Tendencyjnie opowiedziana historia początków Microsoftu — w czterech aktach zamknięta. Odsłona druga

Podejrzewam, że niespecjalnie wiele osób pamięta albo ma chociaż świadomość tego, że gdyby nie osoba Billa Gatesa całkiem możliwym jest, że historia mobilnych telefonów wyglądałaby zupełnie inaczej i absolutnie nie chodzi mi w tym miejscu o wypominanie współzałożycielowi Microsoftu, że jego firma - zdaniem wielu - przyłożyła rękę do “uśmiercenia” legendarnej Nokii (z resztą w mojej opinii stanowczo przecenia się znaczenie tego faktu). Mam tutaj na myśli wydarzenia, które rozegrały się kilkanaście lat przed rzeczonym przejęciem przez MS oddziału telefonów komórkowych od fińskiego producenta. Tak się bowiem składa, że nieco ponad 2 dekady temu Bill Gates wspomógł niebanalną kwotą 150 milionów dolarów firmę Apple, będącą wówczas na skraju bankructwa. Ten zastrzyk gotówki plus obietnica wydania nowego Office na Macintosha pozwoliła stanąć na nogi spółce, do której właśnie wracał Steve Jobs po 12 latach rozbratu. To szokujące - w kontekście dotychczasowych relacji między firmami - wydarzenie zostało upamiętnione przez tygodnik Time, który na tę okoliczność przygotował stosowną okładkę swojego pisma, z której możemy się dowiedzieć o wdzięczności szefa Apple dla swojego kolegi z MS.

Jednak nie zawsze było tak kolorowo i obaj panowie przez lata nie szczędzili sobie uszczypliwości (również po roku 1997), choć gwoli sprawiedliwości należałoby wskazać Jobsa jako tę stronę, która z większym zacięciem angażowała się w publiczne połajanki. Ponoć współzałożyciel Apple’a od samego początku nie miał najlepszego zdania o swoim vis-a-vis z Microsoftu, jednakże wydarzenia, które położyły się cieniem na ich stosunkach rozegrały się “dopiero” po kilku latach mniej lub bardziej owocnej współpracy i chyba na zawsze stały się zadrą w sercu Jobsa, którą zapewne pogłębiał fakt, że przez bardzo długi czas pozostawał on w cieniu Gatesa. Wystarczy powiedzieć, że po przeszło 25 latach Jobs nie potrafił zapomnieć mu wydarzeń jakie rozegrały się w pierwszej połowie lat 80-tych XX wieku. Otóż w 2009 roku Jobs na potrzeby własnej biografii (wydana została 2 lata później, już po śmierci charyzmatycznego lidera Apple) opisał Gatesa w następujący sposób:

Bill w zasadzie nie ma wyobraźni i nigdy niczego nie wymyślił, dlatego myślę, że w swojej działalności filantropijnej czuje się swobodniej niż na polu technologii. On po prostu bezczelnie kradł pomysły innych osób.

Abstrahując zupełnie od kwestii adekwatności - bądź jej braku - przywołanej wyżej opinii, muszę wyznać, że osobiście odczuwam w kontekście tej wypowiedzi spory dysonans ze względu na osobę jej autora. Ponieważ jednak nie jest to wpis o Jobsie, więc nie będę rozwijał tego wątku, miast tego postaram się przybliżyć nieco wydarzenia, które legły u podstaw tej krytycznej opinii szefa Apple. Lecz zanim to nastąpi dwa słowa chciałbym poświęcić sytuacji MS w okresie, w którym doszło do słynnej konfrontacji między obu panami.

