajmniej zawsze można takiego osobnika poprosić o pomoc i odwołać się do jego wiedzy.

Linux Mint

Mój pierwszy wybór, ale obecnie już bardziej z sentymentu niż głębokiego przekonania, że to właśnie od niego powinien zaczynać swoją przygodę każdy terminujący do miana linuksiarza. Jeszcze 2-3 lata temu faktycznie najlepszy możliwy wybór na dzień dobry. Jednak od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że jego rozwój staną nieco w miejscu, a przy tym konkurencja szybko nadrobiła dystans, a pod pewnymi względami wysunęła się przed dotychczasowego lidera. Dla przykładu kiedyś jednym z najbardziej rzucającym się w oczy - oprócz środowiska graficznego - wyróżniającym rozwiązaniem był autorski menadżer oprogramowania w formie “Sklepu”, do którego przyzwyczailiśmy się na komórkach. Dzisiaj niestety straszy on relatywnie słabą responsywnością i mnie osobiście irytuje mieszaniem aplikacji graficznych z paczkami wszelakimi. Osobiście wolę sztywny podział jak w innych rozwiązaniach, gdzie faktycznie mamy narzędzie dające dostęp do aplikacji "klikalnych" (Deepin Store, Software dla Gnome, czy wreszcie Pop!_Shop) a dla bardziej “doświadczonych” zawsze jest konsola czy ustrojstwa w rodzaju Synaptic.

Generalnie w Miętusie było i ciągle jest sporo takich mniejszych lub większych smaczków, które uprzyjemniają życie, jak chociażby swego czasu priorytetyzowanie automatycznych update’ów, ale powoli większość z nich stała się już pewnym standardem (zwłaszcza w rodzinie Ubuntu). Dla mnie tym, co dzisiaj tak naprawdę wyróżnia Miętusa, to autorskie środowisko graficzne Cinnamon, które jest jednym z przyjemniejszych w obyciu, choć w niektórych miejscach coraz częściej miewam wrażenie, że się nieco zestarzało.

Zorin OS

Dla mnie odkrycie zeszłego roku, ale głównie za sprawą amoku, który byłem efektem szoku poznawczego związanego z faktem, że Gnome da się jednak używać i to całkiem przyjemnie. Sam dystrybucja była mi znana i ma zresztą całkiem długą historię, ale jak dotąd omijałem szerokim łukiem, bo to było dla mnie od zawsze lekko podrasowane Xubuntu, aczkolwiek w wersji mało strawnej w myśl zasady: dorzućmy jakąś fajną tapetę i zestaw oryginalnych ikon, może ktoś się jednak skusi. Nie twierdzę oczywiście, że tak faktycznie było, ale z drugiej strony dzisiaj w pewnym sensie tak to wygląda. Choć twórcy starają się ukryć to wstydliwe powinowactwo (tym razem z Ubuntu, choć nadal jest dostępna wersja Zorina dla Xfce), to w gruncie rzeczy, to co wyróżnia Zorin OS w klonach Ubuntu to głównie strona wizualna, bo naprawdę bardzo fajnie odpicowali (wręcz nie do poznania) Gnome.

Zapewne na plus zaliczyć trzeba - choć ja to uważam za nieco szkodliwe rozwiązanie - zintegrowanie Wine z interfejsem graficznym, dzięki czemu aplikacje w wersji “okienkowej” można w wyjątkowo prosty sposób odpalić. 

Peppermint Linux

Tutaj znowu zadecydował sentyment w pierwszej kolejności, ponieważ dzięki tej dystrybucji poznałem uroki Xfce. To ostatnie jest wyjątkowo przyjemnym środowiskiem graficznym, lekkim, stabilnym i niesamowicie konfigurowalnym, ale w bardzo prosty sposób. Jego domyślny manager plików (Thunar) ma również bardzo fajną opcję zwaną custom action, choć może nie do końca jest ona dla świeżaków, więc nie będę się na ten temat rozpisywał. 

