Thing 15.5, historia pewnego magazynu

Jako, że jestem zagorzałym entuzjastą amigowskiej demosceny (raczej byłej niż obecnej), postanowiłem raz jeszcze zmarnować trochę czasu i napisać kolejne kilka słów dotyczące tego tematu.

Tym razem cofniemy się w czasie na prawdę daleko bo aż do roku 1994 a konkretnie do 16 lipca tegoż roku kiedy to miejsce miała premiera 15 numeru magazynu dyskowego Thing firmowanego przez grupę Applause.

Jeżeli mam być precyzyjny to nie jest to konkretnie numer 15 ale 15.5! Dlaczegóż tak? Nie wiem i zapewne już się nie dowiem. Pomny doświadczeń związanych z cyklem wydawniczym magazynów dyskowych w tamtym czasie, chodzi zapewne o jakąś "obsuwę" stąd i tak dziwna numeracja.

No dobrze, ale dlaczego akurat magazyn dyskowy no i czemu właśnie Thing? No cóż prawda jest taka, że w ostatnim czasie wpadła mi w ręce spora ilość starych, 3.5 calowych dyskietek i na jednej z nich odnalazłem właśnie tego zina. Ciekawostką pozostaje fakt, że nie udało mi się go odpalić ze wspomnianej dyskietki na prawdziwym sprzęcie (Amiga 500) ale ten swoisty powrót do przeszłości zaintrygował mnie na tyle, że uruchomiłem UAE i pozwoliłem sobie podejrzeć Thinga z perspektywy pliku adf.

Tym razem nie było już żadnych problemów i po dwóch fajnych obrazkach tytułowych z których jeden od razu dawał nam do zrozumienia, że Thing to magazyn angielskojęzyczny, przeszliśmy do głównego menu.

OK, cóż więc ciekawego można było znaleźć w Thingu w lipcu 1994r.? Otóż wszystkiego po trochu! Dominowały oczywiście scena i sprawy scenowe, choć w kąciku polskim znalazło się także miejsce dla humoru i wpisów z pogranicza fantastyki.

Na pierwszym miejscu była jednak szeroko pojęta scena a z perspektywy czasu Thing grupy Applause przypomina bardziej konglomerat magazynu dyskowego z tzw. packiem. Nie ma to już jednak żadnego znaczenia.

Główna pozycja to oczywiście chartsy czyli notowania naj, naj w różnych scenowych kategoriach. Nie ma sensu tłumaczyć o co w tym chodziło - chętnych zachęcam do poczytania wpisu poświęconego tylko temu tematowi.

Co jeszcze? Są oczywiście pozdrowienia, są scenowe reklamy (głównie swapperów!), jest galeria, wywiady i cała masa innych tekstów. Ogromna większość, po angielsku, wszak Thing szczycił się mianem pierwszego polskiego maga w całości po angielsku.

Zapewne bardziej dociekliwi zauważyli też "krajowe poletko" czyli dział PL Gęsi... Tak, oczywiście! Magazyn był jak najbardziej angielskojęzyczny ale znalazło się również miejsce dla kilku(nastu) polskojęzycznych artykułów. Niestety, przynajmniej w tym numerze odbiegały one mocno jakością od tych w języku Szekspira. Zresztą sporą część działu zajęły różnego rodzaju polemiki z Extendem a musicie wiedzieć, że tego typu wojenki były kiedyś na porządku dziennym :)

Zresztą w samym Thingu znajdziemy dział Quarrels stworzony właśnie w celu uporządkowania kłótni między osobami czy grupami. Dziwne? No baaa - pewnie, że tak! Co jednak ciekawe ten numer zawiera też dział Mediation - zapewne w celu natychmiastowego zażegnywania sporów ;)

Synonimem tamtych czasów jest adnotacja redakcji Thinga w dziale kontakt. Przytoczę ją w całości, bo zwyczajnie warto:


Now, you can send your articles to the Thing via Internet!

Tak, w czasie kiedy ja (my) czytaliśmy o Internecie niczym o Świętym Gralu, jeden z redaktorów Thinga używał go, ba! - posiadał własny adres e-mail! To co teraz wydaje się oczywistością kiedyś było zaiste sporym wydarzeniem.

Swoją drogą to, że redakcja mogła się komunikować za pomocą poczty e-mail nie oznaczało, że otrzymała w ten sposób cokolwiek do publikacji :) Czasy były jakie były - nasza gospodarka rynkowa dopiero co raczkowała, prawa autorskie nie istniały, jakikolwiek komputer posiadało pewnie mniej niż 1% społeczeństwa... Więc gdzie tu mowa o poczcie elektronicznej?

Wracając do samego disk maga - naturalnie na tą chwilę większość tekstów z Thinga jest już potwornie przestarzała i można je traktować wyłącznie jako swego rodzaju historię. Z odpowiednią dawką sentymentu przeczytać można jednak choćby wywiad z Cougarem/Sanity czy przypomnieć sobie teksty Qwerty'ego/Scope (Swappers politics) czy Domain'a (The way of swapping). Interesujące jest również spojrzenie Hawk'a/Effect na zbyt dużą liczbę magazynów dyskowych w Polsce (How many mags?).

Całości dopełnia nastrojowa i nieprzeszkadzająca w czytaniu ścieżka dźwiękowa, którą oczywiście można wyłączyć.

Naturalnie zdaję sobie sprawę, że Thing 15.5 to mocno underground'owa produkcja, zresztą jak sama scena na Amidze kiedyś, niemniej być może kogoś zaciekawi jak wyglądały początki ery komputeryzacji w Polsce a nie da się ukryć, że scena była jednym z jej elementów.

Pozostałe wpisy z kategorii scena:

  • Był sobie swapper
  • Scenowe chartsy czyli dawny sposób na sławę
  • Let's party czyli jak to się scena dawniej bawiła
  • Sztuka przekraczania
  • Subiektywna lista najlepszych amiscenowych stron
  • Najlepsze scenowe kanały na YouTube
  • Hardwired - demo wszechczasów
  •