Otóż historia ta wydarzyła się w 1983 roku, a był to czas dla MS wyjątkowy pod wieloma względami. Firma Billa Gatesa zatrudniała wówczas blisko pół tysiąca osób, kolejny rok z rzędu podwajając liczbę pracowników. Jednocześnie zapoczątkowana została ekspansja międzynarodowa MS, czego efektem był między innymi pierwszy komputer w portfolio przyszłego hegemona IT. Stało się tak za sprawą działań japońskiego oddziału firmy, który w grudniu 1983 roku zaprezentował 8-bitowe urządzenie o nazwie MSX. Było ono dużym sukcesem na swoim macierzystym rynku, popularność swą zawdzięczając szczególnie graczom (w ramach ciekawostki napiszę jedynie, że pierwsza odsłona z serii Metal Gear miała premierę właśnie na tej platformie). Kolejnym sprzętem z logo MS, który zadebiutował w tamtym okresie był Microsoft Mouse, czyli popularny gryzoń odpowiedzialny za przemieszczanie kursora po ekranie monitora (poniekąd był to efekt współpracy z Apple). W tym samym roku ujrzała światło dzienne gra Microsoft Flight Simulator, która okazała się ogromnym komercyjnym sukcesem i była następnie przez wiele lat rozwijana. Jednakże chyba najważniejszym wydarzeniem dla MS anno domini 1983 było odejście Paula Allena z kierowniczego stanowiska, co było spowodowane koniecznością walki ze śmiertelną chorobą, ponieważ we wrześniu 1982 zdiagnozowano u niego chłoniaka. Tym sposobem na wątłe barki 28-letniego wówczas Gatesa spadła cała odpowiedzialność za losy firmy.

Ważne rzeczy działy się również “na zewnątrz”, czyli poza strukturami spółki Billa, które miały jednak niebagatelne znaczenie dla przyszłości jego biznesu. Dlatego zanim przejdę do właściwej opowieści, tej jednej kwestii poświęcę dłuższy fragment, gdyż jest to swoisty “apendyks” do poprzedniego wpisu, ponieważ wydarzenia te miały duży wpływ na dalsze powodzenie MS-DOS.

Otóż jedynym elementem, który był autorskim rozwiązaniem IBM dla własnego komputera osobistego (tym samym podlegał ochronie prawnej ze strony tego producenta) był BIOS. W związku z tym w pierwszych dwóch latach po premierze urządzenia IBM PC wszystkie nowo powstałe klony tego sprzętu były tylko mniej lub bardziej kompatybilne z oryginałem, lecz żadne w 100%. Przyjmuje się, że pierwszym komputerem, gdzie udało się osiągnąć pełną zgodność był Compaq Portable, który z przenośnością w dzisiejszym rozumieniu nie miał za wiele wspólnego (bliższy był idei All-in-One). Pojawił się on w sprzedaży w marcu 1983, czyli mniej więcej po półtora roku od premiery IBM PC i okazał się wielkim komercyjnym sukcesem. Po nim dość szybko zaczęły się pojawiać kolejne podobne rozwiązania, zaś rok później firma Phoenix Technologies zaczęła udostępniać wszystkim chętnym - a przy tym gotowym zapłacić 290 tysięcy dolarów - licencję na własny "zamiennik" BIOS-u od IBM-a. Ze względu na ochronę prawną oryginalnego rozwiązania powstał on metodą inżynierii wstecznej, podobnie jak to się stało w przypadku wspomnianego wyżej produktu Compaq’a. W tym samym momencie IBM stracił jakąkolwiek "sztuczną" przewagę nad konkurencją.

Oczywiście była to woda na młyn dla MS, bo ten fakt dodatkowo zdynamizował sprzedaż urządzeń z ich systemem operacyjnym, ale w tym miejscu warto słów parę napisać o specyficznej strategii IBM związanej z ochroną prawną własnego rozwiązania. Otóż pełen kod BIOS-u był dostępny każdemu, kto zakupił urządzenia IBM-a (znajdował się w podręczniku dodawanym do sprzętu). Nie był to efekt jakiegoś niedopatrzenia, ale prawdopodobnie celowe działanie ze strony jego twórców. Sądzono bowiem, że przez ten zabieg utrudniona zostanie inżynieria wsteczna czy raczej ułatwi to walkę z rezultatami takich prób odtworzenia BIOS-u. Założono bowiem, że jeśli nawet komuś udałoby się “zdekompilować” rozwiązanie IBM, to będzie mu niezwykle ciężko udowodnić, że zrobił to bez wykorzystania do tego ich materiałów. W efekcie po raz kolejny okazało się, że chytry dwa razy traci, ponieważ w praktyce stało się odwrotnie i to IBM nie był w stanie udowodnić w wielu wypadkach, że autorzy sklonowanego BIOS-a zapoznali się kodem źródłowym, a przy tym dał wszystkim zainteresowanym “narzędzie”, które znacząco ułatwiało proces jego “rekonstrukcji”. Wystarczyło bowiem rzetelnie zastosować metodę tzw. “chińskich murów” (w prosty sposób przedstawioną na załączonym niżej obrazku), by wytrącić z rąk IBM argumenty, których mógł on skutecznie użyć w sądzie.