Niestety w przypadku Xfce z tak zwanego “pudełka” wyskakuje niezły potworek, stąd przez długi czas to DE kojarzyło mi się czymś niezwykle szpetnym. Zupełnie niesłusznie, wystarczy wspomnieć, że przez bardzo długi czas, to był mój pierwszy wybór, do czego walnie przyczyniło się właśnie spotkanie z Peppermint. Natomiast zwróciłbym jeszcze uwagę w przypadku tej dystrybucji na powinowactwo z Mintem, co ma też swoje odzwierciedlenie na poziomie samej nazwy. Dzisiaj - choć ja już dawno nie używałem tego distro - Peppermint zdaje się dryfować coraz bardziej w stronę Ubuntu (a ściślej Xubuntu), to jednak menadżer aplikacji/paczek znany z Minuta się jeszcze ostał. Fajną rzeczą jest autorskie narzędzie ICE Applications, które przerabia strony internetowe na coś na wzór aplikacji desktopowych. Daleko temu do idei PWA i w przy pomocy Chrome spokojnie osiągnie się podobny efekt, ale ułatwia ono zarządzanie takimi “tworami”.

Makulu Linux 

Długo się zastanawiałam, czy wrzucić to dość egzotyczne rozwiązanie do zestawienia, bo do pewnego stopnia jest ono bardzo podobne w swojej filozofii do Zorin OS. Doceniłem jednak starania jego twórcy (wydaje mi się, że to projekt rozwijany jednoosobowo), a poza tym ma ta dystrybucja kilka smaków, czyli proponuje różne środowiska graficzne oraz bazuje na różnych rozwiązaniach, bo obok wersji Ubuntu jest również ta oparta na Debian Testing. Ja głównie korzystałem z wersji Flash i przez moment Core, więc siłą rzeczy krótko odniosę się do tych dwóch. 

Zdecydowanie najmocniejszą stroną wspomnianych rozwiązań było mocno zmodyfikowane środowisko graficzne bazujące na Xfce. Jego twórca w pewnym momencie odleciał proponując między innymi własne menu, które było w mojej opinii strasznie nieergonomiczne. Na szczęście nadal można było korzystać z bardziej tradycyjnych rozwiązań. W sumie autor tej dystrybucji, od którejś tam wersji trochę się w mojej opinii pogubił, przez co w efekcie wyszedł groch z kapustą (na dzień dobry mamy chociażby różne menedżery oprogramowania, czy tam nakładki graficzne na te ostatnie). Nie zmienia to faktu, że może robić wrażenie ile koleś wycisną ze starego, poczciwego Xfce i właśnie to chciałem docenić umieszczając to distro w zestawieniu. Zresztą obejrzyjcie sami wideo podlinkowane niżej. Nagranie jest dość długie, ale moim zdaniem warto poświęcić te 7 minut. 

Kończą zwrócę jednak uwagę na pewną rzecz. Niestety wszystkie te autorskie rozwiązania (zapewne z powodu braku community) nie mają (nie miały przynajmniej wówczas) polskiej wersji językowej, co dla kogoś może być problemem i dlatego o tym wspominam, choć mnie osobiście to nie przeszkadzało w ogóle.

deepin

Kolejne wskazanie, przy którym miałem spore wątpliwości, choć bynajmniej nie za sprawą podnoszonej przez niektórych kwestii proweniencji tej dystrybucji. Co ciekawe jeszcze z rok temu wstecz nie byłoby tych dylematów, ponieważ rozwiązanie to opierało się na wydaniu rozwojowym Debiana (unstable branch), choć dla piszącego te słowa wówczas to było zaleta. Tym samym nie spełniało wówczas założenia numer dwa, o którym wyżej była mowa. Natomiast około 12 miesięcy temu twórcy deepina podjęli decyzję o “migracji” na stabilną wersję. Skąd więc te wahania dzisiaj?

Otóż podstawowy “killer feature” tej dystrybucji, czyli środowisko graficzne, na dłuższą metę mi nie podszedł. Z jednej strony może to kwestia przyzwyczajeń, natomiast problem polegał głównie na tym, że konfigurowalność tego DE jest czy może była szczątkowa. Nie były to kwestie dyskwalifikujące dla mnie to rozwiązanie, ale pamiętam, że niektóre kwestie mnie irytowały (choćby główne menu) i za cholerę nie dało się tego zmodyfikować. Czytam jednak w internetach, że ludzie cenią sobie to rozwiązanie, a swego czasu jeden z “blogowych” kolegów, mimo że jest zadowolonym użytkownikiem Windowsa, popełnił wpis, gdzie raczej ciepło wypowiadał się o tym rozwiązaniu.

Z rzeczy wartych uwagi należy wspomnieć o kilku aplikacjach autorskich, będących chyba częścią tego DE, które były bardzo fajnie zrobione oraz przede wszystkim o autorskim repozytorium i frontendzie, który pozwalał zarządzać tymi aplikacjami. Jest w nim trochę bałaganu (a przynajmniej było jak ja trochę się nim bawiłem), natomiast znajdowało się tam oprogramowanie, którego na próżno szukać w innych dystrybucjach, ot choćby CrossOver, czyli taki lepsiejszy PlayOnLinux.

Honorable mention

Manjaro Xfce

Przez długi czas numer dwa na mojej liście. Potem mi przeszedł hype na "zawsze najświeższe paczuszki", zaś obecnie dla mnie to wręcz wada. Natomiast Manjaro jako całość jest bardzo przyjemne, a przy tym dostępne w wielu smakach (wspiera w sposób naturalny różne środowiska graficzne). Jednak oprócz faktu, że to dystrybucja ciągła, z właściwej listy wypadło za sprawą braku jakiegoś znośnego instalatora aplikacji w rodzaju Deepin Store chociażby. 

Pop! OS 

Obecne numero uno dla autora. Niestety na dzień dobry dostajemy prawie nie zmodyfikowane (w warstwie wizualno-użytkowej) środowisko Gnome, co dla osoby zaczynającej dopiero może stwarzać dodatkowe utrudnienie. Zaś wszystkim innym serdecznie polecam, choć ma dla mnie jedną irytującą cechę związaną z własnym boot loaderem, jakby nie dało się wziąć starego dobrego GRUBA.

MX Linux

Jedna z najbardziej żwawych dystrybucji, która słusznie zyskuje coraz większą popularność. Na minus w przypadku nowych użytkowników zaliczyłbym domyślne ustawienia pulpitu i trochę toporne narzędzie do zarządzanie paczkami/aplikacjami. Tym niemniej we własnych repozytoriach twórcy przygotowali sporo fajnego softu, których na próżno szukać w oficjalnych zasobach Debiana (na nim MX Linux bazuje). Niestety w zamian w prezencie dostajemy sporo śmieciowych - z mojego punktu widzenia - aplikacji, których czasem nie da się usunąć z systemu bez rozwalania jakieś większej całości.

*buntu*

Cała rodzina "oficjalnych" dystrybucji pod auspicjami Canonical. Można powiedzieć, że na co byś się czytelniku nie zdecydował, będzie to dobry wybór. Osobiście unikałbym na początek Ubuntu ze względu na środowisko graficzne. Jest ono wprawdzie zmodyfikowane w stosunku do "oryginalnego" Gnome 3, ale mimo wszystko cały czas dalekie od tego, do czego większość z nas jest przyzwyczajona. Jeśli mam być szczerzy to choć sam siedzę (oprócz Pop! Os) na Ubuntu właśnie (po odpowiednim jego dostrojeniu), to dużym sentymentem darzę Ubuntu Budgie i to ostatnie ewentualnie mógłbym polecić, gdybym koniecznie musiał wskazać coś z tej grupy.

Solus OS

Dystrybucja z najkrótszym stażem z wszystkich dotąd wymienionych, ale już dorobiła się dość wiernego community, co okazało się kluczowe w momencie, gdy protoplasta Solusa pewnego dnia bez słowa pożegnania się zawinął i zniknął na wiele tygodni (potem już nie wrócił do projektu). Sam nie używałem i dopisuję to rozwiązanie wyłącznie na prośbę czytelników, więc tylko zakładam, że jest grzechu warta. Z mojej strony mogę napisać, że autorskie środowisko (na bazie Gnome) jest bardzo zacne i nie może dziwić, że wiele dojrzalszych metrykalnie projektów adoptuje je w ramach rozwijanych dystrybucji.