Jeśli do tej pory Bill miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości w temacie upublicznia własnego kodu, to myślę, że przypadek IBM wyleczył go bardzo skutecznie.

AKT III - Starcie tytanów.

Wróćmy jednak do głównego wątku dzisiejszego wpisu. Choć Steve Jobs i Bill Gates byli rówieśnikami, to poza rokiem urodzenia oraz pasją do nowych technologii dzieliło ich niemal wszystko. Co jednak ciekawe ich firmy powstały również niemal w tym samym czasie - między formalną rejestracją jednego i drugiego przedsiębiorstwa minął równo rok czasu, przy czym młodsze było to założone przez Jobsa. Tym niemniej wydaje się, że na początku ich współpracy to właśnie "starszy" MS więcej skorzystał na tych wzajemnych relacjach, ponieważ w czasie oczekiwania na zapłatę od Commodore, która niemiłosiernie odwlekała się w czasie, stały dopływ gotówki od Apple - o czym wspominałem w poprzednim wpisie - pozwolił firmie Billa przetrwać ten trudny okres. Ponadto mimo późniejszego startu to Apple znacznie szybciej wypłynął na szerokie wody za sprawą swojego drugiego modelu komputera, czyli Apple’a II. Starczy powiedzieć, że już 1980 roku przychody spółki Jobsa sięgały prawie 120 milionów dolarów. W tym samym czasie MS zanotował wpływy 15 razy mniejsze i wynosiły one coś około 7,5 miliona dolarów, a przecież ten wynik zawdzięczali głównie świetnej sprzedaży ich przystawki dedykowanej dla komputerów - a jakże - Apple’a. Nadmienię też, że firma Billa i Paula potrzebowała kolejnych 5 lat by przekroczyć magiczny poziom 100 milionów dolarów przychodów, czyli dopiero po dekadzie od powstania osiągnęła to, co stało się udziałem Jobsa i Wozniaka w ciągu zaledwie 4 lat licząc od momentu startu biznesowej działalności. Tym niemniej od 1981 roku powodzenie MS zaczynało znamionować przyszłe kłopoty dla firmy założonej przez Jobsa. Choć może słowo “kłopoty” jest w tym kontekście zbyt mocne, nie zmienia to jednak faktu, że sukces MS-DOS skorelowany z ekspansją pecetów oznaczał zapowiedź przyszłych trudności, przed którymi w pewnym momencie stanie firma z nadgryzionym jabłkiem w logo.

Tym niemniej w momencie, kiedy zaczyna się obecnie opowiadana historia, a więc pod koniec 1983 roku, zysk netto Apple’a był wyższy niż łączne przychody MS. Inna sprawa, że firma Billa stała już mocno na własnych nogach i w pewnym sensie Jobs potrzebował wówczas dużo bardziej MS niż na odwrut (co zostanie przedstawione w dalszej części tekstu), nawet wbrew temu, że na konferencji zorganizowanej przez Apple w tym właśnie roku Gates deklarował, że w przyszłym roku połowa przychodów jego firmy będzie pochodziła ze współpracy z firmą Steve’a (patrz filmik). Nie mam pojęcia, czy wypowiedź ta miała swe odzwierciedlenie w rzeczywistych planach budżetowych MS (w co osobiście wątpię), czy była jedynie wyrazem kurtuazji ze strony Billa, nie ulega jednak wątpliwości, że Gates wiedział już wtedy, że przyszłość jego biznesu jest ściśle związana z rynkiem PC, który dwa lata po premierze IBM-a wyraźnie już górował pod względem sprzedaży nad dotychczasowym liderem, czyli właśnie komputerami Apple.

By mieć jednak pełen obraz tego co wydarzyło się w listopadzie 1983, cofnijmy się jeszcze bardziej w czasie. Otóż pod koniec 1979 roku Steve Jobs w asyście kilku współpracowników odwiedził centrum badań Xeroxa. Taka możliwość pojawiła się w momencie podjęcia przez władze Xeroxa decyzji o nabyciu pewnej ilości udziałów w firmie Apple, która właśnie szykowała się do wejścia na giełdę. Włodarze Xeroxa byli przekonani, że tym sposobem zagwarantują sobie opcję na zakup około 100 tysięcy akcji podczas zbliżającego się IPO. Dzięki tej “łapówce” Steve wraz z towarzyszącymi mu kolegami miał okazję zetknąć się z urządzeniem Xerox Alto, czyli pierwszym komputerem wyposażonym w graficzny interfejs użytkownika. W ramach ciekawostki napiszę, że powstał on 1973 roku, czyli na dekadę przed pojawieniem się w komercyjnej sprzedaży sprzętu wyposażonego w podobne rozwiązanie z logo Apple’a. Doświadczenie to całkowicie zmieniło sposób myślenia Jobsa na temat sposobu interakcji użytkownika z maszyną, w związku z tym powołany został w Apple’u projekt, którego zadaniem było dostarczenie sprzętu z system operacyjnym wyposażonym w GUI. Dla ścisłości należałoby jednak napisać, że nie tyle mieliśmy do czynienia ze startem nowego projektu, ale z dogłębną przebudową wcześniej istniejącego, ponieważ ten cel miały się zmaterializować w ramach wdrożenia prowadzonego już od roku, które opatrzone zostało kryptonimem LISA i pierwotnie miało za zadanie doprowadzić do powstania następcy legendarnego Apple II.

Jako że prace nad zupełnie nowym rozwiązaniem trwają dłużej niż nawet gruntowa przebudowa wcześniej istniejącego, zdecydowano się w firmie Apple na wypuszczenie w międzyczasie modelu “przejściowego”. Tym sposobem w maju 1980 roku Apple przedstawił światu następcę drugiej serii swojego flagowego komputera o nazwie - a jakże - Apple III, który nadal był oparty na 8-bitowej architekturze. Niestety wbrew oczekiwaniom twórców okazał się on ogromną komercyjną porażką. Po pierwsze wystartował z przesadnie wysoko ustaloną ceną, a co gorsza w wielu aspektach okazał się zwyczajnie niedopracowany. Na szczęście dla Steve’a Wozniaka rzeczony model nie obciąża jego legendy, ponieważ w odróżnieniu od dwóch pierwszych odsłon 8-bitowców, ten akurat nie został zaprojektowany przez niego. Zresztą popularny “Woz” miał bardzo krytyczny stosunek do tego sprzętu, twierdząc że był on efektem działań ludzi od marketingu a nie inżynierów.

Faktycznie niemałą cegiełkę do tego stanu rzeczy dołożył ponoć drugi Steve, który nadzorował cały projekt. Wymagał on bowiem od inżynierów pracujących nad Apple III bardziej “kompaktowych” rozmiarów kosztem upakowania podzespołów do granic niemożliwości oraz nakazał przy tym rezygnację z systemu chłodzenia, który według niego był zbyt hałaśliwy i nieelegancki (skąd my to znamy?). Na efekty niestety nie trzeba było długo czekać i choć pierwsza partia urządzeń rozeszła się dość szybko, to za chwilę trzeba była wdrażać program ich wymiany (w sumie podobne zabiegi w toku życia tego modelu objęły 14 tysięcy maszyn, czyli co 5 komputer Apple III). Niestety mleko się rozlało i w ten sposób po 4 latach od premiery model ten został wycofany z rynku, zaś w tym czasie sprzedano góra 75 tysięcy sztuk tego urządzenia. By zobrazować skalę porażki napiszę, że taki wynik Apple II, który był sprzedawany równolegle, osiągał w niespełna 2 miesiące.

Całkowita klęska modelu Appel III oraz przede wszystkim przeciągające się prace w ramach projektu LISA, sprawiły, że Jobs został przez ścisłe kierownictwo firmy odsunięty w 1982 roku od prac w ramach tego ostatniego. W związku z tym Steve całą swoją uwagę skupił na innym projekcie, którego pierwotne cele były zupełnie inne, gdyż na początku chodziło w nim o stworzenie łatwego w obsłudze i przede wszystkim niedrogiego komputera dla użytkowników domowych. Dlatego u zarania tego projektu zainicjowanego przez Jefa Raskina przyjęto założenie, że interakcja z komputerem miała odbywać się przy pomocy uproszczonego trybu tekstowego. Z czasem te początkowe plany zaczęły ulegać znaczącym zmianom, co doprowadziło na początku 1981 roku do opuszczenia zespołu przez jego dotychczasowego lidera (na co nałożył się jeszcze personalny konflikt z Jobsem). Po tym wydarzeniu Steve wraz z zespołem tak bardzo chciał się odciąć od osoby inicjatora tego projektu i jego początkowych założeń, że rozważano bardzo poważnie zmianę dotąd używanej nazwy "Macintosh" na "Bicycle", od czego na szczęście odstąpiono. Ważniejszy jest jednak fakt, że od tego momentu rozpoczęła się wewnątrzorganizacyjna rywalizacja między oboma zespołami, czyli osobami z grupy Jobsa (nazywanych “Piratami”), a tymi zaangażowanymi w projekcie LISA. Z tego ostatniego Steve przeniósł sporo rozwiązań między innymi w zakresie interfejsu graficznego.

W tym wyścigu górą okazał się zespół opuszczony przez Jobsa, ponieważ dostarczyli rozwiązanie na rynek rok przed premierą Macintosha, ale niestety dla jego twórców było to pyrrusowe zwycięstwo. Ostatecznie komputer LISA okazał się katastrofalną porażką pod względem komercyjnym na co złożyły się dwie kwestie tj. absurdalnie wysoka cena przy jednoczesnym braku jakiegokolwiek oprogramowania, z którego można byłoby na nim korzystać. Wystarczy wspomnieć, że już po roku od momentu debiutu władze Apple zdecydowały się wycofać ten model ze sprzedaży. Tym to właśnie sposobem kolejnym kamieniem milowym w historii korporacji z Cupertino okazać się miał Macintosh.

Wróćmy jednak do MS, wszak o dziejach tej firmy traktuje ten i poprzedni wpis. Kluczowym z punktu widzenia losów przedsiębiorstwa Gatesa było fakt, że decyzja o wdrożeniu systemu operacyjnego z graficznym interfejsem użytkownika pociągała za sobą konieczność dostarczenia oprogramowania pisanego zupełnie od zera pod to nowe rozwiązanie. W tym celu Jobs zaprosił do współpracy kilka firm zajmujących się tworzeniem softu, w tym - jak łatwo było się domyślić - również MS. Pierwsza prezentacja “nowej jakości” od Apple’a, która miała miejsce w październiku 1981, ponoć nie zrobiła na szefie MS większego wrażenia, a przynajmniej nie pokazał on tego wówczas po sobie. Według zgodnej relacji kilku uczestników tamtego spotkania Bill Gates był najbardziej zaaferowany ... płynnością przesuwania się kursora na monitorze. Natomiast niezależnie od tego, co faktycznie szef MS wówczas myślał na temat zaprezentowanego rozwiązania, strony zgodziły się na współpracę, w tym na przekazanie przez Apple prototypu komputera dla MS. Oczywiście nie odbyło się bez podpisania odpowiedniego porozumienia, w ramach których korporacja z Cupertino zobowiązała się przekazać 4 sztuki rzeczonego sprzętu, na których MS miał pracować nad arkuszem kalkulacyjnym, bazą danych oraz program graficzny dla biznesu. Dodatkowo na mocy tej właśnie umowy MS zobowiązał się, że nie będzie podejmował żadnych kroków w celu dystrybuowania tego rodzaju oprogramowania na platformy inne niż te należące do Apple - w domyśle chodziło rzecz jasna o pecety. Klauzula ta miała obowiązywać przez okres 12 miesięcy od daty startu sprzedaży Macintosha lub od 1 stycznia 1983 roku w zależności od tego, co nastąpi pierwsze.

I tu po raz kolejny dała o sobie znać przypadłość Jobsa, która doczekała się w literaturze przedmiotu własnego określenia, a mianowicie “reality distortion field”, co można przetłumaczyć jako pole zaburzeń rzeczywistości. Zostało ono rzekomo zaczerpnięte z serialu Star Trek i odnosiło się do epizodu, w którym kosmici stworzyli własny świat wyłącznie przy pomocy siły mentalnej. W przypadku Jobsa termin ten miał oznaczać zdolność przekonywania innych - choć w sumie również samego siebie - do możliwości osiągnięcia zdawałoby się niemożliwych celów. Niestety miało to również tę przykrą stronę, że często wiązało się to z niewytłumaczalnym zakłamywaniem rzeczywistości czy też myśleniem życzeniowym. I tak się stało również w tym konkretnym przypadku, ponieważ Jobs zupełnie przecenił swoje siły w zakresie gotowości do rychłego zakończenia prac nad własnym produktem.

Tym sposobem przeskakujemy do końcówki 1983 roku, czyli powoli kończy się okres wyłączności, na którą umówił się strony, zaś Apple wciąż odkłada datę rynkowej premiery nowego urządzenia. Tymczasem w listopadzie tego roku na jednej z branżowych konferencji, która miała miejsce w Las Vegas, Microsoft ustami Billa ogłosił, że pracuje nad systemem operacyjnym o nazwie Windows, który zostanie wyposażony w graficzny interfejs użytkownika i będzie obsługiwany przy pomocy myszki. Gdy Jobs dowiedział się o tym fakcie wpadł w furię i rozkazał swoim pracownikom jak najszybciej sprowadzić szefa Microsoftu do siebie. Do konfrontacji doszło nazajutrz i wówczas rozegrała się scena, która przeszła do annałów historii branży technologicznej. Bill Gates pojawił się sam w siedzibie Apple'a i staną oko w oko ze wściekłym Jobsem, którego otaczała liczna grupa współpracowników. Tak relacjonował przebieg spotkania jeden z nich, czyli Andy Hertzfeld:

Byłem po prostu zafascynowanym świadkiem tego jak Steve zaczął krzyczeć na Billa, chcąc dociec dlaczego ten drugi pogwałcił ich umowę. "Okradasz nas!", krzyknął Steve, podnosząc głos jeszcze wyżej.

"Zaufałem Ci, a ty nas teraz okradasz!" Jednakże Bill Gates stał spokojnie i patrzył Steve'owi prosto w oczy, zanim odpowiedział swoim piskliwym głosem: "Cóż, Steve, myślę, że można na to spojrzeć jeszcze inaczej. Sądzę, że bardziej przypomina to sytuację, gdzie oboje mieliśmy bogatego sąsiada o imieniu Xerox, do którego domu się włamałem, aby ukraść telewizor, by dowiedzieć się, że Ty już wcześniej to zrobiłeś.”

Niestety Andy Hertzfeld nie wspomniał już jaka była reakcja Steve'a na tę ripostę, choć oczami wyobraźni widzę Jobsa, który jak rzadko kiedy nie miał nic do powiedzenia. Faktem jest, że sytuacja jego była nie do pozazdroszczenia. Za dwa miesiące miała odbyć się premiera najnowszego urządzenia Apple, a on nie mógł pozwolić sobie na zerwanie współpracy z MS, ponieważ wówczas jego najnowszy produkt nie miałby praktycznie żadnego oprogramowania na start. Nie mógł też nic wymusić na firmie Billa, ponieważ klauzula wyłączności właśnie dobiegała końca - został zupełnie bez argumentów, których mógłby użyć w sporze z Gatesem. Za to szef MS miał jeszcze jednego asa w rękawie i nie wahał się wykorzystać go w bezwzględny sposób.

Być może uważny czytelnik zwrócił uwagę na fakt, że umowa między firmami nie dotyczyła dostarczenia dla Macintosha interpretera BASIC. Nie był to jednak przypadek, ponieważ w tym czasie w Apple trwały już prace nad MacBASIC, który był podobno dużo bardziej zaawansowany od produktu MS. Niestety dla Jobsa i jego firmy Applesoft BASIC wydawany na licencji MS był centralny elementem Apple II i bez niego - a raczej oprogramowania w nim już napisanego - to urządzenie w dużym stopniu stawało się bezużyteczne. Tak się składało, że licencja na BASICA od MS miała wygasnąć w sierpniu bądź wrześniu 1985 roku, więc Apple było pod ścianą, ponieważ Apple II było wówczas właściwie jedynym (patrz: klęska Apple III oraz prawdziwa katastrofa o imieniu LISA) źródłem przychodów - skądinąd ogromnych. Ten fakt bezwzględnie wykorzystał Gates w negocjacjach z firmą założoną przez Jobsa - w zamian za przedłużenie licencji dla Applesoft BASIC zażądał wstrzymania prac nad MacBASIC, by finalnie wykupić prawa do niego za symbolicznego dolara, tylko po to, by zakopać go głęboko pod ziemią. A to był dopiero początek.

W październiku 1985 roku, czyli po dwóch latach od publicznego ogłoszenia przez MS prac nad nowym systemem operacyjnym wyposażonym w graficzny interfejs użytkownika, zadebiutowała pierwsza odsłona Windows. Na kilka tygodni przed tą datą wszystko wskazywało na to, że Apple gotowi się do sądowej batalii przeciwko MS, chcąc wykazać bliskie podobieństwo między własnym rozwiązaniem, a tym stworzonym w Redmond, by w ten sposób zablokować dalszą ekspansję ich rywala. Wiedząc o tym Bill Gates postanowił postawić wszystko na jedną kartę i przedstawił ultimatum kierownictwu Apple. Zagroził on wówczas firmie odpowiedzialnej za Macintosha, że jeśli nie odwołają oni planowanych działań prawnych, to jego firma zaprzestanie rozwoju aplikacji (w tym Excella i Worda) dla najnowszego komputera Apple’a. Dla tego ostatniego był to niestety wyjątkowo trudny okres, ponieważ po początkowym boomie na Macintosha jego sprzedaż zdecydowanie siadła i miesięcznie miast zakładanych 100 tysięcy komputerów z logo Apple’a sprzedawała się góra 1/5 tej liczby (około 20 tysięcy). Wiadomość o możliwym wycofaniu się Microsoftu ze współpracy jeszcze bardziej obniżyłaby liczbę sprzedawanych maszyn. Nie wiem czy była to realna groźba czy Bill po prostu blefował, faktem jest, że ówczesny szef Apple John Sculley uległ szantażowi i na kilka dni przed 30 urodzinami Gatesa podarował szefowi MS najlepszy możliwy prezent tj. podpisał z korporacją z Redmond porozumienie o wieczystej zgodzie dla MS na wykorzystywanie ich technologii we własnych produktach. Efekt tych ustaleń między stronami znakomicie podsumował Owen Linzmayer w książce “Apple Confidential 2.0”, gdy pisał z przekąsem: 

Od czasu, gdy brytyjski premier Neville Chamberlain udobruchał Adolfa Hitlera podpisując w 1938 roku pakt monachijski, świat nie widział tak wspaniałej demonstracji umiejętności negocjacyjnych.

Mimo to 3 lata później Apple pozwało jednak Microsoft oraz Hewlett-Packarda w związku z domniemanym naruszeniem przez te firmy własności intelektualnej giganta z Cupertino. Oczywiście chodziło wykorzystanie licznych elementów interfejsu graficznego w Windowsie 2.0, które zdaniem kierownictwa Apple'a były skopiowane z ich autorskiego rozwiązania. Gwoli kronikarskiego obowiązku dodam, że w międzyczasie Xerox zrobił dokładnie to samo wobec Apple’a, choć bez większego powodzenia i z resztą podobnie było w przypadku procesu między firmą produkującej Macintoshe a MS, ponieważ wszystkie ze 189 zarzutów zostały odrzucone (w ogromnej większości na podstawie porozumienia z 1985 roku), zaś sąd apelacyjny kilka lat później utrzymał tę decyzję. Ciekawszy jest tutaj fakt - i dlatego o tym w ogóle wspominam - że działania Apple’a spotkały się z dość szeroką krytyką, jako zmierzające do monopolizacji graficznego interfejsu użytkownika. Decyzja ta była krytykowana przez - o ironio - Free Software Foundation, czego efektem był kilkuletni bojkot Maców przez osoby zaangażowane w projekt GNU.

Skoro już o zaskakujących działaniach mowa, na koniec dzisiejszego wpisu pozwolę sobie wspomnieć o jeszcze jednym przypadku niespodziewanych zachowań, tym razem bohatera tego wpisu. Otóż Bill Gates to człowiek, który swego czasu zdawał się lubować w pisaniu przeróżnego rodzaju okólników, odezw czy też manifestów, choć głównie do swoich współpracowników. Miało to go później sporo kosztować w starciu z amerykańskim rządem, ponieważ w kilku przypadkach ujawnienie tego rodzaju korespondencji mocno zachwiało narracją jaką próbował budować podczas przesłuchań przed obliczem Departamentu Sprawiedliwości. O ironio pismo, które mam obecnie na myśli, w pewnym sensie mogłoby wówczas zadziałać na jego korzyść, gdyby nie dość oczywiste motywacje, jakie za nim się kryły. Otóż w czerwcu 1985 roku napisał on list do zarządzających wówczas Apple, gdzie mogliśmy poznać nieznane dotąd oblicze współtwórcy Microsoftu. Otóż sugerował w nim włodarzom firmy z Cupertino, iż powinni poważnie rozważyć możliwość licencjonowania swoich własnych produktów, tak by Macintosh jako całościowy konstrukt stał się pewnego rodzaju "standardem" rynkowym, podobnie jak to miało miejsce w przypadku pecetów.

Oczywiście modelowi, o którym wspominał szef MS w tej notatce, daleko jest do tego co faktycznie można określić mianem "standaryzacji", ponieważ miałoby to być rozwiązania ściśle koncesjonowane, tj. dostępne tylko dla wybranych podmiotów. Nie zmienia to jednak faktu, że mając na uwadze faktyczne działania na tym polu, z pewnym niedowierzaniem czyta się tekst, w którym Bill Gates pozycjonuje samego siebie jako zwolennika takiego modelu rozwoju na rynku nowych technologi, który opiera się na faktycznej kooperacji między rywalizującymi ze sobą podmiotami, a wszystko to w oparciu o pewien uzgodniony wspólnie kanon architektoniczny. Oczywiście ówczesny szef MS argumentował na rzecz takiego podejścia wskazując na praktyczne korzyści z niego płynące dla wszystkich zainteresowanych, tym niemniej mając na uwadze "zasługi" MS na polu rozwoju strategii działania "Embrace, extend, and extinguish" (o czym przypominał ostatnio wielkipiec) po raz wtóry podczas pisania tego tekstu musiałem się zmierzyć z uczuciem niedającego się usunąć rozdźwięku między prezentowaną treścią a osobą, która ją formułuje.

Ciąg dalszy (za jakiś czas) nastąpi ..

  

Komentarze